Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Faulkner William. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Faulkner William. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 28 kwietnia 2016

Odcinek 2055: William Faulkner, 1940 rok

List Williama Faulknera do wydawcy, Roberta K. Haasa

Niedziela, 28 kwietnia 1940 roku
Drogi Bobie,
Mam przed sobą Twój list na temat płacenia honorarium. Wykorzystam go, kiedy mi odpiszesz na ten.
Potrzebuję w tej chwili 1000 dolarów na zapłacenie długów i bieżących rachunków. Trzeba mi jeszcze 9000, powiedzmy 400 dolarów miesięcznie przez dwa lata.
Planowałem sobie po skończeniu ZAŚCIANKA zarobić opowiadaniami do l lipca tyle, żeby mi starczyło do końca roku i dało sześć miesięcy na napisanie innej powieści. Do 15 marca napisałem sześć opowiadań, starając się pisać ten rodzaj chałtury, za jaki „Post” płaci po 1000 dolarów od sztuki, bo najwięcej, na ile mogę liczyć za dobre opowiadanie, to trzysta albo czterysta, a jedyne pismo, jakie je kupuje, to „Harper’s” etc.
Napisałem więc te sześć opowiadań, ale jak dotąd ledwie jedno poszło. Właściwie lepiej, bym dzisiaj lądował, gdybym był pisał dobre opowiadania. A tak nie tylko że zmarnowałem wysiłek umysłowy i koncentrację na pisanie chały, ale jeszcze te sześć miesięcy między listopadem, kiedy skończyłem ZAŚCIANEK, a 15 marca, kiedy skończyłem ostatnie opowiadanie, jak również i czas od 15 marca, który spędzam na zastawianiu kolejno swoich klaczy i źrebaków, żeby zapłacić za jedzenie, elektryczność, pranie i inne rzeczy, i wyglądaniu każdego pociągu z pocztą w nadziei na jakiś czek.
Autograf  Williama Faulknera.

Dziś już się prawie doszczętnie pozbyłem wszystkich mułów, które się dało zastawić. Mogę jeszcze dostać tysiąc pod zastaw tej umowy. Kiedy zapłacę podatek dochodowy i wykupię jeden weksel w tutejszym banku, będzie po tym tysiącu. I wciąż będę musiał pisać te chałowate opowiadanka, które jak dotąd nie idą nawet w pięćdziesięciu procentach, bo teraz jestem jak hazardzista, który po prostu musi dublować i dublować, jak pokerzysta, który ani nie może dopłacić i sprawdzić partnerów, ani się zrzucić, tylko musi podnosić. Mam mrożącą krew w żyłach powieść kryminalną, która powinna pójść (takie zwykle idą), ale nie mogę poświęcić sześciu miesięcy na pisanie, nie mam tych sześciu miesięcy, żeby je na pisanie przeznaczyć. Zamyślam o innej powieści, pod w metody podobnej do NIEPOKONANYCH, ale ponieważ rozdziały, które już napisałem i próbowałem sprzedać jako opowiadania, nie poszły, to nie mam czasu, żeby pisać ją dalej.
Czy Random House może pomyśleć o umowie rodzaju, powiedzmy chociaż 300 dolarów miesięcznie jako dodatek do tego pierwszego tysiąca? Później możemy możemy omówić sprawy zabezpieczenia na wypadek mojej śmierci. Jeżeli nie, czy mogę dostać Twoje błogosławieństwo na staranie się gdzie indziej o podobną umowę?

