Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dodd William Edward. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dodd William Edward. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 10 czerwca 2014

Odcinek 1075: William Edward Dodd, 1934 rok

Z dziennika Williama Edwarda Dodda, ambasadora Stanów Zjednoczonych w Niemczech

10 czerwca 1934. Niedziela.
William Edward Dodd.
Pojechaliśmy samochodem na wieś do dawnego cesarskiego pałacyku myśliwskiego, wokół którego Hermann Göring kazał założyć państwowy rezerwat przyrody; jest to dla niego miejsce odpoczynku w czasie weekendu. Po drodze mieliśmy defekt motoru w naszym nowym Buicku, którego kupiła mi wreszcie moja żona na miejsce zrujnowanego Chevroleta; zdaniem protokołu dyplomatycznego był to wóz, który swoim skromnym wyglądem ośmieszał mnie jako ambasadora.
Gdy przyjechaliśmy na miejsce (spóźnieni z powodu defektu), zastaliśmy większość dyplomatów w lesie. Stali wokół jakiegoś pana, który nas powitał. Potem przemawiał do nas Göring. Miał na sobie średniowieczny strój myśliwski. Jest to duży, tęgi, dobroduszny mężczyzna, który ponad wszystko lubi ludziom imponować. Podczas gdy do nas przemawiał, trzech fotografów wyposażonych w skomplikowaną aparaturę dokonało szeregu zdjęć, na co ze szczególnym zadowoleniem wyraził zgodę. Oprowadzał nas potem po lesie, pokazując nam bizony i małe dzikie koniki. Potem wsiadł do staroświeckiego powozu zaprzęgniętego w dwa konie i powożonego przez jakiegoś wieśniaka. Madame Cerutti, małżonka ambasadora Włoch i bardzo pretensjonalna dama, zajęła miejsce po prawicy Göringa. Cała reszta towarzystwa jechała z tyłu na dwuosobowych chłopskich wózkach. Jechaliśmy wolno przez las, w którym od czasu do czasu można było dostrzec jakiegoś jelenia lub orła.
Hermann Göring.
Po zakończeniu tej przejażdżki, wsunęliśmy woźnicom do ręki po marce lub dwie i przesiedliśmy się do naszych samochodów, którymi dojechaliśmy do pałacyku myśliwskiego, stojącego nad brzegiem pięknego jeziora. Göring wyprzedził nas i gdy przyjechaliśmy na miejsce, wyszedł na nasze spotkanie w pięknym, białym, letnim garniturze i oprowadził nas po zbudowanym z bierwion pawilonie, będącym wierną reprodukcją domu jakiegoś średniowiecznego wiejskiego dżentelmena, o ile w owych czasach dżentelmeni w ogóle istnieli.
Porozsiadaliśmy się, gdzie kto chciał, popijając herbatę, kawę lub piwo, zależnie od gustu. Na lewo ode mnie siedział wicekanclerz von Papen, po przeciwnej stronie stołu ambasador brytyjski, sir Eryk Phipps, a o dwa krzesła na prawo ode mnie ambasador francuski. Rozmowa była absolutnie nieinteresująca, z wyjątkiem może kilku uwag na temat nowej książki admirała Spindlera o flocie niemieckiej z czasów wojny światowej. Dyskusja na ten temat urwała się nagle chyba z mojej winy, gdy oświadczyłem: Gdyby narody poznały prawdę historyczną, nie byłoby już nigdy więcej wojny. Nie wiem dlaczego, ale w tym miejscu sir Eryk i François-Poncet głośno się roześmieli; nic jednak nie powiedzieli. Po dłuższej pauzie rozmowa przeszła na inne, mniej ryzykowne tematy.
Pierwsza żona Göringa, Carin.
O 6-ej Göring zaczął nas oprowadzać po terenie i na każdym kroku okazywał swoją próżność; zaproszeni goście coraz to spoglądali po sobie rozbawionym wzrokiem. Zaprowadzono nas na brzeg innego ślicznego jeziora i pokazano nam grobowiec na wysokim kamiennym postumencie zwrócony frontem do wody; tak oryginalnie zbudowanego grobowca w życiu jeszcze nie widziałem. Tu pochowana jest pierwsza żona Göringa; jej szczątki przewiezione zostały tutaj ze Szwecji, gdzie grób jej został sprofanowany przez ludzi czujących urazę do hitlerowskich Niemiec. Göring szczycił się tym cudownym grobowcem swojej pierwszej żony i oświadczył, że spoczną w nim pewnego dnia również jego szczątki. Ciągnęło się to przez pół godziny.
Ponieważ miałem dosyć tych dziwacznych popisów, a ponadto powinienem był o tej porze być już w oddalonym o 50 mil Berlinie, razem z sir Erykiem ruszyłem w stronę Göringa, żeby się z nim pożegnać. Dostrzegła to z daleka lady Cerutti i szybko zerwała się z miejsca: nie mogła pozwolić na to, żeby ktoś odebrał jej prawo do zajmowania w każdej sytuacji pierwszego miejsca.
Carinhal, posiadłość Göringa.
William Edward Dodd, Dziennik ambasadora, tłum. Mariusz Giniatowicz, PAX 1972, s. 98-99.