Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fitzgerald Francis Scott. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fitzgerald Francis Scott. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 25 listopada 2014

Odcinek 1197: Francis Scott Fitzgerald, 1938 rok

List Francisa Scotta Fitzgeralda do córki, Scottie

[Metro-Goldwyn-Mayer Corporation]
[Culver City, Kalifornia]
25 listopada 1938 roku
Kochana Scottie, 
Niepokoję się o tę powtórkę z historii, wiem, że klasówka mogła wypaść lepiej.
Życie studentek w Vassar,
fotoreportaż z „Life’u”, 1938 rok
Powtórki z historii u panny Walker wypadały dla Ciebie raczej lepiej od klasówek, szybciej kończyłaś test, co zresztą zwykle stanowi dowód, że się ma niewiele materiału, nie uważasz? Lecz jestem pewien, że jeśli lubisz ten przedmiot, to zdasz. Nigdy nie potępiam niepowodzenia — zbyt wiele jest skomplikowanych sytuacji w życiu — jestem bezwzględny tam, gdzie widzę brak wysiłku. Dlatego właśnie przestała mnie interesować X.
 
Posyłam Ci książkę, która w Princeton niejednemu z nas pomogła. Przejrzyj ją. Musisz przyznać, że moja przepowiednia się sprawdziła. Mówiłem Ci, że dla otrzymania przyzwoitych stopni będziesz musiała co najmniej tak się przyłożyć do nauki jak przed egzaminami do Vassar. Nie twierdzę, że musisz wkuwać bez końca, lecz trzeba przysiedzieć fałdów przez jakiś czas, żeby wyjść na swoje. Najlepiej zrób to teraz, wygrzeb się z tarapatów do Bożego Narodzenia — wprawisz mnie w nastrój wielkiej hojności. 
Znając Twoje usposobienie, tak oto wyobrażam sobie przebieg najbliższego miesiąca. Cztery tygodnie dzielą Cię od Gwiazdki i na pewno masz zamiar uczyć się wytrwale, ale zabrnąwszy w jakąś historię w Baltimore albo się jeszcze głębiej pogrążysz, albo będziesz chciała zerwać lub zapomnieć — w każdym wypadku zajmie Ci to dwa, trzy dni co najmniej, pisanie listu, przeżywanie itp. Przez następne trzy dni będziesz się uczyć przykładnie — zanim nie nadejdzie odpowiedź na Twój list i znów nie wytrąci Cię z równowagi. Tymczasem impet Twój zdąży osłabnąć i przeżyjesz co najmniej trzy niedobre dni — jakiś film w Nowym Jorku, jakiś zaniedbany referat, coś w tym rodzaju. I tak miną dwa tygodnie. Potem niestety przyjdzie to, na co tylko najmądrzejsi umieją jakoś poradzić — dwudniowe zaziębienie, niespodziewana zmiana planów świątecznych, jakieś osobiste kłopoty czy zmartwienia. Potem zostanie już tylko tydzień i pomimo gorączkowych wysiłków będziesz musiała zanotować jeszcze jedno niepowodzenie. Czy nie rozumiesz, że właśnie tak będzie? I gdzie jest ten Twój zdrowy rozsądek, którym się tak chwalisz? [...]
Ściskam Cię najczulej
Twój Papa
PS Z tych dziesięciu dolarów wypłaconych awansem potrącam Ci obecnie pięć z pensji na najbliższy tydzień, odpowiedni czek zechciej przyjąć.
Francis Scott Fitzgerald, Listy do córki, tłum. Ariadna Demkowska-Bohdziewicz, Czytelnik 1982, s. 77–78.

