Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dygasiński Adolf. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dygasiński Adolf. Pokaż wszystkie posty

sobota, 5 lipca 2014

Odcinek 1100: Adolf Dygasiński, 1881 rok

List Adolfa Dygasińskiego do żony, Natalii

[Jelenia Góra] 5 lipca [1881 roku]
Jelenia Góra. Pocztówka z końca XIX wieku.
Chyba mi nie zrobisz zarzutu teraz, że do Ciebie nie piszę, bo przecież codziennie rozmawiam z moją Najdroższą Żoną na tym papierze, codziennie wieczorem, jak w domu, zasiadam do małej gawędy. Mogłabyś mi chyba ten tylko zarzut zrobić, iż jestem oszczędny w słowach, ale znasz mię dobrze i wiesz, że się nie odznaczam gadulstwem: wolę słuchać niż mówić. Złożyłem właśnie mojego Dittesa (Pedagogikę), którego powoli kuję, i wytarłszy się na noc wodą, co robię teraz codziennie, otwarłem moją korespondencyjkę z Kochaną Panią. Jest 10-a i myślę sobie, co robicie. Ha, Ty pewno obgadujesz mię w swoim pamiętniku, a Zocha [córka] nie chce się rozbierać i grymasi, jeśli jeszcze nie wyjechała z ciotką. Możecie się teraz włóczyć do woli po ogrodzie Saskim lub Botanicznym. [...]
My byliśmy dzisiaj na spacerze i wchodziliśmy aż na dwie góry, a bylibyśmy weszli jeszcze i na trzecią, ale chłopcy spotkali jakichś podejrzanych oberwańców i była obawa, aby nas stąd nie pozrzucano. Zwłaszcza ja, mający przy sobie trochę pieniędzy, mógłbym stanowić przynętę. Opadło nas więc tchórzostwo, gdyż i broni w ręku prócz dwóch parasoli nie mieliśmy żadnej, a tak powróciliśmy do domu. [...] Oto obraz dnia przyjemnego. Zebraliśmy parę owadów na szpilki i kilka minerałów. Jutro, jeśli będzie pogoda, udamy się na dalszą wycieczkę; może pojedziemy nawet parę mil koleją. A chcesz wiedzieć, cośmy dziś jedli? Na obiad: [...] gorąca szynka ze szpinakiem i przypiekane kartofle; na kolację: jajecznicę, chleb z masłem i poziomki z mlekiem; oprócz tego dużo piliśmy wybornego piwa, które ja strasznie chętnie piję, bo jest dobre a lekkie. [...]
Ponieważ nie wiem, czy jutro znowu co napiszę, bo będę w drodze, więc Cię serdecznie całuję i ściskam tymczasem, i żegnam na jaki dzień albo i dwa. Tymczasem posyłam Ci tę notatkę, dopóki innej nie zapełnię. Adres jeszcze ten sam.
Twój wierny i kochający Cię szczerze z Zosią
mąż Adolf

Śniło mi się dzisiaj, że nam Zosię ukradli i poszukiwaliśmy jej bardzo strapieni.
Adolf Dygasiński, Listy, red. Tadeusz Nuckowski, Zakład Narodowy im. Ossolińskich 1972, s. 237-238.

