Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Goodall Patty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Goodall Patty. Pokaż wszystkie posty

sobota, 19 stycznia 2013

Odcinek 577: Patty Goodall, 1963 rok

List Patty Goodall do pani Williamowej Norton, przyjaciółki Aurelii Schober Plath, matki Sylvii

19 stycznia 1963 roku
Sylvia Plath z dziećmi.
Droga Ciociu,
Wiedząc, jak bardzo Ty i pani Plath niepokoicie się o Sylvię (moja matka czułaby dokładnie to samo, gdyby chodziło o mnie), natychmiast do niej napisałam proponując, że wpadnę do niej w sobotę, 19 stycznia. Wspomniałam oczywiście o Twoim liście... ukryłam dodatkowo cel swojej wizyty, pisząc, iż w trakcie naszego spotkania John wybiera się z Susie do Regent's Park, a ja bardzo bym chciała pogadać z kimś z Ameryki, zwłaszcza znającym moją rodzinę.
Był straszny mróz, ale Sylvia   powitała nas w drzwiach z tak   promiennym uśmiechem i typowo amerykańskim entuzjazmem, że wizyta od razu stała się  przyjemnością. John  miał szczery zamiar ruszać dalej do parku, ale Sylvia stanowczo go zatrzymała i w rezultacie  przesiedzieliśmy przy herbacie  chyba ze  dwie  godziny ANI NA CHWILĘ NIE PRZESTAJĄC ROZMAWIAĆ! Wyglądała   dobrze, dzieci   też, chociaż przeszły podobno ciężką grypę. Grypa rzeczywiście bardzo się szerzy i daje wysoką gorączkę. W pewnej chwili wszyscy troje leżeli jednocześnie, Sylvia mówi jednak, że ma cudownego lekarza, który zajmował się nimi z największą troską. Czuje się bardzo uwiązana dwójką dzieci, nie mając ich z kim zostawić, gdy musi wyjść, i szuka młodej cudzoziemki na stałe...
Frieda jest uroczą dziewczynką o największych niebieskich oczach, jakie kiedykolwiek widziałam. Nicholas siedział w kojcu i od czasu do czasu włączał się do rozmowy wybuchając serdecznym śmiechem. Sylvia mówi, że ma niezwykle pogodne usposobienie i rzeczywiście z pogodą znosił naszą Susie, która stukała go w główkę i wykradała mu herbatniki, kwitując wszystko śmiechem.
Sylvia Plath z Friedą i Nicholasem oraz matką
Mimo wyjątkowo, nawet jak na obecną zimę, ponurej sobotniej pogody, w mieszkaniu panowała ciepła, miła atmosfera... Nie zdążyliśmy, oczywiście wyczerpać wszystkich tematów, ale liczę bardzo na dalsze spotkania. John wybiera się za jakiś tydzień w krótką podróż służbową do Stanów, więc mam nadzieję, że Sylvia przyjdzie któregoś wieczoru dotrzymać mi towarzystwa. Spodziewa się, że w najbliższym czasie założą jej telefon, choć to nic pewnego. W Anglii wszystko idzie okropnie wolnym trybem! Zawsze jednak zostaje poczta, a ja mam naprawdę wielką ochotę nawiązać z nią stały kontakt. Wolę, by Sylvia nie wiedziała, że zrelacjonowałam Ci naszą wizytę. Niech ma poczucie, że przyszłam z własnej ochoty, ponieważ chciałam ją poznać, zresztą w przyszłości będę ją widywać dlatego, że jest interesująca, zabawna i pełna uroku.
Sylvia nadal pisze, i, o ile wiem, miała ostatnio pewien sukces, gdyż przyjęto jej książkę do druku. Nie wiem, czy należy tę wiadomość przekazywać dalej, więc sama zdecyduj, czy mówić o tym pani Plath, czy nie. Może już wie. Sylvia niechętnie mówiła na ten temat, powiedziała, że drukuje pod pseudonimem — więc dalej nie wypytywałam.
Muszę pędzić, by jak najszybciej przesłać Ci wiadomość. Cieszę się bardzo, że do mnie napisałaś, bo przy okazji poznałam nową ciotkę i wuja. Całuję,
Patty
Sylvia Plath, Listy do domu, tłum. Ewa Krasińska, Czytelnik 1983, s. 475-476.