Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Iwaszkiewicz Jarosław. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Iwaszkiewicz Jarosław. Pokaż wszystkie posty

sobota, 7 maja 2016

Odcinek 2056: Jarosław Iwaszkiewicz, 1950 rok

List Jarosława Iwaszkiewicza do córki, Teresy

Stawisko, 7 maja 1950 roku

Moja miła i kochana!
Korzystam z wolnej nocnej godziny, aby napisać Ci parę słów, jest późno, ale mama nocuje
Jarosław Iwaszkiewicz, fot. Benedykt Jerzy Dorys,
1947 rok (źródło). 
dziś w Warszawie, mogę więc położyć się później – noc cudowna, majowa, ciepła, choć chmurna i słowiki śpiewają w głębi ogrodu. [...] Ja mam ciężki tydzień przed sobą, w poniedziałek i we wtorek mam odczyty w Warszawie, w środę w Poznaniu, w piątek znowu w Warszawie i w niedzielę wieczór autorski. Nie będę miał więc czasu napisać choć kilku słów do Ciebie przed Sandomierzem, do którego chcę się wyrwać koniecznie w połowie miesiąca, to znaczy za tydzień, dziesięć dni. Już tak dłużej żyć nie mogę – zwłaszcza że w domu spokoju nie ma. Marysia wczoraj wróciła z Zakop[anego], cały dzień płakała, Stach dwa dni pijany, dziś były te okropne imieniny z krzykami jak zawsze, przy czym u nas był Krzyś Radz[iwiłł] z zięciem, w czasie obiadu przyszedł Zbyszek Zalewski radzić się w sprawie swego nieprawego dziecka, a potem przyjechała Wanda Wert[einstein] z Jureczkiem, który piłką podbił filiżankę czarnej kawy Krzysiowego zięcia, a głową imbryk kawy, który mama miała w ręku... [...] Bardzo Ci czasami zazdroszczę, że jesteś z daleka od tego wszystkiego, zresztą na Stawisku tak pięknie i mogłoby być tak dobrze. Cóż, kiedy nie jest! [...]
Syn Azy, prześliczny Bronzino, wprowadził się dziś do domu i zaakaparował leżenie Doxa, spędziwszy starego psa. Bardzo to było śmieszne i wszyscy się temu dziwowali. Pikasia ma cudną córeczkę, która nazywa się Rozamunda, sam puch i malutka jak kulka. Stanisławowej podczas całego dzisiejszego rozgardiaszu (patrz wyżej) krowa się zdęła i trzeba jej było dawać gorzkiej soli na przeczyszczenie. Jednym słowem, „cudownie”.
Na razie kończę, bo nie chcę się wdawać w poważne roztrząsania, spać mi się jednak chce na potęgę i obawiam się, że nie byłyby te roztrząsania zbyt zabawne. Na razie więc bardzo serdecznie was pozdrawiam, a Ciebie do serca tulę, zawsze jednakowo kochający
Tata
Jarosław Iwaszkiewicz, Listy do córek, oprac. Anna i Radosław Romaniukowie, Państwowy Instytut Wydawniczy 2009, s. 245–246.

środa, 6 sierpnia 2014

Odcinek 1132: Jarosław Iwaszkiewicz, 1924 rok

List Jarosława Iwaszkiewicza do żony, Anny

Worochta, 6 sierpnia 1924 r.

Jarosław Iwaszkiewicz
w latach dwudziestych.
Kotku najmilszy mój, Kili-Kili!
Czegoś czuję się pod psem; pauv'p'tit fils chce pogawędzić z tobą, choć listownie; jak ja się strasznie starzeję! Miecio byłby zrozpaczony, ale takie wycieczki mają dla mnie coraz mniej uroku, a coraz więcej wydają mi się pozbawione istotnego sensu. Pamiętasz, jak u Chestertona - w swoim własnym ogródku można poznać, że świat jest wielki, coś w tym rodzaju. A świat naprawdę jest taki cudowny; właśnie to chciałbym zawrzeć w Księżycu i w dziwacznej postaci kuzyna Jerzego. Zdaje się, że wreszcie po powrocie zabiorę się do pracy. Bardzo bym chciał wreszcie coś napisać, bo tamto uważam za bzdurę - wiesz o tym. Nie wiem dlaczego, ale bardzo smutne wrażenie zrobiła na mnie śmierć Conrada, bez epilogu. Zawsze myślałem, że takim epilogiem w jego życiu będzie albo książka o Polsce, albo jakiś w ogóle gest w stronę ojczyzny.
Wypogadza się, słońce nareszcie po tylu dniach słoty.
Całuję Cię.
Jarosław


