Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kleist Heinrich von. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kleist Heinrich von. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 27 października 2013

Odcinek 849: Heinrich von Kleist, 1801 rok

List Heinricha von Kleista do narzeczonej, Wilhelminy von Zenge

Paryż, 27 października 1801 roku
Kochana Wilhelmino, otrzymałaś już zapewne ostatni list ode mnie, w którym Ci wyłożyłem mój plan dotyczący naszej przyszłości, a mianowicie osiedlenia się w Szwajcarii. I co Ty na to? Swoboda, najszlachetniejszy rodzaj pracy, własna posiadłość, żona — ach, droga moja, czyż może dla mnie istnieć los bardziej upragniony? Ale czy także dla Ciebie? [...] Czyżbyś tak bardzo przywykła do życia w przepychu i zbytku? Czyliż mogą Cię nęcić te płaskie przyjemności życia w mieście? Czy dusza Twoja znajduje w tym upodobanie? Czyż nie zostanie u Ciebie zawsze jeszcze owo jedno niespełnione marzenie, które urzeczywistnić może tylko przyszłość, jaką ja Ci pragnę zgotować? Kochana Wilhelmino, w ostatnim moim liście, nie chcąc przekupywać Twej wyobraźni, prosiłem Cię, byś początkowo plan mój rozpatrywała raczej od jego stron najmniej pociągających. Lecz teraz weź też pod uwagę jego przyjemne strony i jeśli z właściwym zrozumieniem wyważysz jego korzyści i braki, o, jakże głęboko, głęboko opadnie szala szczęścia pod jego ciężarem. Posłuchaj mnie raz uważnie albo raczej odpowiedz mi na pytanie: jakie jest najgorętsze pragnienie kobiety? Musiałbym się bardzo mylić, gdybyś mi miała na to odpowiedzieć inaczej niż słowami: miłość męża. A teraz powiedz mi, czy może coś bardziej wzbogacić rozkosze miłości, czy istnieje coś, co bardziej sprzyja sercom dwojga ludzi, by dawały miłość i by miłości wzajemnej doznawały, niż ciche życie na wsi? Sądzisz, że ludzie w mieście się kochają? Możliwe, ale tylko wtedy, gdy nie mają nic lepszego do roboty. Mąż posiada swój urząd, pnie się do bogactwa i zaszczytów, a to wymaga wiele czasu. Początkowo jeszcze pozostanie mu trochę wolnych chwil dla miłości. Ale ma przyjaciół, lubi przyjemności, a to znów zjada czas. Toteż niewiele mu go już pozostanie na miłość. A gdy nawet jest we własnym domu, to w roztargnieniu duchem przebywa poza nim, tak więc zaledwie skąpe chwile może ofiarować swej żonie. Podobnie ma się rzecz z kobietą i właśnie dlatego tak się lękam życia w mieście. Ale za to na wsi! Mąż pracuje. Dla kogo? Dla swej żony. Wypoczywa. Gdzie? U boku swej żony. Idzie na spacer samotnie — lecz przy kim krąży myślami? Przy żonie. Bywa w towarzystwie — i za kim tęskni? Za żoną. Gdy mu smutno, gdzie szuka pocieszenia? U swej żony. Przy kim odczuwa radość? Przy swej żonie. Żona jest mu wszystkim. I kiedy dziewczynę oczekuje taki los, czyż może się jeszcze wahać? Z utęsknieniem wyglądać będę listu od Ciebie. [...]

Bywaj zdrowa i życz mi szczęścia. Nie mogę dłużej pisać, muszę już oddać list na pocztę. [...]
H. K.
Portret rodzinny, mal. Louis-Léopold Boilly, ok. 1803 roku.
Heinrich von Kleist, Listy, tłum. Wanda Markowska, Czytelnik 1983, s. 258–260.