sobota, 4 maja 2013

Odcinek 682: Francis Scott Fitzgerald, 1940 rok


List Francisa Scotta Fitzgeralda do córki, Scottie

5521 Amestoy Avenue
Encino, Kalifornia, 4 maja 1940 roku
Kochana Scottie,
Cieszy mnie Twój debiut w nowojorskiej prasie. Wyobrażam sobie, jaka byłaś tym przejęta. Weź pod uwagę to zdjęcie [?] i tło – zostałaś przedstawiona jako urocza i szykowna dziewczyna. Mam tylko nadzieję, że nie oblejesz egzaminów. A gdyby nawet, to chętnie Cię tu powitają w Kalifornii. Przyjmiemy z otwartymi ramionami nawet Chamberlaina, gdyby go Brytyjczycy wyrzucili. Przyda nam się jako gubernator, bo się boimy desantu Azjatów na chińskich spadochronach. Ale nie martw się – Santa Barbara to będzie nasz Narvik i będziemy się bronić aż do ostatniego producenta. I pamiętaj, że nawet Anglia nie straciła jeszcze Noela Cowarda.
Hollywood, lata czterdzieste.
Już wiem nareszcie, jak spędzisz przynajmniej część letnich wakacji – jeśli się zgodzisz – i nawet myślę, że będą na to pieniądze. Ciężko pracuję, choć miewam podwyższoną temperaturę, ale na ogół w granicach przyzwoitości, to znaczy nieszkodliwą. [...] Na przyszłość bądź łaskawa przysyłać mi wycinki nawet z tych swoich wywiadów, w których wyrażasz się o mnie nienajlepiej. Wolę to, niż szczegółowe wyliczenie, co tam który z tych kwaśnych półgłówków napisał o mnie w swojej książce. Byłem poddawany krytyce znawców, w tym – mojej własnej.
Wydaje mi się, że niebawem skończę niezły kawałek prozy. Czy czytałaś, co w ostatnim numerze „Esquire’a” napisałem o Orsonie Wellesie? Czy to zabawne? Powiedz mi koniecznie. Na żadne z zadanych Ci pytań w ostatnich sześciu listach nie odpowiedziałaś. Popraw się, bo inaczej potrącę Ci za tydzień pięć dolarów, żebyś nie zapomniała, że wciąż jestem ten sam stary sknera. 
Mówiąc poważnie: Pączek mój słodki ucieszył mnie bardzo swoją sztuką. Niech mi tylko będzie – na miłość Boską – zdrowy.
Całuję
Papa 
PS Załączam pięćdziesiąt centów w znaczkach na zakup „Esquire’a” z tym kawałkiem o Orsonie.
Francis Scott Fitzgerald, Listy do córki, tłum. Ariadna Demkowska-Bohdziewicz, Czytelnik 1982, s. 116–117.

piątek, 25 stycznia 2013

Odcinek 583: Francis Scott Fitzgerald, 1940 rok


List Francisa Scotta Fitzgeralda do córki, Scottie

5521 Amestoy Avenue 
Encino, Kalifornia 
25 stycznia 1940 roku
Kochana Scottie,
Zerwanie przez Ciebie wszelkich ze mną kontaktów pozwala mi się domyślać, że jesteś zakochana. Pamiętaj – istnieje pewna straszna choroba, grożąca ładnym pannom między dziewiętnastym i dwudziestym rokiem życia, a nazywa się ona uczuciowym wyczerpaniem. Mam nadzieję, że coś podobnego Ci nie grozi. Otrzymałem też rachunek za wizytę u doktora i zdjęcie rentgenowskie. Czy kaszlałaś? Proszę o jakieś wyjaśnienie, choćby najkrótsze.
Zarobiłaś dla mnie trochę pieniędzy w tym tygodniu, ponieważ prawa na „Odwiedziny w Babilonie” – jesteś tym opowiadaniu główną postacią – sprzedałem wytwórni filmowej (nie odpowiada wartości tej wspaniałej historii o Tobie i o mnie zaofiarowana mi suma, ale ją przyjąłem).
Zawsze czule Cię kochający
Papa
Francis Scott Fitzgerald, Listy do córki, tłum. Ariadna Demkowska-Bohdziewicz, Czytelnik 1982, s. 105.

