Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dostojewski Fiodor. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dostojewski Fiodor. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 15 czerwca 2014

Odcinek 1080: Fiodor Dostojewski, 1875 rok

List Fiodora Dostojewskiego do żony, Anny 

Ems, niedziela, 15 czerwca 1875 roku
Anna Dostojewska.
Najdroższa moja gołąbeczko, Aniu!
List ten wyślę jutro, w poniedziałek. Piszę go jednak teraz, w niedzielę wieczorem, gdyż od jutra mam zamiar całe ranki poświęcać pracy. I nie chcę się od niej odrywać pisaniem listów. Od dziś więc listy zawsze będę pisać wieczorem, by wysyłać je nazajutrz rano.
Twój list, który napisałaś w poniedziałek (9 czerwca), dostałem wczoraj, to znaczy w sobotę. Za każdym razem gdy dostaję od ciebie list, cieszę się już choćby tylko z tego, że nic złego wam się nie przydarzyło, jednakże już następnego dnia wraca zwątpienie i niepewność, czy tak jest w istocie, i znów zaczynani się o was lękać. Czy prędko zakończą się tutejsze moje katusze - nie wiem. Przypuszczam jednak, że będę musiał jeszcze cierpieć dwa i pół tygodnia, a może nawet trzy tygodnie.
Leczenie, jak mi się wydaje, wychodzi mi na dobre, ale tylko jeden Bóg wie dlaczego, bo nie powinno tak być przy takiej pogodzie. Nawiasem mówiąc, wczoraj i dzisiaj nie padał deszcz, choć barometr z uporem stoi na Regen und Wind.
Jeśli chodzi o moją pracę, to myślę, że sprawa jest już beznadziejna. Zacząłem co prawda pisać, ale o tym, abym zdążył dostarczyć do redakcji tekst do 25 lipca, nie ma nawet co marzyć. A jeśli nie zdążę, to Niekrasow się wścieknie i nie da mi pieniędzy właśnie wtedy, kiedy będą najbardziej potrzebne. Powieści pośpiech też nie wyjdzie na dobre. W dodatku czuję, że tutaj, w tym odosobnieniu, zadręczony tęsknotą, nie napiszę rzeczy najlepiej. Poza tym codziennie spodziewam się ataku.
Lubow i Fiedia, dzieci Anny i Fiodora Dostojewskich.
Aniu, najdroższa moja gołąbeczko, bardzo mi ciebie tutaj brakuje, ot co. Gdybyś była ze mną, wszystko poszłoby od razu ku lepszemu, i to pod każdym względem. Może nawet byłoby mi lżej, gdyby nie te przygnębiające perspektywy związane z moją pracą. Przygnębienie nachodzi mnie przede wszystkim wieczorem, rano jakoś się rozwiewa i widzę świat w jaśniejszych kolorach. Dlatego przedpołudnie wybrałem jako porę pracy.
Dziękuję ci za szczegółowe opisy tego, co robią dzieci. Bardzo mnie to podnosi na duchu. Koniecznie musisz kupić specjalny zeszycik, aby zapisywać w nim wszystkie ich słówka i powiedzenia. Stokrotne dzięki również za to, że tak dzielnie, jak piszesz, odpędzasz od siebie wszelkie najczarniejsze myśli i urojenia odnoszące się do twego stanu. Czy tak jest jednak naprawdę? Jeśli rzeczywiście zmądrzałaś i wystrzegasz się niepotrzebnego fantazjowania, które może tylko zaszkodzić twemu zdrowiu, to po co ja tutaj wymyślam różne niestworzone rzeczy, żyjąc w nieustannym lęku o ciebie. A wszystkiemu winna jest rozłąka. Ponadto pożądam cię nieustannie i bez przerwy. W dzień i w nocy, nic tylko pragnąłbym cię całować...
