Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czechow Antoni. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czechow Antoni. Pokaż wszystkie posty

sobota, 26 kwietnia 2014

Odcinek 1030: Antoni Czechow, 1901 rok

List Antoniego Czechowa do Olgi Knipper

26 kwietnia 1901, Jalta
Olga Knipper i Antoni Czechow.
Piesku mój, Olka! Przyjadę na początku maja.
Jeżeli dasz mi słowo honoru, że żywa dusza w Moskwie nie dowie się o naszym ślubie, póki się nie odbędzie — ożenię się z Tobą choćby tego samego dnia, kiedy przyjadę. Nie wiem czemu, ale okropnie lękam się ceremonii ślubnej i składania życzeń, i szampana, który należy trzymać w ręku z jakimś zgoła nieokreślonym uśmiechem. Dobrze byłoby z cerkwi skoczyć nie do domu, tylko wprost do Zwienigorodu. [...]
U mnie wszystko w porządku, oprócz jednego drobiazgu — zdrowia. [...]
Ściskam Cię, Olu.
Twój Antoine
Antoni Czechow, Listy, t. 2, oprac. Natalia Modzelewska, tłum. Natalia Gałczyńska, Ałła Sarachanowa, Wydawnictwo Literackie 1988, s. 319.

wtorek, 25 marca 2014

Odcinek 998: Antoni Czechow, 1891 rok

List Antoniego Czechowa do rodziny

25 marca 1891 roku, Wenecja
Mal. F. Hugo D Alesi,1890 r.
Urzekająca, błękitnooka Wenecja śle Warn wszystkim pozdrowienia. Ach, signore e signori, jakiż to cudowny gród! Wyobraźcie sobie miasto pełne domów i kościołów, jakich nie widzieliście nigdy w życiu: architektura upajająca, wszystko wokół wytworne i lekkie niczym gondole ptakom podobne. Takie domy i kościoły mogą być dziełem wyłącznie ludzi obdarzonych olbrzymim smakiem artystycznym i muzycznym oraz lwim temperamentem. [...]
Są ulice szerokie jak Newski, są też takie, że wystarczy rozstawić ręce, by zagrodzić całą uliczkę. Śródmieście to plac Świętego Marka ze słynną katedrą pod wezwaniem tegoż świętego. Katedra wspaniała, zwłaszcza z zewnątrz. Obok Pałac Dożów, w którym Otello tłumaczył się przed dożą i senatem.
W ogóle nie znajdziesz tu zakątka, który by nie wzruszał i nie przywoływał wspomnień. Tak na przykład domek Desdemony robi wrażenie, które potem człowieka prześladuje.
Najlepsza pora w Wenecji to wieczór. Po pierwsze gwiazdy, po drugie kanały, w których odbijają się światła i gwiazdy, po trzecie gondole, gondole wyłaniające się z mroku niczym żywe stworzenia. Po czwarte, człowiek jest bliski płaczu, bo naokoło brzmi znakomita muzyka i śpiewy. Oto płynie gondola przystrojona kolorowymi lampionami; światła wystarcza, by dojrzeć w środku kontrabas, gitarę, mandolinę, skrzypce... Oto następna, taka sama gondola... Śpiewają kobiety i mężczyźni, i to jak śpiewają! Istna opera. [...]
W przyszłym roku wybierzemy się wszyscy razem do Wenecji na letnisko.
Powietrze huczy od dzwonów. Przyjaciele Tunguzi, przejdźmy na katolicyzm! Gdybyście wiedzieli, jak pięknie dźwięczą w kościołach organy, jakie tu rzeźby, jakie ładne Włoszki klęczą z modlitewnikami w dłoniach!
Dość jednak, życzę Warn zdrowia, nie zapominajcie o mnie, wielkim grzeszniku. [...]
Koncert na placu świętego Marka w Wenecji, 1890-1900 r.
Antoni Czechow, Listy, t. 2, oprac. Natalia Modzelewska, tłum. Natalia Gałczyńska, Ałła Sarachanowa, Wydawnictwo Literackie 1988, s. 28-29.