sobota, 23 listopada 2013

Odcinek 876: Adolf Dygasiński, 1871 rok

List Adolfa Dygasińskiego do narzeczonej, Natalii Wyszkowskiej
 
23 listopada 1871 roku
Spacer, mal. P. A. Renoir, 1870 r.
Ależ ta fotografia Twoja to wielkie szczęście moje — jesteś więcej niż piękna. Czy pozwolisz, aby Ci to powiedział ten, który Cię kocha? Czemuż by nie? Szedłem do telegraficznego biura, cisnąc do piersi ten obrazek, i choć dosyć niepokoju było we mnie, to obrazek tą razą był cudownym... na ulicy, czy wiesz — domyślisz się... pocałowałem go. Nie mogę się rozstać z tą malowaną Talunią, bo mi tak często patrzeć na Nią trzeba. Dopuszczam się cały dzień fałszu: udaję, że czytam Liwiusza, a na obrazek patrzę... Nie mogę Ci powiedzieć tego, ile mi ta mała szczęścia sprawia. Chciałbym się z kim podzielić tym szczęściem, a nie mam z kim. Rodzicom posłać? Ale cóż mnie zostanie? Nie zniosę rozstania długiego. Nie poślę, nie — nikomu.
A teraz ten telegram! Któż widział być smutną, moja Najdroższa? Ach, nie bądź nigdy. Ta Warszawa jest moim piekłem, nie mogę być tam nigdy; wyjedź stamtąd prędzej, bo tam jest źle. W Twej depeszy dziękujesz mi, żem dobry, a przecież to było dla mnie, moja Złota.
Powiedz, czemu tak późno odpowiedziałaś? Dopiero we 24 godzin odebrałem telegram z odpowiedzią i robiłem tysiąc przypuszczeń. Czemuż się bracia nie zajmą interesami? Zapomniałem pozdrowić Zygmunta, lecz pisałem tak prędko ostatni list, a Ty go może, Kochanko, już nie odbierzesz w Warszawie. Lecz nie; wnoszę, że on Cię tam znajdzie, bo listy czasem miewają rozum, przybywają w porę. Ależ i o tę drugą moje Madonnę bez pudru i sutego ornamentu bardzo proszę, o tę preparowaną nie u Klocha. Głównie zaś o tę najautentyczniejszą, co się umie krzywić, śmiać, mówić o cukierkach, o Frani itd. O tę się bardzo, bardzo modlę.
Adolf Dygasiński, ok. 1870 r.
I czemuż Tobie tak smutno, moja Droga? Ta zima — mówisz — taka jest smutna. Możeś to powiedziała bez myśli, a ja się w słowa Twe tak wsłuchuję, jakby one skądś z góry do mnie zbiegały. I myślę sobie: „Cóż Ona myślała, pisząc o zimie?" I nic nie mogę wymyślić. Zima... zima... dreszcz mię przebiega, bo mam niedawno tchnienia wiosny w sobie. Czyżby je jakaś zima wypędzić miała? Czemu o zimie myślałaś, moja Najdroższa? Wiosenko moja, powiedzże mi! Przecież nie mogła[ś] myśleć, że my tu oboje pomarzniemy w tym Krakowie... Zima uczepiła się mojej głowy. Jest jakaś asocjacja idei myślowych, bo i ja myślałem, że ślub nasz będzie w zimie; lecz to po większej części podobno się dzieje. Może Ty myślałaś na chwilę, żem ja biedak straszny, że mi tak wiele będzie brakowało. Nie, nie myślałaś tego. Ja myślałem o zimie po prostu z powodu wilgoci, gdym zobowiązywał gospodarza, aby Twój apartament był suchy. Jest to zbyt prozaiczna myśl, lecz musiałem ją mieć. Muszę być poetą i organizatorem w oczekiwaniu przybycia mej wielkiej gości (jak mówi Kochanowski).
Wiem, co zrobię z tą malowaną Madonną, ale Ci nie powiem nic, choćbyś prosiła bardzo. O, teraz, moja Pani, trzeba czasem być ferme, nie kochałabyś mię inaczej. Dawniej to robiłem, coś chciała tylko: spowiadałem się na skinienie, rozwiązywałem łamigłówki na żądanie, na tupnięcie nóżką... Boże mój, robiłem, co chciała tylko Biała Róża. Teraz tak nie jest! Powiedziałabyś sobie: „Cóż to za mężczyzna? Robi wszystko, co ja tylko rozkażę". Teraz musisz prosić, to dopiero! Albo ja wiem, czy potrafię zarówno nie ulegać rozkazom o tyle, o ile się ulega prośbom?
Muszę tymczasem rączki ucałować i być bardzo skromnym, czekać, co Pani moja powie. Do jutra, moja Serdeczna, więc a bientot; jeszcze się przyjrzę malowanej mojej Wielmożności i znikam, bo bardzo późno. Lekcje moje trwały dziś do 11-ej w nocy, a teraz 1½ po północy.
Adolf Dygasiński, Listy, red. Tadeusz Nuckowski, Zakład Narodowy im. Ossolińskich 1972, s. 201-202.

