Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bobrowski Tadeusz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bobrowski Tadeusz. Pokaż wszystkie posty

sobota, 7 listopada 2015

Odcinek 2042: Tadeusz Bobrowski, 1878 rok

List Tadeusza Bobrowskiego do siostrzeńca, Józefa Teodora Konrada Korzeniowskiego (Josepha Conrada)

26. 8-br [październik] / 7. 9-br [listopad] 1879 roku, z Kazimierówki
Kochany Chłopcze!
Chwała niech będzie Bogu, żeś zdrowo i cało powrócił! Przynajmniej tak
Tadeusz Bobrowski.
mniemać mogę, bo mi o żadnym szwanku osobistym nie donosisz, a tylko o wielkim zmęczeniu i potrzebie wypoczynku. W Twoim wieku pierwsze prędko przechodzi, drugi prędko się przykrzy.
List Twój z 20 now[ego] stylu otrzymałem 20 naszego, tj. we dni dwanaście, bo raz na tydzień na pocztę posyłam — co piątek — a więc i Tobie dopiero dziś, tj. w tydzień, mogę dać odpowiedź. Dla skomunikowania się więc potrzebujemy minimum trzy tygodnie, jeżeli notabene jestem w domu — co jednak w jesieni prawie zawsze bywa, bo nie lubię złej drogi; regulujże się, Panie Bracie, do tego terminu. Mam nadzieję, że posłany, który ten list odwiezie, przywiezie mi Twój drugi zapowiedziany, a którego niecierpliwie oczekuję, bo ten, który mam, daje mi szczegóły podróży dość obfite, ale bardzo skąpe o Tobie, mianowicie: jak te wszystkie perypecje znosiłeś? Niepodobna mi też mieć o to pretensji — nazajutrz po powrocie żądać wyczerpującego listu. A więc i za to, co dałeś, dzięki, a proszę o więcej — najprzód osobistych, a potem, jeżeli można, o tym, co widziałeś?, bo to mnie więcej interesuje niż kierunek wiatrów, które Cię z powrotem przygnały, a które za poczciwe uważać jestem gotów, jeżeli Cię nie uszkodziły i jeżeli nic nie odmroziłeś.
Bardzo mnie ucieszyłeś zapewnieniem, że się będziesz kontentował częścią pensji teraz Ci przypadającej, bo jak Ci pisałem, obrzydliwie goły jestem tego roku; 500 fr. mam do dyspozycji z własnej substancji — czekam wskazówki, jak i kiedy, i komu mam je przesłać? Bo zdaje mi się — nie jestem pewny — że można by z Odessy wprost na Londyn przesłać. Ucieszywszy sługę swego umiarkowaniem, patrz Waść, byś go później nie zasmucił, żądając wszystkiego! Wiesz bowiem, że do dobrego człowiek się przyzwyczaja, więc ja do szlachetnej myśli dania Ci tylko 500 fr. już się przyzwyczaiłem i żegnać się z nią byłoby dla mnie wcale niemiłą siurpryzą. A pomnąc, że ląd stały dla mego dobrodzieja dotąd bywał złowrogim we wpływie, pocierpam na myśl, aby mnie o jaką smutną siurpryzę nie przyprawił mój dobroczyńca. Dlatego wzywam Go: niech raczy pamiętać na złe skutki lądu — a mnie niech raczy ciągle i statecznie nosić w sercu swoim.
Co się tyczę projektu pływania po Śródziemnym Morzu — jak o wszelkich projektach Twoich odpowiadam: Czyń, jak uważasz! Jak chcesz! Ja się na tym nie znam. Czytałem nieraz, że to tylko „wielkie jezioro”, a więc marynarzowi w swym stanie zakochanemu, mniemam, że lepiej ocean może się podobać? Zresztą, jak nieraz wspominałem, życzyłbym widzieć w Tobie połączenie marynarza z trafikantem, a że tu bliżej drogi wybite i znane, sądziłbym, że dalsze i mniej znane byłyby dla Ciebie stosowniejsze? Ale Ty o tym lepiej wiedzieć możesz, więc rób, jak uważasz. Co się też stało z owym kapitanem i statkiem, którzy Cię tentowali? Czy mógłbyś się z nimi spotkać? Mnie to zainteresowało.
Projektujesz na rok przyszły przyjechać do Odessy i tam zobaczyć się ze mną? Co do roku będzie trudno przewidzieć — może być wojna, mogę ja, stary, zamrzeć! No, ale jedno i drugie nie jest w naszej mocy — ale co jest naszym obowiązkiem przewidzieć i uniknąć, to to, żeby sobie ambarasu nie narobić, a więc póki nie będziesz naturalizowany jako poddany angielski, nie życzę, byś do Rosji zaglądał. A tego nie napisałeś mi, czy zdawszy egzamen na Second-mate otrzymasz naturalizacją? Więc napisz i objaśń mi to. [...]
Ściskam i błogosławię całym sercem
Twój Wuj
T. Bobrowski

