Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Konarski Szymon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Konarski Szymon. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 21 stycznia 2013

Odcinek 579: Szymon Konarski, 1834 rok

Z dziennika Szymona Konarskiego

21 stycznia 1834 roku
Powitanie, mal. Wojciech Kossak.
Napisałem listy do Webera i Gotschalka. Po południu dostaję uwiadomienie o wymarszu, odbieram pieniądze, marszrutę, uwiadamiam moich, że idę. Żegnam Lubańskich, oddaję im papiery, przyobiecuję cieszyć Madame, opuszczoną przez Wojnickiego na jej własne żądanie, przyobiecuję ocierać jej łzy przez cały wieczór, wiedząc, że o siódmej wyjdę. Gdzie Polacy stali, dosyć jest Polakiem się nazywać, aby po ich wyjściu wszystkie kochanki odziedziczyć tu. Dopiero kilku wyszło, a co to za wieczór, co tu płaczu, wzdychania, jak się każda z swym smutkiem zwierza rodakowi jej kochanka, jak ciężko jest razem odegrać rolę i pocieszyciela, i zastępcy. O, gdyby kobity rząd państw europejskich miały w swym ręku, Polacy wszystko mieliby, co by zażądali, gdy[by] ten rząd był despotycznym, wola każdego Polaka byłaby prawem dla świata. Lecz porzućmy te wzdychania do niepodobnych rzeczy. Urządziwszy wszystko do wymarszu, gospodarstwu i słowa nie mówiąc w moim mieszkaniu, wymknąłem się ,,Pod Krzyż", skąd miałem swoich 4 zabrać. Zosia płacze, przeczuła wymarsz Michała, Eliza ryczy, bo Matys już jedzie, Visardową opanował blady strach, i wszystko po kątach szlocha. Buzi biedne dziewczęta dają wszystkim Polakom. Nie wiedząc o niczym wprawdzie, domyślają się tylko, że je opuszczają. Już stara i długa jakaś powtórzyła ze łzami: Bodajbym była Polaków nie znała. Adam Wodzyński, Wypłosz i ja wyprowadziliśmy prawie gwałtem Michała z tej wyspy Kalipso. Wszedł na nią nieżonatym, wychodzi ojcem.
Szymon Konarski.
„Spod Niedźwiedzia", gdzie nasze tornistry czekały, ruszyła komenda w końcu. Odprowadzili nas nasi przyjaciele za bramę i w liczbie pięciu puściliśmy się w drogę, jak niedawno z Berensdorffem puszczałem się do Polski. Przebyliśmy wylew jeziora między Bienne a Nidau, przebyliśmy Nidau, a obejrzawszy się z góry, na którą wstępowaliśmy, na ognie w Bienne świecące się, szybkim krokiem, przy pięknej światłem, lecz wietrznej bardzo nocy, biegliśmy ku Aarberg. Zostawiając go na lewo, uszliśmy drogą ku Morat jeszcze milę i na nocleg w karczmie oddalonej, którą by baśnie piastunek polskich naszych [mogły] wziąć śmiało za mieszkanie zbójników, stanęliśmy. Po sutej kolacji, o ile miejsce na to pozwoliło, bo Polak nie żałuje gębie, kiedy ma parę chociaż franków w kieszeni, weseli do zbytku, szczęśliwi bez granic, nie czując zmęczenia, położyliśmy [się] w nasze łóżka, po dwóch na jednym.
Szymon Konarski, Dziennik z lat 1831-1834, oprac. Bolesław Łopuszański i Anatol Smirnow, Zakład Narodowy im. Ossolińskich 1973, s. 265-266.