William Faulkner, Listy, tłum. Ewa Życieńska, Czytelnik 1983, s. 102–105.

niedziela, 16 listopada 2014

Odcinek 1192: William Faulkner, 1950 rok

List Williama Faulknera do Swena Ahmana, szwedzkiego dziennikarza, który powiadomił pisarza o przyznaniu mu Nagrody Nobla za rok 1949

Oxford, Missisipi, 16 listopada 1950 roku
Drogi Panie, 
Poniższe to oświadczenie, które tłumaczy moją odpowiedź na formalne zawiadomienie sekretarza Akademii Szwedzkiej o Nagrodzie Nobla za moją twórczość, oświadczenie, jakie sekretarz powinien był i może jeszcze powinien otrzymać bezpośrednio ode mnie. Składam je na Pana ręce, ponieważ Pański poprzednik, pan Jonsson, był moim pierwszym osobi­stym kontaktem ze Szwecją, i ponieważ to Pan, w swojej uprzedzającej uprzejmości, pierwszy powiadomił mnie ze Szwecji o tej nagrodzie, do tej uprzejmości jednak nadal się odwołuję z prośbą, aby zechciał Pan przede wszystkim przekazać moje oświadczenie sekretarzowi Akademii, a następnie uzyskać jego zgodę na publikację tegoż oświadczenia, jeżeli powinno być ogłoszone, chociażby w części. 
Zawiadomienie od sekretarza zawierało zaproszenie do udziału w uroczystości w Sztokholmie. Odpowiedziałem, że nie będę mógł być obecny. 
Proszę mi wierzyć, że gdyby w tych okolicznościach wobec zasad postępowania uznawanych przez Akademię moja odpowiedź była nie do przyjęcia, nie uczynię nic, co by się tym zasadom sprzeciwiało, i okażę jedynie szacunek dla Akademii i narodu szwedzkiego. 
Oto rozwinięcie mojego oświadczenia. Uważam, że nagroda została przyznana nie mnie, lecz moim dziełom, owocowi trzydziestu lat mozolnych usiłowań ludzkiego ducha, aby stworzyć coś, czego tu przede mną nie było, dla pokrzepienia czy może ukojenia, a w każdym razie przynajmniej dla rozpogodzenia ludzkich serc. Zajęło to trzydzieści lat. Jestem już po pięćdziesiątce. Prawdopodobnie wiele więcej nie ma już w baku. Uważam, że to, co pozostało po trzydziestu latach pracy, nie zasługuje na przewożenie z Missisipi do Szwecji, tak samo jak uważam, że to, co ze mnie zostało, nie zasługuje na korzystanie z nagrody, toteż mam nadzieję znaleźć dla tych pieniędzy cel na tyle szczytny, aby dorównał znaczeniu i intencji ich źródła. 
Pańskiej decyzji pozostawiam opublikowanie tego, proszę tylko, aby się Pan przedtem odwołał do autorytetu Akademii. 
Raz jeszcze dziękuję, że był Pan uprzejmy skomunikować się ze mną. 
Pański szczerze oddany 
William Faulkner
 
William Faulkner odbiera Nagrodę Nobla z rąk króla Gustawa Adolfa VI, 
William Faulkner, Listy, tłum. Ewa Życieńska, Czytelnik 1983, s. 195–197.

środa, 5 lutego 2014

Odcinek 950: William Faulkner, 1940 rok

List William Faulknera do Roberta K. Haasa

5 lutego 1940 roku
Drogi Bobie,

Szpalty zwróciłem dzisiaj. Przepraszam, że się spóźniłem, ale staruszka,
Niania z dzieckiem.
stuletnia matrona, która mnie wychowała, zmarła nagle na udar mózgu, który powalił ją w sobotę wieczorem, męczyła się do środy, więc nie miałem ani serca, ani czasu do pracy. Dlatego przeczytałem uważnie mniej więcej, połowę pierwszej korekty, a dalej wyjaśniłem tylko podkreślone zagadnienia. Ale zdaje się, że skład jest bardzo czysty, a sądząc z tego, co dokładnie przeczytałem, wygląda, że trzymano się co do słowa maszynopisu. Więc jestem pewien, że wszystko w porządku.
Staruszka miała około 95 lat. Stare spisy zaginęły już przed laty, kiedy odzyskała wolność, i nie wiedzieliśmy na pewno. Ale aż do soboty wieczorem zachowała doskonały słuch, nawlekała igłę i szyła przy świetle lampy, i potrafiła kilka mil przejść pieszo. Nie cierpiała. Atak paraliżu poraził ją w kuchni tuż przed kolacją, w ciągu 30 minut straciła przytomność i już nigdy jej nie odzyskała, zmarła w środę, kiedy moja żona czuwała przy jej łóżku. Nie mogła odejść lepiej, bardziej szczęśliwie.
Sprzedałem opowiadanie za 1000 dolarów i miewam się nieźle.

