Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Joyce James. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Joyce James. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Odcinek 1130: James Joyce, 1909 rok

List Jamesa Joyce'a do brata, Stanislausa

[Dublin, 44 Fontenoy Street, 4 sierpnia 1909 roku]
Drogi Stannie,
James Joyce.
[...] Oto kilka opinii na temat mojego wyglądu:
Ciotka J. — nie masz już w sobie nic z chłopca
Cosgrave — we wspaniałej formie
Eglinton — bardzo przypominasz duchownego
Gogarty — Jezu, człowieku, ty masz gruźlicę
O'Leary Curtis — o wiele dojrzalszy
Sheehan — bardzo chudy
Eileen — wyglądasz zupełnie jak cudzoziemiec
Koehler — wyglądasz na 35 lat
Pani Skeff — wcale się nie zmieniłeś
Skeff — nieco blase
Wszyscy — pełen melancholii
Russell — jak człowiek interesu
Spotkałem Gogarty'ego na Merrion Sq. Minąłem go. Pobiegł za mną, ujął mnie pod ramię i wygłosił długą mowę; był bardzo zmieszany. Poprosił, żebym podszedł z nim pod jego dom. Poszedłem. Zaprosił mnie do środka i gadał dalej. Powiedziałem mu w końcu: „Masz własne życie. Pozostaw mi moje”. Zaprosił mnie, żebym pojechał z nim jego autem do Enniskerry i zjadł tam lunch z nim i z jego żoną. Odmówiłem. Byłem bardzo spokojny i rzeczowy. Zaproponował mi grog, wino, kawę i herbatę, ale nie przyjąłem nic. W końcu, zaczerwieniony, powiedział: „No więc, czy naprawdę chciałbyś, żebym poszedł do piekła i został przeklęty?” Odpowiedziałem mu: „Nie życzę ci źle. Wierzę, że w twojej naturze są również dobre strony. Ludzie, którymi byliśmy obaj 6 lat temu, nie żyją już. Ale ja muszę opisywać to, co czułem”. Powiedział mi na to: „Nic mnie nie obchodzi, co o mnie mówisz, dopóki dzieje się to na płaszczyźnie literatury”. „Czy naprawdę tak uważasz?” — spytałem. „Tak jest. Przysięgam na Jezusa. Czy teraz podasz mi w końcu rękę?” „Owszem, na tych warunkach mogę to zrobić” — odparłem.
[...] Poproś Norę, żeby do mnie napisała.
Jim
James Joyce, Listy, wybór i przekład Michał Ronikier, t. 1, Wydawnictwo Literackie 1986, s. 163-164.

