Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chałubiński Tytus. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chałubiński Tytus. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Odcinek 1032: Tytus Chałubiński, 1868 rok

List Tytusa Chałubińskiego do Aleksandra Balickiego

Clermont-Ferrand, 28 kwietnia 1868 roku
Mój kochany OlesiuPrawie od chwili jak pisałem ostatni mój list do Ciebie, w ciągłych jestem podróżach. Dawniej tyle razy będąc we Francji nie miałem nigdy dość czasu, aby zwiedzić Owernię, kraj niesłychanie ciekawy tak dla turysty, jak dla ludzi naukowych. Turystą nie byłem nigdy; nauką w bardzo ścisłym znaczeniu dziś zajmować się nie mogę. Zawsze jednak chciałbym nawet w teraźniejszym moim położeniu nie tracić czasu i sposobności na próżno. Wśród niesłychanie pięknej i żyznej płaszczyzny wznosi się tu pasmo wulkanów, zwanych górami Cantalu, Mont Dore i Puy de Dôme. Wyraźniej i piękniej niż gdziekolwiek indziej widzieć można trojaką epokę owych wielkich wstrząśnień wewnętrznych ziemi, których rezultatem są łańcuchy gór, a mianowicie epokę trachytów, bazaltów i law tak zwanych nowoczesnych, ale które jednak, jak się zdaje, wylały się niedługo po potopie biblijnym. Z Puy de Dôme oko ogarnia naraz kilkadziesiąt wulkanów, których kratery w całości lub części są zachowane. Całe morza lawy, bardzo często nagiej, jak gdyby dopiero niedawno zastygła; mnóstwo źródeł mineralnych, ciepłych i chłodnych; na wszystkie strony tysiące szczegółów niesłychanie zajmujących i nauczających. Mnóstwo pomników po Gallach i Rzymianach, nie licząc już Franków. Przy tym dzisiejsza ludność nader sympatyczna; kultura i dobrobyt, wiosna w całym znaczeniu, wszystko to są rzeczy, które powinny by na zdrowie moje zbawiennie oddziaływać. W rzeczy samej powietrze gór najlepiej mi służy. Wystaw sobie, że na przykład przez całe dwa dni bardzo utrudzających wycieczek po górach nie miałem ani razu moich nieszczęśliwych palpitacji. Ach, gdybym mógł przy tym zupełnie być spokojnym, jestem przekonany, że w ciągu kilku tygodni zupełnie przyszedłbym do siebie. Zapytaj się też Karola, czy nie chce jakich wiadomości geologicznych lub mineralogicznych. Byłbym w stanie zadowolić go, bo wiele widziałem, czytałem, oglądałem muzea, zbiory i mam adresy tutejszych naturalistów.

Puy de Dôme (źródło).
Tytus Chałubiński, Listy 1840–1889, oprac. Aniela Szwejcerowa, Ossolineum 1970, s. 64–65.

piątek, 18 października 2013

Odcinek 840: Tytus Chałubiński, 1877 rok

Z listu Tytusa Chałubińskiego do syna, Ludwika

Warszawa, 18 października 1877 roku
[...] Co do zdrowia, to jak nieraz mówiliśmy już o tym, najważniejszą jest rzeczą być umiarkowanym w jedzeniu, mieć regularny żołądek i zachować czystość nawet myśli. Pomnąc o przyszłym szczęściu jako ojca familii, wierzaj mi, nietrudno jest zwalczyć pewne popędy mimo­wolne i zachować właśnie czystość obyczajów, a zarazem zdrowie i siły. Przedwczesne sięganie po chwilową zmysłową przyjemność pociąga za sobą z konieczności nierozwinięcie się należyte sił fizycznych, zniechę­cenie do życia, osłabienie władz umysłowych. [...]


Tytus Chałubiński, Listy 1840–1889, oprac. Aniela Szwejcerowa, Ossolineum 1970, s. 122.


sobota, 10 sierpnia 2013

Odcinek 771: Tytus Chałubiński, 1873 rok

List Tytusa Chałubińskiego do Aleksandra Balickiego
Zakopane, 10 sierpnia 1873 roku
Mój Drogi Olu