Bill

William Faulkner, Listy, tłum. Ewa Życieńska, Czytelnik 1983, s. 99.

piątek, 7 czerwca 2013

Odcinek 715: William Faulkner, 1940 rok

List Williama Faulknera do Roberta K. Haasa

Oxford, piątek, 7 czerwca 1940 roku
Drogi Bobie,
Twoje [listy] z 4 i 5 czerwca otrzymałem.

1000 więcej zaliczki na nową powieść przyda się, oczywiście. Ale wystarczy tylko chwilowo i zaraz znowu będę w takiej samej potrzebie jak przedtem.

To znaczy, wciąż jestem, mimo pomocy, jaką mi był ten ostatni tysiąc, w sytuacji, w której potrzebuję jeszcze 9000, żeby pod względem ekonomicznym uzyskać swobodę na dwa lata pisania, albo jeszcze 5000 na jeden rok. Inaczej będę musiał zwinąć interes, część majątku sprzedać za tyle, ile dostanę, żeby ratować, co się da. Nie zawaham się przed tym, jeżeli dojdę do przekonania, że innego wyjścia nie ma. Obecnie jeszcze uważam, że mogę sprzedać co innego — i mianowicie, że mogę stawiać na swój literacki dorobek ze wspomnianych dwóch lat, zakładając, że te dwa lata będą wolne od nacisku.

Oto moja sytuacja, mogłem ją był wyszczególnić wcześniej:

Długi na miejscu
dol. 1000.00
Weksel do zapłacenia w banku do listopada
650.00
Należność  za  inny weksel
725.00
Podatek dochod. 1937, termin 1 lipca
450.00
''—      ''—      1938         —''—
350.00
''—      —''—      —''— spodziewany
350.00
Premia ubezpieczeniowa, termin 1 października
333.00
Pod zastaw premii ubezp., termin luty 1941
2400.00
Podatki, termin l stycznia
400.00
Premia ubezpieczeniowa, 1 marca 1941
 650.00
Wydatki bieżące:
  
Dom matki, 100 dol. miesięcznie
1200.00
Dom mój, 100 dol. miesięcznie
1200.00
Farma, 50 dol. miesięcznie
600.00

Faulkner z żoną Estelle przed domem w Oxford.
Na co posiadam:

35 akrów zalesionych terenów parkowych w granicach miasta Oxford, mogę sprzedać na działki budowlane, będą warte więcej, jeżeli wstrzymam się, aż podskoczą w cenie, gdyż miasto się rozrasta.

Normalny przyrost inwentarza żywego, mułów itp. na farmie, jeżeli będę je mógł utrzymać do właściwego terminu zamiast sprzedawać na wymuszonej aukcji. To znaczy: farma spłaca się sama na jesieni, po żniwach, ale na pozostałe 11 miesięcy potrzebuje gotówki.

