Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kafka Franz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kafka Franz. Pokaż wszystkie posty

piątek, 6 czerwca 2014

Odcinek 1071: Franz Kafka, 1914 rok

List Franza Kafki do Grety Bloch

6 czerwca 1914 roku
Greta Bloch.
Droga Panno Greto, wczoraj był znowu taki dzień, że czułem się całkowicie sparaliżowany, niezdolny do poruszenia się, niezdolny do napisania listu do Pani, do którego popychało mnie wszystko, co było we mnie jeszcze resztką życia. Czasem — Pani jest jedyną osobą, która na razie o  tym się dowiaduje — sam już nie wiem, jak mogę brać na siebie odpowiedzialność zawierania związku małżeńskiego, będąc takim, jakim jestem. Małżeństwo opierające się na sile żony? Czy nie będzie to pochyły gmach? Może się zawalić, wyrywając z ziemi także i swój fundament.
O Boże, ja przecież właściwie zrozumiałem, panno Greto, co znaczył Pani sąd o moim pisaniu. Ale nawet właściwie zrozumiany nie jest on jednak słuszny, nawet jeśli ja zgodnie z nim postępuję. Każdy na swój sposób wydobywa się z podziemi, ja — przez pisanie. Dlatego jedynie przez pisanie, a nie przez spokój i sen, mogę, jeśli jest mi to przeznaczone, utrzymać się na powierzchni. O wiele bardziej uzyskuję spokój przez pisanie, niż zdolność pisania przez spokój.
Franz Kafka.
Ale ja wciąż mówię o sobie, już to samo ukazuje istotę mojego stanu. Wydaje mi się, że zrobiłem to także w Berlinie, chociaż musiałem przecież wiedzieć, że widzialny i żywy jestem właściwie tylko wtedy, gdy to, co mnie samego dotyczy, spycham możliwie najgłębiej.
Ucieszyło mnie, nie tylko jako potwierdzenie mojej przepowiedni, że w Berlinie, wbrew Pani własnemu twierdzeniu, czuje się Pani lepiej niż w Wiedniu. Jest Pani lepiej. Ma Pani lepsze stanowisko, pracuje z większą chęcią (nie ma już żadnej „stajni"), ma przy sobie swoją rodzinę i nie dręczą już Pani różne obawy, jakie podsuwa wyobraźnia, gdy jest się daleko; Berlin wzmacnia u Pani, jak w każdym człowieku, siłę oporu. Co to znaczy, że matka dba o Panią „zbyt troskliwie"? [...]
Najserdeczniejsze  pozdrowienia,  serdeczny  uścisk  dłoni,
Franz K.
Franz Kafka, Listy do Felicji, t. 1, tłum. Irena Krońska,, Państwowy Instytut Wydawniczy 1976, s. 159-160.

środa, 13 lutego 2013

Odcinek 602: Franz Kafka, 1914 rok

Z dziennika Franza Kafki 

13 lutego 1914 roku  
Franz Kafka.
Wczoraj u pani X. Energiczny i spokojny, bezbłędnie stawiająca na swoim energia, wświdrowująca się spojrzeniami, wpychająca się rękami i nogami. Otwartość, otwarte spojrzenie. Zawsze widzę we wspomnieniu jej wstrętne, olbrzymie odświętne kapelusze renesansowe ze strusimi piórami z zamierzchłej epoki, była dla mnie zawsze odrażająca, dopóki nie poznałem jej osobiście. Jak śpiesząc ku poincie opowiadania przyciska zarękawek do brzucha i mimo to mufka drga. Jej dzieci A. i B.
Przypomina mi bardzo W. spojrzeniem, beznamiętnym zatapianiem się w opowiadaniu, wsłuchiwaniem się bez reszty, drobną, pełną życia postacią, nawet twardym przytłumionym głosem, paplaniną o pięknych sukniach i kapeluszach, podczas gdy na niej samej nie widać nic podobnego.[...]
Sny:
Mieszkam w Berlinie w jakimś pensjonacie, gdzie, jak się zdaje, przebywają sami młodzi polscy Żydzi; malutkie pokoje. Wylewam karafkę wody. Ktoś stuka bez przerwy na małej maszynie do pisania, prawie nie odwraca głowy, gdy się o coś poprosi. Nie sposób zdobyć mapę Berlina. Widzę często w czyimś ręku książkę podobną do planu. Za każdym razem okazuje się, że książka ta zawiera coś całkiem innego, wykaz berlińskich szkół, statystykę podatków lub coś w tym guście. Nie chcę uwierzyć w to, otrzymuję jednak w odpowiedzi danej z uśmiechem dowód całkiem niewzruszony.
Franz Kafka, Dzienniki: 1910-1923, tłum. Jan Werter, Wydawnictwo Literackie 1961, s. 274-275.