sobota, 21 września 2013

Odcinek 813: Antoni Czechow, 1898 rok

List Antoniego Czechowa do Lidii Mizinowej

21 września 1898, Jałta
Lidia Mizinowa i Antoni Czechow.
Miła Liko, o wilku mowa. Koncertują tu Szalapin i Rożański, byłem wczoraj z nimi na kolacji i rozmawialiśmy o Pani. Gdyby Pani wiedziała, jaką radość sprawiła mi swym listem! Zresztą jest Pani okrutna, gruba i radości mej nie zrozumie. Owszem, jestem w Jałcie i zostanę tu, dopóki nie spadnie śnieg. Z Moskwy nie chciało mi się wyjeżdżać, ach, jak nie chciało, ale trzeba było: pozostaję do dziś w nieślubnym związku z bakcylami, a wszystkie rozmowy o tym, że wyglądam dobrze i nawet przytyłem, to banialuki. Wiadomość o moim ożenku to też bajda puszczona w świat przez Panią. Pani dobrze wie, że nigdy się nie ożenię bez Jej pozwolenia, jest Pani tego pewna, a mimo to rozpowszechnia niemądre pogłoski, kierując się przypuszczalnie logiką starego myśliwego, który sam nie strzela z fuzji i drugiemu nie daje, tylko utyskuje i chrząka leżąc na zapiecku. Nie, droga Liko, nie! Nie ożenię się bez Pani zgody, co więcej — nim się ożenię, zdążę jeszcze dać Pani pieprzu, przepraszam za wyrażenie. Niech no Pani przyjedzie do Jałty!
Lidia Mizinowa.
Będę czekał cierpliwie na list i fotografię, na której Pani, jak sama pisze, podobna jest do starej wiedźmy. Czekam, miła Liko, chcę zobaczyć Panią przynajmniej na fotografii. Nie zaliczam się, niestety, do Pani przyjaciół i wszystko, o co Panią prosiłem, pozostawało zawsze nie spełnione. Swojej fotografii przysłać nie mogę, bo jej nie mam i nieprędko będę miał. Nie fotografuję się teraz.
Mimo surowych zakazów ucieknę chyba w styczniu na parę dni do Moskwy, bo jak nie — powieszę się z nostalgii. A więc spotkamy się niedługo? W takim razie proszę mi przywieźć z zagranicy kilka krawatów, zwrócę Pani pieniądze.
Z Moskwy pojadę do Francji albo do Włoch.
Niemirowicz i Stanisławski mają bardzo interesujący teatr. Śliczne aktoreczki. Gdybym został tam jeszcze trochę, straciłbym głowę. Im jestem starszy, tym częściej i mocniej wre moja krew. Niech Pani to sobie zakarbuje w pamięci. Ale proszę się nie obawiać, nie zrobię przykrości Pani przyjaciołom i nie odważę się na to, na co oni się odważyli tak skutecznie.
Powtarzam: Pani list sprawił mi bardzo, bardzo wielką radość, boję się tyko, że Pani w to nie uwierzy i odpowie mi nieprędko. Przysięgam, Liko, że jest mi bez Pani smętnie.
Niech więc Pani nadal będzie zdrowa i szczęśliwa, życzę dalszych poważnych sukcesów. Wczoraj przy kolacji chwalono Panią jako śpiewaczkę, a ja się cieszyłem. Niech Bóg ma Panią w swej opiece.
Oddany A. Czechow

Antoni Czechow, Listy, t. 2, oprac. Natalia Modzelewska, tłum. Natalia Gałczyńska, Ałła Sarachanowa, Wydawnictwo Literackie 1988, s.198-199.

