Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gierymski Aleksander. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gierymski Aleksander. Pokaż wszystkie posty

piątek, 3 stycznia 2014

Odcinek 917: Aleksander Gierymski, 1874 rok

List Aleksandra Gierymskiego do Prospera Dziekońskiego

Rzym, 3 stycznia 1874 roku
Kochany Prosperze!
[...] Oj bieda, bieda mnie, co na mojej głowie nigdy nic nie leżało, teraz kupę biedy się zwaliło. Max chory leży w łóżku na  zapalenie błony brzusznej już od 2-ch miesięcy, tj. od czasu naszego tutaj przyjazdu. Na trzeci dzień po przybyciu do Rzymu położył się do łóżka; pieniądze wychodzą, a pracować nie może; pojmujesz, że mnie praca także nie idzie sporo, a u mnie pieniądze już na schyłku. Nie wychodzę nigdzie prawie, bo nawet obiad i kolację jem w domu, resztę czasu przepędzam w atelier. Przy Maxie jest siostra miłosierdzia, której opieka jest mu bardzo potrzebna; ani służący ani ja, któremu czas jest tak drogi, nie moglibyśmy jego potrzeb zaspokoić. O tej słabości Maxa proszę [o] milczenie, Ojciec nie powinien wcale wiedzieć, a to tak łatwo wiadomości się dostaje z ust do ust. [...]
Rzymu prawie nie znam; w głównych kościołach tylko byłem, raz tylko — i to na początku słabości Maxa — poszedłem w Kampanię zobaczyć grotę Egerii, lasek, Via Appia, grobowce; toteż to jedna główna moja wycieczka; od tego czasu nic sobie nie pozwalam, siedzę w atelier, a jeżeli wychodzę, to albo raz na dzień na kawę, kupić Maxowi gazetę francuską i cygar, albo wieczorem — i to nie dla spaceru, tylko do knajpki patrzeć na Rzymian, ponieważ z nich obraz teraz maluję. — Biorę się bardzo do roboty; nie wiem, jak mi ona pójdzie przy takim moim nieprzyjemnym położeniu; w każdym razie to nie bardzo usposa­bia do pracy.
Aleksander Gierymski, Szkic do obrazu Austeria rzymska, 1874 rok.
Źle mi tu bardzo jeszcze z innych względów: drogo za atelier płacę — i 100 lirę na miesiąc, za mieszkanie połowę tego; jedzenie liche, rozmówić się prawie nie mogę; nie chodząc nigdzie, żyjąc tylko w domu, nie można się języka nauczyć; z modelami ciężko, przez nieznajomość języka muszę im drogo płacić, w innym razie poradziłbym sobie z nimi stawiając im butelkę wina. Dość, że cały obraz, jaki sobie przedstawić możesz z życia mojego w Rzymie, ist całkiem traurig; a byłoby jeszcze gorzej, gdybym nie nosił głowy do góry i na to wszystko nie zwracał uwagi. [...]
Dość pogodnie i nie trzeba palić w piecu, lepiej jednak wychodzić na ulicę w paltocie zimowym.
Maksymilian i Aleksander Gierymscy, Listy i notatki, oprac. Juliusz Starzyński i Halina Stępień, Ossolineum 1973, s. 143–145.

środa, 20 czerwca 2012

Odcinek 364: Aleksander Gierymski, 1885 rok

List Aleksandra Gierymskiego do Prospera Dziekońskiego

20 czerwca 1885 roku, sobota
Roma, Caffe Greco, Via Condotti
Mój Kochany Prosperze!
Jeżeli Ci dotąd nie odpisałem, to nie dlaczego innego, tylko dlatego, że mi było trochę wstyd pisać po Twoim liście. – Co chcesz, byłem tak biedny, spiłowany; widziałem cały mój upadek, widziałem się opuszczonym, całe moje nadzieje, jakie jeszcze mieć mogłem – do czarta. – Jednym słowem nędza... Po odebraniu listu z pieniędzmi chciałem na­tychmiast odpisać, ale nie wiedziałem, komu; potem odkładałem z dnia na dzień i tak zeszło jak dotąd. – Zresztą, nie gniewajcie się na mnie, ja już taki, czort mnie zabierz. – Jestem ogromnie kontent w tej chwili; nie miałem ani grosza dziś jeszcze, pożyczyłem od Cieszkowskiego, ma­larza, franka na kupno marek 4-ch, żeby posłać listy do Lewentala, Orgelbranda, Ciebie i do komisjonera do Bolonii. Napisałem pierwsze dwa listy, wrzuciłem do skrzynki i poszedłem na spacer z Cieszkowskim. Zapalając się w rozmowie dusiłem moją prawą kieszeń od kamizelki. Do diabła, natrafiłem na jakieś zmiętoszone papierki; patrzę – 10 rubli. Dziesięć rubli, więc 25 franków jak z nieba! Patrz, jak mi się przydało noszenie pieniędzy w kieszeni od kamizelki, a Tyś mi za to wymyślał!
[...] nie będę w tej chwili dalej pisał – to już a conto tego szczęścia, co mnie spotkało, wypiłem trzy wermuty; a człowiek w tych warunkach jest mało interesujący.
Addio Caro!
Alexander