czwartek, 5 czerwca 2014

Odcinek 1070: James Joyce, 1920 rok

List Jamesa Joyce'a do Ezry Pounda

[Triest, via Sanita 2, III, 
5 czerwca 1920]
James Joyce i Ezra Pound.
Drogi Panie Pound,
Poszedłem dziś rano na stację, by wyruszyć o 7.30. Po przybyciu dowiedziałem się, że pociąg pasażerski, który wyruszył kilka godzin wcześniej, zderzył się z innym — o skutkach informuje załączony wycinek. Na szczęście nie było mnie w nim. Powiedziano mi też, że expres Triest—Paryż o 7.30 został chwilowo odwołany ze względu na strajk. Są dwa pociągi z Triestu do Desenzano: jeden z nich odchodzi o 11.30 rano i przybywa na miejsce o godzinie duchów, to jest o północy. Drugi wyrusza o 5 i jadąc (czy raczej pełznąc) przez całą noc dociera tam około 6 następnego ranka. Tym pociągiem nie mogę jechać.
Zamierzam przebyć tę trasę jadąc do Anglii i Irlandii, gdy tylko będę mógł, ale sądzę, że wyjazd teraz byłby bezcelowy. Przypuszczam, że po 12 czerwca pojedzie Pan do Londynu. W takim wypadku mam nadzieję, że spotkamy się tam. Jedynym powodem, dla którego przyjąłem Pańskie uprzejme zaproszenie do Sirmione, była chęć spotkania Pana. Ale naraziłoby to Pana na wielkie koszta. Również mnie, gdybym podróżował drugą klasą. Może Pan ocenić stan tutejszych kolei na podstawie drugiego wycinka.
James Joyce z synkiem.
Powody, dla których zamierzam jechać na północ, są następujące. Potrzebuję drugich wakacji (nie po to, by porzucić Ulissesa, ale by pracować nad nim w spokoju) z dala stąd. Nie wdając się w ocenę tego miasta (de mortuis nil nisi bonum) muszę stwierdzić, że moja sytuacja jest od siedmiu miesięcy nieznośna. Dzielę mieszkanie z jedenastoma innymi osobami i było mi bardzo trudno znaleźć czas i spokój niezbędne do napisania tych dwu rozdziałów. Drugi powód to: odzież. Nie mam jej i nie mogę jej kupić. Pozostali członkowie mojej rodziny zaopatrzeni są jeszcze w przyzwoitą garderobę, nabytą w Szwajcarii. Ja chodzę w butach mojego syna (o dwa numery za dużych) i w jego znoszonym ubraniu, które jest za wąskie w ramionach, pozostałe szczegóły mego stroju należą lub należały do mojego brata i szwagra. Nie będę w stanie nic tu kupić. Podobno ubranie kosztuje 600—800 franków. Koszula — 35 franków. To co mam, starcza mi zaledwie na życie, ale na nic więcej. Przypuszczam, że od chwili przyjazdu nie zamieniłem z nikim nawet stu słów. Spędzam większą część czasu leżąc w poprzek na dwu łóżkach, otoczony górami notatek. Wychodzę z domu o 12.22, przebywam zawsze tę samą odległość, idąc tymi samymi ulicami, by kupić „Daily Mail", który czytują moja żona i brat, i wracam. To samo wieczorem. [...]
James Joyce.
Po trzecie mój syn i moja córka od chwili przyjazdu nie spali ani razu w łóżku. Wypoczywają na twardych sofach, a tutejszy klimat jest od lipca do września bardzo uciążliwy.
Po czwarte kurs wymiany ulega samoregulacji. Kiedy funt utrzymywał się na poziomie 100 czy 90, mogłem znieść tutejsze ceny, bo otrzymywałem pieniądze w walucie angielskiej. Dziś wartość funta wynosi 62 i mój szwagier (który jest kasjerem w tutejszym banku) zapowiada jego dalszy spadek w wyniku pewnych manewrów handlowych, bo inaczej nikt nie kupowałby nic po tak wysokich cenach. Jeśli dojdzie do 50, nie będę mógł już dłużej płynąć i zniknę pod falami. Gdybym wyjechał do Szwajcarii, nie byłbym w stanie utrzymać się tam wraz z rodziną, a poza tym nie lubię wracać do miejsc, z których wyjechałem. Ceny wzrosły tu od r. 1914 ośmio- lub dziesięciokrotnie.
Mógłbym tu dawać lekcje (czego oczekiwała większość moich znajomych), ale nie zamierzam tego robić. Mam posadę w tutejszej szkole, którą rząd podniósł teraz do rangi uniwersytetu. Pracuję 6 godzin tygodniowo, otrzymując 3 szylingi za godzinę. Zrezygnuję z tego. bo posada zabiera mi czas i niszczy nerwy.
Nie mogę tu znaleźć mieszkania. Szukając go, trzeba trzymać w prawym ręku czek na 20 lub 30 tysięcy lirów, które wpłaca się w chwili wprowadzenia. [...]
Moja sytuacja materialna wygląda tak: 25 czerwca dostanę 62 £ 10 s.2, a jeśli mój nowojorski wydawca przyśle zaliczkę — jeszcze 25 £. Sądzę, że te 87 £ powinno mi wystarczyć niemal do 25 września, kiedy mam dostać następne 62 £ 10 s. Moja żona z dziećmi może zamieszkać w Galway. Ja albo tam, albo w Dublinie. Panujące w Irlandii niepokoje przemawiają oczywiście przeciwko wyjazdowi. Być może istnieją także inne przyczyny. Ale nie mogę wyjechać do jakiejś nadmorskiej miejscowości w Anglii, bo byłoby tam zbyt drogo. A jeśli mi się to uda i jeśli Pan będzie w Londynie pod koniec czerwca, mógłbym tam pewnie załatwić wiele spraw, na przykład zobaczyć się z moim agentem. Co Pan sądzi o moim projekcie? Muszę w spokoju dokończyć tę książkę, nawet gdybym miał sprzedać swoje tutejsze meble. [...]
Mam nadzieję, że Pani Pound nadal czuje się dobrze. Szkoda, że nie widzę możliwości odbycia teraz tej podróży, ale lepiej może, żeby powiódł się mój drugi plan, bo spotkalibyśmy się wtedy w bardziej sprzyjających warunkach.
Proszę, aby powiadomił mnie Pan jak najprędzej o nadejściu tego rozdziału.
Z wielkim żalem pozdrawiam Pana serdecznie.