piątek, 5 października 2012

Odcinek 471: Francis Scott Fitzgerald, 1940 rok


List Francisa Scotta Fitzgeralda do córki, Scottie

[1403 North Laurel Avenue] [Hollywood, Kalifornia]
5 października 1940 roku
Najdroższa Scottie,

[...] mogę tylko wyrazić współczucie z powodu wyludnienia Vassar i zapewnić Cię, że niejedna z tych, co opuściły tę uczelnię, będzie do końca żałować swego kroku.
College Vassar.
Skoro już o tym mowa, to przy okazji pytanie: czy dużo przyszło do was na trzeci rok z innych uczelni? Myślę, że po zeszłorocznych doświadczeniach ten rok wyda Ci się łatwy. Osiągnęłaś wszystko, czego chciałaś – w Vassar, w Baltimore i w ogóle. Ale to raczej dobrze, że niczego w życiu nie można powtarzać bez końca. Nie ulega wątpliwości, że powinnaś teraz mieć inne cele przed sobą – ten rok więcej niż wszystkie poprzednie powinien być okresem przebudzenia dla Twego świeżo narodzonego intelektu. Z chwilą, gdy człowieka zagarnie świat problemów materialnych, mniej niż jedna osoba na dziesięć tysięcy znajduje sposobność kształtowania swego literackiego smaku, sprawdzania na własną rękę słuszności filozoficznych koncepcji albo zrozumienia, że życie – trudno mi to lepiej wyrazić – ma swój mądry i tragiczny sens.
Rozumiem przez to coś, co kryje się we wszystkich wielkich karierach od Szekspira do Abrahama Lincolna i wstecz, aż do czasów, gdy wymyślono książki – mia­nowicie fakt, że w zasadzie życie to oszustwo dyktujące nam warunki klęski, a jedynym zbawieniem od klęski wcale nie jest „szczęście i rozkosz”, lecz głębszy rodzaj zadowolenia, który daje walka. Kiedy zapoznasz się z tym w teorii – z życiorysów i myśli wielkich ludzi – potrafisz tysiąc razy więcej się cieszyć, gdy Cię nagle spotka coś dobrego.
Chwalisz swoje pokolenie, a ja myślę, że od czasu wojny domowej, każde kolejne pokolenie rośnie z prze­konaniem, że za chwilę będzie miało cały świat. Sły­szałaś, jak nieraz mówiłem, że twarze większości Amerykanek po trzydziestce są dla mnie jak relief przedstawiający opryskliwe, zgłupiałe nieszczęście.
A zatem – niech Ci się darzy. Nigdy nie odpowiadasz mi na pytania, które zadaję Ci w listach. Mówisz o swoich studiach ogólnie, nigdy ze szczegółami. [...]
Mnóstwo czułości
Papa
Francis Scott Fitzgerald, Listy do córki, tłum. Ariadna Demkowska-Bohdziewicz, Czytelnik 1982, s. 150–152.