Dwa tygodnie jak wyjechaliśmy z Warszawy, a półtora jak siedzimy w Zakopanem. Dotąd była pogoda, nie miałem więc dłuższej chwili, by napisać do Ciebie. Załatwiałem tylko korespondencję bieżącą, bo mi tu pacjenci z rozmaitych stron listy nasyłają. Dziś trochę burzy i deszcz, buty podarte (prawda, że mocno wysłużone), więc siedzę w domu i zaraz piszę do mego starego Ola. Tyle nagadałem źle o Zakopanem moim Paniom, że rajem rzeczywistość im się wydała. Istotnie pogoda niezwykłej trwałości, nawet gorąco. Noce cudne. Zajmujemy całą chałupkę, niedawno wprawdzie wystawiona, niezbyt szczelnie opatrzoną na zimno, nie wiem, czy będzie wygodną, musieliśmy ją umeblować ła­wkami, stołkami, łóżkami i czymś zastępującym miejsce łóżek, coś na kształt skrzyni. Dalej półki i ćwieki, świeże sianko i basta. Naokoło gęsty lasek olszynowy, strumień czysty a głośny o dziesięć kroków za domem; naprzeciwko na górze coś na kształt restauracji; trochę dalej most i początek wsi. Kościółek niedaleko. Żyjemy sobie jak Pan Bóg we Francji; moja Pani wraz z panią Lucyną [Ćwierciakiewiczową] (bo też od kilku dni państwo Stanisławowie tu zjechali) udoskonalają wrodzone talenta tutejszej restauratorki. Pierwszego dnia, na przykład, zapowiada nam na obiad zupę poziomkową. Jestem zachwycony — podają coś na kształt czerniny. Kosztuję, słone! oczywiście na rosole! ani weź w usta. Nie idzie! Zatem lekcja
Krzyż na Gubałówce, 1873 rok.
— i odtąd goście wszyscy odjeść się nie mogą. Co do mnie, wynalazłem sobie od
pierwszej godziny ćwieczka, który mi daje dużo zajęcia i kłopotu. Zakopane leży od północy Tatrów prawie u stóp ich (prawie, znaczy ćwierć do pół milki od pierwszych wyżyn; granitowy Giewont panuje nad okolicą, u dołu wszędzie smerek. Od zachodo-północy, więc z drugiej strony wsi, jest pasmo tak mniej więcej wysokie jak Krzyżowa Góra w Krynicy. Najwynioślejszą górę zowią Gubałówką. Owóż zachciało mi się na tej górze krzyża, a chcąc zrobić coś trwalszego (bo smerek gnije łatwo) funduję krzyż żelazny przeszło trzy sążnie ponad fundamenta wystający, aby przecież panował nad okolicą. Stach swymi wiadomościami technicznymi i pomysłami nieskończenie jest mi użyteczny. Górale uszczęśliwieni, przyklaskują pomysłowi, co im wprawdzie nie przeszkadza, żeby chcieli mnie oberżnąć przy tej sposobności. O pół mili stąd, zawsze w Zakopanem, ale już w wąwozie tatrzańskim są kopalnie żelaza i piece wielkie i oto mój krzyż już dziś odlany, dół na górze wykopany pod fundament, skała wyrąbana i materiał murarski zwieziony. Może za dni 10 najdalej stanie mój krzyż. Wystawisz sobie, że wtarabanić taki ciężar na górę przeszło 1000 stóp od podnóża mającą, nie taka łatwa historia. Moralną pomoc (li bez tej nie obszedłbym się z pewnością) daje mi tutejszy proboszcz, unikat w swoim rodzaju, człowiek, który w ciągu 25 lat z opryszków tutejszych zrobił ludzi bardzo znośnych. Przypomnisz sobie, że przed 15 laty już ten sam był stosunek górali tutejszych do okolicznych. Wszakże nas okradli przy 5 Stawach białczanie, należący do innej parafii, a dotąd nie mający lepszej opinii. Prawie całe młode i średnie pokolenie tutejsze modli się w kościele na książkach i śpiewa bardzo przyzwoicie. A kazanie, no, dziś jak przed 15 laty, kiedyśmy je z Żorżem i Karolkiem słyszeli, jest do pewnego stopnia komicznym, ale owoc przynosi. Ludek dobry, tylko biedny i chciwy trocha, co mu się dla biedy przebacza. Jak mnie zerżną najokrutniej, to jeszcze trzeciej części nie wydam tego co gdziekolwiek indziej i jeszcze krzyż postawię. [...] Turystów] tu dużo, gości stałych też. Ale wieś rozrzucona na przeszło pół mili, tak że ledwie czasem kogo na spacerze spotkasz, zresztą jesteś jakby u siebie na wsi. W pogodę biegam bez końca — na Gubałówkę i do Hamrów (gdzie fabryki), prócz tego robiłem małe, lecz wyborne wycieczki do Kościeliska np. i do innych dolin). A i po równej prawie drodze cudne spacery. O kwadrans np. drogi ku Hamrom lasek i Dunajec, i łączki tak cudne, tak urocze. Jestem zdrów jak ryba (naturalnie już trochę marynowana), ale jeszcze górale uważają, że jestem lekki, co mi naturalnie mocno pochlebia. Oj, powietrze, powietrze tu cudne. Byleby tylko deszcz na tygodnie się nie zebrał. [...]
No, bywaj mi zdrów, mój kochany Olu, i pisz
Twój

