Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kniaziew Gieorgij. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kniaziew Gieorgij. Pokaż wszystkie posty

sobota, 16 września 2017

Odcinek 2076: Gieorgij Kniaziew, 1941 rok

Z dziennika profesora Gieorgija Kniaziewa, kierownika archiwum Akademii Nauk w Leningradzie

16 września 1941 roku

Osiemdziesiąty siódmy dzień [wojny]. Oto co się działo. Rankiem dostrzegłem na nabrzeżu oddział uzbrojonych marynarzy. Wchodzili do budynków mieszkalnych. Na Newie, naprzeciwko naszego domu, rozładowywali statek z zaopatrzeniem. Okazało się, że marynarze ustawiają stanowiska strzeleckie w budynkach z oknami wychodzącymi na rzekę. Weszli też do naszego domu, żeby ustawić karabiny w mieszkaniach Karpińskich, Szerbackich, Pawiowej i innych. Ubrani w nieskazitelnie czyste mundury naprawdę młodzi żołnierze, na pierwszy rzut oka kadeci, chodzili z workami piasku po ciemnej klatce schodowej. Przy bramach stanęła pełna straż...
Wróciłem do domu. Co jeszcze mógłbym zrobić?
Budowla została przekształcona w twierdzę czy też bunkier. Czy pozwolą nam w nim zostać, mimo że nasze okna wy chodzą na podwórko? Oczywiście nie myślę o chwili obecnej, lecz o czasie walki. Ale gdzie jest wróg? Daleko stąd? Blisko? Marynarze niezwykle szybko zajęli się swoimi sprawami. Nawet przemieszczając się nie chodzili, a biegali. Zdecydowaliśmy przenieść się tymczasowo do biura. Jeśli musimy umrzeć, niech to będzie na służbie, a nie na jakiejś klatce schodowej albo w schronie. Zebraliśmy trochę najpotrzebniejszych rzeczy i łóżko polowe, po czym udałem się do pracy. [...] 
Deszcz smagał ziemię przez cały dzień. Wiał wrześniowy wiatr. Gdzieś w oddali dźwięczały baterie artyleryjskie. Mimo że pogoda nie sprzyjała atakom lotniczym, słychać było warkot śmigieł samolotu. Całe miasto jeży się bagnetami i karabinami maszynowymi, stanowiskami strzeleckimi i przeszkodami. Na niektórych drogach dojazdowych do miasta wzniesiono barykady. Leningrad przygotowuje się do walki na ulicach, na placach, w domach. Czego świadkami się staniemy? Nadchodzą najtrudniejsze dni i godziny...
Marynarze maszerują na front. Leningrad, październik 1941 roku, fot. Borys Kudojarow (źródło).
Noc. Siedzę w moim gabinecie w Archiwum. Żona jest ze mną. Drzemie na łóżku polowym. Jest cicho. Przyciemniona lampa rzuca światło jedynie na tę kartkę papieru. W rogu profil popiersia Lenina czernieje na białym tle ściany. Czy kiedykolwiek w przeszłości pomyślałbym, że przyjdzie mi spędzić noc w tym przytulnym gabinecie w tak wyjątkowych okolicznościach? Wsłuchuję się w ciszę i nie słyszę alarmu. Jeśli chodzi o mój dyżurujący personel, dwie osoby śpią w czytelni, a jedna czuwa w pokoju z telefonem. Na dworze panuje czarna noc. Deszcz chyba przestał padać. Jednak ziąb chłodzi powietrze, a depresja duszę. 
Bieliawski pokazał mi list, który wziął z ulicy Zeleninej; leżał nieopodal zniszczonego budynku. Wybuch bomby rozrzucił czyjąś korespondencję i strony jakiegoś rękopisu... Czy z moimi kartkami stanie się to samo? 
„Proszę mi powiedzieć” poprosił Bieliawski, „czy to możliwe, że nikt teraz nie spisuje relacji z tego, co się dzieje w mieście i jak to przeżywają ludzie? Dobrze byłoby gromadzić taką dokumentację, zwolnić jedną osobę z innych obowiązków i zlecić chodzenie po ulicach, odwiedzanie instytucji, domów... Czy nie mógłby tego robić na przykład Instytut Literatury?” 
„Nie” odpowiedziałem, „to nie leży w ich zakresie zadań. W Instytucie pracują historycy literatury i krytycy, a nie pisarze i socjologowie...” 
Nie powiedziałem nawet słowa o tym, że ja sam prowadzę taką dokumentację i będę to robił tak długo, na ile starczy mi sił i czasu. 
To prawda, że moje zapiski ograniczają się do bardzo wąskiego kręgu i ograniczonej liczby spotkań i wydarzeń, ale prawdopodobnie istnieje ktoś jeszcze, kto odmalowuje wydarzenia i doświadczenia na znacznie większym płótnie.