Anna Iwaszkiewicz, Jarosław Iwaszkiewicz, Listy 1922-1926, Spółdzielnia Wydawnicza Czytelnik 2012, s. 97.

poniedziałek, 19 maja 2014

Odcinek 1053: Jarosław Iwaszkiewicz, 1950 rok

List Jarosława Iwaszkiewicza do córki, Teresy

Sandomierz, 19 maja 1950 roku
Moja miła i kochana,

oczywiście w dniu dzisiejszym myślę bardzo dużo o tobie i tych dwudziestu dwóch latach, które nas dzielą od twojego pojawienia się na świat, wspominam wszystkie wspólne przeżycia, dzieciństwo twoje i młodość. Od dwóch dni jestem w Sandomierzu, już nie mogłem wytrzymać na Stawisku i w Warszawie [...] Zresztą kiepsko się czuję w Sandomierzu, bo przeziębiłem się w drodze i mam gorączkę, a poza tym rozkleiłem się naturalnie, wyrwawszy się ze swoich „ramek”. Na moją bezsilność pisarską nie pomoże już żaden Sandomierz, a miasteczko, puste i zaniedbane, robi smutne wrażenie. Jedna pociecha, że robią kanalizację! Za parę lat kwestia kakania będzie w Sandomierzu rozwiązana. [...] Ostatniej niedzieli byli Modzelewscy, Paweł Hertz i Irena Łempicka, która nie zdaje sobie sprawy ze stanu zdrowia Tadzia i projektuje jakieś wielkie wyjazdy, pogoda była śliczna i bzy cudne. Nowa gosposia zrobiła dobry obiad i sama się zaofiarowała zrobić do zupy grzybowej zamiast klusek uszka. Ona przez dziesięć lat jeździła po Wiśle jako bufetowa na statku – i jest „wodniaczka” – podobna do Zosi Świerczyńskiej, tylko o połowę (dosłownie) mniejsza. Paweł był wyjątkowo miły i nie robił min „ph”. Niestety musiałem o 4-tej jechać do Otwocka na odczyt – w upalny piękny dzień majowy, i to w niedzielę – było to wielką ofiarą. Nie dziw się, że tak źle piszę, ale ręce mi się trzęsą po noszeniu mojego potwornie ciężkiego bagażu, w Skarżysku trzeba było nosić te kufrzyska na przestrzeniach kilometrowych, taka tam głupia stacja. [...]
Widok Sandomierza, lata 1950-1960.
Mam olbrzymie zamiary literackie na mój Sandomierz, ale pewnie nic z tego nie wyjdzie, bo wydechuję zmęczenie i do niczego się nie biorę, na Zielone Święta mama przyjedzie do mnie, to mi też parę dni zabierze, a potem trzeba wracać, bo w czerwcu wielki Zjazd Literatów z otwarciem Domu Literatury, tego na Krak[owskim] Przedmieściu, i różnymi wielkimi fetami. Bardzo to będzie męczące. Myślę, że naprawdę wypocznę, jak mama w lipcu pojedzie z dziećmi do Ustki. Mam zamiar tam pojechać na imieniny mamy i nareszcie zobaczyć, jak ta Ustka wygląda.
[...] Jaki cudny dzień dzisiaj, akacje przed moim domem w pełnym kwiecie – a w domu zostawiłem rozkwitające wino i irysy – susza zresztą potworna i deszczu nie było już od l maja!
Całuję Cię serdecznie i do serca przyciskam, Eugeniusza pozdrawiam, myślę b[ardzo] dużo o tobie, nie tylko dzisiaj – twój
Tata
Jarosław Iwaszkiewicz, Listy do córek, oprac. Anna i Radosław Romaniukowie, Państwowy Instytut Wydawniczy 2009, s. 247–248.