Tadeusz Bobrowski, Listy do Conrada, oprac. Róża Jabłkowska, Państwowy Instytut Wydawniczy 1980, s. 42–44.


środa, 14 maja 2014

Odcinek 1048: Tadeusz Bobrowski, 1892 rok

List Tadeusza Bobrowskiego do siostrzeńca, Józefa Teodora Konrada Korzeniowskiego (Josepha Conrada)
2/14 maja 1892, z Kazimierówki
My Dear Boy!

Na chybił trafił szlę ten list mój na Św. Helenę — a nuż Cię tam złapie i sprawi miłą dywersją, na czym wygramy oba: bo Ty miłą niespodziankę, ja przyjemność, żem Ci ją sprawił — znajdziemy. [...]
Na pierwszym miejscu niniejszego kładę wiadomość o własnym zdrowiu, gwoli uspokojenia mego Drogiego Chłopca. Otóż powiem Ci, że od lutego aż do pierwszych [dni] kwietnia, pomimo ciągle branych leków w tym celu, cierpiałem codzienne zawroty głowy, które mnie mocno męczyły i niepokoiły. Przed samymi Świętami Wielkanocnymi, stosownie do instrukcji lekarzy, po wzięciu czterech porcji zrobiłem pauzę — po której wnet zawroty ustały; następnie więc do onych lekarstw, odłożonych na czas jakiś tylko, nie wracałem, i dobrze mi z tym [...].
U nas dzieje się wcale niepomyślnie, od wiosny ani jednego prawie deszczu nie mieliśmy, posiewy zimowe nikną, a wiosenne nie wschodzą, buraki meszka zjada. Źle z nami jest, a może być jeszcze gorzej!!! Jaka na to rada? Cierpliwość.
Powiadomiwszy Cię o sobie, zwracam pióro moje do Ciebie i zamiarów Twoich, a więc najprzód nie cieszy mnie poczucie niedomagania pewnego, zmęczenia, które się odzywa — 35 rok toż nie starość przecie, i mam nadzieję, że to przejdzie. Co do zamiaru pozostania jeszcze rok na „Torrens”: Tyś sędzią i panem tej sprawy — rozsądek z pewnością nie pozwala opuszczać posady znośnej, którą masz, dla niepewnej i nieznanej, której jeszcze szukać, a może i na próżno, trzeba?... Dla ugruntowania Cię w tym postanowieniu dodam, że mam nadzieję i rok ten, i przyszły jeszcze jako tako przekołatać — i zobaczyć, i uściskać jeszcze Ciebie w 1894 może Bóg da, liczę na to, i liczmy. Dodam i to: że gdybyś chciał mnie tego roku odwiedzić, nie bardzo bym mógł połączone z tym koszta ponieść, bo mnie oprócz niepowodzenia dzierżawców, którym musiałem pewne folgi zrobić, a nadto i koszta z pozostawaniem Stanisława w więzieniu połączone, bo matka jego bawi od stycznia w Warszawie — wyczerpały.
„Torrens”, 1875 rok.
Nie pomnę, czy Ci pisałem, że biedny chłopczysko został przyaresztowany 3/15 stycznia br. pod zarzutem jakiejś politycznej, a raczej socjalnej propagandy i dotąd pod kluczem w Cytadeli Warszawskiej zostaje. Widzi mi się, że to wprost sprawa nieupoważnionego nauczania rzemieślników, nic nadto, ale ponieważ ma zabarwienie narodowościowe, staje się skomplikowana; wedle wyjątkowej ad hoc procedury prowadzi się tajnie i wyjątkową karę ściągnąć na biedaka może, łamiąc teraźniejszość — bo był już na ukończeniu uniwersytetu — a razem z nią i przyszłość może całą. [...]
Za przybyciem do Londynu zastaniesz list mój z pewnością, a może i parę. Doniosę Ci o wszystkim i wszystkich, a teraz bądź mi zdrów, My Dear Boy.
Ściskam Cię i błogosławię setnie.
Twój Wuj
T. Bobrowski
Tadeusz Bobrowski, Listy do Conrada, oprac. Róża Jabłkowska, Państwowy Instytut Wydawniczy 1980, s. 157–159.

