Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czapski Józef. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czapski Józef. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 25 listopada 2013

Odcinek 878: Józef Czapski, 1978 rok

Z dziennika Józefa Czapskiego

25 listopada 1978 roku
[...] Opowiadanie Maryśki: Robotnik w Katowicach [Kazimierz Świtoń], jego próby
Kazimierz Świton (1), zdjęcie wykonane
przez funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa.
stworzenia niezależnego związku górniczego, ciężko pobity przez paru bezpiekowiczów w cywilu, wrzucony do auta, gdzie już siedziało trzech w mundurze bezpieki — wywieziony do więzienia. Proces, ani jeden świadek z tych, których podała żona, nie był dopuszczony. Adwokat, który sprawy KOR-u i innych broni, niedopuszczony, proces wciąż odkładany.
Sąd ostatecznie się odbył. W malutkiej salce, gdzie znów nikt zmieścić się nie mógł. Kobieta, która podczas rozprawy wzięła do ust cukierek, bo zaczęła kaszleć — „to nie cukiernia, proszę wyjść". Chłopiec, który stał pod ścianą — „nie ma miejsca, proszę wyjść". Skazany na dwa miesiące; z Krakowa byli Kornel Filipowicz, Jan Józef Szczepański. Przy wyjściu ten wyrzucony chłopak zaczął śpiewać: ,Jeszcze Polska", a jeden z obecnych rzucił: „Co za pajac". Ci najbliżsi, którzy asystowali, odprowadzili skazanego do więźniarki, która go wywiozła do więzienia. „Dziękuję państwu, że przyszliście, zapraszam was na herbatę do domu — mnie nie będzie, ale moja żona was przyjmie", i tak było. Ona taka sama, twarda i niezłomna jak on. Dziewczynkę ktoś spytał, czy słucha Wolnej Europy, odpowiada: „Tak, słucham, to moja ulubiona stacja".
Jacek miał już gotowy świetny odczyt w rocznicę niepodległości 1918, przepracowany, wycyzelowany, który mówił, co się działo w tamtych latach w dziedzinie kultury w Polsce. Wstrząśnięty tym procesem, dodał półtorej strony o bezprawiu dziś, że walka o kulturę w kraju, gdzie nie rządzi prawo, to fresk malowany na murach domu, murach, które się walą. Odczyt świetny, mówił razem z Gieysztorem i Kieniewiczem.
Już w szatni ktoś słyszał rozmowę: „To jest niedopuszczalne, idę do ministerstwa zaraz".
Dziś znowu telefon o aresztowaniu 12 studentów uniwersytetu lubelskiego, po paru godzinach ich wypuszczono — ale takie aresztowanie grozi ciężkimi skutkami w dalszej możliwości studiów.
Józef Czapski, Wyrwane strony, Fundacja Zeszytów Literackich 2010, s. 221.

niedziela, 23 czerwca 2013

Odcinek 723: Józef Czapski, 1965 rok

Z dziennika Józefa Czapskiego

Środa, 23 VI 1965 roku
Józef Czapski.
Duże płótno, białe lilie, wielki bukiet w ciemnym wazonie na wiśniowo-czarnej pokrywie pluszowej. Cały dzień. Tak jak dziś trzeba by malować co dzień, wtedy można by dojść do prac zrealizowanych, a nie tylko zamierzonych i zarwanych w drodze. (Delacroix pono malował zawsze osiem godzin dziennie). Pod koniec dnia parę położeń za gęstych, nie tak całościowych, i już niebezpieczeństwo, że mogę zepsuć wszystko. Ale i to nie dramat, jeżeli tak trzeba, jeżeli i to będzie porażka, gorzej, jeżeli rezultat dany jest ci droższy niż krok naprzód w świadomości. Trzeba iść dalej z całą bezwzględnością, płótno musi być do końca en peril de mort, zagrożone śmiercią — inaczej to już szlifowanie i zatrzymanie. Ile Cezanne swych płócien rzucał w trawę czy na drogę, wracając z pejzażu, ile jego syn pociął nożyczkami, jak to, które posiadał Vollard z wykrojonymi przez syna okienkami namalowanego domu, ile obrazów zniszczył Soutine (wykupywał je nawet, by niszczyć). My teraz nad tym płaczemy, ale czy bez tej potrzeby bezwzględnej w sobie, posuwania się wciąż dalej poprzez nieustanne ofiary — Cezanne, Soutine zdobyliby tę qualite jedyną ich płócien i ten ładunek, który nas żywi.
Gaxotte w „Figaro" z 22 czerwca o Journal des Goncourt; wspomina o tym, że w 1895 nie ma tam wzmianki o pierwszym kinematografie, Goncourt nie zauważył epokowego wydarzenia tamtego roku. Gaxotte dodaje: „Doszedł do wieku, gdzie nie lubimy, by nam przeszkadzano w naszych myślowych przyzwyczajeniach". Czy tego trzeba się tak wystrzegać, wystrzegać jak wszelkiej rutyny myślowej? Ale to może także chronić, przed gonieniem za nowinkami, nieustannym przesiadaniem się z konia na konia, z uczuciem, że przez to zajedziemy dalej. Ile czasu zabiera to przesiadanie się i poznawanie nowego konia. Nawet późny Manet, porwany przez impresjonizm młodszych od siebie malarzy, nie był lepszy od Maneta hiszpańskiego (Umarły torreador) o mocnych, konsekwentnych (potem rozsypujących się) walorach i aksamitnych (potem porzuconych) czerniach. Ten sam impresjonizm odkrył van Goghowi cały świat barwy, jego świat. [...]
Józef Czapski, Wyrwane strony, Fundacja Zeszytów Literackich 2010, s. 67-69.