niedziela, 23 marca 2014

Odcinek 996: Jarosław Iwaszkiewicz, 1926 rok

List Jarosława Iwaszkiewicza do żony, Anny

Paryż, 23 marca [1926 roku]
St. I. Witkiewicz, Anna i Jarosław Iwaszkiewiczowie, 1922 r.
Hanildo moja miła!
Wciąż bez wiadomości od Ciebie, myślałem, że przynajmniej nic nie mając do roboty będziesz do mnie wyprawiała sążniste epistoły. Tymczasem nic z tego – mam tylko malutką kartkę pisaną kiedyś tam w piątek i potem grobowe milczenie. Boję się, że się znowu gorzej czujesz i nie masz ochoty na pisanie, oczywiście tłumaczę to sobie tysięcznymi sposobami, prócz oczywistego, że poczta w tej Francji chodzi tak, jak sama chce. Bardzo nie lubię takich dni bez wiadomości, ale ostatecznie przyzwyczaiłem się do nich powoli. Widzę z twej kartki, że na Riwierze mocno podrożało, to prawdziwy cud boski, że tutaj ta sama cena się trzyma i że nie muszę płacić bajońskich sum za utrzymanie, bo nie wiem, jak bym sobie poradził. Tymczasem oszczędzam jak Francuz, obliczam sobie, czy mogę pojechać metrem czy autobusem i łatam jak mogę nędzne moje gospodarstwo. To też dobra nauka na przyszłość, gdybyśmy się nagle zrobili skąpi, jak ciocia Helunia [Marconi], toby nam doskonale zrobiło (a zwłaszcza Żabce). Są to jednak pia desideria i mojej szerokiej natury żaden Paryż nie przerobi. Nie mam żadnych wiadomości ani od sióstr, ani od mamy. Jadwinia miała teraz zamieszkać u Irenki z Luńcią [Malinowską], bo miss jechała do Anglii. Irenka u Taubów zgrywała się udając idealną matkę – śmiałem się w kułak z tego.
Paryż, fot. André Kertész, 1926 r.
Wczoraj czułem się szalenie jakiś osłabiony i niepewny siebie; nie ruszałem się z domu w „przypadku chandry”, ale po południu zjawił się niezawodny Tadzio i wyciągnął mnie do Rotondy na kawę z koniakiem, co mi dodało animuszu. Wieczorem przed samym obiadem przyszedł Tolo Hanicki także z rozmaitymi planami przyszłości swojej, które mi szeroko przedstawił. Zdaje się, że ma zupełną rację, chcąc znaleźć sobie jakąś posadę handlową i ożenić się czym prędzej nie czekając na ukończenie tej swojej idiotycznej Szkoły Nauk Politycznych. Obiecałem mu coś w tej sprawie pomyśleć – ale oczywiście trudno mi jest zwrócić się tu do kogo, bo przecież nikogo nie znam. On ma nadzieję na McCormickową, być może, że ona by mogła go gdzieś wpakować do jakiego przedsiębiorstwa. Wieczorem na odmianę humoru poszedłem na godzinny spacer przez mosty, wyspę i na ulicę Rivoli; zimno teraz wściekle, tak że musiałem dobrze wyciągać nogi, aby się rozgrzać. Dobrze mi zrobił ten spacer sprowadzając sen – niestety nie kamienny, bo zawsze się musi mi coś śnić, to Tolek, to jakieś kwiaty – dziś wyraźnie twoje ciało astralne stało u stóp mojego łóżka i patrzyło na mnie z przerażeniem. Dlaczego? Nie wiem, ale bałaś się mnie i nie chciałaś podejść, mimo iż cię prosiłem. Napisałem wczoraj znów porządny kawałek powieści, dosyć nawet ważny, nasunął on mi parę nowych pomysłów i tym samym rozszerzył pierwszą część, która już mi się wydawała za szczupła.
Do widzenia, kotku serdeczna, pisujże dziecko do mnie, kochanie moje; co tam ci z Warszawy piszą, jak Żaba się miewa? Całuję Cię, kotuniu najmilsza i droga.
Twój Jarosław

Nawet „Wiadomości” nie przyszły!

