Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Herbert Zbigniew. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Herbert Zbigniew. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 28 lipca 2014

Odcinek 1123: Zbigniew Herbert, 1964 rok

List Zbigniewa Herberta do Czesława Miłosza

[Rzym, 28 lipca 1964 roku] 
Rzym, 1965 r., fot. Jan Sluljter.
Kochany Czesławie,
bardzo dziękuję za list Twój. Przyszedł w momencie gdy zrywałem się do odlotu. Jestem oto w Rzymie, mój adres ZH Roma Eur viale dell'Umanesimo 307/5. Będę siedział tutaj jakiś miesiąc. W ciągu tego czasu chciałbym pojechać na Sycylię, potem jeśli się uda do Grecji i z powrotem około 30 września do Paryża.
Smażę się w nieludzkim upale, przeklinam muzea, łuki tryumfalne i katakumby, ale wiem że gdy wrócę do Warszawy do mojego Muranowa, gdzie są tylko budki z porterem i smutek, będę oglądał kartki, sprawdzał plany i to będzie moja druga szczęśliwa podróż (ucieczka).
Za żadne skarby świata nie chcę udawać Parandowskiego. Ale nie mogę zdobyć się na Obustronne porachunki (wspaniały szkic wpadł mi w serce jak kamień).
Zbigniew Herbert.
Nie wiem co zrobić z tym bagażem który tu gromadzę. Będę za to chyba musiał płacić drogie cło. Ale nie ma wyjścia. W Polsce są tylko dwie partie: Zawodowych Opluwaczy Zachodu i Nieszczęśliwych Kochanków tegoż. Znalezienie jakiegoś własnego punktu widzenia i próba wyeksplikowania jest równie niemożliwe jak dla pracownika radia „Wolna Europa" uwikłanie. Naród słucha, kupuje wiersze ale chce aby nie burzyć jego mitów. Śni o Zachodzie, którego nie rozumie. Na szczęście. Niech śpi.
Piję białe wino Czesławie. Tak że za chwilę zjawisz się i będę mógł się wyżalić. Bardzo mi Ciebie brak.
Nie zapominaj o Kici
Jance ręce całuję
Chłopaków ściskam 
Ciebie w oba policzki całuję
Twój do śmierci

Zbigniew

PS. Na Trastevere trwa wieczny festyn. Rozkrojone kawony po 20 lirów. Bardzo śmieszne kazania w kościołach ustrojonych bibułkami. Świeczki Feretrony. W kościele S. Grisogono Błogosławiona Taigi z wosku jak żywa. Włosi to chyba jedyny naród który uprawia sztukę w sposób naturalny.
Zbigniew Herbert, Czesław Miłosz, Korespondencja, Fundacja Zeszytów Literackich 2006, s. 45-46.