1 powieść przyjęta przez 1 wydawcę, 1 rok.
5 opowiadań już napisanych, dwa następne w projekcie, przy czym oba mogą zyskać powodzenie, jedno z nich to opowiadanie detektywistyczne, oryginalne w tym, że zagadkę rozwiązuje Murzyn, który sam siedzi w więzieniu oskarżony o morderstwo i zagrożony linczem. Znajduje mordercę działając w samoobronie. Z tego mogę zrobić dosyć długie opowiadanie, coś na wzór „Niepokonanych”. 6—12 miesięcy.
Cztery inne opowiadania, nie napisane, pierwszej klasy, którym jednak nie odważę się stawiać żadnego terminu, bo w Ameryce opowiadania pierwszej klasy nie przynoszą pieniędzy.
Mogą powstać w tym okresie inne pokupne opowiadania. Na pewno powstaną, jeżeli zelżeje nacisk, a wtedy o sumę uzyskaną z ich sprzedaży zmniejszy się obciążenie wydawcy zawierającego ze mną kontrakt. [...]
Wydatki, oczywiście, są za wysokie, jak na moją wartość pisarską, chyba że wyszłoby mi w filmie albo zdołałbym pisać co najmniej sześć pokupnych opowiadań rocznie. Nadal trwam w przekonaniu, że jestem stanie to zrobić, mimo że dotychczas tego nie robiłem. Ale jak już powiedziałem, kiedy dojdę do przekonania, że nie dam rady, wtedy zlikwiduję to, co teraz próbuję zachować. Przypuszczalnie, tak samo jak wszystko inne, to również próżność sprawia, że pragnę to zachować. Mam więcej niż ktokolwiek inny w naszym mieście i nikt mi na to nie podarował ani nie pożyczył pięciu centów, a cała moja rodzina i inni mieszkańcy miasta, włączając w to niewypłacalnych dłużników i zwykłych pasożytów, wszyscy przepowiadali, że zawsze będę tylko darmozjadem.
I tak oprócz 3000 na nową, nie napisaną powieść, potrzeba mi jeszcze 4000 do 1 stycznia. Jeżeli rozsądek nie pozwala Ci angażować się głębiej, pozwól, że zrealizuję pomysł zebranych opowiadań i spróbuję je, sprzedać gdzie indziej za zaliczkę tej wysokości. Jak już mówiłem, nie życzę sobie między nami względów  prywatnej przyjaźni i ze strony Random House niezawodnej super uprzejmości czy czegoś takiego, co stałoby się dla nas obu ciężarem. Nie chcę, żeby ta propozycja była natrętnym wykorzystywaniem przyjaźni, żeby była przyjęta z goryczą. [...] Ale zawsze to jedno wyjście więcej, jakiego mogę popróbować, zanim się zdecyduję na likwidację tego, co mam, i swoich oszczędności.
Bili
William Faulkner, Listy, tłum. Ewa Życieńska, Czytelnik 1983, s. 108–112.

czwartek, 23 sierpnia 2012

Odcinek 428: William Faulkner, 1925 rok


List William Faulknera do matki

Paryż, niedziela, 23 sierpnia 1925 roku
Droga Mamo,

Jestem w trakcie pisania nowej powieści, wielkiej powieści. To coś zupełnie nowego. Przyszło mi do głowy dopiero przedwczoraj. Odłożyłem tę o moskitach i nie sądzę, żebym był na tyle dorosły, żeby ją tak napisać, jak powinna być napisana. Za mało wiem o ludziach.
Paryż, "Cafe du Dome", 1925 rok.

Tutaj zimno, nikt w ogóle nie chodzi w strojach z Palm Beach. Ubrania nosi się wełniane, zwykle kamizelkę, a wieczorem płaszcz. I całkiem tu tanio. Mój pokój, duży, wychodzący na podwórze i niedaleko od Ogrodów Luksemburskich, kosztuje 11 franków dziennie, czekolada z rogalikiem na śniadanie 1,50, chleb i ser, które zjadam u siebie w pokoju albo w ogrodzie, dwa franki, tak że mam 6 albo 7 franków na dobry obiad i utrzymuję się za 20 franków dziennie. Jeden frank to 5 centów.
Już od trzech dni pada, ale się tym nie przejmuję, dopóki mogę siedzieć w swoim pokoju i pisać. Myślę, że tę powieść skończę do listopada.
Francuzi są zwariowani na punkcie dzieci. Dorośli z dziećmi na ulicy albo w ogrodzie to strasznie fajny widok. Mam nadzieję, że jutro odbiorę swoją walizkę z biura Ekspresu. Wysłałem ją do Paryża z Genewy brzez cały czas od tamtej pory używam 2 wełnianych koszul, 2 par skarpet i 2 b.v.d. [krótkich kaleson firmy B.V.D.]. Pozdrowienia dla wszystkich. Zastanów się i napisz, czy jest coś, co chciałabyś, żebym Ci tutaj kupił.
Billy
William Faulkner, Listy, tłum. Ewa Życieńska, Czytelnik 1983, s. 18–19.