Anna Iwaszkiewicz, Jarosław Iwaszkiewicz, Listy 1922-1926, Spółdzielnia Wydawnicza Czytelnik 2012.

sobota, 4 stycznia 2014

Odcinek 918: Jarosław Iwaszkiewicz, 1950 rok

List Jarosława Iwaszkiewicza do córki, Teresy

Stawisko, 4 stycznia 1950 roku
Drogie moje dziecko!

Bardzośmy się ucieszyli twoim świątecznym listem z opisem wigilii, nowego mieszkania i twoich kłopotów gospodarskich, mama, zdaje się, doznała uczucia ulgi, bo przypuszczała (ale to „zdaje się” podkreślam), że u was nie będzie wigilii! Biedactwo, zawsze bardzo przejęta twoim małżeństwem, ale ucieszona z twoich listów i fotografii. [...] Ty nie piszesz nic, jak tobie Sylwester się zapowiadał, ciekawy jestem, czy gdzie tańczyłaś. Warszawa szalała zupełnie, byłem w dzień w Warszawie i nie mogłem się dopchać do żadnego sklepu, taki był wszędzie tłok i oczywiście wszystkiego było wyżej uszu. W dzień Nowego Roku mieliśmy mieć trochę gości, była rozpacz, bo gosposia spuchnięta i rozżalona odeszła do siostry na młyn, ale wezwana Wróblewska w try miga sporządziła znakomite jedzenie, był bufet, ale naprawdę b[ardzo] doskonały. Tymczasem z zapowiedzianych gości nie przyjechali bez zawiadomienia: Mycielski, Wanda Telakowska, Słonimscy (którzy są w Warszawie), Brandysowie i Hanuszkiewicze, byli tylko Watowie, Pawełek i Fuły, towarzystwo bardzo zabawne, babcia Śliwińska wystąpiła w nowym pierścionku z 27 brylantami i jadła za 27 osób. [...]
O twoim małżeństwie dużo osób nie wie, szkoda, że nie rozesłałaś
Teresa Iwaszkiewicz z mężem Eugeniuszem
i córką, ok. 1955 roku
zawiadomień, choć to jest tellement bourgeois [bardzo burżuazyjne]. Mam także różne propozycje wyjazdów z odczytami, ale nie mam na to sił i zdrowia żołądkowego – wiadomo, jak takie wszystkie wyjazdy wyglądają pod względem wódeczno-przyjęciowym. Zdaje się, że będę musiał dla Ciebie skomponować więcej takich zdań jak tamto: „Papieżowi na widok jarmużu włosy zjeżyły się na głowie...” itd., itd., bo piszesz w listach „papierz”, „kompać się”, „włuczy się” itd. Bardzo się zdziwiłem tymi błędami, bo myślałem, że ich nie robisz, jak przystało na córkę Jarosława Iwaszkiewicza, który zresztą sam pisze jakąś nieprawdopodobną pisownią. Nie gniewaj się za te uwagi, przecież ja twój ojciec, a do tego pisarz polski, podobno! Strasznie zainteresowani jesteśmy tutaj i próbami gospodarskimi, mama zdziwiona, że nauczyłaś Carlę [włoską gosposię] robienia grzybowej zupy, bo mówi, że sama nie wie, jak się ta zupa robi, a po drugie, skąd wzięłaś w Rzymie grzybów. Nie jestem tradycjonalistą i konserwatystą, wbrew temu, co się mówi, ale zwyczaj wigilijny i postna kolacja wydaje mi się tak piękny i taki nie do zastąpienia, cieszę się więc, że przeżyłaś ten pierwszy wieczór we własnym domu, przyjmując już i przygarniając samotnych ludzi. Trochę wchodzisz w ton i tradycję naszego domu na Stawisku, pamiętasz te wszystkie wigilie od tylu lat, a zwłaszcza tę w 1944 roku! [...] Tymczasem do widzenia, dziecko kochane, całuję Cię po tysiąc razy i za listy twoje dziękuję. Eugeniusza pozdrów serdecznie – czy zawsze ma tyle pracy?
Twój
Ojciec
Jarosław Iwaszkiewicz, Listy do córek, oprac. Anna i Radosław Romaniukowie, Państwowy Instytut Wydawniczy 2009, s. 220–222.