piątek, 17 maja 2013

Odcinek 694: Antoni Czechow, 1891 rok

List Antoniego Czechowa do Lidii Mizinowej 

17 maja 1891 roku, Aleksin
Mangusta (Herpestes ichneumon).
Liko złota, perłowa i jedwabna! Mangusta przedwczoraj uciekła i więcej nie powróci. Zdechła. To pierwsza nowina.
Po drugie, opuszczamy nasze letnisko i przenosimy rezydencję na piętro domu Bylima-Kołosowskiego [...]
Ach, piękna Liko! Gdy Pani łkając skrapiała nasze ramię łzami (wywabiłem plamy benzyną), gdy pałaszowała kęs za kęsem nasz chleb i naszą wołowinę, pożeraliśmy chciwym spojrzeniem Pani twarz oraz karczek. Ach, Liko, Liko, piękności szatańska! Jeżeli podczas spaceru z jakimś osobnikiem lub na zebraniu w Towarzystwie przytrafi się Pani to, o czym rozmawialiśmy, proszę nie popadać w rozpacz, tylko przyjechać do nas — rzucimy się z rozpędu w Pani ramiona.
Życzę Pani, żeby spożywając kolację z Trophimem w „Alhambrze" niechcący wykłuła mu widelcem oczy.
Znany Pani przyjaciel
Hunyadi Janos [węgierski bohater narodowy]
Antoni Czechow, Listy, t. 2, oprac. Natalia Modzelewska, tłum. Natalia Gałczyńska, Ałła Sarachanowa, Wydawnictwo Literackie 1988, s. 35.

wtorek, 16 kwietnia 2013

Odcinek 664: Antoni Czechow, 1893 rok

List Antoniego Czechowa do Mikolaja Lejkina

16 kwietnia 1893 roku, Mielichowo 
Antoni Czechow z jamnikiem.
Najzacniejszy Panie Mikołaju, wczoraj dotarły do nas nareszcie jamniki. W drodze ze stacji bardzo się zmęczyły, zmarzły, zgłodniały i dlatego ich radości po przybyciu nie da się z niczym porównać. Uganiały po wszystkich pokojach, łasiły się, szczekały na służbę. Potem dostały jeść i poczuły się całkiem jak u siebie w domu. W nocy wygrzebały ze skrzynek na kwiaty ziemię z nasionami i wywlokły z przedpokoju wszystkie kalosze, które porozrzucały po całym domu, a rano, kiedy wyprowadziłem je do ogrodu, przyprawiły o zgrozę nasze psy podwórzowe, które nigdy w życiu nie widziały takich pokrak. Suczka jest sympatyczniejsza niż pies: u psa nie tylko tylne łapy, ale i pysk, i zad niewydarzone. Ale oczy mają pełne dobroci i wdzięczności. Czym je Pan karmił i jak często? Jak je nauczyć, żeby nie załatwiały swych potrzeb w pokojach? — itd. Jamniki wzbudziły ogólną sympatię i są ośrodkiem zainteresowania. Ogromnie Panu dziękuję. [...]
Antoni Czechow, Listy, t. 2, oprac. Natalia Modzelewska, tłum. Natalia Gałczyńska, Ałła Sarachanowa, Wydawnictwo Literackie 1988, s. 97.

