Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Custine Astolphe-Louis-Léonor de. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Custine Astolphe-Louis-Léonor de. Pokaż wszystkie posty

sobota, 19 lipca 2014

Odcinek 1114: Markiz Astolphe-Louis-Léonor de Custine, 1839 rok

Z listu markiza de Custine

Petersburg, 19 lipca 1839 roku

...Trzeba być Rosjaninem, a nawet cesarzem, by się nie poddawać zmęczeniu petersburskim życiem w tej chwili: wieczorami takie festyny, jakie widuje się tylko w Rosji, rano dworskie gratulacje, ceremonie, przyjęcia, lub też uroczystości publiczne, parady na morzu i na lądzie, okręt o 120 armatach spuszczony na Newę przed całym dworem powiększonym o całe miasto: oto, co pochłania moje siły i zajmuje moją ciekawość. Przy tak wypełnionych dniach korespondencją staje się niemożliwa.
Spuszczenie okrętu na Newę, 1839 rok.
Kiedy Ci mówię, że złączone miasto i dwór widziały spuszczenie okrętu na Newę — największego okrętu jaki się na niej pojawił — nie wyobrażaj sobie z tego powodu, że na tym święcie żeglugi były tłumy: czterysta czy pięćset tysięcy ludzi zamieszkałych w Petersburgu gubi się w obszernym obwodzie tego ogromnego miasta o sercu z granitu i spiżu, o ciele z gipsu i zaprawy murarskiej i o krańcach z malowanego drewna i zgniłych desek. Deski te są posadzone na kształt wału ochronnego wokół pustego moczaru. To miasto bajecznie wspaniałe, kolos na glinianych nogach, nie jest podobne do żadnej ze stolic cywilizowanego świata, chociaż aby je zbudować skopiowano je wszystkie. Ale człowiek będzie szukał na próżno wzorów na końcu świata, jego panami są gleba i klimat, one zmuszają go do robienia nowych rzeczy, chociaż wolałby tylko odtwarzać antyk.
Widziałem Kongres Wiedeński, ale nie przypominam sobie żadnego przyjęcia, które dałoby się porównać pod względem bogactwa klejnotów, strojów, różnorodności i zbytku mundurów ani pod względem rozmachu i organizacji całej imprezy z bankietem wydanym przez cesarza w wieczór ślubu jego córki w tym samym spalonym rok temu pałacu Zimowym, który się odradza z popiołów na głos jednego człowieka.
Piotr Wielki nie umarł. Jego siła duchową wciąż żyje, wciąż działa: Mikołaj jest jedynym władcą rosyjskim, jakiego miała Rosja od czasów założyciela jej stolicy.
Bal. Ilustracja do Eugeniusza Oniegina A. Puszkina, mal. D. Bielukin.
...Ledwo odpocząwszy po balu dworskim mieliśmy wczoraj nową fetę w pałacu Michajłowskim, u wielkiej księżny Heleny, szwagierki cesarza.
...Wnętrze wielkiej galerii, gdzie tańczono, urządzone było z bajkowym zbytkiem. Tysiąc pięćset skrzyń i donic z najrzadszymi roślinami tworzyło wonny bukiet. W jednym z kątów sali, w gąszczu egzotycznych roślin, widniał basen ze świeżą i przezroczystą wodą, z której tryskał bez przerwy strumień. Ten wodotrysk oświetlony pękami świec, lśnił jak diamentowy pył i odświeżał powietrze poruszane bez przerwy ogromnymi gałęziami wilgotnych od deszczu palmowców i bananowców lśniących od rosy, a wicher walca unosił jego perły i rzucał je na mech pachnącego gaju. Rzekłbyś, wszystkie te cudzoziemskie rośliny o korzeniach ukrytych pod kobiercami zieleni rosną tu na własnym terenie, a orszak tancerek i tancerzy Północy przechadza się mocą czarów po tropikalnym lesie. Myślałem, że śnię. Nie był to tylko przepych, była to poezja. Blask tej czarodziejskiej galerii ustokrotniało także mnóstwo luster, jakiego nie widziałem jeszcze nigdzie... Nie wiadomo było, gdzie jesteśmy, zniknęły granice, wszystko stawało się przestrzenią, światłem, złoceniami, kwiatami, refleksami, iluzją, ruchy tłumu i sam tłum mnożyły się w nieskończoność... Nie widziałem czegoś tak pięknego.
...Podziwiaj więc z wszystkich sił i to, co Ci opisuję, i to, czego Ci odmalować nie mogę. [...]
Markiz de Custine, Listy z Rosji, tłum. Marian Górski, Wydawnictwo Aramis 1989, s. 84.