wtorek, 15 października 2013

Odcinek 837: Jarosław Iwaszkiewicz, 1949 rok

List Jarosława Iwaszkiewicza do córki, Teresy

Stawisko, 15 października 1949 roku
Moje dziecko kochane!

Prawie dwa tygodnie czekaliśmy na wiadomość od Ciebie, listy jednak długo
Teresa Iwaszkiewicz, 1949 rok.
chodzą, a twój przeleżał, zdaje się, trochę u Ciebie w torebce, bo widać ze stempla, że wrzucony w Sienie. Bardzo ciekaw jestem twoich wrażeń z Florencji i Sieny w tym najpiękniejszym czasie, październik to najlepszy czas na Włochy. Doczekaliśmy się wreszcie twojego listu w same twoje imieniny – tak że nie my tobie, ale ty nam znakomity zrobiłaś prezent. Mama była dziś raniutko na mszy w Brwinowie na twoją intencję i stamtąd depeszowała, listy od Marysi i Mamy już poszły, a ja teraz dopiero ściskam Cię bardzo mocno i całuję, i życzę Ci, abyś całe życie była tak szczęśliwa, jak w tej chwili. Dzień na twoje imieniny wypadł cudowny, z rana była mgła, teraz opadła, niebo szafirowe bez chmurki i ciepło, piszę przy otwartym oknie. Chodziłem z rana do budki po papierosy i zachwycałem się rudymi dębami, na jednym siedziała wiewiórka i patrzyła na mnie dość przyjaźnie. Zapewne w Rzymie Eugeniusz Ci sprawił miłą jakąś niespodziankę i masz przyjemny dzień. [...] Mama opisała Ci podobno już naszą podróż do Lublina, mój odczyt, premierę Lata w Nohant i wycieczkę do Sitańca, taką miłą i niespodziewaną. Także było pogodnie i ślicznie – jesień cudowna i na jesiennym słońcu rynek w Zamościu wydał mi się jakimś nieoczekiwanym kawałkiem Włoch i jakby pozdrowieniem od Ciebie. Przyjmowali nas bardzo serdecznie moi stryjeczni Adam i Stefan, których ty nie znasz – i w ogóle cały ten pomysł wyjazdu okazał się bardzo dobry, zwłaszcza dla mamy. Od przyjazdu z Lublina postanowiłem sobie przynajmniej przez tydzień nie jeździć do Warszawy i bardzo się dobrze czułem, nie ruszając się krokiem ze Stawiska, dopiero teraz odczułem, jak byłem zmęczony pracami, podróżami i ewenementami, i z jaką rozkoszą ograniczałem moją działalność do małych spacerów i czytania książek – oczywiście tak bardzo się to ograniczyć nie dało, bo znowuż tu na mnie czyhają wszystkie stawiskowskie kłopoty, sprawki Zaorskiego i Stacha, kwestie wędlin i mięsa, spiżarni i dwóch kucht – jednym słowem, cały arsenał spraw, z którymi ty na szczęście nic już nie masz wspólnego. [...]
Całuję Cię mocno i do serca tulę, twój
Ojciec
Jarosław Iwaszkiewicz, Listy do córek, oprac. Anna i Radosław Romaniukowie, Państwowy Instytut Wydawniczy 2009, s. 193–196.

