Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Górska Maria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Górska Maria. Pokaż wszystkie posty

sobota, 15 czerwca 2013

Odcinek 715: Maria z Łubieńskich Górska, 1901 rok

Z dziennika Marii z Łubieńskich Górskiej

Wola, 15 czerwca 1901 roku 
Róża z Potockich Krasińska.
Pia nie miała ochoty jechać na zielony karnawał, nie ruszaliśmy się więc z Woli. Ale skusiło nas uprzejme zaproszenie ordynatów Krasińskich i pojechałyśmy na ich bal do Warszawy. I pani Ludwikowa Krasińska chciała nas mieć u siebie, ale pilno nam było do domu, gdzie czekają nas działy i przyjazd pana Ludwika Górskiego.
Te dwa domy Krasińskich nie widują się wcale. Poszło im przed laty o Ursynów pod Warszawą, który pan Ludwik zapisał ordynatowi jako pochodzący od jego babki, pani Zygmuntowej Krasińskiej. Matka ordynata, pani Róża, weszła w posiadanie majątku, a myśląc, że meble i obrazy też do syna należą, chciała ich część do Warszawy zabrać. Na to wchodzi pani Ludwikowa, robi wymówki, że pani Róża zabiera cudzą własność, że ją obdziera, a że gwałtowna jest i zuchwała, taką robi scenę, że pani Róża zrzeka się wszystkiego i od ścierki do obrazu sprzęty do pani Magdaleny odsyła.
Od tej pory nie znają się te panie. Ordynat nie przedstawił pani Ludwikowej swej żony i nie kłania jej się na ulicy. Cała Warszawa dzieli się teraz na dwa obozy: przyjaciół i nieprzyjaciół pani Magdaleny, ale ordynatowie uprzejmością bardzo już szalę na swoją stronę przechylili.
Suknia balowa z 1901 roku.
Był też bal u Guciów Potockich w Jabłonnie, którym się wszyscy dotąd zajmują. Przypuszczane były tylko kostiumy z czasów Cesarstwa, służba nawet była przebrana. Gospodarz występował jak Napoleon, pani Guciowa w roli Józefiny! Mężczyźni przywdziali polskie ułańskie i inne wojskowe z tej epoki mundury. Ordynat Krasiński w stroju pradziadka generała Wincentego, w tym właśnie, w którym Somosierrę zdobywał! Mimo woli przychodzi na myśl wiersz generała Morawskiego o skrzypku Kątskim: Jaki czas, jacy ludzie, taki rodzaj chwały.
Ja, naprawdę, czuję to doskonale, nie byłabym w stanie patrzeć na taką fetę, O Matko Polsko, ty tak świeżo w grobie złożona. Z przeszłości tak świetnej i chwalebnej robić komedię i maskaradę, nie, to byłoby nad moje siły. Żal po minionej wielkości i ból obecnej lichej rzeczywistości, byłyby mnie zdusiły, płakałabym albo krzyczała, ale asystować balowi i banalnie się bawić mogli tylko ci, którym celem życia uciecha, ci, co ze świętej przeszłości potrafią się wyśmiewać, a o przyszłość nie dbają.
Na ten bal, kolacja, to jest zimne potrawy, sprowadzone były z Paryża, a odświeżenie Jabłonny: suknie pani, po które umyślnie jeździła do Francji, liberie, kwiaty itd. miały do 80.000 rubli kosztować!
Maria z Łubieńskich Górska, Gdybym mniej kochała: Dziennik lat 1896-1906, Wydawnictwo Twój Styl 1997, s. 418-419.

piątek, 1 marca 2013

Odcinek 618: Maria z Łubieńskich Górska, 1902 rok


Z dziennika Marii z Łubieńskich Górskiej


1 marca 1902 roku, Warszawa

Maria z Łubieńskich Górska.
Ogromnie był lichy karnawał w tym roku. Dom Kossakow­skich, podstawa salonowego życia w Warszawie, w żałobie po sio­strze pani Platerowej, Mimi Czetwertyńska, wydawszy córkę za Tarnowskiego, odpoczywa na laurach. Ks. Stanisław Czetwertyński tylko na bale do Zamku chodził. Władysławowie Braniccy w Hiszpanii, ks. Konstantowie Lubomirscy w Paryżu, Guciowie Po­toccy w Petersburgu, gdzie pani Żencia zawraca, albo stara się za­wracać, głowy wielkich książąt.
Jedna pani Magdalena Krasińska bardzo uprzejmie bawiła Warszawę dając co niedziela w karnawale bale, a w poście rauty. Pomimo to wszyscy jej nie cierpią, bo przyznać trzeba, że nie tyl­ko ogromnie jest złośliwa, ale i boleśnie trafna. Śmieszności i wady ludzkie z taką prawdą określić i do ofiary swej zastosować umie, że nie można ani zapomnieć jej zapatrywań, ani nie przy­znać, że zjadliwie, ale trafnie na rzeczy i ludzi patrzy. Bardzo jest rozumna i bystra, grzeczna, gościnna i uprzedzająco u siebie uprzejma. Umysł jej wyłączny, mnie osobiście jest sympatyczny, bawi mnie i zaciekawia. Szkoda tylko, że nie datna, na rzeczy publiczne obojętna i tak pozytywna, że mrozi każde gorętsze uczucie.
Jest kilka panien bogatych, koło których grupuje się młodzież. Panna Wanda Sianorzęcka, panna Kierbedź, sprytna, ale bardzo źle wychowana, panna Pruszyńska chorowita, panna Czacka bar­dzo ładna, ale jak ryba niema. Żadna dla mnie nie ponętna, żad­nej bym do Woli wprowadzić nie chciała.
Suknia balowa z 1902 roku.
Milutka jest Gabry Kossakowska, myślę że się z nią Polcio Gór­ski ożeni. Pia wybadała, że jej się Polcio podoba, i gwałtownie pcha do tego małżeństwa, a że cała rodzina pragnie Polcia po­stanowić, nietrudno będzie zwrócić go w tę stronę. Wprawdzie, jak na wymagania Julki, Gabry niebogata, bo sama powiedziała Pii, że ma około 100.000 rs, ale stosunki panny i światowa pozy­cja ojca szalę na jej stronę przeważają.
Nikt nie ma pojęcia, jak ci sami ludzie są inni w świecie a w domu. W każdym człowieku jest przecie strona głębsza i poważ­niejsza, ale tę lepszą połowę starannie zostawiają poza sobą, a wynoszą między ludzi gorszą, lekką, próżną, plotkarską. Te same osoby, które zdolne są poświęcenia uczucia, jak się w wyciętą suk­nię ubiorą i w oświeconym znajdą salonie, stają się bezmyślnymi egoistami, tylko zajmuje ich obmowa, krytyka, a żadna myśl pod­niosła do ich ufryzowanej głowy przystępu nie ma. I co jeszcze dziwne, to że po każdym przedmiocie ślizgać się tylko trzeba. Broń Boże przez dwa wieczory z rzędu jedną się rzeczą zajmo­wać, to pedanteria, nudziarstwo, co dzień musi być coś nowego a zabawnego i płytkiego. Wczorajsza rzecz już obgadana, a więc do dołu zepchnięta, dziś nowych trzeba wrażeń, nowych skanda­lów, a przynajmniej plotek. Bardzo to wszystko nudne, toteż obie­cujemy sobie z Pią na przyszłą zimę z Warszawy uciekać.

Maria z Łubieńskich Górska, Gdybym mniej kochała: Dziennik lat 1896-1906, Wydawnictwo Twój Styl 1997, s. 140-141.