niedziela, 14 kwietnia 2013

Odcinek 662: Heinrich von Kleist, 1801 rok


List Heinricha von Kleista do do narzeczonej, Wilhelminy von Zenge

Berlin, 14 kwietnia 1801 roku
Dziewczyna z listem,
mal. Teodoro Matteini, 1797 rok.
Kochana przyjaciółko, tych parę zdań, któreś mi napisała tchnie takim smutkiem i godnością, że i sam Twój widok więcej nie mógłby mnie wzruszyć. Kiedy pomyślę, jak siedzisz w swym pokoju z mym portretem przed sobą, z głową wspartą na rękach i oczyma pełnymi łez – ach, Wilhelmino, wówczas ta myśl podwaja mą własną udrękę. Miłość niewiele Ci dała ze swych radości, więcej ze swych smutków, już dwa rozstania Ci zgotowała, a każde z nich bolesne. Zasłużyłaś sobie na spokojniejszy los, czemu niebo musiało Cię związać z młodzieńcem o tak dziwnej, wiecznie napiętej, wiecznie pełnej niepokoju duszy? Ach, Wilhelmino! Jesteś godna zaznać prawdziwego szczęścia, jestem Ci je winien, tylu dowodami wielkoduszności nałożyłaś na mnie zobowiązanie... czemuż nie mogę się z niego wywiązać? Dlaczego nie potrafię Ci nic dać w nagrodę, tylko łzy?... O, gdyby Bóg mi pozwolił kiedyś opłacić te łzy radością! Kochana, droga przyjaciółko, nie żądam, byś ukrywała przede mną ból, jeśli go odczuwasz, ja sam zawsze korzystam z tego najsłodszego prawa przyjaźni, które pozwala otworzyć serce, gdy mu ciężko, ale starajmy się oboje z największym spokojem i pogodą ducha stawić czoło burzom i chmurom.
Przebacz mi tę podróż – tak, przebacz, nie, ja się nie pomyliłem, używając tego wyrażenia, bo sam teraz czuję, że pierwszym jej powodem była nierozwaga i pochopność. [...] Ach, Wilhelmino, jakąż radością by mnie napełniło jeszcze przed trzema laty samo przeczucie takiej podróży! A dziś! Ach, Bóg tylko jeden wie, jak mi serce krwawi! [...] Obecnie chciałbym mimo to wyciągnąć z tej podróży jak najwięcej pożytku i w miarę możności nauczyć się czegoś w Paryżu. Może przecież wyniknie coś dobrego z tej zawikłanej przygody mego życia. [...]
Ach, tak niewypowiedzianie tęsknię za spokojem! Wszystko tak ciemne w mej przyszłości, nie wiem, czego powinienem sobie życzyć, jakie snuć nadzieje, czego się obawiać, czuję tylko, że mnie ni zaszczyty, ni bogactwo, ani nawet nauka nie potrafią w pełni zadowolić, jedno jedyne mam pragnienie: Ty nim jesteś, Wilhelmino. [...] Często będę do Ciebie pisywał, następnym razem z Drezna, mniej więcej za osiem dni. Napisz mi tam, ale zaraz i nie wzdragaj się własnoręcznie nakreślić adresu, nasza miłość nie powinna być dłużej tajemnicą. Prawdopodobnie 28 kwietnia znajdę się w Lipsku, możesz wtedy napisać do Minny Clausius, która tam będzie na targach z ojcem, i załączyć znów list do mnie. Dokądkolwiek będziesz mi pisać w czasie tej podróży, musisz zawsze zaznaczyć na liście: do rąk własnych (do Francji po francusku). A teraz adieu. 73 reńskich, o czym zapomniałaś mi donieść, oddałem Karolowi w przekonaniu, żeś tego sobie życzyła. Adieu, adieu, bądź dzielna, moja droga dziewczyno.
Heinrich K.
Heinrich von Kleist, Listy, tłum. Wanda Markowska, Czytelnik 1983, s. 212–215.

