Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Filipović Zlata. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Filipović Zlata. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 1 czerwca 2014

Odcinek 1066: Zlata Filipović, 1992 rok

Z dziennika dwunastoletniej Zlaty Filipović z Sarajewa

Poniedziałek, 1 czerwca 1992

Zlata z mamą i upieczonym w prodiżu chlebem.
Dear Mimmy,
Dzisiaj są urodziny Mai. Osiemnaste. Jest już dorosła. Duża. Dla Mai jest to ważny dzień w jej życiu, a musi świętować go w czasie wojny. Staraliśmy się wszyscy, jak mogliśmy, żeby umilić jej ten dzień, ale ona i tak była smutna i miała zły humor. Czy ta wojna musiała jej wszystko popsuć? Maja nie ma ani balu maturalnego, ani odświętnej maturalnej sukienki. Tutaj jest tylko wojna, wojna i jeszcze raz wojna.
Na szczęście nie strzelali dzisiaj dużo, więc mogliśmy spokojnie siedzieć. Ciocia Boda ugotowała świąteczny obiad (o ile w czasie wojny można ugotować „świąteczny" obiad???). Mama zrobiła roladę z ostatnich orzechów z domowych zapasów (Maja i jej osiemnaste urodziny zasługują na to). Daliśmy jej w prezencie naszyjnik i bransoletkę z ochrydzkich pereł. Dostała dużo drogich prezentów ze złota. Tylko raz w życiu ma się osiemnaste urodziny. Wszystkiego najlepszego, Maju, w dniu urodzin, życzę Ci, abyś następne obchodziła w pokoju.
Zlata
Zlata w kolejce po wodę.
Zlata Filipović, Dziennik Zlaty, tłum. studenci Instytutu Filologii Słowiańskiej Uniwersytetu Warszawskiego, wstęp Tadeusz Mazowiecki, Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe 1994, s. 45.

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Odcinek 920: Zlata Filipović, 1993 rok

Z dziennika trzynastoletniej Zlaty Filipović

Środa, 6 stycznia 1993 roku
Zlata Filipović.
Dear Mimmy,
Jest strasznie zimno. Zima zadomowiła się na dobre w naszym mieście. Tak ją kochałam i tak niecierpliwie na nią czekałam, a teraz jest ona bardzo niemiłym gościem w Sarajewie.
Zmarzły nam kwiaty. Były w pokojach, których nie ogrzewaliśmy. My spędzamy teraz życie w kuchni. Tu palimy i udaje nam się dociągnąć termometr do 17°C. Jest z nami Cicko. Boję się, żeby się nie rozchorował, bo ptaki są wrażliwe na chłód.
Przenieśliśmy też do kuchni materace i teraz tu śpimy (nie będę ci mówić, Mimmy, ile swetrów i pulowerów zakładamy na piżamy). Kuchnia jest dla nas kuchnią i salonem, sypialnią i łazienką. Kąpiel jest szczególnie niezwykła. Rozkłada się folie i wtedy - drewniana kadź jest wanną, dzbanek prysznicem i następny proszę.
Tata dostał odmrozin na palcach od rąbania drzewa w zimnej piwnicy. To strasznie wygląda. Spuchły mu ręce i teraz smaruje je jakimś kremem, ale okropnie go swędzi. Biedny tata.
Jutro będę prawdopodobnie u babci i dziadka. Oni ogrzewają się gazem.
Zlata

Zlata Filipović, Dziennik Zlaty, tłum. studenci Instytutu Filologii Słowiańskiej Uniwersytetu Warszawskiego, wstęp Tadeusz Mazowiecki, Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe 1994, s. 85.

czwartek, 2 maja 2013

Odcinek 680: Zlata Filipović, 1992 rok

Z dziennika dwunastoletniej Zlaty Filipović

Sobota, 2 maja 1992 roku
Zlata Filipović.
Dear Mimmy,
To był naprawdę naj... naj... najgorszy dzień w Sarajewie. Około dwunastej zaczęła się strzelanina. Schowałyśmy się z mamą w przedpokoju. Tata w tym momencie był w swoim gabinecie pod naszym mieszkaniem. Powiedziałyśmy mu przez domofon, żeby szybko pobiegł do bramy. Same też tam pobiegłyśmy. Wzięliśmy ze sobą Cicka, naszego kanarka. Ponieważ strzelali coraz bardziej i nie mogliśmy przejść wzdłuż muru do Bobarów, szybko zbiegliśmy do naszej piwnicy.
Nasza piwnica jest okropna, ciemna i śmierdząca. Mama bardzo się boi myszy, miała więc podwójnego stracha. Wszyscy troje wcisnęliśmy się w ten sam kąt co poprzednio. Słyszeliśmy wybuchy pocisków i strzały. Słychać też było samoloty. W pewnym momencie zrozumiałam, że ta okropna piwnica jest naszym jedynym ratunkiem. Stała się nawet ciepła i miła. Tylko ona może nas ochronić w czasie tych okropnych walk. Słyszałam dźwięk rozbijanych szyb na naszej ulicy. Straszne.
Zatykałam sobie uszy palcami, żeby nie dochodziły do mnie te przeraźliwe dźwięki. Martwiłam się o Cicka. Zostawiliśmy go w bramie. Bałam się, że może się przeziębić, albo coś mu się stanie. Byłam strasznie głodna i chciało mi się pić, a tam na górze, w kuchni, obiad był już prawie gotowy.
Kiedy trochę mniej strzelali, tata pobiegł do domu i przyniósł nam kanapki. Powiedział, że czuć swąd spalenizny i że telefony nie działają. Przyniósł do piwnicy telewizor. Mówili, że pali się Poczta Główna niedaleko nas i że porwano prezydenta. Około dwudziestej wróciliśmy do mieszkania. W domach na naszej ulicy nie została prawie żadna szyba. Nasze, na szczęście, wytrzymały. Dzięki Bogu. Widziałam, jak pali się poczta. Straszny widok. Strażacy walczyli z szalejącymi płomieniami. Tata zrobił kilka zdjęć poczty w ogniu. Mówi, że nie wyjdą, bo coś grzebałam przy aparacie. Przykro mi. W całym domu czuć było spaleniznę. Boże, Boże, pomyśleć, że tyle razy koło niej przechodziłam. Odnowili ją niedawno, była duża i ładna, a teraz niszczy ją ogień. Przestaje istnieć.
Dear Mimmy, patrzę na to, co się dzieje w mojej dzielnicy, a co może być w innych częściach miasta? W radiu słyszałam, że przy Vjećnej było jak w piekle. Szkło po kolana. Martwimy się o babcię i dziadka. Oni tam mieszkają. Jutro, o ile będzie można wyjść, dowiemy się, co z nimi. Potworny dzień. To najczarniejszy, najokropniejszy dzień w moim dwunastoletnim życiu. Mam nadzieję, że nie będzie takich więcej.
Mamy i taty chyba nie można już bardziej zdenerwować. Muszę iść spać. Ciao!

Zlata
Sarajewo, 1992 rok. Autor zdjęcia: van Puljic.
Zlata Filipović, Dziennik Zlaty, tłum. studenci Instytutu Filologii Słowiańskiej Uniwersytetu Warszawskiego, wstęp Tadeusz Mazowiecki, Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe 1994, s. 36-37.