poniedziałek, 18 czerwca 2012

Odcinek 362: William Faulkner, 1953 rok

List Williama Faulknera do Joan Williams

18 czerwca 1953 roku
Joan Williams
i William Faulkner.
[...] Ciężko się nad tym [opowiadaniem] napraco­wałaś, wiem o tym. Do jednego nie przyłożyłaś się dosyć solidnie, do tego, żeby wykorzystać ten czas, kiedy byłem z Tobą, na nauczenie się ode mnie najlepszego podejścia do fabuły, żeby ją wycisnąć do ostatniej kropelki. Nie stylu. Tak samo nie chcę, żebyś się uczyła mojego stylu, jak i Ty, tak samo też nie chciałbym Ci kiedykolwiek pomagać swoją krytyką. Chcę po prostu, żebyś się nauczyła, w najprostszy i najszybszy sposób, jak oszczędzić sobie nerwowej szarpaniny i emocjonalnego wyczerpania, jakie przynosi praca, która nie jest całkiem w porządku. Jak podejść do fabuły, żeby ją opowiedzieć w sposób najbardziej, w jaki potrafisz, właściwy. Jak tylko się tego nau­czysz, nie będziesz potrzebowała mnie ani nikogo.
Ja nauczyłem się pisać od innych pisarzy. Dlacze­go ty nie miałabyś tego zrobić? Możesz nawet postą­pić tak: kiedy uważasz, że pomoc Ci potrzebna, przyj­mij ją ode mnie. A potem, gdyby Cię gryzło sumie­nie, że fabuła nie jest wyłącznie Twoja, zapamiętaj sobie po prostu to, czego się z tego opowiadania nau­czyłaś, a samo opowiadanie spal, aż będziesz mogła wykorzystać to, czego się nauczyłaś, bez potrzeby zwracania się do mnie. Spisanie czegoś na papierze, opowiedzenie tego to rzemiosło. Jakże inaczej może się młody cieśla nauczyć budowania domu, jeśli nie przez pomaganie doświadczonemu cieśli? Nie nauczy się tego przez samo przyglądanie się gotowym domom. Gdyby to było możliwe, każdy mógłby być cieślą, pisarzem... [...]
William Faulkner, Listy, tłum. Ewa Życieńska, Czytelnik 1983, s. 208–209.

czwartek, 18 sierpnia 2011

Odcinek 57: William Faulkner, 1952 rok

List Williama Faulknera do Joan Williams
18 sierpnia 1952 roku
William Faulkner
... wczoraj rano czułem się wciąż tak parszywie, że musiałem coś zrobić, więc ni stąd, ni zowąd wygrzebałem maszynopis tej dużej książki  i zabrałem się do pracy nad nią. Nagle sobie przypomniałem, jak pisałem Dzikie palmy, żeby próbować poradzić na coś, co też uważałem za ból złamanego serca. I nie złamało mi się wtedy, a więc może nie złamie się teraz, może nawet przez  jakiś  jeszcze  czas  nie będzie  musiało  się łamać, bo serce to bardzo twarda i trwała substancja czy rzecz, czy jak tam chcesz to nazwać. Odwaliłem porządną porcję maszynopisu i wczoraj wybrałem się żaglówką na całe popołudnie, nie za silny wiatr, przywiązałem więc płótna i ster, wyciągnąłem się na pokładzie i patrzyłem w górę na maszt.... Jeszcze raz przeczytałem "Jake'a" [opowiadanie Joan Williams]. Wciąż jest dobry, ale może jeszcze go zatrzymam i od nowa nad nim pomyślę. Wiem, że z czasem napiszesz go lepiej i to może niedługo. Możesz nawet zdecydować się napisać go sama jeszcze raz. Musisz się więcej nauczyć. W czym Cię biję, to w tym, że ja do nauki wszystkiego, co mogłem, zabrałem się wcześniej w życiu niż Ty.
Mam na myśli czytanie. ...
William Faulkner, Listy, tłum. Ewa Życieńska, Czytelnik 1983, s. 204-205.