Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Constant Benjamin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Constant Benjamin. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 23 stycznia 2014

Odcinek 937: Benjamin Constant, 1803 rok

Z dziennika Benjamina Constanta

23 stycznia 1803 roku
Portret damy, mal. Jens Juel (1745 - 1802).
Grałem z Amelią. Nie posiadała się z wesołości i bardzo była roztargniona w grze. Ale można iść o zakład, że nadzieja na małżeństwo, jakakolwiek jest, tyleż przyprawia ją o roztargnienie co o wesołość. Ta hałaśliwa wesołość ma wiele złych stron: paple o stu rzeczach bez dowcipu i miary, i ze wszystkich, co jej słuchają, ja w głębi serca słucham z najmniejszym zadowoleniem. Ale dwie rzeczy mnie uderzyły. Pierwsza, że łatwo byłoby nią kierować. Nie ma w niej nic ukrytego. Wcześnie osierocona i samotna, nie miała nikogo, kto interesowałby się jej wykształceniem. Uformowała się sama, na modłę społeczności, w której żyje, z mniejszym poczuciem miary niż inne, bo inne miały rodziców. Kilka zdań w rozmowie ze mną dowodzi, że chciałaby, aby ktoś nią pokierował, ale nikogo to nie obchodzi; na odwrót, prowokują ją do gadulstwa, bo im więcej dziwnych rzeczy mówi, tym lepiej się bawią. Po drugie, wolałbym mieć żonę nieoględną i nietaktowną niż tak rozważną jak Wiktoria. Ta stawiałaby mi opór, mówiła, co zechce, miała punkty oparcia. Amelię siłą rzeczy ujarzmiłby mężczyzna bardziej od niej powściągliwy, który uważając ją za istotę niższą, traktowałby ją łagodnie, ale jako taką, za zgodą wszystkich.
Benjamin Constant, Dzienniki poufne, tłum. Joanna Guze, Czytelnik 1980, s.16-17.

wtorek, 8 stycznia 2013

Odcinek 566: Benjamin Constant, 1803 rok

Z dziennika Benjamina Constanta

8 stycznia 1803 roku
Benjamin Constant.
Żenią mnie tu z Amelią. Nie powiem, żeby wyglądała jak osoba, która obiecuje wielkie rozkosze w miłości. niewiele ma inteligencji, jak myślę. Żadnego wykształcenia, żadnych poważnych nawyków, wyrosła w towarzystwie genewskim, przywykła do mdłych wieczorów i wiecznego kpiarstwa. Jest nieco uszczypliwsza od innych, ponieważ mówi wszystko, co przyjdzie jej do głowy. Kobiety genewskie ze strachu przed śmiesznością są tak daleko w tyle, tak bardzo w ordynku, żeby nie wyróżnić się ani w złym, ani w dobrym, że żywość, nawet bez bystrości, jest niejaką przewagą. Czy byłaby nią dla męża? Wiem dobrze, że ledwie nawiążę z kimś stosunek, wszystko, co w tej osobie niestosowne, płoche czy śmieszne, spada na mnie i przysparza mi okropnych cierpień. Czegóż więc nie wycierpię z osobą wychowaną w Genewie, która spędziła życie na odpowiadaniu żartami na inne żarty bez dowcipu i miary? Amelia ma zresztą piękne oczy i myślę, że dość zdrowego rozsądku, aby być znudzoną życiem, jakie prowadzi, mimo żywej miny i ciętych odpowiedzi. Niestosowność, która mnie czasem w niej razi, wynika być może z uciążliwej dla niej sytuacji i z tego, że chce się zagłuszyć. Tak czy inaczej, bez powodu uważają, żem skłonny z nią się ożenić.
Benjamin Constant, Dzienniki poufne, tłum. Joanna Guze, Czytelnik 1980, s. 13-14.