Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chopin Fryderyk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chopin Fryderyk. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 października 2017

Odcinek 2084: Fryderyk Chopin, 1846 rok

List Fryderyka Chopina do rodziny

Dziesięć razy zaczęty, dziś go wysyłam. [...]
W niedzielę, 11 octobra 1846. Ch[ateau] de Nohant, przy stoliku obok fortepianu.

Moi najdrożsi. 
Zapewne jużeście po wakacjach. Wszyscy w domu [...] Niech Wam Bóg da wszystko najlepsze. Tutaj tak piękne lato było, jak już dawno nie pamiętają, a chociaż nie bardzo żyzny rok i w wielu okolicach trwożą się o zimę, tutaj się nie skarżą, bo winozbiór nadzwyczaj piękny; a w Burgundii jeszcze piękniejszy aniżeli w roku 1811, co się tyczy qualite, nie quantite. Wczoraj Pani Domu tutaj konfitury robiła z winogron aleksandryjskimi zwanych. Są to duże bardzo grona, formy muscat, ale które w tym klimacie niezupełnie dojrzewają i dlatego przedziwne na konfitury. Ale z innych owoców niewiele co się urodziło. Liści za to dużo, zielono jeszcze bardzo i kwiatów dużo. [...] Całe lato tutaj zeszło na rozmaitych spacerach i ekskursjach w okolice nieznane de la Vallée Noire. Nie byłem de la partie [nie brałem udziału], bo mnie te rzeczy więcej męczą, jak warto. Jakem zmęczony, takem niewesoły, a więc i wszystkim to na humor wpływa i zabawa mniejsza ze mną młodym. Nie byłem także w Paryżu, jakem się spodziewał, ale miałem bardzo dobrą pewną okazję do przesłania moich muzycznych manuskryptów, z której korzystałem i nie potrzebowałem się ruszać. [...] 
Chateau de Nohant, dom George Sand.
Dziś słońce ślicznie świeci, pojechali na spacer; mi się nie chciało i korzystam z tej chwili, żeby z Wami posiedzieć. Ów piesek Marquis został ze mną, leży na mojej sofie. Nadzwyczajne to stworzenie: jego wełna taka jak marabut, bieluteńki; co dzień go p. S. sama pielęgnuje, toteż taki rozumny, jak tylko można. Nawet ma rzeczy oryginalne, nie do odgadnięcia. Np. nie będzie ani jadł, ani pił w naczyniu wyzłacanym; głową posuwa i wywraca, jeżeli może. [...] 
Spodziewam się niedługo listu od Was, jednakże spokojny jestem i wiem, że przy Waszej licznej familii trudno Wam się wszystkim zebrać napisać mi słowo, tym bardziej że między nami pióro nie starczy — nawet nie wiem, ile by lat trzeba, żebyśmy się nagadali pour être au bout de notre latin [żeby powiedzieć wszystko], jak tu mówią. Dlatego nie dziwcie się ani smućcie, jak ode mnie listu nie ma, bo nic temu przyczyna, jak tylko to, co i u Was; pewna przykrość łączy się do przyjemności pisania do Was, to to przekonanie, że między nami nie ma słów; ledwo są rzeczy. Moje największe szczęście to wiedzieć o Waszym zdrowiu i humorze. Bądźcie zawsze dobrej myśli [...] 
Piąta, a już tak ciemno, że prawie nie widać. Kończę ten list. Za miesiąc z Paryża więcej Wam napiszę. [...] Ściskam Was najserdeczniej, nóżki i rączki Mameczki.
Ch.


Korespondencja Fryderyka Chopina z rodziną, oprac. Krystyna Kobylańska, Państwowy Instytut Wydawniczy 1972, s. 155–159.

sobota, 16 sierpnia 2014

Odcinek 1142: Fryderyk Chopin, 1824 rok

List czternastoletniego Fryderyka Chopina do rodziców

Dnia 16 sierpnia 1824 roku   
„Kuryer Szafarski”
Wspomnienie narodowe r. 1820:                      
wyszlamowana sadzawka w podwórzu
Szafarnia.
Wiadomości krajowe
Dnia 11 Sierpnia rb. odbywał J.P. Fryderyk Chopin kursa na dzielnym koniu; ubiegał się do mety; a lubo po kilkakroć pieszo idącą Panią Dziewanowską wyścignąć nie mógł (w czym nie jego, lecz konia wina była), otrzymał jednak zwycięstwo nad Panną Ludwiką [Dziewanowską], która już dość blisko mety piechotą doszła. — J.P. Franciszek Chopin wyjeżdża co dzień na spacer, z takimi jednak honorami, iż zawsze na tyle siada. — J.P. Jakub Chopin wypija na dzień sześć filiżanek [!] kawy żołędziowej, Mikołajek zaś co dzień cztery bułeczki zjada, notabene prócz potężnego obiadu, trzypotrawnej kolacyjki. [...]