piątek, 4 maja 2012

Odcinek 317: Franz Kafka, 1913 rok

Listy Franza Kafki do Felice Bauer

4 maja 1913 roku
Felice Bauer.
Dlaczego pisanie do Ciebie silniej na mnie nie wpływa, dlaczego nie uspokaja ataków rozpaczy, które niekiedy przeżywam myśląc o tym, że jesteś tak daleko, i które teraz, przed podróżą do Berlina, są jeszcze bardziej nie do zniesienia niż kiedy indziej, bo co nastąpi po tych Zielonych Świątkach?
Mam więc złożyć Wam wizytę? W takim razie odpowiedz mi na czas na następujące pytania: Jaki jest Wasz numer telefonu, w książce telefonicznej zapewne go jeszcze nie będzie? Czy muszę być w czarnym garniturze, czy też wystarczy, jeśli jako przypadkowy gość przyjdę w zwyczajnym ubraniu letnim? To drugie byłoby mi o wiele milsze niż pierwsze, lub raczej to pierwsze byłoby dla mnie prawie niemożliwe. Czy Twojej matce mam przynieść kwiaty? I jakie kwiaty?
Zatrzymam się znowu w Askańskim Dworze. Być może, że przyjadę także i tym razem o 11-ej w nocy, ale nie mówiąc już o tym, że to nie jest pewne (mam dużo pracy w biurze, i to takiej, do której ja coraz bardziej nie dorastam, kto inny bez trudu poradziłby sobie ze wszystkim), jeszcze osobno zaklinam Cię, żebyś nawet nie myślała o wychodzeniu po mnie na dworzec. Przyjeżdżam zawsze w okropnym stanie i nie chciałabyś przecież, żebym na środku dworca padł Ci w ramiona z poczucia niepewności, z rozterki, ze zmęczenia, z rozpaczy i z miłości. A więc proszę, nie myśl o tym!
Franz Kafka.
Piszesz, że oba przedpołudnia Zielonych Świątek zajmą zaręczyny, a więc także poniedziałek. To bardzo niedobrze.  A w poniedziałek wieczór wyjeżdżam. Nie mogę zostać dłużej.
Moja „świetna” idea jest, mówiąc krótko, następująca: Jeśli się zgadzasz, powiem Twojemu ojcu po pierwsze to wszystko, czego   dotąd   nie   potrafiłem  wypowiedzieć przed Tobą, i po drugie wszystko to, o czym Tobie już mówiłem i pisałem, czego Ty jednak nie brałaś dostatecznie poważnie. Taki jest mój plan. Czy jest on, na ile znasz samą siebie, swego ojca i mnie, wykonalny? Wczoraj Feliks powiedział mi przy jakiejś okazji, że przydałby mi się kurator. Nie jest to zła myśl, kogoś takiego potrzebowałbym i w sensie zwyczajnym, i w najwyższym, jeśli nie jest już za późno.
Franz
[Na marginesach pierwszej i czwartej strony listu] Odpowiedz, proszę, na wszystkie pytania! Czy w piątek otrzymałaś dwa listy ode mnie? Na jedną propozycję mi nie odpowiadasz.
Nie zwilżaj ołówka kopiowego wargami, jak przy przedostatnim liście!
Franz Kafka, Listy do Felicji, t. 1, tłum. Irena Krońska,, Państwowy Instytut Wydawniczy 1976, s. 391-392.