piątek, 20 czerwca 2014

Odcinek 1085: Zbigniew Herbert, 1968 rok

List Zbigniewa Herberta do Julii Hartwig i Artura Międzyrzeckiego

[samolot do Nowego Jorku, 20 VI 1968]
Zbigniew Herbert z żoną, Katarzyną, 1972 rok.
Kochani Julio i Arturze,
przepraszam bardzo, że tak długo milczałem, ale w ostatnim okresie miałem sporo niepokojów i zajęć. Ale zawsze, czy piszę, czy nie piszę, myślę o Was czule, wiernie i serdecznie.
Otóż zaczynając od spraw rodzinnych, nie wiem, czy Wam doniosłem — jeśli tego nie zrobiłem, wstydzę się bardzo — że ożeniłem się z Kasią. Dzieduszycką. Świadkami byli siostra Teresa de Dzieduszycka i Jaś Lebenstein, dużo gości i wcale nie bolało. Ceremonia odbyła się [w] Paryżu, po czym wyjechaliśmy przed samą rewolucją do Berlina, gdzie też pewnie będzie rewolucja, a wówczas, jeśli zdążymy, pojedziemy do księstwa Monaco albo do Kazimierza nad Wisłą. Przez najbliższe kilka miesięcy nasz adres jest następujący: Berlin, 38 Beskidenstrasse 8.
W tej chwili znajduję się [w] samolocie w drodze do Nowego Jorku. Na dole coś niebieskiego. Pytałem stewardesę, co to takiego, powiedziała, że: „ołszen" pewnie Atlantycki, ale ja już teraz niczemu nie wierzę, bo Amerykanie to kupcy, a jak poczują rolnika znad Wisły, to chcą go ograbić. Więc sprawdzam co chwilę woreczek na piersiach i parę wianków suszonych grzybów, które w Buffalo są na cenę złota. Tak mówił [nazwisko nieczytelne] Przyboś i Stępień.
Julia Hartwig i Artur Międzyrzecki.
Oj mili, moi mili. Jadę grosza trochę uciułać. Nowojorska Centrala Poetów organizuje taki cyrk, więc będę łykał ogień, sztangą liryki narodowej nad głową potrząsał, a jak trzeba, to na konia siądę i krwi utoczę. Alić, krew, którą toczyć bym chciał — daleko.
Jak widzicie, staram się być dowcipny. Łyskacza sobie kropnąłem, do Was w mowie praojców zagadałem i jakoś lżej. [narysowane trzy kwiaty] A te kwiaty dla Julii.
W Ameryce zostanę chyba przez lato. Biedna Kasia w Berlinie, chyba że się coś uspokoi, a wtedy pojedzie do siostry do Paryża.
Teraz w telewizji samolotowej („Theatre in the Air") bardzo szybko biegają młodzi ludzie, jeden z nich wpadł do wody, pewnie to śmieszne, ale mnie to nie cieszy, a przeciwnie rozprasza. [...]
Czy byłoby wielką bezczelnością, gdybym prosił Was o numery „Poezji" (od nowego roku, jeśli możliwe), co pozwoliłoby mi się bardziej zintegrować z organem. Będę starał się też więcej pisać, jak tylko trochę zwolni moja karuzela.
A jak tam u Was, słonko na przyzbie czy słota w lebiodach. A świnka morska czy klasycyzuje, czy raczej uprawia wyzwoloną wyobraźnię [?].
Całuję ręce Tobie, o Julio
Arturze, ściskam mocno
dla Danieli czułości
wasz Zbigniew

Julia Hartwig, Artur Międzyrzecki, Katarzyna i Zbigniew Herbertowie, Korespondencja, Fundacja Zeszytów Literackich 2012, s. 53-54.

czwartek, 17 października 2013

Odcinek 839: Zbigniew Herbert, 1963 rok


Widokówka Zbigniewa Herberta do rodziców

Edynburg, 17 października 1963 roku

Katedra w Durham.
Moi Mamusiu i Tatusiu,
dziś po południu wyjechałem z Durham (piękna romańska katedra), dotarłem do Newcastle i w ostatniej minucie (jak to zawsze Zbysio) złapałem autobus do Edynburga. Droga nad morzem. Wypatrywałem sopockie molo i posyłałem tęskne westchnienia Mamusi i Tatusiowi. Urządzam się, jak dotychczas, dobrze i tanio. Wynajmuję noclegi ze śniadaniem u wdów (ta­nio, domowo i ćwiczenie w konwersacji). Jem teraz skromną kolację, jest godzina 10 wieczór. Zrobiłem dzisiaj ponad 100 mil, nie licząc 2 tysięcy stopni na wieżę katedry w Durham. Moja dzisiejsza wdowa nazywa się pani Macbeth i jest ruda. Proszę jednak nie bać [się] o mnie. Całuję bardzo gorąco Matulę i Tatusia

wasz
kochający syn
Zbigniew
[...]
Zbigniew Herbert, 1963 r.