Rękopis jednego z numerów Kuryera Szafarskiego.
Dnia 15 m. i r.b. doszła ważna wiadomość, jako się przypadkiem Indyczka za spichlerzem w kąciku wylęgła. Ważny ten wypadek nie tylko że przyczynił się do pomnożenia familii Indyków, lecz nadto powiększył dochody skarbowe i powiększanie się onych zapewnił. — Wczoraj w nocy kot zakradłszy się do garderoby stłukł Butelkę z sokiem; lecz jak z jednej strony wart szubienicy, tak z drugiej strony zasługuje na pochwałę [!], bo sobie najmniejszą wybrał. — Dnia 14 m.b. kura okulawiała, a kaczor w pojedynku z gęsią nogę stracił. Krowa tak gwałtownie zachorowała, że aż się w ogrodzie pasie. — Dnia 14 m.b. wypadł wyrok, ażeby, pod karą śmierci. żadne prosię nie ważyło się wchodzić do ogrodu.
Wiadomości zagraniczne 
Pewien obywatel w okolicy chciał czytać „Monitora”. Wysłał więc służącego do księży karmelitów w Oborach, prosząc o pismo periodyczne. Służący, w życiu o piśmie periodycznym nie słysząc, przekręcił wyraz i pytał się księży o pismo hemoroidyczne.
W Bocheńcu lis zjadł dwóch bezbronnych gąsiorów; kto by go złapał, niech raczy uwiadomić sąd bocheniecki, który niezawodnie podług praw i przepisów zbrodniarza ukarze. Oddawcy zaś lisa owe dwa gąsiory jako godne wynagrodzenia ustąpione będą.
Wolno posłać
Cenzor L. D
Cyt. za: Zbigniew Sudolski, Polski list romantyczny, Wydawnictwo Literackie 1997, s. 533.

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Odcinek 885: Fryderyk Chopin, 1844 rok

List Fryderyka Chopina do George Sand

Poniedziałek, godz. 3 
[Paryż, 2 grudnia 1844 roku]
Modele sukien z grudnia 1844 r.
Co u Pani słychać? W tej chwili otrzymałem przemiły list Pani. Tutaj pada taki śnieg, że z ulgą myślę o tym, iż Pani nie jest w drodze, i robię sobie wyrzuty, że może mogłem Pani poddać myśl podróży pocztą podczas takiej pogody. Błota Sologne muszą być teraz ciężkie do przebycia, bo śnieg pada od wczoraj rana. Postanowienie Pani, by poczekać kilka dni, wydaje mi się bardzo rozsądne i będę miał więcej czasu, by kazać ogrzać Pani mieszkanie. Najważniejsze żeby Pani nie udawała się w drogę przy takiej pogodzie, czekałyby ją straszne męczarnie. Jan umieścił Pani kwiaty w kuchni. Cały Pani ogródek jest pod śniegiem, wygląda, jakby był z cukru, przypomina Łabędzia, gronostaje, ser ze śmietaną, ręce Solange i zęby Maurycego. Sprowadziłem zdunów, gdyż bałem się wczoraj więcej napalić bez nich.
Suknia Pani jest z czarnej lewantyny - w najlepszym gatunku. S a m  j ą wybrałem stosownie do poleceń Pani. Krawcowa zabrała ją wraz z wszystkimi Pani wskazówkami. Uznała, że materiał jest bardzo piękny, skromny, lecz w dobrym guście. Myślę, że będzie Pani z niego zadowolona. Krawcowa wydała mi się bardzo inteligentna. Materiał został wybrany spośród dziesięciu innych, kosztuje dziewięć franków metr, a więc jest w najlepszym gatunku, będzie zatem, zdaje mi się, doskonały; krawcowa, która chce się dobrze wywiązać z zadania, wszystko przewidziała. [...]
Cyt. za: Dzikie nasze położenie: wybór listów romantycznych, wybór, wstęp i oprac. Danuta Sosnowska, Twój Styl 1995, s. 74.

piątek, 20 września 2013

Odcinek 812: Fryderyk Chopin, George Sand, 1839 rok

List Fryderyka Chopina i George Sand do Wojciecha Grzymały

Nohant, 20 września 1839 roku
Wojciech Grzymała.
[Ręką Chopina:]
 Moje Kochanie!
Weźże małe mieszkanie, a jeżeli już późno, to weź duże; byle jakie, aby było. Co się jej mieszkania tyczy, to jej się to za drogo zdaje, i nie wyperswadujesz, że lepiej dołożyć, jak mieć w domu dużo lokatorów. Proszę Cię, w niczym nie przestępuj jej polecenia, znieś się z Bignem, żebyś sam nie był odpowiedzialny.
Ściskam Cię serdecznie.
Proszę Cię, kochaj mnie koniecznie.
Twój F. C.