15 maja 1913 roku
Berlin w 1913 roku.
[...] Jak powodzi się Twojej rodzinie? Wrażenie, jakie na mnie wywarła, jest tak pogmatwane, może dlatego, że tak wyraźnie widziałem u Twojej rodziny zupełne zrezygnowanie w stosunku do mnie. Czułem się taki mały, a oni wszyscy stali dokoła mnie tacy ogromni, z jakimś rysem fatalizmu na twarzach (z wyjątkiem Twojej siostry Erny, wobec której od razu poczułem większą bliskość). Wszystko to odpowiadało faktycznej sytuacji, oni mieli Ciebie i dlatego byli wielcy, ja Ciebie nie posiadałem i byłem dlatego mały, ale tak widziałem to jednak tylko ja, a nie oni, więc dlaczego, mimo całej ich uprzejmości i gościnności, dominujące było u nich takie właśnie zachowanie? Musiałem na nich wywrzeć wrażenie bardzo szpetne, ale nie chcę się o tym dowiadywać; chciałbym tylko wiedzieć, co powiedziała Twoja siostra Erna, nawet jeśli było to bardzo krytyczne lub złośliwe.
Powiesz mi, prawda?
Franz
Franz Kafka, Listy do Felicji, t. 1, tłum. Irena Krońska,, Państwowy Instytut Wydawniczy 1976, s. 398.

wtorek, 14 lutego 2012

Odcinek 237: Franz Kafka, 1914 rok

Z dziennika Franza Kafki

14 lutego 1914 roku
 
Gdybym odebrał sobie życie, nikt bezsprzecznie nie poniósłby winy i to nawet wtedy, gdyby oczywistą bezpośrednią pobudką miało się stać na przykład postępowanie F. Sam już sobie uzmysłowiłem raz w półśnie scenę, jaka by wynikła, gdybym w przewidywaniu rezultatu, ma­jąc list pożegnalny w kieszeni, przyszedł do jej mieszka­nia, został jako konkurent odrzucony, list położył na stole, poszedł w stronę balkonu i przytrzymywany przez wszyst­kich śpieszących na miejsce wypadku, wydarł się i roz­luźniwszy chwyt jednej i drugiej dłoni, przeskoczył ba­lustradę. W liście widniałoby jednak jasno, że wprawdzie rzucam się z piętra z powodu F., niemniej nie zaszłaby dla mnie żadna istotna zmiana, gdyby nawet prośbę mą przyjęto. Moje miejsce jest tam, w dole, nie widzę żadnego innego załatwienia sprawy, F. jest przypadkowo tą właśnie osobą, przez którą spełnia się mój los, nie jestem zdolny żyć bez niej, więc muszę skoczyć, nie zdołałbym jednak — i F. przeczuwa to — również żyć z nią razem. Czemu nie wykorzystać na to dzisiejszej nocy, już widzę przed oczyma oratorów z dzisiejszego wieczoru rodzicielskiego, którzy mówili o życiu i o stwarzaniu jego warunków — ale cze­piam się wyobrażeń, żyję doszczętnie wplątany w życie, nie uczynię tego, jestem całkiem zastygły, jestem smutny, że koszula uwiera mnie w szyję, jestem potępiony, szukam drogi we mgle.
Franz Kafka, Dzienniki: 1910-1923, tłum. Jan Werter, Wydawnictwo Literackie 1961, s. 275-276.