sobota, 6 kwietnia 2013

Odcinek 654: Jarosław Iwaszkiewicz, 1950 rok


List Jarosława Iwaszkiewicza do córki, Teresy

Stawisko, 6 kwietnia 1950 roku
Teresko moja najdroższa!
List ten piszę niejako na zapas, ponieważ będzie musiał poleżeć, aż otrzymamy twój adres. Bardzo dawno nie pisałem, ale też i od Ciebie strasznie dawno nic nie mieliśmy, po długiej pauzie przyszedł wreszcie list z okrętu, ale nosiłaś go długo w kieszeni i długo szedł, są to więc wiadomości sprzed trzech tygodni. A jeszcze o twoich wrażeniach z New Yorku ani z Kanady nic nie wiemy. Ale ostatecznie zdecydowałem się pisać do Ciebie – moje listy do Rzymu były jak gdyby czymś w rodzaju dziennika – teraz, gdy nastąpiła tak ogromna pauza, nawet nie wiem, o czym wiesz, a o czym nie. Czy dostałaś jeszcze mój list z Paryża? Obawiam się, że nie, boście strasznie prędko z tego Rzymu się zawinęli. [...] Mój pobyt w Paryżu był niezwykle interesujący, ale nastroje tam są nieprzyjemne. Oprócz audiencji u Herriota brałem udział w zebraniach w Ivry i w wielkim wiecu na rzecz pokoju, na który przyszło coś 20 tys. osób! Bardzo było wzruszające i niezwykle imponujące! Przemawiałem otoczony delegacją górników i robotników z Nordu, którym zrobiono potężną owację. Widziałem dużo znajomych, Jurek Lisowski był cały czas w Paryżu, zaprzyjaźniłem się z Kałużyńskim, którego żona – Julcia Hartwig – rzuciła dla Xawerego Pruszyńskiego. Miałem trochę więcej niż zwykle pieniędzy, toteż kupiłem sobie płaszcz letni i buty zamszowe, które jednak cisną i pieką. 15-go pożegnałem Paryż i przyleciałem do domu (w 3 1/2 godziny z Brukseli!!). [...] W domu wszystko zastałem pomyślnie i spokojnie, dzieci zdrowe i bardzo milutkie, pytały się o Ciebie. Oczywiście musiałem wszystko opowiadać, cośmy jedli, cośmy pili i cośmy gadali, musiałem Marysi opisać wszystkie twoje kiecki, które widziałem, i w ogóle Rzym, po którym zostało mi wspomnienie czegoś wspaniałego, mokrego i błyszczącego. Strasznie żałowałem, że nie mogłem zostać choć dwa dni dłużej, ale pocieszam się, że byłbym wam tylko przeszkadzał. Sytuacja w domu normalna, w ogrodzie duże roboty, grodzi się do reszty całe Stawisko, dosadziłem 100 drzewek owocowych, uzupełniło się stary sad i dosadziło do końca ten kawałek, gdzie były młode (pod lasem). Zaorski się zwija, ma on jedną zaletę: znakomicie urządza sobie stosunki z władzami gminnymi. [...]
Aza ma tak cudowne dwa szczeniaki, po Barrym, tym St. Bernardzie z sąsiedztwa,
Jarosław Iwaszkiewicz w Stawisku.
zwłaszcza jeden cudny, nazywa się Bronzino, bo jest brązowy z pręgą na grzbiecie i z sobolim ogonkiem. Coś przemiłego, chcę go zatrzymać. Pikasia ma córeczkę z identyczną jak ona mordką przedzieloną na dwie połowy – ciocia Hela nosiła jej mleko, ale wreszcie gosposia nie dała, bo nie starczy na kwaśne dla Wiesia!! (to przy sześciu dojnych krowach!!) – kupiliśmy nową krowę i mamy jeszcze dwie napięte. [...] Piszę teraz książeczkę o Bachu i siedzę w Bachu po uszy, sprawia mi to ogromną radość. Bardzo tym jestem zajęty! W ogóle mam mnóstwo do pisania, chcę więc w tym roku wcześniej i na dłużej wyruszyć do Sandomierza. [...]
Całuję więc Cię raz jeszcze mocno i serdecznie, dla was obojga życzenia serdeczne łączę i czekam na wiadomości od was z wielką niecierpliwością –Twój stary
Ojciec
PS Warszawa zalana cytrynami, pomarańczami i grapefruitami!! Używamy bardzo, choć drogo.