James Joyce
PS. Jest to bardzo poetycka epistoła. Proszę nie brać jej za delikatnie sformułowaną prośbę o przysłanie używanej garderoby. Należy ją odczytywać bardzo rytmicznie wieczorem, kiedy słychać plusk wody w jeziorze.
James Joyce, Listy, wybór i przekład Michał Ronikier, t. 1, Wydawnictwo Literackie 1986, s. 383-384.

poniedziałek, 18 listopada 2013

Odcinek 871: James Joyce, 1909 rok

List Jamesa Joyce'a do Nory Barnacle Joyce

Dublin, 44 Fontenoy Street, 
18 listopada 1909 roku
James Joyce i Nora Barnacle w dniu swojego ślubu.
Dziś wieczorem nie śmiem zwrócić się do Ciebie żadnym poufałym słowem.
Od chwili, kiedy przeczytałem dziś rano Twój list, czułem się przez cały dzień niemal jak kundel, który dostał cios między oczy. Nie śpię już od dwu dni i snuję się po ulicach jak brudny pies, uderzony przez panią szpicrutą i wygnany za drzwi.
Piszesz jak królowa. Będę do końca życia pamiętał spokojną godność Twego listu, jego smutek i pogardę, a także głębokie upokorzenie, jakie przeżyłem po jego przeczytaniu.
Straciłem Twój szacunek. Wyczerpałem Twą miłość do mnie. Więc porzuć mnie. Odbierz mi swoje dzieci, by uchronić je przed przekleństwem mojej obecności. Pozwól mi znów się zapaść w bagno, z którego się wynurzyłem. Zapomnij o mnie i o moich pustych słowach. Podejmij na nowo swe własne życie i pozwól, abym sam kroczył ku mej ruinie. Nie powinnaś żyć dłużej z taką dziką bestią jak ja i pozwalać, abym dotykał Twoich dzieci swymi rękami.
Postąp odważnie, tak jak postępowałaś zawsze. Jeśli postanowisz opuścić mnie ze wstrętem, z pogardą, zniosę to jak mężczyzna, wiedząc, że zasłużyłem na to tysiąc razy, i oddani Ci dwie trzecie moich dochodów.
Teraz zaczynam to dostrzegać. Zabiłem Twoją miłość. Napełniłem Cię wstrętem i pogardą dla mojej osoby. Porzuć mnie więc, bym wrócił do spraw i ludzi, wśród których czułem się tak dobrze. Nie będę się skarżył. Nie mam prawa skarżyć się ani podnieść na Ciebie wzroku. Całkowicie poniżyłem się w Twoich oczach.
Porzuć mnie. Życie z takim nędznym nikczemnikiem jak ja upokarza Cię i hańbi. Postąp odważnie i porzuć mnie. Dałaś mi najpiękniejsze rzeczy w życiu, ale rzuciłaś tylko perły przed wieprze.
Jeśli mnie porzucisz, będzie mi wiekuiście towarzyszyła pamięć o Tobie, świętsza dla mnie niż Bóg. Będę się modlił do Twego imienia.
Noro, zachowaj jakieś dobre wspomnienia o biednym nikczemniku, który zhańbił Cię swą miłością. Myśl o tym, że całowały Cię jego wargi, że spadały na niego Twoje włosy i Twoje ramiona tuliły go do Ciebie.
Nie podpiszę się swoim imieniem, bo jest to imię, którym mnie nazywałaś wtedy, gdy kochałaś mnie, szanowałaś i dałaś mi swą młodą czułą duszę, którą zraniłem i oszukałem.
James Joyce, Listy, wybór i przekład Michał Ronikier, t. 1, Wydawnictwo Literackie 1986, s. 192.

wtorek, 9 października 2012

Odcinek 475: James i Nora Joyce, 1906 rok

List Jamesa i Nory Joyce'a do brata pisarza, Stanislausa 

Rzym, Via Frattina 52, II,
9 października 1906 roku
Drogi Stannie,
Nora Barnacle i James Joyce w 1904 roku.
[...] Wczoraj była rocznica dnia moich zaślubin i dnia radości mego serca; wyjechaliśmy więc na wieś, gdzie zjedliśmy i wypiliśmy znaczną część zawartości wielu spiżarni. Oto pełna i dokładna lista naszych wczorajszych posiłków: 
10.30 rano: Szynka, chleb z masłem, kawa
1.30 po poł.: Zupa, pieczeń barania z kartoflami, chleb i wino
4.00 po poł.: Gulasz wołowy, chleb, wino
6.00 po  poł.: Pieczeń cielęca, chleb, ser gorgonzola i wino
8.30 wiecz.: Pieczeń cielęca, chleb, winogrona, wermut
9.30 wiecz.: Kotlety cielęce, chleb, sałata, winogrona, wino
Nasze apetyty są po prostu nie do zaspokojenia. Nie sądzę, by stan mego zdrowia był kiedykolwiek lepszy, tyle, że prowadzę siedzący tryb życia. Przystaję oczarowany przed wystawami sklepów spożywczych. Obawiam się, że moja pensja nie wystarczy na wyżywienie w zimie. Uczę kobietę, która dla nas gotuje, zasad kuchni angielskiej. Wczoraj wieczorem zrobiła nam flaczki z cebulą i białym sosem.

