Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cichocka Danuta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cichocka Danuta. Pokaż wszystkie posty

środa, 3 września 2014

Odcinek 1159: Danuta Cichocka „Anielka”, 1944 rok

Z dziennika Danuty Cichockiej „Anielki”

3 IX 44 — niedziela
Danuta Cichocka „Anielka”
Piekło zaczyna się i u nas. Dostałyśmy rozkaz, by się spakować i czekać w korytarzu domu, w którym mamy kwaterę. Trwa okropne bombardowanie pociskami wszelkiego kalibru. Chciałam wyjść na ulicę z apteczką, ale mi nie pozwolono. A na placu Napoleona huk nieustanny rozrywających się pocisków, ogień, krzyki, nawoływania szukających się członków rodzin, jęki rannych, na wpół oszalali ludzie biegną bez ubrań, które im podmuch zdarł, bez celu, byle dalej. W zasypanych bramach co silniejsi wydostają się po trupach, po rannych i żywych tratując z całą bezwzględnością słabszych, by cali od stóp do głów popielaci, z czerwonymi strużkami krwi uciekać, nie wiadomo często dokąd i po co.
Dręczy mnie niepewność, co z moją rodziną. Dlaczego nie przeszli, jak inni, kanałami? Kiedy ostatnio byłam z „Fifiną” u pp. Góreckich i z okien ich domu patrzałam na palące się Stare Miasto, powiedziałam „Fifinie”, że mam przeczucie, że domu już nie zobaczę i nigdy do niego nie wrócę, bo go już nie ma.
Wieczorem ostatecznie przeszliśmy za Aleje. Setki ludzi czekało na przejście, by wydostać się z tego piekła. My, jako wojskowi, mieliśmy pierwszeństwo, niedługo czekaliśmy na przejście.
Warszawa, wrzesień 1944 r.
Cyt. za: Pełnić służbę... Z pamiętników i wspomnień harcerek Warszawy 1939-1945, red. Anna Zawadzka i Zofia Zawadzka, Państwowy Instytut Wydawniczy 1983, s. 221.