piątek, 24 sierpnia 2012

Odcinek 429: Francis Scott Fitzgerald, 1940 rok


List Francisa S. Fitzgeralda do córki, Scottie

1403 North Laurel Avenue Hollywood, Kalifornia
24 sierpnia 1940 roku
Kochana Scottino,

Wyobrażam sobie to przyjęcie. Pamiętam, jak wkrótce po ślubie zabrałem Zeldę do młodych państwa X i o mało nie umarliśmy z nudów, chociaż na ogół od początku bywaliśmy w domach lepszych o parę pięter od menage przeciętnego biznesmena. Biznes – jakież to nudne zajęcie! A jak wysoką cenę w ludzkich war­tościach płaci się za dobry biznes! [...]
Tak czy inaczej zdaje mi się, że masz dość rozumu, żeby zauważyć, że X ma dobrze w głowie. Wyższe wy­kształcenie daje Ci ogromną przewagę nad dziewczy­nami, bo większość z nich wcale się nie spieszy pójść w Twoje ślady. Wszystko jest kwestią proporcji. Jeżeli wyjdziesz za oficera, połowę życia spędzisz na biciu pokłonów przed gorszymi od Ciebie, zanim Twój mąż nie awansuje wysoko. Jeśli – na co są szansę – po­ślubisz człowieka interesu – bo dziś ta sfera działalności przyciąga większość energicznych i interesujących chłopców, to będziesz musiała rozgrywać swoje karty w sposób właściwy dla hierarchii kół przemysłowych. Dlatego nie tracę nadziei, że życie umieści Cię wśród prawników albo ludzi, którzy wejdą do polityki czy wielkiej publicystyki. Żyją oni swobodniej i z więk­szym rozmachem.
Reklama to gang, podobnie jak film i giełda. Nie możesz pozostać uczciwym, kiedy wiesz, że Twój za­wód w samym założeniu nie daje społeczeństwu nic prócz wartości moralnie ujemnych – najprościej biorąc – i polega na karmieniu łatwowiernej publiczności podejrzanymi obietnicami. [...] 
Francis Scott Fitzgerald i mała Scottie.
Niewiele mi piszesz o poglądach X. Czy sprzeciwiałby się Twojej pracy zawodowej poza domem? Domyślam się, że ma wdzięk osobisty i konwencjonalne zalety, niezbędne dla powodzenia w interesach, ale prócz tego, czy to jest jakaś indywidualność? Czy ma charakter? Albo wyobraźnię? Czy jest szlachetny? Czy czyta książki? Czy interesuje się czymś oprócz wygód życiowych i polowania na kaczki – sztuką, nauką? Krótko mówiąc – czy są w nim jakieś możliwości rozwoju, dzięki którym życie z nim będzie ciekawe? To nie przychodzi później, tylko albo jest dane człowiekowi od razu, albo się nigdy nie objawi.
Pytam wcale nie po to, żeby otrzymać odpowiedź, tylko jeszcze raz zwrócić Ci uwagę, że jeżeli jest to typ przeciętny, to za rok znajdziesz takich więcej – więcej niż kiedykolwiek – a osiemnaście lat to raczej wcześnie na jakiekolwiek poważne zobowiązania. [...]
Kochanie, nawet żartem nie mów: „chyba się załamię”, gdy mówisz o duchowych rozterkach, jakie mogą Cię czekać w najbliższych kilku latach. Czyżby Twoje pokolenie było aż tak słabe, że czuje się kompletnie wykończone, gdy tylko stwierdzi, że życie nie zawsze jest serią pięknych czy łatwych decyzji. W Twoim pokoleniu, w pokoleniu Twojej matki i babki większość dziewcząt musiała podejmować trudne decyzje mając Twoje lata i nie bądź niemądra – nie spotyka Cię nic wyjątkowo trudnego. Chłopcy też nie są lepsi – niektórzy, gdy dostają powołanie do wojska, mają natychmiast roztrzęsione nerwy. Ale Ty przecież nie jeden już orzech miałaś do zgryzienia, więc skąd to rozczulanie się nad sobą, którego nie znoszę. Spójrz odważnie rzeczywistości w oczy i trzymaj głowę tak jak należy: do góry.
Całuję czule
Papa
[...]
Francis Scott Fitzgerald, Listy do córki, tłum. Ariadna Demkowska-Bohdziewicz, Czytelnik 1982, s. 143–146.

czwartek, 15 marca 2012

Odcinek 267: Francis Scott Fitzgerald, 1940 rok

List Francisa Scotta Fitzgeralda do córki, Frances Scottie”