środa, 27 marca 2013

Odcinek 644: Antoni Czechow, 1894 rok

List Antoniego Czechowa do Lidii Mizinowej

27 marca 1894 roku, Jałta
Antoni Czechow.
Droga Liko, dziękuję za list. Chociaż straszy mnie Pani, że wkrótce umrze, chociaż droczy się, że dałem Jej kosza, mimo to dziękuję. Doskonałe wiem, że Pani nie umrze i że kosza nikt Pani nie dawał.
Jestem w Jałcie i nudzę się tutaj, nawet bardzo się nudzę. Miejscowa, że tak powiem, socjeta wystawia Fausta, bywam na próbach, patrzę z rozkoszą na cały klomb czarnych, rudych, lnianych i popielatych główek, słucham śpiewu i jem; u przełożonej żeńskiego gimnazjum jem czebureki i baraninę z kaszą; w ziemiańskich domach jem zupę szczawiową; w cukierni też jem, u siebie w hotelu również. Kładę się o dziesiątej wieczór, wstaję o dziesiątej rano, po obiedzie też wypoczywam i mimo to nudzę się, droga Liko. Nie dlatego, że nie ma przy mnie „moich dam", ale dlatego, że północna wiosna jest piękniejsza od krymskiej i jeszcze dlatego, że mnie ani na chwilę nie opuszcza myśl: muszę, koniecznie muszę pisać. Pisać, pisać i pisać. A ja uważam, że bez próżnowania nie ma prawdziwego szczęścia. Mój ideał: próżnować i kochać pulchną dziewczynę. Czuję największą przyjemność, gdy chodzę, siedzę i nic nie robię; moje ulubione zajęcie to zbieranie rzeczy nikomu niepotrzebnych (listeczków, słomy itd.) oraz czynności bezużyteczne. A przecież jestem pisarzem, powinienem więc pisać nawet tu, w Jałcie. Kochana Liko, kiedy zostanie Pani słynną śpiewaczką i otrzyma dobrą pensję, poproszę o jałmużnę: niech Pani mnie ożeni ze sobą i weźmie na swoje utrzymanie, żebym mógł nic nie robić. A jeżeli Pani istotnie umrze, zwrócę się z tym do Wari Eberle, w której się kocham, jak Pani wiadomo. Jestem tak zgnębiony ciągłą myślą o powinności pisania, że już od tygodnia bez przerwy dokucza mi arytmia serca. Obrzydliwe uczucie.
Lidia Mizinowa.
Sprzedałem swoją lisiurę za dwadzieścia rubli. Warta jest sześćdziesiąt, ale właściwie futra już z niej wylazło za czterdzieści rubli, więc dwadzieścia to niezła cena. Agrest jeszcze tu nie dojrzał, ale jest ciepło, pogodnie, drzewa zielenieją, morze wygląda jak w lecie, panny tęsknią za uczuciem, a mimo to wolę rosyjską północ od południa, przynajmniej na wiosnę. U nas przyroda smutniejsza, bardziej liryczna i bardziej lewitanowska, a tu ni pies, ni wydra — zupełnie jak ładny, dźwięczny, lecz zimny wiersz. Ze względu na arytmię już od tygodnia nie piję wina i dlatego wszystko, co mnie otacza, wydaje mi się jeszcze uboższe. A jak tam Pani w Paryżu? Jak Francuzi? Podobają się Pani? No to, hejże!
Mirow dał tu koncert i zarobił na czysto sto pięćdziesiąt rubli. Ryczał jak krowa, ale miał kolosalne powodzenie. Ogromnie żałuję, że nie uczyłem się śpiewu; też mógłbym tak ryczeć, bo mam gardło zasobne w tony chrypiące — mówią, że oktawa co się zowie. Nie brakłoby mi ani zarobków, ani powodzenia u pań.
W czerwcu nie ja przyjadę do Paryża, tylko Pani do Mielichowa; przygna Panią tęsknota za ojczyzną. Nie obejdzie się bez tego, żeby nie przyjechać do Rosji choć na jeden dzień. Niech się Pani umówi z Potapienką, który w lecie wybiera się do Rosji. Wtedy podróż wypadnie taniej. On kupi bilet, a Pani zapomni mu zwrócić pieniądze (to dla Pani nie pierwszyzna). Jeżeli Pani nie przyjedzie, sam wybiorę się do Paryża. Mam jednak pewność, że Pani przyjedzie. Byłoby wprost nie do pomyślenia, żeby się Pani nie postarała zobaczyć z dziadkiem Sablinem.
Liko, życzę pani zdrowia, spokoju, szczęścia i zadowolenia. A także sukcesu. Pani jest mądrą kobietą.
Gdyby Pani zechciała uszczęśliwić mnie listem, to proszę adresować do Mielichowa, gdzie wkrótce będę. Bez zwłoki odpiszę na każdy list. Obie ręce Pani całuję.
Oddany A. Czechow
Wari Eberle kłaniam się pięknie.
Czechow z Lidią i siostrą, Marią w Mielichowie, 1892 rok
Antoni Czechow, Listy, t. 1, oprac. Natalia Modzelewska, tłum. Natalia Gałczyńska, Ałła Sarachanowa, Wydawnictwo Literackie 1988, s. 115-116.