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Odcinek 927: Tadeusz Bobrowski, 1888 rok

List Tadeusza Bobrowskiego do siostrzeńca, Józefa Teodora Konrada Korzeniowskiego (Josepha Conrada)

1/13 stycznia 1888, z Kazimierówki
Kochany Chłopcze!

Ostatni list Twój z d. 1 grudnia otrzymałem wczoraj wieczór, na noworoczny podarek, a dnia dzisiejszego, samotnie zwykle spotykanego i spędzanego, lepiej użyć nie mogę, jak przenosząc się, w krainę wspomnień i rozmawiając z Tymi, którzy mnie z owymi niepowrotnymi wspomnieniami łączą. Piszę więc [...] do Ciebie, przesyłając Ci moje noworoczne, a całoroczne, życzenia i błogosławieństwa! Prawdziwie noworoczny dałeś mi cukierek (chociaż to francuski, a nie nasz zwyczaj obdarzać się cukierkami), donosząc o swoim obecnym zdrowiu i o zdaniu wypowiedzianym przez lekarza, który Cię miał w kuracji; a chociaż ta sentencja kosztowała Cię 6 dolarów, jak się dość lekceważąco — w przekonaniu, że to za drogo — wyrażasz, pozwalam sobie być zgoła przeciwnego zdania, a za uspokojenie mnie ofiarowałbym drowi N. drugie 6 z własnej kieszeni. Dysponuj więc, Panie Bracie, swoją osobą i powrotem do Europy wedle własnego uznania, ale miej zawsze na uwadze zdro­wie, a przy pierwszym symptomacie ataku na wątróbkę wracaj i wcześniej — boć nic nad zdrowie!...
Do powrotu z Indii nie wzywam i nie wzywałem Cię wcale, i nie ten cel był przesłania pieniędzy dla Ciebie do p. Kriegera. Pieniądze tego roku miały Ci być zawsze przesłane, tylko później nieco, a powiadomienie o Twojej chorobie tylko przyspieszyło ich wysłanie. Ponieważ Cię uprzednio nie uprzedziłem o cofnięciu dotychczasowego zasiłku, uważałbym, pomimo wszelkiej domyślności Twojej, za ,,felonie”, jak Anglicy się wyrażają, oddalonemu Bóg wie gdzie i do tego choremu cofnąć posiłki „sans crier gare”, i dlatego na rok przed faktem czułem się w obowiązku o tym Cię uprzedzić, abyś chciał i mógł do tego się zastosować w zamierzeniach swoich. Ani chwilki nie pomyślałem, że Twoje powiadomienie o chorobie, o czym powinienem był wiedzieć, mogło być ubocznym wezwaniem o kruszec. Będąc sam otwarty w moich stosunkach, lubię otwartość w ogóle, a mam prawo wymagać takowej od członków mojej rodziny, którym dawałem i daję dowody mojej troskliwości. [...]
Joseph Conrad został kapitanem „Otago”
w styczniu 1888 roku.
Nie żądam od Ciebie poświęcenia zamierzeń Twoich co do pobytu i powrotu, ale niemniej upraszam o jedno poświęcenie — maleńkie, a dla mnie cenne, a mianowicie: kup sobie, Panie Bracie, dobrego papieru listowego i dobrego atramentu i używaj pisząc do mnie. Papier Twój tak zalewa, a atrament rozlewa, iż dobrze muszę namęczyć oczy, zanim list Twój odczytam, a że do niego zwykle powracam — czasem i parę razy — więc oczy moje cierpią, chociaż serce zadowolone. Możesz sprawić, że jedno i drugie będą w jubilacji, jeżeli wspomnianą ampletę zrobisz i użyjesz na mój benefis, czy zgoda?... [...]
U nas ceny dzierżaw spadły. Mnie nie ofiarują więcej jak 8 rb. za dziesięcinę (1 3/4 morgi), kiedy za przeszłe sześciolecie brałem 10 rb. Zdecydowany jestem przyjąć tę cenę, która umniejsza moje dochody o 1000 rb. i zdaje mi się, że przed wyjazdem do Kijowa skończę w domu. Od dwóch lat nie miałem dywidend od moich akcji cukrownianych, a przynosiły mi one czasem 2000, a przeciętnie 1200 rb. Teraz sprawy cukrowe niby się nieco poprawiły. Mamy ceny 4 rb. 50 kop. na miejscu, ale mi się widzi, że to sztuczne i że kryzys jeszcze nie przeszła, a tylko zacichła. [...] Sens moralny obu tych kombinacji, dzierżawnej i cukrowej, że i wartość mojego majątku spadła w stosunku jak 8 do 10, i dochody — co daleko gorzej — na jakie 2000 rb. rocznie zmniejszyły się przy tych samych mniej więcej wydatkach; bo to, co Ci ujmuję, a nawet więcej, dodaję rodzinie brata złożonej z siedmiu osób. Dlatego tak się obawiam ożenku krewnych najbliższych, bo doznaję skutków. Ściskam Cię setnie, pisz do mnie.
Twój Wuj
T. Bobrowski
Tadeusz Bobrowski, Listy do Conrada, oprac. Róża Jabłkowska, Państwowy Instytut Wydawniczy 1980, s. 112–114.