15 marca 1940 roku
5521   Amestoy   Avenue, Encino, Kalifornia
Kochana Scottie,
Francis Scott Fitzgerald.
Ostatnio nie miałem od Ciebie ani słowa, ale przy­puszczam, że mój list minie się z Twoim. Wydaje mi się, że to Ty źle mnie zrozumiałaś, jeśli chodzi o towa­rzyszy... Ważne jest to: najlepiej traktować ich nie jak ludzi posiadających pewien zasób liberalnych czy kon­serwatywnych poglądów i opinii, lecz raczej jak się traktuje grupę fanatycznych katolików, wśród których możesz sama się znaleźć. Nieważne, czy się z nimi, zga­dzasz, czy nie, ważne, żebyś się z nimi nie kłóciła. Rzecz w tym, że komunizm stał się bardzo dogmatyczną, niemal mistyczną religią, i cokolwiek powiesz, zostanie to zawsze w taki jakiś sposób przekręcone, że poczujesz się tą gorszą częścią ludzkości (faszystką, liberałem, trockistą), co oczywiście w końcu dyskredytuje Cię za­równo pod względem intelektualnym, jak i osobistym. Oni są zdumiewająco dobrze zorganizowani. Sens mojej rady: myśl, co chcesz, im mniej powiesz, tym lepiej. Współczuję w kłopotach fizjologicznych. Nie mam innej rady tylko tę jedną, którą powtarzałem w czasach, kiedy niełatwo było do Ciebie trafić: uporasz się z ja­kimś wyjątkowo trudnym problemem biorąc byka za rogi od razu, z samego rana, kiedy umysł Twój jest świeży i wypoczęty. Tak często osiągałem znakomity skutek, że do dziś święcie wierzę w tę metodę.
Żadnych specjalnych wiadomości. Sayrowie [rodzina Zeldy Fitzgerald] są oczy­wiście uszczęśliwieni, że Twoja matka wychodzi z kli­niki. Matka Twoja napomknęła w swoim liście, że za­mierza spędzić z Tobą wakacje. Wiesz, że nie chcę tego, chyba w najbardziej ograniczonym zakresie. Uważam, że człowiek chory działa na zdrowego zawsze ujemnie, przygnębiająco i w efekcie paraliżująco i najlepiej po­zostawić to ludziom, którzy zawodowo podejmują się takich obowiązków. Jeśli zapytają Cię o plany wa­kacyjne, myślę, że najrozsądniej będzie odpowiadać ogólnikowo, a nawet napomknąć o tym, że może Cię czekać jakaś pracą.
Najczulej kochający
Papa
PS Kiedy zaczyna się wielkanocna przerwa w nauce? To bardzo ważne. Nie zapomnij napisać co słychać u Turnbulla i innych przyjaciół z Baltimore – i o Two­jej sztuce.

Francis Scott Fitzgerald, Listy do córki, tłum. Ariadna Demkowska-Bohdziewicz, Czytelnik 1982, s. 106–107.

czwartek, 17 listopada 2011

Odcinek 148: Francis Scott Fitzgerald, 1936 rok

List Francisa Scotta Fitzgeralda do córki, Frances "Scottie"