Staram się więc dużo spacerować, aż do zmęczenia. Śpię niestety mało, nigdy więcej niż siedem godzin. Jak tu jednak chodzić na spacery, jeśli dopiero dzisiaj trochę przeschło. Rozerwać się też nie ma gdzie, a nawet gdyby było, na pewno bym nie poszedł. Wciąż mi się wydaje, że tracę na próżno czas, bo choć siedzę w domu, to nie mogę pracować. Z trudem napisałem pierwszą stronę, ale nie jestem z niej zbytnio zadowolony.
[...] Jeśli chodzi o rozrywki, to odbyły się tutaj regaty, czyli wyścigi łódek z nagrodami, na tutejszej rzeczułce między frankfurtczykami a Kolonią. Wybrano na wyścigi tę naszą rzeczułkę, ponieważ przyjechał tutaj cesarz. Chcieli go w ten sposób rozweselić, a jednocześnie z dumą przed nim przepłynąć. Podczas wyścigów występowały nieskładne niemieckie chóry, których ryków wręcz nie można było słuchać, grały orkiestry, a wszystko to działo się w ulewnym deszczu. Dosłownie całe Ems zebrało się przy nadbrzeżnych barierkach. Ludzie cierpliwie stali przez ponad dwie i pół godziny pod strugami lejącej się z nieba wody. Cesarz przyglądał się wyścigom z okna domu zdrojowego.
Uzdrowisko Bad Ems.
Publiczność bywa tu obrzydliwa, w większości Niemcy. Dość sporo jest jednak Rosjan. Mężczyźni jeszcze jakoś ujdą, ale rosyjskie damy to okropność! Piszczą, wrzeszczą, są natrętne, a jednocześnie pruderyjne. Już po śmiechu można poznać, że taka jedna z drugą nie śmieją się szczerze, z głębi serca, lecz po to, by zwrócić na siebie uwagę. Niemki nie są takie. Jeśli coś je rozśmieszy i głośno zachichoczą, a przy tym jeszcze dadzą kawalerowi kuksańca w bok, to widać, że czynią to z całej duszy, a nie na pokaz. Wyobrażam sobie, jakżeby się z nich naigrywały nasze rosyjskie damy, zwłaszcza z grand mondu, gdzieś tam na wyspie Jałagina, z powodu ich sposobu bycia, przecież takich rzeczy nie wypada robić. Niedawno widziałem, jak pewna Niemka krzyknęła na swego kawalera i przy tym zdzieliła go tak mocno pięścią w ramię, że o mało nie usiadł. I nagle słyszę, jak jakaś dama obok mnie odezwała się po rosyjsku: „Co to znaczy, jak tak można, co to za maniery?". Będący z nią Rosjanin odpowiedział jej: „To księżna Tourn et Taxis". To znaczy należąca do rodziny panującej. Proszę, jakie są nasze rosyjskie wyższe sfery. To hołota, do której żywię najwyższą odrazę. [...]
Na razie do zobaczenia, nieoceniony aniele mój, bądź zdrowa (wyświadcz mi tę łaskę i nie śnij mi się po nocach). O mnie się nie martw, jakoś tu przetrwam. Dzieciakom przypomnij o moim istnieniu. Czy poznają mnie, jak wrócę? Bądź tak dobra i poproś Fiedię, by opisał ci, jak wyglądam. Biedactwa moje w połowie lata będą musiały wrócić do Petersburga.
Wszystkim wam przesyłam moje błogosławieństwo. Kocham was i całuję. Nie mogę się doczekać chwili, gdy wreszcie wyjadę z tego przeklętego Ems i wrócę do was. Całą czwórkę kocham. Do zobaczenia, ściskam cię mocno. Komu trzeba, przekaż ode mnie ukłony.
Twój bez reszty