sobota, 20 lipca 2013

Odcinek 750: Adolf Dygasiński, 1889 rok

List Adolfa Dygasińskiego do żony, Natalii

Popów, 20 lipca 1889 r.
Adolf Dygasiński.
Droga Żono
Na mój list nie mam odpowiedzi jeszcze od Ciebie. Dziś jadę do Warszawy, aby dostać pieniędzy i posłać Wam pod adresem do Sielpi. Ponieważ zaś nie jestem pewny, czy w Warszawie będę miał papier, atrament, pióro i kopertę, przeto list wysyłam z Popowa i przed samym swoim wyjazdem na parę godzin.
A no, nic nowego. Justyna pisała do mnie, dowiadując się o Twój adres; pisali też niektórzy przyjaciele. Korekty Filozofii już robię i marzę o samotnej chałupie pod lasem lub w lesie, gdzie bym mógł opłakiwać samotnie grzechy życia i oczekiwać śmierci. Tak mi się uczepiła ta idea, że jeśli jej nie urzeczywistnię, będzie mi źle na świecie. Jestem przerobiony, zmęczony, sponiewierany jak stara szmata i należy mi się choć rok takiej bezwarunkowej swobody na świecie. Nie będziesz temu rada, lecz mnie jest źle, męczę się życiem i nie cierpię Warszawy. Zacząłem traktować z Radziwiłłem o piękny dom nad Narwią, jeśli mi go odda z parkiem za 100 rs rocznie na lat 12, to wezmę. Jedna niedogodność, że na wiosnę jest się przez wylew Narwi i Bugu odosobnionym przez miesiąc od całego świata. Żyłbym wtedy jak Noe na górze Ararat. Skarżyński też proponuje dom, lecz nic nie chce, a taka zależność z mej strony byłaby zejściem na dworaka, czego sobie nie życzę, choćby dla wspomnień Zosi o ojcu.
Dworek nad Narwią, Kurowo.
Z Warszawy mam też zamiar posłać Warn cukierków, więc się spodziewajcie na imieniny, które są już za tydzień. Co ja Ci będę życzył, moja Droga Żono? Życzyłbym Ci lepszego i mędrszego męża, gdybyś była panną, ale ponieważ jesteś już żoną nicponia, więc Ci mogę tylko życzyć, żeby go łaska boska natchnęła i ulepszyła. Nie wiem jeszcze, ile będę mógł dostać w Warszawie pieniędzy, przeto o darach nie wspominam. Podobno suknia byłaby pożądaną.
Z tego, że listu nie odbieram, wnoszę, iż się dobrze bawicie, co by mię bardzo cieszyło.
Mój uczeń — zdaje się — nie tylko nie mądrzeje, lecz głupieje przy mnie. Wpływ pedagogów bardzo często miewa ten skutek najnaturalniejszy w świecie. W Popowie nastąpiła zmiana, o której świat nic nie wie, choć jest ważna: oto p. Ostrowski, rządca, ustąpił ze stanowiska, a zajął je niejaki pan Cezary Tur, eks-oficer pruski. Mój lis urósł, wypiękniał, chodzi codziennie ze mną na spacer i miewa czasem pokusy na kury. [...]
Robót mam dużo zamówionych; będę je odrabiał w samotności. Jeśli mi się uda z domem, to przyjmę sobie chłopca do usługi, który by był kucharzem, przyjacielem itd.
W Warszawie będąc, zapłacę resztę komornego. Chciałbym też użyć trochę, wypić jaką butelkę w nieobecności żony; ale pewnie nikogo nie ma, to i wrócę jak niepyszny.
Teraz przecie Zosia ma wakacje, więc niech Kochanka napisze co do ojca. Ja do niej nie piszę, bo Ty się o to gniewasz.
Być może, iż jeśli Finkelhausa zastanę w Warszawie, pojadę do nich na parę godzin; ale dorożki brać nie myślę. Tylko się nie bój, Kochana Żono, o tę moją bibę; robię się oszczędnym, bo starość gwałtem na mnie lezie; opieram się, lecz trudno: łysina i siwizna, aż strach! Zęby do reszty lecą, a co się dzieje wewnątrz, niech Bóg broni! Popioły ze wszystkiego.
Bywaj zdrowa, moja Droga, uściskaj dziewczyny i pamiętaj o mnie. Ja kończę, bo czas na kolej jechać.
Twój
Adolf

Adolf Dygasiński, Listy, red. Tadeusz Nuckowski, Zakład Narodowy im. Ossolińskich 1972, s. 272-274.