Grove Park Inn
Asheville, Północna Karolina
17 listopada 1936 roku
Mój Pączku najdroższy,
Francis Scott Fitzgerald, 1936 rok.
Piszą mi z Twojej szkoły, że najlepszym dniem będzie Święto Dziękczynienia, co i mnie bardziej odpowiada. Bo czy to ma sens jeździć dwa, a nawet trzy razy bez specjalnego powodu? Lepiej wybrać się jeden raz i dobrze się bawić. Z przyjemnością poznam, kogo ze­chcesz mi przedstawić, i umawiamy się na Święto Dziękczynienia.
(W nawiasie: dostałem rozkoszne prezenciki urodzi­nowe, dzwoneczki i muła, i jestem wzruszony Twoją pamięcią, mój kochany osiołku!)
Dziewczyny z Park Avenue są trudne do zniesienia, prawda? Są to przeważnie córki dorobkiewiczów i karierowiczów, i – rzecz nieunikniona – wszystkie reprezentują w jakiś sposób ten sam typ, kwintesencję przedsiębiorczego jankesa, sublimację takiego, na przykład, Jaya Goulda [właściciel sieci spółek kolejowych], który zaczął od rozstawiania wędrownego kramu z guzikami w małych miasteczkach, a skończył – zachowując ten sam straganiarski styl i zasady – na sprzedawaniu nam wszystkim biletów kolejowych po pięć dolarów.
Zrozum mnie dobrze. Zawsze uważam, że jestem z Północy – i o Tobie myślą w ten sam sposób. Tym niemniej wszyscy stanowimy jeden naród i na Północy znajdziesz akurat tyle niedbalstwa i lenistwa, co w Savannah i Charlestonie, a tu, na Południu, w Karolinie, znaną nam z Północy arogancję i siłę przebicia.
Nie wiem, czy zostaniesz w tej szkole na przyszły rok – wszystko zależy od Twoich stopni i od Twojej pracy; nie mogę też opisać Ci mego życia (wiesz, że jest tragiczne), bo zgasiłbym Twój zapał. Wielu ludzi uważa życie za dobrą zabawę. Ja – nie. Ale kiedy miałem lat dwadzieścia i trzydzieści, życie było dla mnie fantastyczną zabawą i uważam, że jest naszym obowiązkiem zgodzić się z pewną dozą esprit na smutek, na tragedię tego świata, w którym żyjemy.
Co się tyczy programu Twojej nauki, to mowy nie ma, żebyś zrezygnowała z matematyki i wybrała najłatwiejszą drogę do Vassar [college dla dziewcząt], i została jedną z tych dziewczyn, które nie nadają się do niczego i tak są pozbawione osobowości, że mogą w najlepszym razie służyć innym za lustro. Chcę, żebyś uczyła się matematyki w zakresie wyznaczonym przez szkołę, chcę żebyś uczyła się fizyki, i chcę, żebyś uczyła się chemii. Nie interesuje mnie w tej chwili ani Twój angielski, ani francuski. Jeżeli do tego czasu nie znasz tych dwóch języków i nie wiesz, jak w tych językach ludzie wyrażają swoje myśli, to trudno uwierzyć, że jesteś moją córką Jesteś jedynaczką, ale to wcale nie znaczy, że możesz ten fakt wykorzystywać.
Chcę, żebyś poznała pewne podstawowe prawa nauki i uważam, że nie jest to możliwe, jeśli nie dobrniesz w matematyce do geometrii stosowanej. Nie chcę również, żebyś rzuciła matematykę w przyszłym roku. Nauczyłem się pisać przez pokonywanie trudności, choć nie miałem na to najmniejszej ochoty. Jeżeli nie opanujesz matematyki – aż po przekrój stożka, znajdziesz się daleko od celu, który Ci wyznaczyłem. Nie upieram się przy nauce rachunku różniczkowego, ale na pewno nie wolno Ci wybierać tego, co najłatwiejsze. Pójdziesz do Vassar z zaliczoną matematyką i pobyt w tej szkole przynajmniej częściowo będzie miał za cel naukę.
Strasznie chciałbym Cię zobaczyć, mój skarbie. O ileż łatwiej byłoby omówić te wszystkie sprawy osobiście – z tej odległości nie podoba mi się Twoja skłonność do przedmiotów, które łatwo Ci idą, jak na przykład języki.
Ani słowa więcej przed Świętem Dziękczynienia.
Kochający Cię ojciec,
F. Scott Fitz
PS. Współczuję z powodu kary, którą Ci nałożono – ja też mam uczucie, że od sześciu miesięcy jestem na cenzurowanym. Kupiłem sobie jednak starego Packarda i trochę więcej się teraz udzielam. Jestem zawsze bardzo wyrozumiały dla Twoich wybryków, mam nadzieję jednak, że nie naraziłaś się którejś z nauczycielek ani nie poniosła Cię Twoja gadatliwość, którą czas wreszcie opanować.
Francis Scott Fitzgerald, Listy do córki, tłum. Ariadna Demkowska-Bohdziewicz, Czytelnik 1982, s.26–28.

poniedziałek, 31 października 2011

Odcinek 131: Francis Scott Fitzgerald, 1939 rok

List Francisa Scotta Fitzgeralda do córki, Frances „Scottie”