poniedziałek, 18 marca 2013

Odcinek 635: Heinrich von Kleist, 1802 rok


List Heinricha von Kleista do siostry Ulryki

Thun, 18 marca 1802 roku
Moja najlepsza Ulryczko, otrzymałem pieniądze i jestem niepocieszony, że mój list doszedł do Twych rąk tak późno. Ciągle myślałem, że znając z gazet sytuacje Szwajcarii, będziesz sama mogła z tego wnioskować, iż to wręcz niemożliwe dziś się tu bezpiecznie osiedlać. Zaledwie bowiem zdążyłem Ci wysłać mój ostatni list, w którym Ci wspominałem o niepokojach w Zurychu, a już o półtorej godziny stąd, w Simmetal wybuchło powstanie wśród chłopów i natychmiast po tym do Thun wkroczył francuski generał ze swymi oddziałami. To rzecz niemal przesądzona, że ten nieszczęśliwy kraj w jakiś sposób stanie się ofiarą francuskiej brutalności, a wiem z pewnych źródeł, że rząd szwajcarski, który dotychczas wciąż jeszcze usiłował lawirować, tym razem niedwuznacznie opowiada się przeciwko Francuzom. Rozgoryczenie Szwajcarów przeciw tym małpom rozumu jest tak wielkie, że każda inna namiętność przed tym ustępuje, najzapaleńsze głowy tutejszych partii zdają się grać w kości o to, która z nich ma dzielić poglądy innej, byleby się tylko wspólnie bronić przed najeźdźcą, jak skłóceni małżonkowie przed włamywaczem. Wedle więc największego prawdopodobieństwa jeszcze tego lata kraj ten stanie w obliczu wojny – ale ja już w ostatnim swoim liście obszerniej Ci wyłuszczyłem moje powody. A teraz tylko o tym, co mam począć z pieniędzmi? Tak mnie zawstydza ten mój nadmierny pośpiech, a przy tym ta Twoja niewypowiedziana dobroć, że nawet nie wiem, jakie znaleźć słowa. [...] A teraz chcę Cię, moja najlepsza dziewczyno, uspokoić, że z jednej strony, aczkolwiek mój skromny fundusz przepadł, to wiem jednak, jak się mam odżywiać. Zaufaj mi w tym przedmiocie, wiesz sama, dlaczego. Słowem, nic mi więcej nie trzeba, tylko zdrowia, bom właśnie kilka dni niedomagał. [...] Napisz mi zaraz, pozdrów kochanych krewnych, zaraz też otrzymasz bardzo wesoły od Twego serdecznie Ci oddanego brata
Heinricha.
Thun, rys. Joseph Mallord William Turner, ok. 1806-1807.
Heinrich von Kleist, Listy, tłum. Wanda Markowska, Czytelnik 1983, s. 381–383.

czwartek, 31 stycznia 2013

Odcinek 589: Heinrich von Kleist, 1801 rok


List Heinricha von Kleista do narzeczonej, Wilhelminy von Zenge

Berlin, 31 stycznia 1801 roku
Wilhelmina von Zenge.
Kochana Wilhelmino, nie dlatego tym razem odpisuję Ci trochę później, niż zwykle, by Twój list miał mi być mniej miły niż inne, nie to, powiadam, było powodem zwłoki. Gdyż ustanowiłem sobie niemal prawo, odpowiadać od razu i bez ociągania na każdy Twój list, który przede mną otwiera jakąś piękniejszą stronę Twej duszy i tym czulej mi porusza serce. Ale tym razem było to jednak zgoła niemożliwe. Jest tu Leopold, Huth wciągnął mnie w swoje sprawy, wyrwał mnie trochę z mej samotności i wprowadził w uczony świat Berlina – który, nawiasem mówiąc, tak mało mi się podoba jak ten nieuczony. Sama możesz z tego wywnioskować, jak muszę skąpić czasu, by nie opóźnić swych pilnych prac. 

Chętnie kupiłbym sobie kilka godzin za pieniądze, gdyby to było możliwe, i wyświadczyłbym tym przysługę niejednemu, który nie wie, co począć z nadmiarem czasu. Tych niewiele godzin, które mi po tylu trwonionych chwilach pozostało, musiałem całkowicie oddać memu głównemu celowi... dziś wreszcie niebo obdarzyło mnie wolnym wieczorem i pragnę go Tobie poświęcić... Ale nie przekreślam tego  prawa i w przyszłości natychmiast Ci odpiszę na każdy Twój list, jeśli tylko będzie taki jak ostatni... Tylko czasami musisz się zadowolić niezbyt długim. Niewymowną mnie napełniłaś radością, że zezwoliłaś mi zajrzeć w Twą duszę pełną miłości, chociaż właściwie niepotrzebnie starałaś się wzbudzić we mnie zaufanie w prawdziwość Twojej skłonności do mnie. Gdybyś mnie nie kochała, musiałabyś być godna pogardy, tak samo ja, gdybym nie wierzył w Twą miłość. Już Ci kiedyś powiedziałem, dlaczego... To raz na zawsze ustanowione. Kochamy się, mam nadzieję, tyle serdecznie i głęboko, że nie trzeba o tym więcej mówić, historia naszej miłości nie wymaga ciągłych słów zapewnienia. [...]

