Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Flaubert Gustave. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Flaubert Gustave. Pokaż wszystkie posty

środa, 16 kwietnia 2014

Odcinek 1020: Gustave Flaubert, 1872 rok

List Gustave'a Flauberta do George Sand

[Croisset,] wtorek 16 [kwietnia 1872] 

George Sand.
Drogi i Dobry Mistrzu,
Powinienem był od razu odpowiedzieć na Pani pierwszy, tak czuły list! Byłem jednak zbyt przybity. Wręcz brakowało mi sił. - Dopiero dziś znów słyszę śpiew ptaków i widzę, że liście się zielenią. Słońce przestało mnie drażnić, to dobry znak! Gdybym odzyskał chęć do pracy, byłbym uratowany.
Pani drugi list (wczorajszy) wzruszył mnie do łez! Jaka Pani jest dobra! Jaki wspaniały z Pani człowiek. Nie potrzebuję teraz pieniędzy, dziękuję! Lecz gdybym potrzebował, właśnie do Pani bym się zwrócił.
Matka zostawiła Croisset Karolinie, z zastrzeżeniem, że zachowam swoje mieszkanie. - A więc do zakończenia postępowania spadkowego zostaję tutaj. Zanim zadecyduję o swojej przyszłości, muszę wiedzieć, ile zostanie mi na życie. Potem zobaczymy. Czy będę miał dość sił, by żyć całkiem samotnie na tym odludziu? Wątpię. Robię się już stary. Karo nie może tu teraz zamieszkać. - Ma już dwa mieszkania. A utrzymanie domu w Croisset sporo kosztuje.
Myślę, że zlikwiduję mieszkanie w Paryżu, nic mnie już tam nie wzywa. Przyjaciele pomarli. - Obawiam się, że ostatni, biedny Theo, już długo nie pociągnie?
Ależ trudno jest, mając pięćdziesiąt lat, wchodzić w nową skórę!
Od dwóch tygodni wiem, że moja biedna stara matka była istotą, którą kochałem najbardziej. Czuję się tak, jakby wyrwano mi coś z wnętrza.
Ach, jak bardzo potrzebuję Pani widoku! Jak bardzo go potrzebuję! Kiedy wygrzebię się z tych wszystkich spraw, zaraz pojadę się z Panią zobaczyć. Jeśli jechałaby Pani do Paryża, proszę mnie zawiadomić, natychmiast bym się tam zjawił, żeby Panią uściskać.
Pani Viardot, Turgieniew i ja chcielibyśmy w lipcu odwiedzić Panią w Nohant. Czy to skromne marzenie się spełni?
Ściskam Panią bardzo mocno.
Jej stary trubadur.
Gve Flaubert
Mnóstwo czułości dla Maurycego; zazdroszczę mu bardziej niż kiedykolwiek, ponieważ ma Panią. Ucałowania dla panny Aurory, mimo jej kokluszu (a może właśnie dlatego).
Gustav Flaubert, George Sand, Korespondencja, przeł. Ryszard Engelking, Wydawnictwo Sic!, Warszawa 2013, s. 208-209.


poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Odcinek 787: Gustave Flaubert, 1846 rok

List Gustave'a Flauberta do Luizy Colet

Środa, godz. 10 wieczorem [Croisset, 26 sierpnia  1846 roku]
Luiza Colet, mal. James Tissot.
Bardzo to miłe z twojej strony, że co dzień rano posyłasz mi relację z dnia poprzedniego. Pomimo całej monotonii twego życia masz mi jednak coś do powiedzenia. Lecz moje życie to jezioro, stojąca kałuża, której nic nie porusza i gdzie nic się nie pojawia. Każdy dzień jest podobny do poprzedniego; mogę powiedzieć, co będę robił za miesiąc, za rok, i uważam to nie tylko za mądre, lecz i za szczęśliwe. Toteż nie mam ci prawie nic do opowiedzenia. Nikt mnie nie odwiedza, nie mam w Rouen żadnego przyjaciela; nic z zewnątrz do mnie nie dociera. Nawet biały niedźwiedź na swoim polarnym lodowcu nie żyje w głębszym zapomnieniu o ziemi. Moja natura skłania mnie do tego jak najbardziej, a poza tym postarałem się o to, by osiągnąć ten stan. Wykopałem sobie jamę i w niej siedzę, troszcząc się o to, aby tam była zawsze jednakowa temperatura. Czego się dowiem z tych sławetnych gazet, które tak pragniesz, żebym brał rano do ręki razem z kromką chleba z masłem i filiżanką mlecznej kawy? Co mnie to wszystko, co one mówią, obchodzi? Mało jestem ciekaw nowin; polityka nudzi mnie śmiertelnie; felieton mierzi: to wszystko mnie ogłupia lub irytuje. Mówisz mi o trzęsieniu ziemi w Livorno. Nawet gdybym otworzył z tej racji usta, by wypowiedzieć uświęcone w podobnych wypadkach frazesy: „To bardzo przykre! Co za okropna klęska! Czy to możliwe! O mój Boże!" — czy to przywróci życie zmarłym, dobytek biedakom? Jest w tym wszystkim pewien ukryty sens, którego nie rozumiemy, i zapewne związany z jakimś pożytkiem wyższego rzędu, jak deszcz i wiatr; dlatego że nasze szklane klosze na melonach porozbijał wiatr, nie należy chcieć skasować huragany. Kto wie, czy wichura, która zrywa dach, nie daje możliwości rozrostu dla całego lasu? Czemu wulkan obracający w perzynę miasto nie mógłby użyźnić całej prowincji? Oto znowu nasza pycha: robimy z siebie centrum natury, cel stworzenia i jego najwyższą rację bytu. Wszystko, co się w naszych oczach do tego nie przystosowuje, dziwi nas, wszystko, co nam się przeciwstawia, rozdrażnia nas. Czegom się nie nasłuchał, Boże drogi! Jakimi wspaniałymi rozważaniami uraczono mnie w zeszłym, roku na temat trąby powietrznej w Monville! — „Dlaczego to się stało? Czemu tak się dzieje? Czy to można pojąć? Czy to jest elektryczność z góry, czy elektryczność z dołu? W jednej chwili trzy fabryki rozwalone i dwustu ludzi zabitych. Co za okropności!" I ci sami ludzie, którzy to mówili, rozmawiali zabijając podczas tego pająki, miażdżąc ślimaki lub, tylko dla oddychania, być może, wchłaniali wdychając nozdrzami miliardy ożywionych atomów.[...]