Aleś Adamowicz, Danił Granin, W oblężonym Leningradzie. Dramatyczne wspomnienia, tłum. Anna Wrzosek, Bellona 2011, s. 64–65.

piątek, 14 marca 2014

Odcinek 987: Gieorgij Kniaziew, 1942 rok

Z dziennika profesora Gieorgija Kniaziewa, kierownika archiwum Akademii Nauk w Leningradzie

14 marca 1942 roku
Dwieście sześćdziesiąty szósty dzień wojny. Nic szczególnego się nie dzieje. Dzień jak każdy inny. Noc jak każda inna podczas oblężenia. Blokada nie została przerwana i cała jakość naszego życia wynika z tego faktu. Już dawno zdecydowałem się nie myśleć o przyszłości, ale teraz pytanie samo się nasuwa: co mamy robić? Dla nas decyzja jest nieodwołalna – zostajemy w Leningradzie i nie wyjeżdżamy nigdzie indziej. Nie przeżyjemy kolejnej zimy, nawet jeśli dotrwamy do niej, w zrujnowanym mieście, bez drewna opałowego. Tej zimy dziesiątki, jeśli nie setki tysięcy ludzi wycieńczonych głodowaniem po prostu zmarło z powodu zimna i mrozu w swoich nieogrzewanych mieszkaniach. Oczekiwanie na taką ewentualność z filozoficzną obojętnością nie przyniesie owoców. To oznacza, że trzeba zadać sobie pytanie o wyjazd z Leningradu. Tylko gdzie moglibyśmy pojechać? I co z Archiwum?
Nagle przyszłość pojawiła się przed nami jak szara ściana i trzeba o niej myśleć.
Nie mogłem udać się dzisiaj do pracy, ponieważ mój wózek wymaga naprawy, a osłabiona żona nie była w stanie podołać połączonej funkcji konserwatora i szofera.
Spędziłem cały dzień, czytając poezje Baudelaire’a, Verlaine’a, Verhaerena i innych poetów.

Newski Prospekt w Leningradzie, 1942 rok.
Aleś Adamowicz, Danił Granin, W oblężonym Leningradzie. Dramatyczne wspomnienia, tłum. Anna Wrzosek, Bellona 2011, s. 186–187.

poniedziałek, 5 września 2011

Odcinek 75: Gieorgij Kniaziew, 1941 rok

Z dziennika profesora Gieorgija Kniaziewa, kierownika archiwum Akademii Nauk w Leningradzie

Leningrad, 5 września 1941 roku
Siedemdziesiąty szósty dzień [wojny]. Zaczęliśmy jadać obiady w akademickiej stołówce, mimo że ustawiają się w niej teraz długie kolejki.
Na dworze jest zimno i deszczowo. Kwiaty zdobiące moją drogę do pracy zwiędły i pomarszczyły się, dożywając swoich ostatnich dni. Sfinksy błyszczą mokre od deszczu. Szara mgła nad Newą zaciera wyraźne kształty Soboru św. Izaaka, Admiralicji, Pałacu Zimowego, Senatu i ogierów nad łukiem budynku Sztabu Generalnego. A gdzieś, kilkadziesiąt kilometrów stąd, przy drogach dojazdowych do Leningradu stacjonują Niemcy... Nie do wiary, to jak sen w malignie, a nie rzeczywistość. Jak mogło się to stać? Niemcy u bram Leningradu!
Siedzący przy wejściu administrator naszego budynku podzielił się ze mną wrażeniami: „Jeśli wcześniej bylibyśmy tak zorganizowani jak teraz, nie pozwoliłoby się Niemcom podejść tak blisko Leningradu”.
Pomoc ofiarom bombardowania, Leningrad, 10 września 1941 roku.
Aleś Adamowicz, Danił Granin, W oblężonym Leningradzie. Dramatyczne wspomnienia, tłum. Anna Wrzosek, Bellona 2011, s. 50.