F. Dostojewski
Fiodor Dostojewski, Twój bez reszty. Listy do żony, tłum. Zbigniew Podgórzec, Wydawnictwo Puls 1999, s. 83-87.

sobota, 14 września 2013

Odcinek 806: Fiodor Dostojewski, 1849 rok

List Fiodora Dostojewskiego do brata, Michała

Twierdza Pietropawłowska, 14 września 1849 roku
F. Dostojewski w 1847 r., rys. K. Trutowski.
List Twój, książki (Szekspir, Biblia, Otiecz. zapiski) i pieniądze (10 rubli srebrem), drogi bracie, otrzymałem i za wszystko Ci bardzo dziękuję. Cieszę się, że jesteś zdrowy, U mnie wszystko po staremu. Wciąż mam rozstrój żołądka i męczą mnie hemoroidy. Nie mam pojęcia, kiedy mi to przejdzie. Nadchodzą teraz ponure miesiące jesienne, a wraz z nimi moja hipochondria. Niebo już zaczęło się chmurzyć, a przecież ów jasny skrawek widoczny z mojej kazamaty to gwarancja mojego zdrowia i dobrego samopoczucia. Jednakże na razie wciąż jestem żywy i zdrowy. A to już ważne. I dlatego, proszę Cię, nie sądź, że jestem w jakimś szczególnie złym stanie ducha. Jak dotąd ze zdrowiem wszystko w porządku. Spodziewałem się, że będzie znacznie gorzej i teraz widzę, że mam wprost niewyczerpane zasoby sił witalnych.
Jeszcze raz dziękuję Ci za książki. Zawsze to jakaś rozrywka. Już pięć miesięcy bez mała mija, jak zdany jestem na własne siły, to znaczy wyłącznie na własne myśli i nic więcej. Na razie maszyna jeszcze się nie rozklekotała i wciąż funkcjonuje. Zresztą wieczne rozmyślanie i wyłącznie tylko rozmyślanie bez żadnych zewnętrznych doznań, które pobudzałyby i podtrzymywały myśl, bardzo jest uciążliwe! Jakbym się cały znajdował pod kloszem, z którego wypompowywane jest powietrze. Wszystkie moje odczucia przeszły w myśl. Wszystko, absolutnie wszystko, a mimo to, praca z każdym dniem się posuwa. Książki, choć są kroplą w morzu, jednak mi pomagają. A własna praca wyciska chyba tylko ostatnie soki. Zresztą jestem z niej zadowolony.
Twierdza Pietropawłowska.
Przeczytałem książki, które przysłałeś. Szczególnie wdzięczny jestem za Szekspira. Jak się domyśliłeś! Powieść angielska [Dziwne losy Jane Eyre Charlotte Brontë] w Otieczestwiennych zapiskach nadzwyczaj dobra. Natomiast komedia Turgieniewa [Kawaler] niedopuszczalnie zła. Dlaczego tak mu się nie wiedzie? Czyżby sądzone mu było psucie każdego swojego utworu o objętości arkusza drukarskiego? Nie poznałem go wręcz w tej komedii. Żadnej oryginalności, stara, wydeptana droga. Wszystko zostało już powiedziane przed nim i znacznie lepiej niż on to uczynił. Scena końcowa trąci sztubacką bezradnością. Gdzieniegdzie coś błyśnie, lecz dobre jest tylko dlatego, że brak czegoś lepszego. Za to jaki znakomity artykuł o bankach! I jaki przystępny! Podziękuj wszystkim, którzy o mnie pamiętają. Kłaniaj się Emilii Fiodorownie i bratu Andrzejowi, ucałuj dzieci, którym życzę przede wszystkim nabrania sił. Nie wiem, bracie, kiedy się zobaczymy! Żegnaj i proszę Cię, nie zapominaj o mnie. Napisz do mnie choćby za dwa tygodnie.
Do zobaczenia.
Twój F. Dostojewski
Proszę Cię, bądź o mnie spokojny. Jeśli zdobędziesz coś do czytania, to przyślij.
Fiodor Dostojewski, Listy, tłum. Zbigniew Podgórzec, Ryszard Przybylski, Państwowy Instytut Wydawniczy 1979, s. 88-90.