czwartek, 4 lipca 2013

Odcinek 734: Markiz Astolphe-Louis-Léonor de Custine, 1839 rok

Z listu markiza de Custine

Travemünde, 4 lipca 1839.
Markiz de Custine.
Dziś rano w Lubece właściciel zajazdu, dowiedziawszy się, że mam wsiąść na statek płynący do Rosji, wszedł do mego pokoju ze współczującą miną, która mnie rozbawiła. Ten człowiek jest sprytniejszy, umysł ma żywszy, bardziej szyderczy niż by można przypuszczać po płaczliwym tonie jego głosu i po jego francuskiej wymowie.
Dowiedziawszy się, że podróżuję tylko dla przyjemności, zaczął mi perswadować z niemiecką dobrodusznością, abym zrezygnował ze swego projektu.
— Znasz pan Rosję? — zapytałem.
— Nie, panie, ale znam Rosjan. Wielu ich przejeżdża przez Lubekę, a ja sądzę o kraju podług fizjognomii jego mieszkańców.
— Cóż więc takiego znajdujesz pan w wyrazie ich twarzy, co by .powinno mnie powstrzymać od udania się do nich?
— Panie, oni mają dwie fizjognomie — nie mówię o sługach, ci nie mają żadnej, mówię o panach; ci, gdy zsiadają ze statku, żeby się udać do Europy, mają minę swobodną, wesołą, zadowoloną — to konie, co zerwały uzdę, ptaki wypuszczone z klatki. Mężczyźni, kobiety, starzy i młodzi — wszyscy się cieszą jak uczniowie w czasie wakacji. Wracając, te same osoby mają twarze wydłużone, ponure, cierpiące; mówią krótko, strzępami zdań, czoło mają stroskane. Z tej różnicy wywnioskowałem, że kraj, który się opuszcza z taką radością, a do którego się wraca z takim żalem, to niedobry kraj.— Może masz pan rację — odparłem — ale pańskie uwagi świadczą o tym, że Rosjanie nie są tak skryci, jak się nam ich maluje; myślałem, że są nieprzeniknieni.
—  Są tacy u siebie, ale nie czują nieufności do nas, poczciwych Niemców — rzekł oberżysta wychodząc i uśmiechając się sprytnie.
Oto człowiek może nawet poczciwy, który bardzo się boi, by go nie wzięto za poczciwca! — pomyślałem śmiejąc się do siebie... Trzeba podróżować samemu, żeby wiedzieć, jak bardzo na charaktery wpływają reputacje, wyrabiane różnym narodom przez podróżników, często lekkomyślnych w swoich sądach z powodu lenistwa umysłowego. Każda jednostka usiłuje osobiście protestować przeciwko utartej opinii o swoich rodakach.

Petersburg, widok na Pałac Zimowy, 1839 r.,
mal. Wasilij Sadownikow.
Jutro wsiadam na statek i zniosę z radością wszystkie niewygody związane z podróżą, byleby mnie niósł w stronę pustkowi i stepów... Stepy! Ta wschodnia nazwa sama przez się budzi we mnie przeczucie niezmiernej a cudownej przyrody, nieci we mnie pragnienie zastępujące mi młodość, odwagę i przypominające mi, że przyszedłem na świat tylko po to, by podróżować; to przeznaczenie mojej natury. Ale czy mam coś wyznać? Może nigdy bym nie przedsięwziął tej podróży, gdyby w Rosji nie było stepów. Doprawdy obawiam się, że jestem za młody na nasze stulecie i na kraj, gdzie żyjemy...
Mój powóz już się znajduje na statku; jest to, twierdzą Rosjanie, jeden z najpiękniejszych parowców świata. Nazywa się „Mikołaj I". Statek ten palił się w zeszłym roku podczas rejsu z Petersburga do Travemünde, przerobiono go i od czasu tej naprawy jest to jego druga podróż. Wspomnienie o tej katastrofie, która zdarzyła się podczas pierwszej podróży, budzi teraz tylko lekki niepokój u pasażerów.
...Po przebudowie nasz piękny statek tak przecieka, że nie może dopłynąć do Petersburga — przesiądziemy się na inny w Kronsztadzie, a dwa dni później odzyskamy nasze powozy, które nam przyślą na trzecim statku, płaskodennym. Mnóstwo kłopotów, ale ciekawość, główna cecha podróżnika, jest silniejsza niż wszystko...
Markiz de Custine, Listy z Rosji, tłum. Marian Górski, Wydawnictwo Aramis 1989, s. 14—15.