piątek, 6 stycznia 2012

Odcinek 198: Franz Kafka, 1913 rok

List Franza Kafki do Felice Bauer

Z 6 na 7 stycznia 1913 roku

Franz Kafka i Felice Bauer, 1917 rok.
Nie śmiej się, Najdroższa, nie śmiej się ze mnie, w tej chwili straszliwie poważnie takie mam oto pragnienie: Żebyś Ty nareszcie była tutaj! Obliczam sobie często dla zabawy, za ile godzin przy najbardziej sprzyjających okolicznościach mógłbym najwcześniej być u Ciebie, za ile godzin Ty u mnie. Zawsze trwa to za długo, o wiele za długo, tak rozpaczliwie długo, że nawet gdyby nie było innych przeszkód, już z powodu tego długiego czasu nie można by się zdecydować na spróbowanie. Dziś wieczór poszedłem z domu prosto pod ten budynek na ulicy Ferdynanda, w którym ma swoje biuro przedstawiciel waszej firmy. Wyglądało to niemal tak, jakbym miał tam rendez-vous z Tobą. Ale sam obszedłem dom dookoła i sam się następnie oddaliłem. Nawet wzmianki o firmie Lindström nie znalazłem wśród tabliczek z szyldami. Ten człowiek nazywa siebie tylko przedstawicielem generalnym jakiejś Gramophone-Company. Dlaczego? Często się użalam nad tym, że tak niewiele miejsc w Pradze, w każdym razie wedle mojej wiedzy, ma jakiś związek z Tobą. Mieszkanie Brodów, Skorzepka, Targ Węglowy, ulica Perłowa, Owocowa, Przykopy. Następnie jeszcze kawiarnia w Domu Reprezentacyjnym, sala śniadaniowa w hotelu Pod Niebieską Gwiazdą i hall. Jest to niewiele, Najdroższa, ale jak to niewiele wybija się dla mnie na planie miasta!

Tyle Ci mam dziś do powiedzenia w odpowiedzi na oba Twoje listy dzisiejsze, że Twoja matka, gdyby mogła wczuć się w mój stan, musiałaby się właściwie zdziwić i tak zapytać: Jak można jeszcze w ogóle pisać, gdy ma się tyle do powiedzenia i gdy się wie, że wskutek masy tego, co się chce powiedzieć, pióro pociągnie jedynie niepewny i przypadkowy ślad.
Franz Kafka.
Moją fotografię włożyłaś więc do swojego serduszka (to nie jest serduszko, lecz coś znacznie wspanialszego!), do swojego medalionu, jako niewygodne sąsiedztwo dla Twojej małej siostrzeniczki, i — czy dobrze czytam? chcesz go nosić w dzień i w nocy? Czy nie miałaś chęci, żeby to niedobre zdjęcie wyrzucić? Czy ja się z niego nie wpatruję w sposób zbyt przerażający? Czy zasługuje ono na zaszczyt, jaki mu czynisz? Pomyśleć, że moja fotografia jest w Twoim medalionie, ja zaś siedzę tutaj sam w moim lodowato zimnym pokoju, w którym, jak mi się wydaje, ku swojej hańbie przeziębiłem się w ostatnich dniach. Ale poczekaj, ty niedobra fotografio, błogosławiona będzie chwila, gdy ja przyjdę i własnoręcznie cię wyjmę z medalionu. A nie wyrzucę ciebie precz tylko ze względu na spojrzenia, jakie Felice może zmarnowała na ciebie.
Przerywam, jest już późno, skończyć i tak nigdy nie potrafię, a zresztą co to za zajęcie dla rąk pisać listy, skoro po to są one stworzone i tego tylko pragną, żeby Ciebie trzymać.
Franz
Franz Kafka, Listy do Felicji, t. 1, tłum. Irena Krońska, Państwowy Instytut Wydawniczy 1976,  s. 225-227.

sobota, 23 lipca 2011

Odcinek 31: Franz Kafka, 1913 rok

Z dziennika Franza Kafki

23 lipca 1913 roku
Z Feliksem w Rostocku. Rozpętany seksualizm kobiet. Wrodzona im nieczystość. Bezsensowna moim zda­niem zabawa z małą Lenchen. Widok jakiejś otyłej ko­biety, która skurczona we dwoje w swym koszu plażowym wysunąwszy ostentacyjnie jedną nogę, szyła coś, gawędząc z jakąś starą kobietą, prawdopodobnie starą panną, o bły­skających po jednej stronie ust, szczególnie wielkich zębach. Pełnokrwista rasowość i roztropność kobiety brzemiennej. Jej zadek o równych, dwudzielnych powierzchniach, po prosu szlifowany. Życie na małym tarasie. Całkiem nieczuły wziąłem małą na kolana, wcale nie nieszczęśliwą wskutek tej nieczułości. Podejście w "cichej dolinie". [...]
Franz Kafka, Dzienniki: 1910-1923, tłum. Jan Werter, Wydawnictwo Literackie 1961, s. 240-241.

"Idylla na plaży rodzinnej", Sopot, 1910–1920 
(ze zbiorów Muzeum Sopotu)