Miło nam poinformować, że "Płaszcz zabójcy" znalazł się wśród blogów polecanych przez Instytut Książki. Dziękujemy za wyróżnienie.

sobota, 13 października 2012

Odcinek 479: Antoni Czechow, 1888 rok

List Antoniego Czechowa do brata, Aleksandra

13 października 1888, Moskwa
Pijaku!
[...] Suworin mnie powiadomił, że ponoć wyłoił Ci skórę jakiś oficer, który odgrażał się, że zabije przy okazji także Fiodorowa i Suworina. Oznajmiając mi ową miłą familijną nowinę, Suworin dobrodusznie, a la stryjek Mitrofan, zapytał: Co to znaczy opilstwo? Mój  teść też pił nałogowo... — itp. Wytłumaczyłem mu, co znaczy opilstwo, ale halucynacje wykluczyłem. Sprawę z oficerem objaśniłem inaczej: napisałem, że masz po pijanemu skłonność do przesady i ekstazy — wszystko Ci się plącze, zapominasz o swej randze i pozycji, wydymasz dolną wargę, pleciesz bzdury, krzyczysz na cały świat, żeś Czechow, a rano rzygasz... Wieczorem i nocą blagujesz, rano wymiotujesz... Prosiłem go, żeby Cię przepędził albo oddał pod nadzór Żytielowi. [...]
Po kiego diabła pijesz? Pić można w dobrym towarzystwie, ale nie solo czy cholera wie z kim. Stan podchmielenia to znakomity humor, uniesienie — no więc pij tak, żeby się wprawić w euforię, ale czynić z wódki ponury, obrzydliwy środek wymiotny — tfu! [...]
W stosunkach z ludźmi nie skąp szczerości i serca ani prostoty w obejściu, powściągnij natomiast elokwencję. Bądź ostry, gdy Cię rozzłoszczą, wesoły — gdy rozśmieszą, odpowiadaj, gdy zapytają. Ojciec uśmiechał się do gości i klientów nawet wtedy, gdy mdliło go od szwajcarskiego sera; odpowiadał Pokrowskiemu, przez niego nie pytany; pisał w podaniach do Mme Alferaki i w listach do Szczerbinej rzeczy, jakich pisać nie należało... Jesteś w tym względzie wykapany fater! Na przykład: jeśli istotnie oberwałeś od oficera, po co o tym trąbić wszem wobec? Oberwałeś — trudno, ale redakcji nic do tego: ani pomóc Ci nie może, ani sama uniknąć lania. [...]
Bądź zdrów i kłaniaj się swym szczeniętom.
Twój A. Czechow
Antoni Czechow, Listy, t. 1, oprac. Natalia Modzelewska, tłum. Natalia Gałczyńska, Ałła Sarachanowa, Wydawnictwo Literackie 1988, s. 192-193.