Uściskaj rączki...

[Ręką George Sand:]
Kochany Mężu, lubię Cię bardzo, Wąsalu, Brodaczu, Kartoflu gotowany bez soli, moja culpa, Stockholm, Konik. Nie możemy przywyknąć, że Cię tu nie ma i chcielibyśmy znów być razem.
Portret George Sand, mal. T. Sully, 1826 r.
Zależy to od tego, jak powiodą Ci się zabiegi przy poszukiwaniu mieszkania. Załączam list do Bign., gdzie piszę mu, że może podwyższyć wyznaczoną przez nas cenę, jeśliby to było konieczne, ale najmniej jak można, ajajaj! Nie wszystkie pokoje muszą być wielkie i piękne. Na przykład pokoje dzieci mogą być nieduże, byleby miały kominki i byleby pokoje dorosłych wychodziły na południe. To bardzo ważne dla małego, a także dla moich reumatyzmów. Nie muszę mieć dużego i pięknego salonu, gdyż nie przyjmuję nigdy więcej niż 12 osób na raz. Najważniejsze, żeby rozkład był dobry, zgodzi się Pan z tym? i żeby wszystko było czyste, świeże i do zamieszkania od zaraz, bez innych wydatków poza umeblowaniem.
Dobranoc, Grzym., kochamy Cię, kochaj nas i Ty. Napisz. Nie słuchaj zanadto nosowych wywodów Twojego małego. Nie ma najmniejszego sensu, by oszczędzał na mieszkaniu. Musi gdzieś ulokować służącego i musi mieć gdzie się obrócić. Jeśli Twoim zdaniem mieszkanie będzie za małe, nie bierz pod uwagę jego gadania. Zawsze będzie miał czym zapłacić za komorne. Odmówi sobie trochę na piciu, kartach, kobietach i tytoniu.

Twoja żona
Korespondencja Fryderyka Chopina z George Sand i z jej dziećmi, red. Zbigniew Skowron, tłum. Julia Hartwig i Zofia Jędrzejewska-Waszczuk, Narodowy Instytut Fryderyka Chopina i Państwowy Instytut Wydawniczy 2010, s. 196.

środa, 5 grudnia 2012

Odcinek 532: Fryderyk Chopin, 1844 rok

List Fryderyka Chopina do George Sand

Czwartek, godz. 3 
[Paryż, 5 grudnia 1844 roku]
George Sand.
W tej chwili otrzymałem przemiły list Pani, z którego widzę, jak Panią ta zwłoka martwi. Ale przez litość dla przyjaciół, niech Pani będzie cierpliwa, bo doprawdy bylibyśmy zrozpaczeni wiedząc, że Pani - niezupełnie zdrowa - wyruszyła w drogę przy takiej pogodzie. Pragnąłbym, żeby Pani otrzymała miejsce [w dyliżansie] możliwie najpóźniej, może będzie mniej zimno; tutaj pogoda niebywała, wszyscy uważają, że zima zaczęła się zbyt gwałtownie.   Wszyscy  - oznacza  panów  Duranda i  Franchomme'a, którego widziałem już dziś rano i u którego jadłem wczoraj obiad przy kominku, w moim grubym surducie i obok jego grubego synka. Był różowy, świeży, ciepły i miał gołe nóżki. Ja byłem żółty, zwiędły, zmarznięty i miałem pod spodniami trzy warstwy flaneli. Obiecałem mu od Pani czekoladę. Obecnie Pani i czekolada są dla niego synonimami. Jestem pewien, że Pani włosy, o których czarności tyle mówił, teraz nabrały w jego pamięci koloru czekolady. Jest zabawny, tłuściutki, lubię go wyjątkowo. - Położyłem się o wpół do jedenastej. Ale nie spałem lak mocno, jak poprzedniej nocy, po podróży koleją.
Bardzo żałuję, że Pani skończyła już sadzenie drzew; pragnąłbym, by Pani miała jeszcze coś do roboty w sabotach i na świeżym powietrzu, bo mimo zimna i ślizgawicy pogoda jest piękna. Niebo jest czyste i zachmurza się tylko, by zrzucić trochę śniegu. [...] Natomiast niepokoi mnie myśl, że Pani się czasem niecierpliwi, toteż padam na nos u Pani stóp prosząc, ażeby się Pani uzbroiła w odrobinę pobłażliwości dla woźniców, którzy nie przynoszą Pani odpowiedzi z Chateauroux, i wobec innych podobnych spraw. 
Cyt. za: Dzikie nasze położenie: wybór listów romantycznych, wybór, wstęp i oprac. Danuta Sosnowska, Twój Styl 1995, s. 75.