środa, 6 lutego 2013

Odcinek 595: Józef Czapski, 1963 rok

List Józefa Czapskiego do Oli i Aleksandra Watów

6 lutego 1963 roku M. Laffitte 
Józef Czapski, Autoportret na tle okna.
Wacięta moje kochane
Za listy ciekawe ze stu nowinkami pismem prawie że tajemnym pisane — za piękną dziewczynkę z rozpuszczonym włosem przez Olę malowaną, którą powiesiłem na ścianie pracowni mojej — dziękuję szczerze — nie umiem reagować „ebenbürtig" [równorzędnie], bo Wy tam pomimo śniegów przecież pośród cyprysów, oliwek, a my zamiast cyprysa mamy Zosię, zamiast oliwek — flaki z olejem Zygmunt [Hertz], a zamiast słońca, które przecie nawet w chłodne dnie ogrzewa Messuguiere, mamy un astre froid et mysterieux — naszego wodza [aluzja do Jerzego Giedroycia] — który na ciemnym tle politycznym świeci nam z bardzo, bardzo daleka i bardzo, bardzo wysoka.
Mrozy są takie, że ludziom pomarznięte nosy i uszy padają na ulice, tak że wciąż po uszach i nosach musimy deptać jadąc do Paryża.                                                                                     
Karolina Sobańska.
Dlatego też wolimy siedzieć w domu, robimy o s t a t n i ą korektę Mickiewicza Maryni [siostra Józefa Czapskiego] i indeks — Marynia ma conocne (naprawdę!) bezsenności — bo nie wie, czy Noego i Brutusa także w indeksie pomieścić i kto był, a kto nie był, potomkiem księcia Giedymina. Ja po raz trzeci przeczytałem, jak ojciec Mickiewicza Adama „siła kłaków wyrwał z brody" konkurenta adwokata, no i że [Andrzej] Towiański „w brodę pocałował młodziutką panią Kaźmierowską" i zwolnił ją z przysięgi małżeńskiej, bo mąż był stary, a poza tym jeszcze po raz trzeci musiałem czytać wszelkie sprośności Pani Karoliny Sobańskiej, naszej dalekiej krewnej, która pisała donosy na wszystkich Polaków, w s t y d z i ł a  się, że należy do tej okropnej polskiej nacji i stwierdzała w liście do szefa żandarmerii Benkendorffa qu'elleaime l'Empereur plus que la religion" [że kocha cesarza bardziej niż religię]. [...]
Wybaczcie moi mili list tak słabo dowcipny, ale cały dzień w Paryżu, [...] a teraz leżę bez ducha pod kołdrą w zimnym pokoju i rad tracę wiarę, że kiedyś wróci wiosna czy choć odwilż do naszych zamarzniętych krajów.
Co do Jarosława [Iwaszkiewicza] — zdaje mi się, że Wam go musiałem źle opisać, bo na nas zrobił wrażenie nieoczekiwanie dobre, nawet te jego łapy zdały się nam mniej łapami d'un egorgeur [dusiciela] — i o Tobie, Olku, mówił niewiele, ale ciepło, kategorycznie obiecywał próbować Cię wydać. [...] 

Całuję Was i wybaczcie list na granicy idiotyzmu, ale nie stać mnie na inny, a i już bardzo chciałem z Wami pogadać. Tyle rzeczy, których nikomu nie można powiedzieć, bo ludzie nie mają humoru i chadza jeden koło drugiego na sztywnych nogach.[...] 
Wasz „najpokorniejszy i najposłuszniejszy sługa Waszej Ekscelencji", to też przepisałem od cioci Karoliny —
Józef
Aleksander Wat, Korespondencja, wybór i opracowanie Alina Kowalczykowa, cz. 2, Czytelnik 2005, s. 41-44.