Zbigniew Herbert, Korespondencja rodzinna, red. Agnieszka Kramkowska-Dąbrowska, Gaudium 2008, s. 217.

czwartek, 18 lipca 2013

Odcinek 748: Zbigniew Herbert, 1958 rok

List Zbigniewa Herberta do Czesława Miłosza

Paryż 18 VII 1958
Zbigniew Herbert.
Szanowny i Drogi Panie,
bardzo dziękuję za list i zaproszenie. Niestety do końca miesiąca jestem zaorany i mój cały Paryż teraz to Instytut Katolicki, gdzie siedzę wśród czarnych Hiszpanów i wkuwam nieregularne czasowniki.
O Montgeronie myślę jak o wyspie szczęśliwej, ale jak wiadomo nie ma wysp szczęśliwych.
Wciąż nie mogę sobie dać rady z Paryżem. Miasto śliczne ale to nadzienie trudne do strawienia. Więc czasem się obrażam i miotam przekleństwami. Głupie to ale autentyczne.
Korci mnie aby opisać moje wstydliwe uczucia, choćby potem żaden Europejczyk nie chciał mi podać ręki.
Dziękuję bardzo za Kontynenty. Trafiły one do hotelu na mój stary adres i wyrwał mi je Flaszen, a teraz siedzi, czyta i gładzi z zadowoleniem brodę.
Do Paryża przyjechało teraz mnóstwo Polaków pełnej krwi i nie pełnej. W związku z tym prawie nie wychodzę z domu, bo spotkać takiego na ulicy — dzień stracić. Wciąga na kawę i opowiada komu zatrzymali, a komu puścili oraz co powiedział Fronckowiak (młodszy) Ministrowi i czym trzasnął. Naród to rzecz naturalna, jak brzuch lub palce u nogi, ale czy zawsze trzeba pokazywać, zwłaszcza jeśli palce niedomyte są.
Drogi Panie! A Pan sobie siedzi w Montgeronie jak w lotosie i gładzi Pan końce wierszy, więc na koniec i Pana muszę znienawidzić choć, Bóg mi świadkiem, gwałt sobie zadaję. Niemniej proszę przyjąć Tren Fortynbrasa na własność to znaczy ofiarowuję Panu nie tylko ten rękopis, ale także świętą chwilę poczęcia.
Łączę piękne ukłony dla Pani
i Pana bardzo serdecznie pozdrawiam

Zbigniew Herbert
Ogród w Montgeron, mal. Claude Monet.
Zbigniew Herbert, Czesław Miłosz, Korespondencja, Fundacja Zeszytów Literackich 2006, s. 10-11.

poniedziałek, 17 września 2012

Odcinek 453: Zbigniew Herbert, 1984 rok

Wiersz Zbigniewa Herberta z 1984 roku, dedykowany Józefowi Czapskiemu
17 IX

Moja bezbronna ojczyzna przyjmie cię najeźdźco
a droga którą Jaś Małgosia dreptali do szkoły
nie rozstąpi się w przepaść

Rzeki nazbyt leniwe nieskore do potopów
rycerze śpiący w górach będą spali dalej
więc łatwo wejdziesz nieproszony gościu

Ale synowie ziemi nocą się zgromadzą
śmieszni karbonariusze spiskowcy wolności
będą czyścili swoje muzealne bronie
przysięgali na ptaka i na dwa kolory

A potem tak jak zawsze — łuny i wybuchy
malowani chłopcy bezsenni dowódcy
plecaki pełne klęski rude pola chwały
krzepiąca wiedza że jesteśmy — sami

Moja bezbronna ojczyzna przyjmie cię najeźdźco
i da ci sążeń ziemi pod wierzbą — i spokój
by ci co po nas przyjdą uczyli się znowu
najtrudniejszego kunsztu — odpuszczania win
Wojska radzieckie na terytorium Polski, 17 września 1939 r.
Zbigniew Herbert, Wiersze zebrane, oprac. Ryszard Krynicki, Wydawnictwo a5 2008, s. 516.