piątek, 15 czerwca 2012

Odcinek 359: Fryderyk Chopin, 1841 rok

List Fryderyka Chopina do przyjaciela, Juliana Fontany, w Paryżu 

Nohant, 15 czerwca czerwca 1841 roku
Julian Fontana.
Moje Kochanie.
Posyłam Ci sto franków na rozmaite wydatki, z których najprzód odbierzesz sobie na Szarywary, oddasz za komorne (owe światło), zapłacisz w domu listy odźwiernemu, bukieciarkę, co się o sześć upomina. Kupisz mi u Houbigant Chardin na Faubourg St. Honore mydło benjoin, 2 pary rękawiczek szwedzkich (znajdziesz gdzie w szafie starą na miarę), flakon patchouli, flakon bouquet de Chantilly. W Palais Royal, w galerii po stronie teatrów, prawie we środku, jest duży sklep galanterii (jak u nas mówią); ma dwa okna z wystawami rozmaitych szkatuł, figlów i nicości, świecących, eleganckich i drogich. Tam się spytasz, czy nie mają rączki ze słoniowej kości do drapania sobie głowy. Musiałeś widzieć podobny figiel nieraz: mała rączka, zakrzywiona zwykle, biała, na czarnym kijku osadzona. Zdaje mi się, żem tam taką widział; spytaj się, a powiedzą Ci. Otóż wyszukaj ten figiel i przyślij, jeżeli nb. nie drożej jak 10, 15, 20 albo 30. Niech Ci Pleyel da egzempl[arz] moich Preludiów, a od Schl[esingera] weź moje wszystkie Etiudy. Jeżeli mój biuścik Dantana jest u Sussa, kup 2 i każ dobrze na drogę zapakować; jeżeli nie, idź, proszę Cię, do Dantana, co mieszka na St. Lazare, tam gdzie Alkan (którego uściskaj jak zobaczysz), i spytaj się, czy można je mieć i gdzie dostanie (za jedną drogą przypomnij mu mój brązowy, co miał kazać ulać). Znajdziesz w szafce u góry butelkę blaszaną płaską, obszytą we flanelę co się na brzuch przykłada z ciepłą wodą, także poduszkę nową nadymaną, co to na drogę kupiłem. [...]
Ch.
Cyt. za: Francja w pamiętnikach Polaków, oprac. Andrzej Gawerski, Interpress 1981, s. 205-206.

piątek, 9 września 2011

Odcinek 79: Fryderyk Chopin, 1831 rok

Z albumu-dziennika Fryderyka Chopina

Stuttgart, 9 września 1831 roku
Fryderyk Chopin
Dziwna rzecz! To łóżko, do którego idę, może już niejednemu służyło umierającemu, a mnie to dziś nie robi wstrętu! Może niejeden trup leżał, i długo leżał na nim? - A cóż trup gorszego ode mnie? - Trup także nie wie nic o ojcu, o matce, o siostrach, o Tytusie! - Trup także nie ma kochanki! Nie może się rozmawiać z otaczającymi go swoim językiem! - Trup taki blady jak i ja. Trup taki zimny, jak ja teraz na wszystko zimnym się czuję. - Trup już przestał żyć - i ja już żyłem do syta. - Do syta? - A czy trup syty życia? - Żeby był syty, dobrze by wyglądał, a on taki nędzny - czyżby życie tak wiele miało wpływu na rysy, na wyraz twarzy, na zewnątrz człowieczą? Czemuż żyjemy takim nędznym życiem, które nas pożera i na to nam służy, aby trupów robiło! - Zegary z wież studgardzkich nocną biją godzinę. Ach, ileż w tej chwili trupów się po świecie narobiło! Matki dzieciom, dzieci matkom poginęły - ile planów zniweczonych, ile smutku z trupów w tym momencie i ile pociechy. [...] Zły i dobry trup! - Cnota i zbrodnia jedno! - Siostrami [słowo skreślone] kiedy trupy. Widać więc, że śmierć najlepszy uczynek człowieka - a cóż będzie najgorszym? - Narodzenie! jako wbrew przeciwne najlepszemu uczynkowi. Mam więc racją gniewać się, żem wyszedł na świat! - czemuż mnie nie pozwolono zostać się w świecie [słowo skreślone] nieczynnym? - Wszakże i tak jestem nieczynnym! Cóż przyjdzie komu z mojego bytu! - Nie zdam się do ludzi, bo nie mam łydek ani pysków! A choćbym i to miał, to bym nic więcej nie miał! Cóż by było z łydkami - kiedy bez łydek być nie może! - A trup ma łydki? - Trup także, tak jak ja, nie ma łydek; i tu jeszcze jedno podobieństwo więcej. Więc niewiele mi brak do matematycznie ścisłego pobratania się ze śmiercią. [...]
Cyt. za: Dzikie nasze położenie: wybór listów romantycznych, wybór, wstęp i oprac. Danuta Sosnowska, Twój Styl 1995, s. 20-21.