Marzyciel. Ruiny klasztoru w Oyben,
mal. Caspar David Friedrich.
Poezja jest rośliną wolną; rośnie wszędzie nie posiana. Poeta to nic innego jak cierpliwy botanik, co wspina się na góry, by ją zrywać. [...] Wczoraj i dziś zrobiliśmy piękny spacer; widziałem ruiny, ruiny, które kochałem w mojej młodości, znane mi już, gdzie przychodziłem często z tymi, których już nie ma. Myślałem znowu o nich i o innych zmarłych, których nie znałem i których puste groby deptałem moimi stopami. Lubię szczególnie roślinność w ruinach: ten najazd przyrody na dzieło człowieka, natychmiast gdy zabraknie  tam. jego   ręki,   by  swego  dzieła   bronić, wzbudza we mnie radość głęboką i bujną. Nowe życie powstaje na śmierci, zasiewa trawę w skamieniałych czaszkach, a na kamieniu, gdzie ktoś z nas wyrył swe marzenie, pojawia się znów Wieczność Zasady Pierwotnej w każdym kwitnieniu żółtych pielgrzanów. Miło  mi  pomyśleć,   że  kiedyś  posłużę  do tego, by dzięki mnie mogły rosnąć tulipany. Kto wie! drzewo, u którego stóp mnie złożą,  da, być może, wyborne owoce: będę, być może, wspaniałym nawozem, guanem wyższego gatunku. [...] 
Gustaw Flaubert, Listy, tłum. Wacław Rogowicz, Państwowy Instytut Wydawniczy 1957, s. 50-53.

piątek, 15 marca 2013

Odcinek 632: Gustave Flaubert, 1870 rok

List Gustave'a Flauberta do  George Sand

15  marca  1870 roku


Portret cesarzowej Eugenii, mal. E. Defonds, 1858 r.
Drogi Mistrzu,
Wczoraj wieczorem otrzymałem od pani Cornu telegram tej treści: „Proszę przybyć do mnie, sprawa pilna.” Udałem się więc do niej dzisiaj i chodzi o ta­ką rzecz.
Cesarzowa twierdzi, że pani zrobiła bardzo niegrzeczne  aluzje do jej osoby w ostatnimi numerze „Revue”.  „Jak to? Wszyscy mnie teraz atakują! Te­go bym nie przypuszczała! A ja chciałam wprowa­dzić ją do Akademii! Cóż takiego jej zrobiłam?” itd. Słowem, jest strapiona i cesarz również. On nie był oburzony, lecz z przybity (sic).
Pani Cornu daremnie przekładała cesarzowej, że się myli i że pani nie chciała robić żadnej aluzji.
Tutaj teoria, w jaki sposób komponuje się po­wieści.
„No to w takim razie niech napisze w gazetach, że nie chciała mnie dotknąć.” — „Ręczę, że tego nie zrobi.” — „Niech pani jej napisze, żeby to pani oświadczyła.”
  „Nie pozwolę sobie na taki krok.”
  „Ale jednak chciałabym wiedzieć prawdę! Czy zna pani kogoś, kto...” (Wówczas pani Cornu wymieniła moje nazwisko.) — „Och, proszę nie mówić, że rozmawiałam z panią o tym!”
Taki dialog zreferowała mi pani Cornu.
Karykatura George Sand, 1848 r.
Pragnie, żeby pani napisała do mnie list, w którym będzie powiedziane, że cesarzowa nie służyła pani za model.  Poślę ten list pani Cornu, a ona przekaże go cesarzowej.
Uważam tę historię za niedorzeczną, a ci ludzie są bardzo drażliwi! Nam mówią gorsze rzeczy!
Teraz, drogi mistrzu, zrobi pani z tym tylko to, co będzie uważała za stosowne.
Cesarzowa była dla mnie zawsze bardzo uprzejma i rad bym sprawić jej przyjemność.
Czytałem  sławetny ustęp. Nie widzę w nim nic, co by mogło ją dotknąć. Ale mózgi kobiece są takie śmieszne!
Jestem bardzo zmęczony moim mózgiem lub raczej bardzo on obecnie podupadł! Daremnie silę się pra­cować, nic z tego nie wychodzi! Wszystko mnie iry­tuje i razi; a że hamuję się przy ludziach, od czasu do czasu mam napady płaczu i wtedy wydaje mi się, że zdechnę. Czuję wreszcie coś całkiem nowego: zbli­żanie się starości. Cień mnie ogarnia, jak powiedział­by Wiktor Hugo.
Pani Cornu mówiła mi z zachwytem o liście, któ­ry pani do niej napisała na temat metody nauczania. 
Gustaw Flaubert, Listy, tłum. Wacław Rogowicz, Państwowy Instytut Wydawniczy 1957, s. 280-281.