Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gałczyński Konstanty Ildefons. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gałczyński Konstanty Ildefons. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Odcinek 899: Magdalena Samozwaniec, 1953 rok

List Magdaleny Samozwaniec do Natalii Gałczyńskiej

Kraków 16.12.1953

Natalia i Konstanty Gałczyńscy w Praniu,
początek lat pięćdziesiątych.
Droga Pani Natalio!
Przede wszystkim przepraszam, że piszę na maszynie, ale mam bardzo niewyraźne pismo, a chciałam w nieudolnych słowach wyrazić to, co czuję po stracie Pani męża, a naszego największego i najukochańszego Poety. Nieszczęście Pani nie ma sobie równych, bo co innego jest pożegnać się na zawsze ze zwykłym człowiekiem, chociażby on był nawet bardzo kochanym, a co innego z taką silną niezwykłą i niezastąpioną indywidualnością, jaką był kochany Kostek, i stracić tak wielką potężną i poetyczną miłość, jaką On do Pani czuł aż do ostatniej chwili swojego krótkiego życia. Płaczę nad Panią, moja śliczna Pani Natalio, przypominając sobie, co odczuwałam po śmierci mojej najukochańszej siostry - równie jak On - wielkiego poety. To nie są normalne straty naszych najbliższych - to są nieszczęścia ponad wszelkie nieszczęścia i po prostu nie mogę sobie dać rady, myśląc bez przerwy o tej Pani strasznej katastrofie życiowej. A tak Pani go strzegła przed tą ostateczną katastrofą, dbała o niego jak matka o dziecko - nic sobie Pani nie może mieć do wyrzucenia, bo Pani całe życie od dnia waszego ślubu była nie tylko jego śliczną i mądrą Muzą, ale również i siostrą - pielęgniarką, najlepszą przyjaciółką i opiekunką. Ach droga Pani - nie wiem, po co to wszystko piszę, przecież Pani dobrze wie o tym sama... Gdy przyjadę do Warszawy, dowiem się od wspólnych znajomych, że „Pani się wspaniale trzyma", że „Pani jest bohaterska" itd. Znam ja dobrze te wszystkie „trzymania się". A co się wewnątrz człowieka dzieje, o tym wie dobrze tylko on sam. Z takich katastrof się umiera! Pani jednak nie może tego uczynić (chociaż jest z tych żon, które szły za mężem na stos), bo po pierwsze, ma Pani córkę tak fizycznie podobną do Konstantego, a po drugie, chociaż jako poeta będzie nieśmiertelny, ale najwięcej będzie żył w Pani, w jej wspomnieniach, w rozmowach o nim, w jej myślach i sercu.
Ach Pani Natalio - Pani jest dotknięta najbardziej i najcelniej, bo w samo serce i w samo życie, ale my wszyscy, ci, którzyśmy go kochali i czytali - również. Co tu mówić: zeszedł z tego świata ostatni polski poeta - liryk, poeta - pieśniarz, poeta - bard, poeta - dziwo i niezwykłe w ogóle stworzenie i wydarzenie. Nie lubię, gdy czytam o nim w nekrologach „Poeta-Satyryk" - Poeta-satyryk to może być i Minkiewicz, i Brzechwa, On był po prostu POETĄ w najczystszym znaczeniu tego słowa, a że każdemu wielkiemu poecie zostaje jeszcze zawsze z jego twórczości uśmiech, więc potrafił być również i zabójczo dowcipny.
Kończę już Pani Natalio ten list, boję się, czy nie poruszyłam w nim zanadto tę całą lawiną, nieszczęścia, jaka w Pani musi teraz istnieć. Trudno, i my koledzy, i czytelnicy mamy prawo się wyżalić. Całuję Panią mocno i płaczę wraz z Nią.

Szczerze oddana 
Magdalena Samozwaniec 

Rafał Podraza, Córka Kossaka. Wspomnienia o Magdalenie Samozwaniec, Instytut Wydawniczy Latarnik 2012, s. 256-257.

czwartek, 18 października 2012

Odcinek 484: Marian Eile, 1951 rok


List Mariana Eilego, redaktora naczelnego „Przekroju”, do Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego

Kraków, 18 października 1951 roku
Kochany Kocie!
Okładka „Przekroju”
z 14 X 1951 roku.