wtorek, 9 kwietnia 2013

Odcinek 657: Fiodor Dostojewski, 1876 rok

List Fiodora Dostojewskiego do Krystyny Ałczewskiej

Petersburg, 9 kwietnia 1876 roku
Fiodor Dostojewski.
Wielce Szanowna Krystyno Daniłowno!
Zechce mi Pani wybaczyć, że nie odpowiedziałem natychmiast. Kiedy dostałem od Pani list z datą 9-go marca, to już zabrałem się do pracy. I chociaż kończę pracę na ogół 25-go każdego miesiąca, mam jeszcze kłopoty z typografią, z rozprowadzeniem itp. A w tym miesiącu na dodatek przeziębiłem się i w zasadzie do tej pory jeszcze nie wyzdrowiałem. Pani list sprawił mi wielką przyjemność, zwłaszcza dołączone doń rozdziały z Pani dziennika. To jest wspaniałe. Wyciągnąłem z niego wniosek, że Pani należy właśnie do tych ludzi, którzy potrafią „czynić tylko dobro". [...]
Przekazała mi Pani myśl, że w Dzienniku „rozmieniam się na drobne". Mówiono mi to również tutaj. Ale oto co między innymi Pani powiem. Doszedłem do niepodważalnego wniosku, że pisarz-artysta, piszący poematy, powinien znać jak najdokładniej przedstawianą przez siebie rzeczywistość, zarówno historyczną, jak i bieżącą. W naszej literaturze tylko jeden pisarz może poszczycić się taką znajomością. Jest nim hrabia Tołstoj. Wiktor Hugo, którego jako powieściopisarza wysoko cenię (za co, proszę sobie wyobrazić, zmarły F. Tiutczew raz się na mnie rozgniewał, mówiąc, że moja powieść Zbrodnia i kara jest większa niż Nędznicy), chociaż niekiedy rozwleka opisy szczegółów, stworzył wspaniałe studia, o których bez niego świat zapewne nie miałby pojęcia. Dlatego właśnie, przygotowując się do pisania nowej wielkiej powieści [Bracia Karamazow], postanowiłem zanurzyć się świadomie w studiach, nie tyle, prawdę mówiąc, nad rzeczywistością, którą i tak znam, ile nad szczegółami bieżących wydarzeń. Jednym z największych problemów współczesności jest na przykład według mnie młode pokolenie i — co za tym idzie — współczesna rodzina rosyjska, która (czuję to) jest zupełnie inna niż 20 lat temu. Ale prócz tego jest jeszcze wiele problemów. Mając 53 lata można przez zwykłą opieszałość z łatwością oderwać się od młodego pokolenia. [...]
Ciekawa opowieść, mal. Giuseppe Galli.
Nagle, przedwczoraj rano, przychodzą do mnie dwie panienki, obie po 20 lat. Wchodzą i mówią: „Chciałyśmy pana poznać jeszcze w poście. Wszyscy się z nas śmieli i twierdzili, że pan nas nie przyjmie, a jeśli nawet przyjmie, to nic nam nie powie. Ale zdecydowałyśmy się i oto jesteśmy. Taka — taka i taka — a — taka." Najpierw przyjęła je żona, a potem dopiero wyszedłem ja. Opowiedziały mi, że są studentkami Akademii Medycznej, że jest ich tam około 500 kobiet, że wstąpiły do Akademii, „aby otrzymać wyższe wykształcenie i żyć później z pożytkiem". Z podobnym typem nowych dziewcząt nigdy się jeszcze nie spotkałem. (Znam mnóstwo starych nihilistek; znam osobiście i przestudiowałem je dobrze.) Czy uwierzy mi Pani, że rzadko kiedy spędziłem tak dobrze czas, jak podczas tych dwóch godzin z tymi panienkami. Jaka prostota, jaka naturalność i świeżość uczuć, czystość umysłu i serca. Najszczersza powaga i najszczersza wesołość!
Dzięki nim poznałem wiele innych takich samych dziewcząt i przyznam się Pani, że wrażenie było silne i świetliste. Ale jak to opisać? Wyrażając szczerą radość z tej młodzieży? To niemożliwe. Przecież każdy z nich to niemal osobowość! Więc które z tych wrażeń mam zapisać? Wczoraj opowiedziano mi, że pewien młody człowiek, którego mi pokazano i który się jeszcze uczy (nie mogę powiedzieć gdzie), będąc u znajomych wstąpił do pokoju domowego nauczyciela uczącego dzieci w tej rodzinie i, ujrzawszy na jego biurku zakazaną książkę, doniósł o tym gospodarzowi domu, który oczywiście natychmiast wygnał guwernera. Kiedy temu młodemu człowiekowi, już w innej rodzinie, powiedziano, że postąpił nikczemnie, nie zrozumiał tego. Oto druga strona medalu. I jak o tym opowiem? To jest osobowość i jednocześnie jak gdyby nie jest. Sądząc z opowieści, najbardziej charakterystyczny był sam proces myślenia i przekonań, w których wyniku młody człowiek właśnie nic nie zrozumiał. I o tym można by było napisać kilka ciekawych słów.
Rozgadałem się. A na dodatek w ogóle nie umiem pisać listów. Niech mi Pani wybaczy charakter pisma. Mam grypę, boli mnie głowa, i przez cały dzisiejszy dzień ćmi mi w oczach. Piszę niemal nie widząc liter. Pozwoli Pani, że uścisnę jej dłoń. Zechce mi Pani uczynić ten zaszczyt i zaliczyć w poczet głęboko szanujących Ją ludzi. Zapewniam Panią o tym.
Pani sługa
F. Dostojewski
Fiodor Dostojewski, Listy, tłum. Zbigniew Podgórzec, Ryszard Przybylski, Państwowy Instytut Wydawniczy 1979, s. 424-428.