Tytus

Widok z Nosala na Kuźnicę (Hamry), 1929 rok.
Tytus Chałubiński, Listy 1840–1889, oprac. Aniela Szwejcerowa, Ossolineum 1970, s. 106–108.

piątek, 10 maja 2013

Odcinek 688: Tytus Chałubiński, 1868 rok


List Tytusa Chałubińskiego do Aleksandra Balickiego
Tuluza, 10 maja 1868 roku
Mój drogi Oleczku

Obejrzawszy Marsylię od strony lądu i morza i wyraziwszy jej całe moje podziwienie i szacunek, uciekłem przed gorącem. Wybieram się bezzwłocznie w Pireneje; chociaż po górach Owernii będzie mi tęskno, tym bardziej że Pireneje już znam po trochu. Zresztą bardzo one podobne do naszych Karpat i Tatrów; jest nawet jakieś geologiczne kuzynostwo miedzy nimi, gdy tymczasem góry Owernii nie mają w Europie nic, co by z nimi porównać można. Jestem zdrożony, ale mimo to jadę, bo mi powietrze dolin za ciężkie; nie mam gdzie chodzić. Zwiedziłem po drodze Nimes, gdzie się znajdują przecudne zabytki budowli rzymskich; w IV wieku naszej ery nazywano je drugim Rzymem. Wystaw sobie cyrk wystawiony na wzór Kolizeum i mieszczący w sobie 25 000 widzów; z kamienia, którego głazy kolosalne bez cementu i wapna ułożone przetrwały nie tylko tyle wieków, ale tyle zniszczeń, jakie wojny przynoszą, i to
Koloseum w Nimes, rycina z poł. XIX wieku.
w kraju, który na przemian był w rękach Wandalów, Wizygotów,
Franków, Saracenów. Dziś pozostałości te rząd odrestaurowywa. Jedna świątynia w pysznym stylu, użyta dziś na muzeum, druga wpół rozsypana; resztki jednak umiejętnie ochronione od dalszej ruiny. Mnóstwo kolosalnych pomników. Nie wiem, czemu dotąd nie znalazł się poeta jaki wielki (małych wprawdzie nie braknie), który by dziś wymownie wyraził uczucia, jakie koniecznie wstają w duszy naszej na widok tego dawnego świata, co tak dawno przestał istnieć, a jednak nie tyle porównać go można do umarłych, jak raczej do tych starców, których siły i myśli nowe (czy lepsze?) pokolenia prześcignęły, ale którzy wśród nowych społeczeństw, z jakimi ich już dziś nic nie wiąże, ukazują niekiedy oblicze swoje światu, oblicze dozwalające odgadnąć wielkość ich idei, potęgę woli i fizyczną nawet potęgę ich organizmu. Spostrzegam, że zapomniałem pisać po polsku, nie nauczywszy się jeszcze pisać inaczej; widzisz to po tych przekreśleniach. Byłem w Montpellier. I tam jest co widzieć. Prócz zabytków starych i nowszych obecnie jest parę tak zwanych konkursów departamentalnych, rolniczych i przemysłowych. Jest to, co u nas zowią wystawą zwierząt, machin i różnych produktów. Toż samo znajduję tu w Tuluzie. Przy tej okazji fety, igrzyska etc., etc. Ale na dziś dosyć. Pozwól mi się od serca uściskać, mój Ty kochany, pozdrów serdecznie wszystkich znajomych; dzieci nasze ucałuj ode mnie. Pani najserdeczniej dziękuje Ci za wyrazy życzliwe i pełne serca. Daj Boże, byśmy kiedy mogli wszyscy wymienić myśli, uczucia, które wśród boleści życia podnoszą duszę. Bo cóż milszego i słodszego, jak właśnie te uczucia wiążące kilka dusz węzłami tak prawdziwie ludzkimi. Jeszcze, Olu mój drogi, ściskam Cię i Bogu polecam

Twój
Tytus
NB. Czy odebrałeś mój list z Marsylii pisany zaraz po moim tam przyjeździe z maja?
Tytus Chałubiński, Listy 1840–1889, oprac. Aniela Szwejcerowa, Ossolineum 1970, s. 69–70.