środa, 25 lipca 2012

Odcinek 399: Antoni Czechow, 1888 rok

List Antoniego Czechowa do Aleksego Suworina

25 lipca 1888 roku, Suchum
Abchazja.
Piszę z Abchazji! Noc spędziłem w klasztorze Nowy Afon, a dziś od rana jestem w Suchumie. Przyroda zdumiewająca — do szaleństwa, do rozpaczy. Wszystko zaskakujące, bajkowe, głupie i poetyckie. Eukaliptusy, krzewy herbaciane, cyprysy, cedry, palmy, osły, łabędzie, bawoły, szaro-niebieskie żurawie, a przede wszystkim góry, góry i góry — bez końca i kresu... Siedzę teraz na balkonie, na dole leniwie przechadzają się Abchazi w strojach karnawałowych kapucynów; naprzeciwko bulwar z drzewkami oliwkowymi, cedrami i cyprysami, za bulwarem ciemnobłękitne morze.
Upał nie do wytrzymania! Gotuję się we własnym pocie. Czerwone wiązanie kołnierza sflaczało od potu i puściło sok; koszula, czoło i pachy zupełnie mokre. Ratuję się jak mogę kąpielą... Zapada zmierzch... Niedługo pojadę na statek. [...]
W Afonie poznałem archijereja Giennadija, biskupa suchumskiego, który konno objeżdża swoje włości. Ciekawe indywiduum.
Kupiłem matce święty obrazek, przywiozę.
Gdybym pomieszkał w Abchazji choć miesiąc, napisałbym pewnie z pół setki urzekających baśni. Z każdego krzaczka, ze wszystkich cieni i półcieni na stokach gór, z nieba i morza wyziera tysiące tematów. Jestem świnia, że nie umiem rysować.
Życzę zdrowia. Niech anioły niebieskie czuwają nad Panem. [...]
Antoni Czechow, Listy, t. 1, oprac. Natalia Modzelewska, tłum. Natalia Gałczyńska, Ałła Sarachanowa, Wydawnictwo Literackie 1988, s. 174.

piątek, 18 maja 2012

Odcinek 331: Antoni Czechow, 1891 rok

List Antoniego Czechowa do Aleksego Suworina, dziennikarza, wydawcy i pisarza

18 maja 1891 roku, Aleksin
Antoni Czechow. Zdjęcie z 1893 roku.
Wesel się i raduj, Syjonie! Mieszkałem najpierw w drewnianym domu, cztery minuty pieszo od brzegu Oki; wokół — letniska, letnicy, brzozy i nic poza tym. Znudziło mi się w końcu. Potem poznałem pewnego dziedzica, niejakiego Kołosowskiego, i wynająłem w jego zaniedbanym poetyckim dworze górne piętro dużego kamiennego domu. Cóż za urocze miejsce, gdyby Pan wiedział! Pokoje olbrzymie jak w resursie szlacheckiej, park cudowny, z takimi alejami, jakich nigdy dotąd nie widziałem, rzeka, staw, cerkiew dla moich staruszków i wszelkie możliwe wygody. Kwitną bzy, jabłonie, słowem — błogostan! Dziś przeprowadzam się na nowe miejsce porzucając letnisko. Letnisko wynająłem za 90 rubli, w majątku zaś zapłacę 160. Drogo mnie wyniesie to lato.
Może by Pan przyjechał tu na ryby? Zatrzęsienie raków i karasi. [...] Przyrzekłem sobie nie drukować sachalińskich materiałów w żadnych pismach i gazetach, ale gdyby Pan wiedział, jak mnie teraz kusi! Już dziś mógłbym wysłać Panu materiał na 100 złotych ludwików.
Wczoraj przez cały dzień ślęczałem nad sachalińskim klimatem. Niełatwo pisać o podobnych rzeczach, w końcu złapałem jednak diabła za ogon. Dałem taki opis klimatu, że przy czytaniu robi się zimno. A jakie niemiłe jest operowanie cyframi!
Wstaję codziennie o piątej rano; na starość będę chyba wstawał o czwartej. Moi przodkowie wstawali bardzo wcześnie, nim pierwszy kur zapiał. Zauważyłem, że ludzie wstający bardzo wcześnie mają zamiłowanie do nieustannej krzątaniny, z czego wynika, że będzie ze mnie wiecznie krzątający się niespokojny staruszek. [...]
Antoni Czechow, Listy, t. 2, oprac. Natalia Modzelewska, tłum. Natalia Gałczyńska, Ałła Sarachanowa, Wydawnictwo Literackie 1988, s. 35-36.