sobota, 21 kwietnia 2012

Odcinek 304: Fiodor Dostojewski, 1877 rok


List Fiodora Dostojewskiego do Olgi Antipowej, siedemnastoletniej czytelniczki jego książek

Petersburg, 21 kwietnia 1877 roku
Fiodor Dostojewski.
Szanowna Olgo Afanasjewno!
Czy odgadłem imię Pani i imię Pani ojca? Musiałem długo szukać, zanim odnalazłem Pani poprzedni adres, zwłaszcza, że mam teraz bardzo mało czasu. Jeśli się pomyliłem, proszę mi wybaczyć.
Współczuję Pani bardzo z powodu niezdanego egza­minu z geografii, ale uważam, że jest to takie głupstwo, iż doprawdy nie należało przesadzać aż do takiego stopnia. A Pani napisała do mnie strasznie rozpaczliwy list. W istocie rzeczy nic się nie stało, tylko samo dob­ro, ponieważ zdała Pani egzaminy z innych trudniej­szych przedmiotów. A z geografii zda Pani na jesieni i sprawa skończona. Po co od razu łzy i rozpacz? Wi­dzę, że Pani po prostu się udręczyła i rozstroiła ner­wy w sposób niedopuszczalny. I wydaje się, że cała Pani rodzina jest Panią przejęta i z tego powodu po­denerwowana. To dobrze, że Pani kocha swoją rodzinę. To wzrusza i zmusza do szacunku dla Pani. Ale nie­dopuszczalna i niewybaczalna jest niecierpliwość i po­śpiech. Jak można krzyczeć, że „ze mnie nic nie bę­dzie, mając lat tyle, ile kot napłakał. Pani jest pod­lotkiem i nie ma Pani jeszcze prawa tak wykrzyki­wać. Na odwrót, przy Pani uporze właśnie coś z Pani będzie. Proszę tylko pozostać dobrą i wielkoduszną. Pani potrzebuje spokoju. Trzeba się trochę poleczyć i dlatego niech Pani latem koniecznie odpocznie, może na letnisku. Pisze Pani o dzieciach, które chciała Pani wychowywać. A dlaczego nie mogłaby Pani zająć się nimi już teraz? Jeśli jest to możliwe, to przecież Pani czas jeszcze nie minął i proszę się nie obawiać, życie jest wielkie. Kiedy się Pani uspokoi, sama Pani wów­czas powie, że życie jest piękne.
Duchowny, u którego zdawała Pani egzamin z religii, jest na pewno dobrym człowiekiem, ale ja na jego miejscu powiedziałbym, że nie jest Pani warta dobrego stopnia. A chodzi mi o fragment z Ewangelii, przyto­czony przez Panią w liście, o ludziach, którym będzie odebrane. Ów piękny fragment rozumie Pani zupełnie opacznie. To wstyd. Chociaż to nic takiego. Sądzę, że Pani potrafi odczuwać i ma gorące serce, ale jest ka­pryśna i rozpuszczona. (Nie pogniewa się Pani na mnie za to?) Proszę się nie gniewać, dać mi swoją rękę i uspokoić się. Mój Boże! Kto nie doznał niepowodzeń? I co warte jest życie, które toczy się gładko! Więcej męstwa i świadomości — tego właśnie Pani potrzeba. A przede wszystkim zdrowia. Proszę uspokoić swoje nerwy, a stanie się Pani szczęśliwą.
Tego właśnie szczerze pragnie oddany Pani
F. Dostojewski
Fiodor Dostojewski, Listy, tłum. Zbigniew Podgórzec, Ryszard Przybylski, Państwowy Instytut Wydawniczy 1979, s. 441-443.