poniedziałek, 4 marca 2013

Odcinek 621: Tytus Chałubiński, 1880 rok


List Tytusa Chałubińskiego do syna, Ludwika

Warszawa, 4 marca 1880 roku
Mój drogi chłopcze
Chinowiec.
Nie piszesz mi, czy dawno zażywałeś chininę, a chociaż malaryczna Twoja infekcja raczej w Warszawie się odzywa jak w Rydze, sądzę jednak, że dobrze uczynisz biorąc znów przez 3 dni dwa razy na dzień po 5 gran chinini. Sądzę nawet, że po użyciu chininy apetyt wróci do mleka. Gdyby zaś nie wracał, weź z apteki uncję Herba Menyanthidis trifoliata [liść bobrka] i gotuj sobie przez kilka dni szczyptę (mniej więcej łyżkę stołową tych ziółek) na szklankę wody. Będzie to gorzkie, ale pożyteczne. Zastąpić mleko trudno, lepiej przeto postarać się, aby znów smakowało. Mógłbyś także wziąść w fabryce czekolady (choćby w większej cukierni), wreszcie i w aptece łupinek z kakao (Cacao Schalen) i robić z tego herbatę, do której dodając więcej niż połowę mleka będziesz miał napój przyjemny (z cukrem naturalnie) i umożliwiający picie mleka.
Bobrek trójlistny.
U nas niewiele się zmieniło. Odpoczywać ja nie mogę. Nie mam tyle zapasów, abym mógł sobie robić takie wygódki. Trzeba pracować. Przybył też tu Wałek na służbę do p. Piotrowskiej. Wiesz, jakie ma dobre nogi, ale od froterki i bruku – mówi, że go bolą. Opowiada, że Jegomość, chodząc gdzieś po kolędzie, spadł „z ławki”, to niby z kładki, „we wodę” i trochę niedomagał, ale już dobrze. Stary też pisał do mnie, a Ciebie za każdym razem serdecznie bardzo pozdrawia. Śniegi mają sążniste, ale zimą lekką. P. Władysław jeździ wciąż sankami; pewnie się przez całe życie tyle sanny nie naużywał. Sabała tańczył gdzieś na weselu i szykuje nogi na lato. Bądź zdrów, mój drogi Luciu, wszyscy Cię serdecznie pozdrawiamy, ja najserdeczniej całuję
Twój
Ojciec
Tytus Chałubiński, Listy 1840–1889, oprac. Aniela Szwejcerowa, Ossolineum 1970, s. 155–156.

poniedziałek, 8 października 2012

Odcinek 474: Tytus Chałubiński, 1883 rok

List Tytusa Chałubińskiego do syna, Ludwika

Warszawa, 8 października 1883 roku
Mój kochany Luciu
Stawianie baniek, drzeworyt z 1481 roku.

Skądże Ty znowuż przyszedłeś do kaszlu. Jakkolwiek nie widząc, trudno jest radzić, ale jedno jest pewne, że morfina zupełnie nie jest potrzebna, a szkodliwie wpływać musi. Jeśli kaszel dotąd nie zmniejszył się, każ sobie między łopatkami postawić suche bańki (trockene Schropfkopfe), tak 10 lub 8. Do postawienia baniek zwykle felczerzy maczają ciepłą wodą skórę, aby bańki lepiej chwytały. To jednak przy kaszlu może zaziębiać, więc nie każ skóry maczać. Gdyby wskutek tego bańki mniej silnie się przyczepiały, lepiej drugi raz je rozgrzać i postawić. Po bańkach bierz co 2 godziny po 10 kropel, które przepisałem, a gdy kaszel będzie wilgotniejszy, można krople brać rzadziej. Mleko pić samo lub z wodą selcerską. Nogi trzymaj ciepło, unikaj zamoczenia. Gdybyś czuł jakie dreszcze lub gorączkę, nie wychodź z domu i trzeba, aby Cię lekarz widział i badał. Ale go możesz uprzedzić, że jesteś synem lekarza, który jest bardzo przeciwnym używaniu lekarstw bez koniecznej potrzeby. Za to proś go, aby na karteczce napisał diagnozę i takową mi przyślij. Spodziewam się, że ten kaszel przejdzie prędko. Daj Boże, aby i ten rozstrój nerwowy zmniejszył się, jak się sam spodziewasz, wtedy rozważ, com Ci w przeszłym liście napisał, i zastosuj, co tylko się da zrobić, a nadziei nie trać. Byle raz skończyć z tym nieszczęśliwym dyplomem, łatwiej będzie ze wszystkim sobie poradzić i urządzić.
Moje drogie dziecko, naucz się oceniać swoje czarne myśli, tak jak one są, za skutek rozstrojenia, a wtedy łatwiej będzie zdobyć się i na więcej energii, i nie poddawać się. Do tranu przystąp, jak tylko będziesz mógł najprędzej, bo go nerwy Twoje niezmiernie potrzebują. Pisz mi często o sobie. Najserdeczniej Cię całuję. Wszyscy pozdrawiają
Twój
Ojciec
Tytus Chałubiński, Listy 1840–1889, oprac. Aniela Szwejcerowa, Ossolineum 1970, s. 207–208.