31 października 1939 roku
5521 Amestoy Avenue Encino, Kalifornia
Scottino,
F.S. Fitzgerald z córką, 1935 rok.
(czy wiesz, że to nie ja wymyśliłem to przezwisko, tylko Gerald Murphy na Riwierze przed wielu laty?) Posłuchaj no! Zacząłem pisać coś [„Ostatni z wielkich”], co może się okazać dobre i będę nad tym siedział przez cztery do sześciu miesięcy. Możemy na tym nie zrobić fortuny, ale w każdym razie opłaci się bieżące wydatki i jest to pierwsza robota, w którą kładę całe moje serce od czasu pracy nad pierwszą częścią „Niewierności”. (To ten niedokończony scenariusz, zakwestionowany przez cenzurę, który Ci pokazywałem w Norfolk przed dwoma laty, na Wielkanoc. Czytałaś go w kabinie, gdy płynęliśmy jakimś statkiem linii Baltimore–Norfolk).
W każdym razie – znów żyję, a dotrwać do ostatniego dnia października to był nie lada wyczyn – miesiąc pełen napięcia i obowiązków, i konieczności, i upokorzeń, i wysiłków. Nie piję. Nie jestem wielkim człowiekiem, lecz czasem myślę, że nie osobiste, ale obiektywne zalety mego talentu i te ofiary, które ponoszę, aby zachować jego istotną wartość, mają w sobie pewien rodzaj epickiej wielkości. W każdym razie po pracy karmię się podobnymi złudzeniami.
Myślę też, że gdy przeczytasz tę książkę, obejmującą czas, gdy mnie znałaś już jako osoba dorosła, to zrozumiesz, że świat, w którym żyjesz, poznałem – że tak powiem – w głąb, a nie wszerz, gdyż byłem chory, i nie mogłem się ruszać. Jeśli dożyję, to usłyszę i Twoją wersję, lecz myślę, że instynktownie wiesz o ograniczeniach własnego talentu więcej niż ja: możesz bez przerwy eksperymentować wśród muz i znaleźć swoją niszę, jak ja znalazłem – lecz nie wierzę, żebyś miała talent wrodzony.
Więc co z tego? Bezcenne to są lata. Pozwól mi przyglądać się jeszcze trochę, jak się rozwijasz. Czego się teraz uczysz? Proszę, napisz mi pełną listę przedmiotów. Proszę, nie zaniedbuj mojej porcji pożywienia, proszę, nie każ mi wspinać się na szczyty nerwowego napięcia, które zwykle pozwala mi na odległość odgadnąć odcień farby do włosów, jakiej używa Twoja nauczycielka, albo zrekonstruować morderstwo z marca zeszłego roku na podstawie gałganka, jednej kosteczki i pasma włosów. Daj mi pewien zarys.
a Co mówią o mnie Oberowie? Bardzo źle?
b Co to za plotka, jakobym powiedział pani Owens, że jesteś leń i flejtuszek?
c Jaką piszesz sztukę?
d Na jakich bywasz zabawach i meczach? Pozwól mi przynajmniej odświeżyć wspomnienia młodości!
e Jako Twój Papa – a nie jako szalone dziecię oszalałego geniusza – pytam, co robisz i jak?
f   Jakie meble? Czy nadal potrzebne Ci są ryciny?
g Co pisała Rosalinda?
h Czy chcesz odbyć praktykę właśnie tutaj?
i Czy pomyślałaś kiedyś o odwiedzeniu Murphych, żeby zrobić im przyjemność, a nie krytykować. Cieszę się, że przeczytałaś Malraux. Czy dostałaś prawo jazdy? Czy Mary Earle jest miłą dziewczynką? W Connecticut miałem od razu wrażenie, że to śliczna, dzielna, figlarna osóbka...
Całuję Cię najczulej
Papa
Francis Scott Fitzgerald, Listy do córki, tłum. Ariadna Demkowska-Bohdziewicz, Czytelnik 1982, s. 102–103.

Za przesłanie fragmentu serdecznie dziękujemy Katasi_k