Masz 100% racji. Bijemy się w piersi, wątrobę, puzon i całą dróbkową perkusję, lecz Helas! Ezop przychodzi zawsze tak późno, że nie mamy czasu po politycznym zadiustowaniu go przysłać Ci (wiersze) do literackiej ogłady. Rozumiem, że poprawianie wierszy jest bezczelnym świństwem, dlatego błagamy, przysyłaj wcześniej, żebyśmy mieli jakiś zapas i żebyśmy mieli jakiś czas do ewentualnego odesłania Ci w celach korekcyjnych. Weź jeszcze pod uwagę, że nikt z nas nie ma serca zatrzymywać tak świetnego materiału i mając do wyboru dwa zła: 1) wydać numer bez Gałczyńskiego lub 2) wydać ze zniekształconym Gałczyńskim, my wybieramy mniejsze zło i wybieramy tę drugą ewentualność. Powtarzamy: gdybyśmy mieli jakieś zapasy, mielibyśmy czas na korespondencję co do pozycji wątpliwych. Co do posiadanych materiałów
to:
a) Kapelusz już wydrukowany bez zniekształceń,
b) Testament Nerudy pójdzie w najbliższym numerze,
c) Komedii możemy wydrukować ew. tylko obszerny fragment, ale jeszcze nie wiem na pewno, w każdym razie nie zaraz. Egzemplarz odeślę, szczegóły podam w następnym liście.
d) Paustowskiego Skrzypiących podłóg nie wykorzystamy. Dlaczego, wyjaśnię Ci ustnie.
e) Co do Wita Stwosza mamy poważne zastrzeżenia: primo – za dużo Matki Boskiej, secundo – (ważniejsze!) zakończenie fragmentu mówiące o obojętności wszystkich Niemców, skoro w XVI wieku byli postępowi, dobrzy Niemcy, którzy cenili ołtarze (widzisz jakie kręte są drogi filozofii politycznej współczesnych gryzipiórków dziennikarskich).
Prośba praktyczna: przyślij inny fragment lub cały poemat, żebyśmy wyboru fragmentów mogli dokonać sami. Przysięgam na Srebrną Natalię i zielone sztandary, że samowolnie w tym poemacie niczego nie zmienimy.
Jeszcze raz przypominam, że nie chcielibyśmy opuszczać Ezopów, które się świetnie przyjmują na stałą rubrykę. Przyciśnij pasa, zrób z miejsca ze trzy sztuki, żeby te, w których będą wątpliwości, mieliśmy czas posłać Ci do ew. zmiany.
Całujemy w lutnię, lirę i pegazy
Marian E.
Pozdrowienia dla Czarodzieja. Korespondencja K.I. Gałczyńskiego, oprac. Kira Gałczyńska, Świat Książki 2005, s. 82–83.

czwartek, 4 października 2012

Odcinek 470: Konstanty Ildefons Gałczyński, 1950 rok

List Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego do żony, Natalii

[Leśniczówka Pranie], 4 października 1950 roku
Mój Pawełku,

Zapomniałaś wziąć tej notatki, więc Ci przypominam, co masz przywieźć: świece, mydło (dla Ciebie i do golenia), buty dla Ciebie, a dla mnie trampki, kalkę dla Ziemi [Ziemowita Fedeckiego], gramatykę hiszpańską, mojego starego Horacego, tego z francuskim przekładem. Całuję Mamę i Kirę, p. Marynię pozdrawiam. W sobotę, 7-go, wszyscy wyjeżdżamy na Twoje spotkanie.

Mały piesek został oddany do Nidy. Bieliznę Twoją oddałem do prania. Wiersz piszę. Słonecznie. Całuję i czekam.
Kot
Leśniczówka Pranie. Biurko Gałczyńskiego.
Pozdrowienia dla Czarodzieja. Korespondencja K.I. Gałczyńskiego, oprac. Kira Gałczyńska, Świat Książki 2005, s. 284–285.


I jeszcze specjalny bonus od redakcji. Tak mogło wyglądać przywitanie poety z żoną (z prawej, w niebieskiej sukience). Pośrodku przypadkowa znajoma z pociągu:


Z prawej Michelle Pfeiffer, z lewej Colin Firth. W środku Jessica Lange, ale nie o nią chodzi:)
Kadr z filmu Tysiąc akrów.

czwartek, 12 lipca 2012

Odcinek 386: Konstanty Ildefons Gałczyński, 1947 rok

List Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego do Zofii Nałkowskiej

Kraków, 12 lipca 1947 roku
Droga Pani,
Piszę do Pani na gorąco, a apostrofuję w ten właśnie sposób, bo sądziłem, że Pani jest wyrafinowaną komtessadenoaj, a tu okazało się, że Pani należy do klanu ludzi mi bliskich, tj. tych, którzy znają just balance between common sense and aspired. Może nie konwenansowe precyzuję się, ale przyzwyczajony jestem do głośnego myślenia. Zaś co do pisania, to dość wcześnie uświadomiłem sobie, że nie chodzi mi o pisanie, tylko o działanie za pomocą przypadkowego instrumentu – pióra. A kto działa, ten błądzi – i stąd pewnie wynikły ponure błędy mojej poetyckiej młodości. Potępiam je, te błędy, i publicznie je potępiłem, ale nie zapieram się ich, ponieważ tak, jak kobieta konsekwencje swojej urody, tak mężczyzna musi ponosić konsekwencje swojego charakteru. Poza tym św. Augustyn powiedział, że „wszystko współpracuje ku dobremu, nawet grzechy", chwileczkę, zaraz zacytuję oryginał:
omnia cooperantur in bonum  etiam peccata.
Serdecznie z żoną Natalią z Krakowa pozdrawiamy
K.I. Gałczyński
Kraków, 12 lipca 1947, Krupnicza 22
Natalia i Konstanty Ildefons Gałczyńscy.
Pozdrowienia dla Czarodzieja. Korespondencja K.I. Gałczyńskiego, oprac. Kira Gałczyńska, Świat Książki 2005, s. 29.