Drogi Stannie,
Mam nadzieję, że czujesz się bardzo dobrze, z pewnością chętnie zobaczyłbyś Georgia umie już teraz biegać dużo mówi ma dobry apetyt i ma osiem zębów potrafi też śpiewać kiedy pytamy go gdzie jest Stannie bije się w piersi i mówi non c'e piu
Nora
Możesz się przekonać na podstawie tego listu — przerywnika, jak wielki krok zrobiła Nora w kierunku kultury i emancypacji. Przedwczoraj wieczorem zastałem ją na zszywaniu skórek od jabłek. Spytała mnie też jakiś czas temu: Czy Chrystus i Bóg to to samo? i prosiła, bym uczył ją geografii! Czy zauważasz, że kobiety, kiedy piszą, nie używają kropek i dużych liter? [...]
James Joyce, Listy, wybór i przekład Michał Ronikier, t. 1, Wydawnictwo Literackie 1986, s. 120-121.

wtorek, 25 października 2011

Odcinek 125: James Joyce, 1909 rok

List Jamesa Joyce'a do Nory Barnacle Joyce 

Dublin, 44 Fontenoy Street. 25 października 1909 roku
James Joyce, 1915 rok.
Moja biedna, mała, samotna Noro,
Nie pisałem przez tak wiele dni, bo kilka minut przed moim wyjazdem z Triestu nazwałaś mnie imbecylem za to, że wróciłem do domu późno po całym dniu pracy. Ale teraz żal mi Cię. Proszę Cię, Noro, nie mów tak do mnie więcej. Wiesz, że Cię kocham. Choć jestem od przyjazdu bardzo zajęty, zastanawiam się przez cały dzień, jakie prezenty mógłbym Ci przywieźć. Próbuję kupić dla Ciebie wspaniały komplet z sobola: czapkę, etolę i mufkę. Czy ucieszyłabyś się z nich?
Czuję, że tracę tu cały dzień wśród dublińskich prostaków, których nienawidzę i którymi gardzę. Jedyną pociechą są dla mnie rozmowy o Tobie, które prowadzę z moimi siostrami, gdy tylko mam okazję — tak jak prowadziłem je z Twoją siostrą Dilly.
Okrutna jest dla nas ta rozłąka. Czy myślisz teraz o słowach wyrytych na Twoim naszyjniku z kości słoniowej? Tym razem noszę stale w sercu trzy Twoje wizerunki. Na pierwszym wyglądasz tak, jak Cię ujrzałem zaraz po przyjeździe. Widzę Cię w korytarzu młodą i dziewczęcą — w szarej spódnicy i niebieskiej bluzce — i słyszę Twój dziwny powitalny okrzyk. Na drugim wyglądasz tak, jak wtedy, kiedy przyszłaś do mnie w nocy, gdy spałem wyciągnięty na łóżku: widzę rozpuszczone włosy okalające Twoją twarz i niebieskie wstążki przy koszuli nocnej. Wreszcie widzę Cię na peronie dworca, w chwilę po naszym pożegnaniu: ze smutkiem odwracasz głowę, i cała Twoja sylwetka wyraża dziwną bezradność.
Droga, dziwna, mała dziewczynko! A Ty pytasz w liście, czy nie jestem Tobą znużony! Nigdy nie będę Tobą znużony, najdroższa, jeśli tylko zechcesz być trochę bardziej uprzejma. Nie mogę tym razem pisywać do Ciebie tak często, bo jestem od rana do nocy strasznie zajęty. Nie martw się, kochanie. Martwiąc się, przekreślasz moje szanse zrobienia czegokolwiek. Mam nadzieję, że po tej rozłące przeżyjemy wspólnie wiele wiele wiele lat szczęścia. Moja droga, wierna, dobra, mała Noro, nie wyrażaj więcej w listach swych wątpliwości odnośnie  [do] mojej osoby. Jesteś moją jedyną miłością. Panujesz nade mną całkowicie. Wiem i czuję, że jeśli mam w przyszłości napisać coś dobrego i szlachetnego, mogę to zrobić jedynie dzięki temu, że będę nadsłuchiwał pod drzwiami Twego serca.
Jakże miłe rozmowy prowadziliśmy ze sobą tym razem, prawda, Noro? Będziemy je prowadzić dalej, kochana. Coraggio! Proszę Cię, droga moja, napisz do mnie miły list i donieś mi, że jesteś szczęśliwa.
Nora Barnacle Joyce z dziećmi.
Powiedz mojemu przystojnemu synkowi, że przyjdę go pocałować któregoś wieczora, kiedy będzie mocno spał: poproś go, żeby nie martwił się o mnie. Mam nadzieję, że czuje się lepiej. Powtórz tej mojej śmiesznej córce, że posłałbym jej lalkę, ale l'uomo non ha messo la testa ancora [człowiek nie założył jej jeszcze głowy].
A teraz, moja mała, złośliwa, źle wychowana cudowna dziewczynko, obiecaj mi, że nie będziesz płakać, lecz dodasz mi odwagi, żebym mógł dalej ciągnąć swą tutejszą pracę. Chciałbym, żebyś poszła na "Madame Butterfly" i żebyś pomyślała o mnie, kiedy usłyszysz słowa: Un bel di.
Jim
Nie pokazuj nikomu moich listów, kochanie. Piszę je do Ciebie.
James Joyce, Listy, wybór i przekład Michał Ronikier, t. 1, Wydawnictwo Literackie 1986, s. 183.