Adieu
Twój ukochany H.K.
Heinrich von Kleist, Listy, tłum. Wanda Markowska, Czytelnik 1983, s. 188–198.

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Odcinek 306: Heinrich von Kleist, 1807 rok

List Heinricha von Kleista do siostry, Ulryki

Chalons sur Marne, 23 kwietnia 1807
Moja najdroższa Ulryko!
Heinrich von Kleist (1777–1811),
poeta, dramaturg, publicysta.
Jeśliś otrzymała mój list mniej więcej z datą ósmego czy dziesiątego lutego, dowiesz się, jakie to niezwykłe okoliczności zawlokły mnie do Francji jako jeńca wojennego. [...]
wielokrotnie wtrącano nas do rozmaitych więzień, a w miejscowościach, gdzie tego nic czyniono, musieliśmy imać się takich prac, które bardziej były dla nas przykre niż więzienie. Na koniec przybyliśmy piątego marca do fortu de Joux, Nie można wyobrazić sobie czegoś bardziej odludnego jak ta twierdza wzniesiona na nagiej skale, przeznaczona jedynie na więzienie. Musieliśmy wysiąść i wspinać się pod górę na piechotę; pogoda była okropna, wichura co chwilę groziła nam, że strąci nas z tej wąskiej, oblodzonej ścieżki w przepaść. W Alzacji i przez całą drogę wszędzie czuło się już wiosnę, w Besançon widzieliśmy już nawet róże, ale tu, na tym zamku, u północnego stoku Jury leżał jeszcze śnieg wysoki na trzy stopy Zaczęto od tego, że moim obu towarzyszom podróży zabrano wszystkie pieniądze [...]. Mnie nic nie mogli zabrać, bo nic nie miałem. Potem nas zapewniano, że będziemy się tu mieli dobrze, i każdego z osobna wprowadzili do sklepionej piwnicy, po części wykutej w skale, po części zaś wymurowanej kamieniem ciosowym, bez światła bez powietrza. [...]
Nasze okna miały potrójne kraty i nie wiem nawet ile wrót za nami zamykano, a przy tym nazywano te lochy całkiem przyzwoitymi i znośnymi mieszkaniami. Kiedy nam przynoszono posiłki, zawsze asystował przy tym oficer, z trudem, z lęku przed jakimiś niebezpiecznymi dla państwa spiskami z naszej strony, zgodzili się wydać nam noże i widelce. Co najdziwniejsze, nie wytaczano przeciw nam żadnych oskarżeń w tej beznadziejnej sytuacji. [...] ponieważ aresztowanie nas w Berlinie było w istocie rzeczy tylko czystym nieporozumieniem i nie można było nic określonego zarzucić naszemu postępowaniu, więc też minister wojny rozkazał uwolnić nas z fortu i podobnie jak innych jeńców wojennych przesłać do Chalons sur Marne.
Fort de Joux.
Tak więc siedzimy tu teraz, cieszymy się wprawdzie pełną wolnością na nasze słowo honoru, ale możesz sobie przedstawić, w jakiej znaleźliśmy się sytuacji przy ogromnych kosztach, które narosły podczas tych wszystkich naszych podróży, zwłaszcza że uporczywie odmawiają nam wypłacania żołdu, jaki inni jeńcy wojenni otrzymują. Znów więc napisałem do ministra wojny i do księcia Augusta, podkreślając, że to rzecz wprost niesłychana traktować obywatela, który nawet nie miał broni i nie walczył na polu bitwy, jako jeńca wojennego; teraz tedy spodziewam się uwolnienia albo co najmniej pełnego zrównania mnie w prawach z innymi oficerami. Ale możesz być pewna, że poza tym wszystkie te kłopoty bardzo mało mnie wzruszają, bom już jest za pan brat z większymi i największymi ciosami losu. [...] Bądź zdrowa i pozdrów wszystkich, jak tylko mój los się odmieni napiszę Ci zaraz, jeśli tylko będę znał Twój adres.
Twój Heinrich v. Kleist
Heinrich von Kleist, Listy, tłum. Wanda Markowska, Czytelnik 1983, s. 435–438.