Rzym, Via Condotti, fotografia z końca XIX wieku.
Maksymilian i Aleksander Gierymscy, Listy i notatki, oprac. Juliusz Starzyński, Halina Stępień, Ossolineum 1973, s.  258–259.

wtorek, 15 listopada 2011

Odcinek 146: Aleksander Gierymski, 1874 rok

List Aleksandra Gierymskiego do Prospera Dziekońskiego

Neapol, 15 listopada 1874 roku
Kochany Prosperze!
[...] Piszę teraz tylko do Ciebie, a Brata uściskaj i ucałuj ode mnie i powiedz mu, że wkrótce pisać do Niego będę – a Dziadziowi ręce ucałuj. Od poniedziałku jestem już tutaj [...]. Jestem prawdziwie wolny, a jeszcze więcej pierwszego dnia tu pobytu. Żywej duszy nie znałem [...]. W przeciągu paru dni, jakie tu jestem, biegając jak szaleniec od rana do wieczora, zaczepiając ludzi przy stole, na ulicy, doszedłem do tego, że mam już czterech malarzy znajomych, ludzi grzecznych, uczynnych, a już jak na włoskich malarzy – nadzwyczajnie. Okropnie się zwykle oni boją, żeby nie osiąść na stałe i im chleba nie odebrać. [...] Jakkolwiekbądź, czy mi tu dobrze, czy źle będzie, zostanę – będzie z początku nudno, smutno, ale będę ciągle mówić po włosku, co by nie było, gdybym został w Rzymie; nauczę się wkrótce perfettamente, a we włoskim towarzystwie znajdę z pewnością przyjemność. A tu łatwiej jak w Rzymie. Szukałem Polaków, jakiegoś profesora języka, który być mi jeszcze bardziej pomocny w nauczeniu się języka, ale żywej polskiej duszy nie ma. W przeciągu tych pięciu dni, jakie tu jestem, zrobiłem jednak dosyć znajomości; gdyby tak dalej poszło, w pół roku znałbym pół Neapolu [...].
Za Neapol jeszcze nosa nie wyjrzałem dla ciągłych deszczów i burz, które nieustająco trwają od mojego przybycia. [...] Śmiech mnie bierze, jak ja ten list piszę. Prawie, że nie mówię Ci, co na obiad jadłem dziś. Ale a propos – wino dobre, lepsze jak w Rzymie, i jedzenie tańsze. Wyobraź sobie, że na głównej ulicy, bo na Chiaja, możesz dostać śniadanie i obiad (tj. po polsku obiad i kolacja) za 2 fr[anki] dziennie, składające się – obiad: zupa, dwa mięsa, owoce i flacha wybornego wina; a na śniadanie: zupa (w to wchodzi także makaron po neapolitańsku), jedno mięso, owoce i pół flaszki wina. Czy może być taniej? Neapol duży, szelma, chyba jak Paryż; tę rozległość robi to, że w jednej części Chiaja jest wąski tylko na długość niecałego Nowego Światu, ale ciągnie się z parę wiorst w tym kierunku. Czuć, że brak dworu; widać to w pojazdach, które jednak tak prawie piękne jak rzymskie, trochę w elegancji mniejszej, mniej wojska, wyższych oficerów, mniej szychów. Pałac królewski stoi smutny z zamkniętymi okiennicami – oczekuje króla; we wszystkim znać, że to była kiedyś stolica. Neapolitańczyk dużo na tym cierpi, choć udaje tylko, że nic sobie z Rzymu nie robi, o Rzymie odzywa się trochę z lekceważeniem. Ale też Neapol do Rzymu to prawie jak Wiedeń do Warszawy pod względem ruchu, handlu. Nic nie ma pięknych pałaców, za to wszystkie domy, jak wiesz, sześciopiętrowe i każde okno z gankiem.
Co dzień po trudach łażenia idę o 8 1/2 do teatru. Bardzo dobrze grają [...]. Miejsca tanie, tak jak w Rzymie, franka i trochę soldów. O Neapolu jeszcze dużo będzie pisać, ale to na potem. [...]
Twój Alexander
Panorama Neapolu, lata 70. XIX wieku, fot. Giacomo Brogi.
[...]
Maksymilian i Aleksander Gierymscy, Listy i notatki, oprac. Juliusz Starzyński, Halina Stępień, Ossolineum 1973, s. 183–185.