czwartek, 2 lutego 2012

Odcinek 225: Zbigniew Herbert, 1966 rok

List Zbigniewa Herberta do Aleksandra Wata
Wiedeń, 2 lutego 1966 roku
Zbigniew Herbert.
Kochany Aleksandrze,
dziękuję Ci bardzo za to, co zechciałeś powiedzieć do mnie, za Twój piękny wiersz i dopuszczenie mnie do przyjaźni. W serca mego starej kamienicy masz już od dawna apartament z widokiem na drzewa i kwiaty.
Siedzę teraz we Wiedniu, czasem uskakuję w Alpy, czytam, medytuję, trochę piszę. Bardzo chciałbym Cię zobaczyć, ale na razie jestem przypisany Austrii, bo od paru tygodni paszport mój leży na policji i czekam na przedłużenie wizy. Więc chyba na wiosnę mam nadzieję.
Czy przyjmiesz mnie do klubu magnetofończyków? [Aleksander Wat w 1966 r. kupił magnetofon marki Grundig, typ TK 41] Od dawna przeczuwałem, a teraz już wiem na pewno, że tę bardzo ludzką maszynę wynaleziono dla nas. Bo poezja — wbrew temu, co sądzi Przybunio i inni wieśniacy — to jest głos i tylko głos, głos, który jak płomień w lampie filuje i zanika.
Postanowiłem zostać na Zachodzie, jak długo się da. Nie mam sił wracać teraz do tej ciemnej i pokracznej paranoi.
Przekaż piękne ucałowania rąk Pani.
Ciebie bardzo serdecznie i długo ściskam.
Synowi i jego rodzinie serdeczności.
Twój Zbigniew

PS Na odwrocie mały wierszyk.
PAN COGITO ROZMYŚLA O OJCU
Jego twarz groźna, w chmurze nad wodami dzieciństwa
tak rzadko trzymał w ręku moją ciepłą głowę
podany do wierzenia win nie przebaczający
korygował bowiem losy i prostował ścieżki
wysoko niósł latarnię gdy weszliśmy w noc

myślałem że usiądę po jego prawicy
i rozdzielać będziemy światło od ciemności

i sądzić naszych żywych stało się inaczej
tron jego wiózł na wózku sprzedawca starzyzny
i hipoteczny wyciąg mapę naszych włości

urodził się raz drugi drobny bardzo kruchy
o skórze przezroczystej chrząstkach bardzo nikłych
pomniejszał swoje ciało abym mógł je przyjąć

w nieważnym miejscu jest cień pod kamieniem

on sam rośnie we mnie
jemy nasze klęski
wybuchamy śmiechem
gdy myślimy jak mało trzeba
aby się pojednać
Aleksander Wat, Korespondencja, t. 2, oprac. Alina Kowalczykowa, Czytelnik 2005, s. 93-94.

sobota, 17 września 2011

Odcinek 87: Zbigniew Herbert, 1958 rok

Widokówka Zbigniewa Herberta do rodziców

Manosque, 17 września 1958 roku
Okolice Manosque
Kochani Mamusiu i Tatusiu
otóż podróżuję po ślicznej Prowansji, która jest jak ogród Pana Boga. Pogoda świetna. Kilka dni popasałem u przyjaciół Francuzów w farmie blisko Manosque. Jutro jadę do Nicei przez Digne - tzn. przez Alpy drogą Napoleona, lecz bez nijakiego zamiaru podboju, napełniony po brzegi słodyczą Południa. Paryż z perspektywy Śródziemnego Morza jest kamienną pustynią. Całuję gorąco Mamusię i Tatusia
wasz kochający syn Zbigniew


Manosque
Zbigniew Herbert, Korespondencja rodzinna, red. Agnieszka Kramkowska-Dąbrowska, Gaudium 2008, s. 76.