czwartek, 24 maja 2012

Odcinek 337: Tytus Chałubiński, 1882 rok

List Tytusa Chałubińskiego do syna, Ludwika

Warszawa, 24 maja 1882 roku
Mój kochany Luciu
No, teraz już na nas obydwóch ciężko, Tobie egzamin na karku, a mnie wiosenny najazd chorych. Szczęściem, że się przecie korekta moich Grimmii [monografia mchów tatrzańskich] kończy, która mi dużo zabierała czasu. Tylko Ty, mój chwacie, trzymaj się ostro. Jeśli znajdziesz chwilę czasu, to mi napisz, kiedy się zaczyna egzamin, jak długo się ciągnie i w jakich odstępach czasu się odbywa i jakim porządkiem przedmiotów; a także wielu was zdaje razem. Kiedy Cię mamy czekać, abym wiedział, jak się urządzić z wyjazdem.
Dom w Zakopanem prawie skończony. Tylko z wyklejeniem czekać muszę większego ciepła. Jegomość pisze po prostu, że to VIII cud świata. Bodaj to górale, już jak szklić, to szklić. Wojtek znów utrzymuje, że szkoda takiego domu do lasa. Ot, i gadaj z nimi. Wojtek swój dom dopiero zaczął i dopiero jeden bok domu do zrębu postawił, ale jestem pewny, że skończy. Na sukurs odsyłam mu Józka, upatentowanego „szwieca” [szewca]. Wielce on mu się tam przyda. A chłop wyrósł okrutny. Mój drogi, kochany Luciu, tylko Ty mi się trzymaj krzepko, a pamiętaj, że święci garnków nie lepią.
Serdecznie Cię całuję. Od wszystkich pozdrowienia. Ostro, mój synu, ostro się trzymaj, a o zdrowiu pamiętaj. Do widzenia, do widzenia
Twój
Ojciec
Dom Tytusa Chałubińskiego w Zakopanem.
Tytus Chałubiński, Listy 1840–1889, oprac. Aniela Szwejcerowa, Ossolineum 1970, s. 194.

wtorek, 6 marca 2012

Odcinek 258: Tytus Chałubiński, 1887 rok

List Tytusa Chałubińskiego do córki, Jadwigi

Warszawa, 6 marca 1887 roku
Pocieszko Ty moja najdroższa
Tytus Chałubiński,
rys. Stanisław Witkiewicz,
ok. 1889 roku.
Moja żona po długim zbieraniu się na list do Ciebie, na koniec zdo­była się na niego. Zapomniałem też zapytać Cię, czy go odebrałaś. Naj­lepsze tam znajdziesz świadectwo, jak to Twój Ojczuś pielęgnuje się i wystrzega, i nie zaziębia, i nie przepracowuje. Dziwicie się, że  Wojtek  [Roj, zaprzyjaźniony góral] w tym roku zabierać się musi do podłogi [w domu w Zakopanem]. Ależ to nie tyle idzie właści­wie o przełożenie podłóg z powodu szpar powstałych przez nierówne i zmienne ogrzewanie jakieś zaprzeszłej zimy, to byłoby jeszcze mniej pil­ne, gdyby nie potrzeba dania nowych forsztów, to jest poprzecznych belek w paru pokojach. Nie pogniły one, bo na to dom jest za suchy, toć przecie niemożliwym było dokopać się tam studni, tylko zbutwiały na sucho, a to z powodu, że wskutek braku doświadczenia nie zostawiono pomię­dzy podłogą a znalicą [?] i kamieniami warstwy powietrza i nie porobiono luftów w miarę potrzeby dających się zamknąć lub otworzyć. Rzecz tę dokładnie zbadałem i roboty będą dobrze prowadzone i nie tak znowu kosztowne, a są konieczne, bo w wielu miejscach podłoga się zgina i trzę­sie i wszystkie szafy i stoły tańcują.
Jak się macie, panny czy zdrowe? Sądziłem, że trochę tranu nie psuje im apetytu, ale jeśli tak, to trudno. Najserdeczniej Was wszystkich ca­łujemy
Twój
Ojciec
Tytus Chałubiński, Listy 1840–1889, oprac. Aniela Szwejcerowa, Ossolineum 1970, s. 247.