Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czukowska Lidia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czukowska Lidia. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 21 marca 2013

Odcinek 638: Lidia Czukowska, 1941 rok

Z pamiętnika Lidii Czukowskiej

21 marca 1941 roku
Natan Altman, Portret Anny  Achmatowej.
Zgarnąwszy swoje zeszyty wybrałam się do Biblioteki, ale po drodze skręciłam do Anny Andriejewny [Achmatowej]. Piła herbatę w wysprzątanym, porządnie zamiecionym pokoju.
Zaproponowałam, żebyśmy pospacerowały po słoneczku. „Wiedziałam, że pani przyjdzie" - powiedziała i przyjęła propozycję. „Poczekamy tylko, aż się w piecu napali". Usiadła przed piecem w fotelu, a ja koło niej na kuferku. Jej twarz, która raz po raz rozjarzała się od nagłego blasku ognia płonącego w piecu, wydała się dzisiaj wyschnięta i mroczna, jak na monecie albo ikonie.
Zapytałam,  kto jej wymyślił pseudonim.
-   Nikt oczywiście. Nikt się mną wtedy nie zajmował. Byłam jak owca bez pastucha. Tylko siedemnastoletnia, zwariowana dziewczyna mogła wybrać dla rosyjskiej poetki tatarskie  nazwisko. Jest to nazwisko ostatnich tatarskich  książąt z Ordy. Na pomysł pseudonimu  wpadłam dlatego, że  papa  dowiedziawszy   się  o   moich wierszach powiedział: „Nie ściągaj wstydu na moje nazwisko". - Nie potrzebuję wcale twojego nazwiska! - odpowiedziałam.
Podała mi korektę z „Leningradu". Przeczytałam i zaproponowałam zmiany w interpunkcji, żeby uwydatnić kształt rytmiczny. Zgodziła się na wszystko.
-   Że też Pan Bóg może obdarzać człowieka takim talentem! - powiedziała Anna Andriejewna patrząc mi przez ramie, kiedy robiłam poprawki.  - Nie nauczyłabym się tego do końca życia.
Było to bardzo śmieszne. 
Weszła Tania.
-  Anno Andriejewna, proszę przyjść przymierzyć suknię!
Anna Andriejewna zawahała się, ale wytłumaczyłam, że i tak muszę wybiec na jakieś piętnaście minut, żeby coś załatwić.
Kiedy wróciłam, Anna Andriejewna była już u siebie i czekała na mnie w płaszczu. Słońce na ulicy już jednak przygasło. Poszłyśmy do ogrodu przy Zamku Inżynieryjnym.
-  Widzę,  że lubi pani ten ogród? - powiedziałam.
- Tak,  to moja stała rezydencja... A suknia jest koszmarna... Wie pani kto ją szyje? Hydraulikowa. Żona hydraulika.
Andriej Gorienko, starszy brat Anny.
Usiadłyśmy na ławeczce zalanej słońcem.  Miałyśmy przed sobą dwie brzozy, a ich białe pnie oświetlone były tak ostro, że aż oczy bolały. [...]
Poszłyśmy przez Fontankę w stronę Ogrodu Letniego. Na dziedzińcu Domu Inżynieryjnego musztrowano żołnierzy. Od Pola Marsowego dolatywała muzyka. Z Pantelejmowskiej dostrzegłyśmy, że powiewały tam sztandary. Anna Andriejewna usiłowała wypatrzyć co się dzieje, ale na Pantelejmowskiej było gęsto od ludzi i od samochodów. Nic nie było widać. W lakierowanych karoseriach i szybach samochodów odbijało się stonce i oślepiało nas. Zawróciłyśmy do domu.
Długo nie mogłyśmy przejść przez Fontankę - bała się.
- Jakże ja zazdroszczę tym, którzy się nie boją!
Opowiedziała mi o  swoim bracie, który otruł się, kiedy dziecko umarło mu na malarię.
- Pozostawił nam wspaniały list. Nie było tam ani słowa o śmierci, kończył się tak: „Całuję ręce mamy, które pamiętam kiedy były takie piękne i delikatne, a które teraz są  takie pomarszczone". Żona jego też zażyła truciznę, ale kiedy wyważono drzwi i ludzie weszli do pokoju, jeszcze oddychała. Uratowano ją. Była wtedy w ciąży i urodziła zupełnie zdrowe dziecko.
Lidia Czukowska, Zapiski o Annie Achmatowej, tłum. Eugenia Siemaszkiewicz, Przedświt 1989, s. 56-57.