Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jansson Tove. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jansson Tove. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 maja 2016

Odcinek 2059: Tove Jansson, 1939 rok


List Tove Jansson do rodziców

17 maja –39 [Rzym]
Moi kochani tato i mamo!
Jest późno w nocy, ale nie mogę się położyć, ciepły wiatr nadciąga nad miasto
Tove Jansson.
szumem z oddali, całe niebo nad pchlim targiem jest usiane gwiazdami. Nareszcie przyszedł upał. I to jaki! Zachwycam się, ale już nie latam z miejsca na miejsce tak jak przedtem.
[...] To cudowne, że w żaden sposób się o mnie nie niepokoicie – hotel, który początkowo traktowałam z pewną podejrzliwością, mimo warstwy brudu (który to częściowo starłam) okazał się niezwykle rzetelny i przyjazny. Założono go jakieś 100 lat temu i jeśli podrapie się tu i tam, ukazują się fragmenty starych malowideł i najwspanialszy marmur. Wedle zwyczaju co wieczór płacę swoje 8 lirów, tutto compreso. Kiedyś zaproponowałam, że zapłacę za cały tydzień, ale właściciel zmieszał się i zażenował, potem zrozumiałam, że nie potrafił mnożyć. (Zapłaciłam za 3 dni. Z tym sobie poradził!) Wciąż spotykam jasnolokiego Jensena i jego kolegę Ferlowa, który jest doktorem martwych języków i całe dnie spędza wśród ruin, a kładzie się o godz. ½ 9 wieczorem.
Pewnego wieczora, kiedy Jensen i ja włóczyliśmy się po mieście, znaleźliśmy śmieszną trattorię w piwnicy, gdzie weszliśmy na małe mezzo. Dźwięki akordeonu przyciągnęły nas do sali na końcu, zaniemówiliśmy z zachwytu. Na środku stał właściciel i wyklaskiwał rytm, a wszyscy dookoła tańczyli na zmianę w kółku albo walca, zmieniając partnerkę podczas refrenu, śmiejąc się przy tym i radośnie pokrzykując. Wyglądało to jak zabawa choinkowa. Jensen i ja byliśmy tak ujęci tą atmosferą, że sami zaczęliśmy tańczyć kozaka na środku podłogi. Właściciel promieniał, zaprosił nas na wino. Byli tam staruszkowie i dzieci w wieku 6–7 lat, wszyscy jednakowo pełni wigoru bawili się aż do 2 w nocy. Okazało się to o niebo fajniejsze niż jakikolwiek lokal taneczny czy variete. Jensen był wniebowzięty – biedaczek, do tej pory chodził po mieście, czując głównie nudę i samotność. Miał tu przyjechać w podróż poślubną, w ostatniej chwili nic z tego nie wyszło, ale i tak przyjechał. Raz poszliśmy popływać w Foro Mussolini, na arenie obejrzeliśmy absolutnie potwornie wyćwiczony pokaz gimnastyki, byliśmy w galerii sztuki przy Pincio i jeszcze raz z Ferlowem w Watykanie. Poza tym wciągaliśmy historyczne powietrze na placu, gdzie Konstanty odbył swą wielką bitwę, przy Ponte Milvio, ale wzniesiono tam tak nowoczesne budynki, że nie zrobiło to na mnie żadnego wrażenia. Ferlow był natomiast szczerze oburzony.
Teraz zasypiam – Buona notte!

Tove Jansson, Listy, tłum. Justyna Czechowska, Marginesy 2016. s. 86–87.