poniedziałek, 22 sierpnia 2011

Odcinek 61: James Joyce, 1909 rok

List Jamesa Joyce'a do Nory Barnacle Joyce 

Dublin, 44 Fontenoy Street. 22 sierpnia 1909 roku
James Joyce
Najdroższa,
Jakże mierzi, mierzi, mierzi mnie Dublin! Jest to miasto klęski, goryczy i nieszczęścia. Tęsknię za chwilą, kiedy je opuszczę.
Ciągle o Tobie myślę. Idąc wieczorem do łóżka przeżywam coś w rodzaju tortury. Nie napiszę tu, co wypełnia moje myśli, nie opiszę całego szalonego pożądania. Widzę Cię w tysiącu póz — groteskowych, bezwstydnych, dziewiczych, rozmarzonych. Oddaj mi się bez reszty, najdroższa, gdy tylko się spotkamy. Musisz ofiarować mi śmiało wszystko, co jest święte, ukryte przed innymi. Chcę być panem Twego ciała i Twojej duszy.
Istnieje list, którego nie śmiem pierwszy napisać, lecz mam co dzień nadzieję, że Ty napiszesz go do mnie. List przeznaczony tylko dla moich oczu. Może napiszesz go i może złagodzi on męki mojej tęsknoty.
Nora Barnacle Joyce
Co może nas teraz rozdzielić? Cierpieliśmy i przeszliśmy próbę. Opadły z nas chyba wszelkie zasłony wstydu i nieśmiałości. Czyż nie będziemy nawzajem widzieć w swoich oczach wielu oczekujących nas godzin szczęścia?
Przyozdób swe ciało dla mnie, najdroższa. Kiedy się spotkamy, chcę, abyś była piękna, szczęśliwa, kochająca, podniecająca, pełna wspomnień, pełna pragnień. Czy pamiętasz trzy przymiotniki, których użyłem w "Zmarłych", pisząc o Twoim ciele? Oto one: muzyczne, niezwykłe i wonne.
W moim sercu tli się jeszcze zazdrość. Abym zapomniał całkowicie, Twoja miłość dla mnie musi być niepohamowana i gwałtowna.
Nie pozwól, abym kiedykolwiek utracił miłość, którą Cię obecnie darzę, Noro. Jeśli udałoby się nam iść tak dalej razem przez życie, jakże bylibyśmy szczęśliwi. Pozwól mi Cię kochać. Noro. Nie zabijaj mojej miłości.
Przywożę Ci drobny prezent. Sam go wymyśliłem i z wielkim trudem zadbałem o to, żeby został wykonany w taki sposób, jak chciałem. Ale będzie Ci on zawsze przypominał ten czas.
Napisz do mnie, najdroższa, i myśl o mnie.
Czymże jest tydzień czy dziesięć dni w porównaniu z nieskończoną radością, która nas oczekuje!
Jim
James Joyce, Listy, wybór i przekład Michał Ronikier, t. 1, Wydawnictwo Literackie 1986, s. 170.