Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Herbert Maria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Herbert Maria. Pokaż wszystkie posty

piątek, 1 lutego 2013

Odcinek 590: Maria Herbert, 1964 rok

List Marii Herbert do syna, Zbigniewa

Kościan, 1 lutego 1964 roku
Model kapelusza z 1964 roku, Givenchy.
Mój kochany Benuś
List Twój sprawił mnie niezmierną radość. Wysłałam niedługo potem drugi list. Mając takiego Syna, chce się żyć. Muszę Ci się przyznać, że myślałam, kiedy grom rozbił nasz dom, to nie będziesz dla mnie czuły. Zabrakło kochanego Ojca, który był duszą naszego domu, miał z Tobą wspólny język do ostatka, wspaniały umysł, który Was łączył, a ja co, o małym rozumku, a jeszcze teraz pamięć się rwie bez przerwy. Nie spodziewałam się tyle cudownych czułości, za które z głębi serca dziękuję. Będę się starała być godną Ciebie. Jeszcze raz dziękuję za cudne prezenta. Ten pomponik na szczycie trochę zaszokował [Zbigniew Herbert wysłał matce kapelusz z pomponem], ma się te 63 wiosen. Jeszcze go nie widziałam, ale nie daje mi spokoju. Kobieta jestem mimo wszystko. Ben, jeżeli naprawdę masz nadmiar forsy, brak mnie płaszcza wiosennego, ostatni nosiłam 12 lat, już ze starości się rozsypał. Ale myślę, ażeby kupić używany lub przez okazję wysłać, cło jest b[ardzo] wysokie. Kolor czarny, najchętniej marengo. Czarny kolor wszystko chwyta, tj. b[ardzo] się prószy. Może bluzkę nie do prasowania: biała i czarna. Oddałabym Ci w polskich pieniądzach, mam dosyć. Cieszę się, jak mam coś innego jak wszystkie inne „małpy”. Niech to będzie skromne, ale niech ma smak. Francja droga, ale jeżeli będziesz we Włoszech - jest najtaniej. Ale kochanie, jeżeli będziesz miał jakiekolwiek trudności, zaniechaj. W Polsce jest obecnie b[ardzo] trudno o czarny kolor, nic w sklepie czarnego dostać nie można. Na pogrzebie miałam wszystko pożyczone, całą garderobę. Naturalnie proszę o rzeczy już gotowe, tj. uszyte. Przydałyby się buciki czarne na małej szpilce lub słupku ale b[ardzo] lekkie, bo u nas są twarde kajdany. Nr 37, może lekko używane. Jak widzisz Synku mój, czuję się dobrze, jak miłe ziemskie sprawy interesują. Chcę być uroczą kobietą dla Was. Ale błagam Cię, jeżeli miałbyś najmniejsze trudności, zaniechaj. 
Zbigniew Herbert.
Jestem dumna z Ciebie i cieszę się ogromnie z Twoich sukcesów. „Wstając i ligając” błagam o Wasze zdrowie i powodzenie i żebyście cieszyli [się] sympatią ludzką. W każdą niedzielę przystępuję do Sakramentów św. na intencję Tatusia i Waszą. Pozdrów b[ardzo] b[ardzo] b[ardzo] gorąco Kasię i ucałuj Ją ode mnie, jak również tą przemiłą paryżankę, która była w Polsce i niestety nie widziałyśmy się. Zresztą b[ardzo] przykro nie móc się porozumieć. Ale wyczuwam, że dużo dla Ciebie zrobiła i za wszystko Jej uprzejmie dziękuję. Również wszystkich miłych Twoich przyjaciół, składam na ich czole gorący matczyny pocałunek. Mam niewyzyskane uczucia macierzyńskie, tu na miejscu mam wiele córek. Od Miruni Drom[ireckiej] dostałam odpowiedź odmowną, bo zdaje się, że pisałam, że zaproponowałam, ażebyśmy razem zamieszkały. Kaniowski, który miał objąć katedrę po zmarłym Grabowskim, w ostatniej chwili zrezygnował. Mirka pozostała sama z całym kramem. Nie wiem też, jak ja załatwię. Obiecał Urbanek mi pomoc. Dziś odbywa się uroczystość Jego 50-letniej pracy naukowej. Wysłałam depeszę. Kochanie, tulę się do Ciebie b[ardzo] czule i całuję
Twoja M.
Zbigniew Herbert, Korespondencja rodzinna, red. Agnieszka Kramkowska-Dąbrowska, Gaudium 2008, s. 229-230.

poniedziałek, 22 października 2012

Odcinek 488: Maria Herbert, 1957 rok

List Marii Herbert do syna, Zbigniewa

Sopot, 22 października 1957 roku
Maria i Bolesław Herbertowie z dziećmi i służącą.
Kochany nasz Syneczku
Wraz z najlepszymi życzeniami urodzinowymi posyłamy Ci trochę prezencików w postaci słownika, maszynki do golenia, serwetki, której nie potrzeba prać; jedną owalną na etażerkę na górną półkę, jedna na stół pod flakon - niech będzie ładnie. Ta weretka [w gwarze lwowskiej: płótno, narzuta, płachta] przyda się do łazienki przy wannie, żeby bosą nogą nie stąpać po kąpieli; myślę, że możesz ją podwójnie zeszyć. Pierze się ładnie, mam taką u mnie; no i [przesyłam] trochę ulubionych słoniaków. Herbatę, kawę, sardynki dla Tadzia jako prezent imieninowy, pewnie wpadniesz do Niego w dniu jego święta, dla Halinki czekoladkę, dla Fafki książeczkę. Wczoraj dostaliśmy przykrą wiadomość przez telefon, że babcia Żebrowska zakończyła życie. Bardzo mi żal, miałam do niej dużo sentymentu jako do b[ardzo] dzielnej Matki. Posyłam Ci również list p. Zdybalskiej, są dla Ciebie cenne rady. Adres do niej: Kraków ul. Felicjanek 4/9. Znajomy mój miał 5 tysięcy franków, żądał 500 zł, dawaliśmy 350 - nie chciał. Ojciec uważał, że za dużo i nie kupiliśmy. U nas wszystko dobrze, mimo szalejącej grypy, jesteśmy zdrowi. Ojciec zaczął wykłady, roboty ma huk. Z moim wyjazdem nic, kazali mi napisać podanie o przyspieszenie. [...] Nie wiem, czy warto w zimie jechać - myślę, że z wiosną, jak będzie trochę cieplej, bo chcę dużo zobaczyć, chodzić, chodzić z oczyma szeroko otwartymi i patrzyć.
Całujemy ściskamy jak najserdeczniej
Matka z Taciem
Zbigniew Herbert, Korespondencja rodzinna, red. Agnieszka Kramkowska-Dąbrowska, Gaudium 2008, s. 62-63.
Wiersz Zbigniewa Herberta

Matka
Upadł jej z kolan kłębek włóczki.
Rozwijał się w pośpiechu i uciekał na oślep.
Trzymała początek życia.
Owijała na palec serdeczny jak pierścionek, chciała uchronić.
Toczył się po ostrych pochyłościach, czasem piął się pod górę.
Przychodził splątany i milczał.
Nigdy już nie powróci na słodki tron jej kolan.
Wyciągnięte ręce świecą w ciemności jak stare miasto