Jarosław Iwaszkiewicz, Listy do córek, oprac. Anna i Radosław Romaniukowie, Państwowy Instytut Wydawniczy 2009, s. 234–236.

czwartek, 21 lutego 2013

Odcinek 610: Jarosław Iwaszkiewicz, 1951 rok

List Jaroslawa Iwaszkiewicza do córki, Marii

Berlin, 21 lutego 1951 roku
Berlin, 1951 rok.
Moi Kochani! 
Siedzę więc w Berlinie, w pięknym hotelu Inturista, tuż obok Nordbahnhofu (dawniej Stettines Bahnhof), który przypomina mi dawne wyjazdy do Kopenhagi — i czekam na rozpoczęcie obrad Rady Pokoju — niestety, już wiem, że Rada przedłuży się o dwa dni, ja więc przyjadę zapewne dopiero we wtorek, tak że cały tydzień tutaj będę. Na razie jest nudnawo, do znudzenia te same gęby przyjeżdżają, ks. Boulier itd., itd. Nie wiem nawet, kiedy nam film Marysi [film, przy którym Maria Iwaszkiewicz pracowała jako montażystka] pokażą — kończę już list nazajutrz, zresztą nic nieinteresującego nie zaszło, byłem wczoraj na Makbecie — operze Verdiego, myślałem, że się uśmieję, tymczasem okazało się bardzo ładnie, wspaniale śpiewane i znakomita orkiestra, inscenizacja niebywała. Miałem więcej rozrywki niż przedwczoraj z Matki Gorkiego.

Dzieci bawiące się na barierce
oddzielającej Berlin Wschodni
od Zachodniego, 1951 rok.
Nasi byli w Cyrku Szwedzkim, dokąd i ja się wybieram, są słonie, tygrysy (podobno wspaniałe) i przepiękne konie — i nie ma dowcipów pewnego rodzaju! Niestety, obrady mają się przedłużyć do wtorku, a może nawet ambasada mnie zatrzyma do 18-go, na otwarcie miesiąca przyjaźni polsko-niemieckiej (Boże, Boże!) — może się zdecyduję ze względu na możliwość pewnego zarobku, tutaj teraz nie tylko w zachodnim sektorze, ale i we wschodnim są bardzo ładne rzeczy, we wschodnim wspaniałe owoce (ananasy), a sprzedająca, u której brałem pomarańcze, powiedziała mi pod sekretem, że ma nawet i masło!! Nonsens podziału świata widać tu jeszcze bardziej z powodu podziału tak naocznego Berlina. Dzisiaj myślę cały dzień o Marysi i przypominam, jak prychała taka malutka 27 lat temu, o Teresie [druga córka] także myślę i strasznie czekam depeszy, to się jednak ciągnie, a ciągle mi najgorsze rzeczy do głowy przychodzą. Dzisiaj miałem „niedobry" sen, ale nie o Teresie. Głowa mnie pobolewa, muszę zaraz po przyjeździe pójść do lekarza. Maryśku, ściskam Cię mocno i życzę, żeby następnych 27 lat były lepsze wewnętrznie, a takie same zewnętrznie dla Ciebie. Zjawieniem się na dworcu wywołałaś wielki efekt. Całuję Was
Jarosław
Na Radzie „nudy-nudy".
[Dopisek na marginesie:] Depesze chodzą świetnie do Berlina, 1,5—2 godziny, adresujcie: Berlin N4, Hotel Newa, Invalidenstrasse 115.
Jarosław Iwaszkiewicz, Listy do córek, oprac. Anna i Radosław Romaniukowie, Państwowy Instytut Wydawniczy 2010, s. 101.