wtorek, 26 listopada 2013

Odcinek 879: Tadeusz Bobrowski, 1886 rok

List Tadeusza Bobrowskiego do siostrzeńca, Józefa Teodora Konrada Korzeniowskiego (Josepha Conrada)

14/26 listopada 1886, z Kazimierówki
Kochany Chłopcze!

A więc wiwat „Ordin. Master British Marchant Service”. Niech żyje jak najdłużej,
Joseph Conrad, 1883 rok
niech zdrów będzie i niech mu na wszelkich przedsięwzięciach na morzu i lądzie powodzi się!... Prawdziwą sprawiłeś mi rozkosz tą wiadomością o „Czerwonej Pieczęci” na patencie swoim. [...] Jako skromny dostarczyciel środków na ową antrepryzę, pozostaje mi się cieszyć, że nie zostały zmarnowane moje grosze i doprowadziły Cię do szczytu obranego zawodu, w którym p. Antoni, spadkobierca cnót Rzymian i Greków, tak niefortunny horoskop lat temu 12 dla młodego aspiranta do służby Neptunowi — wyciągał. Masz Acpan lat 29 i rzemiosło w ręku, a dalej czyń, jak wiesz i rozumiesz. [...]
Powtarzam jeszcze moją uwagę, a nawet żądanie, byś przed wyjazdem w nową drogę zrobił odpowiednie kroki w Ambasadzie Rosyjskiej o zwolnienie z poddaństwa, bo właśnie korespondencja cała może być w czasie Twojej podróży załatwioną, z której wróciwszy, kwestią możesz zastać zdecydowaną, jak przypuszczam, pomyślnie. A wtedy mógłbyś przyjechać odwiedzić mnie, czego oba zarówno pragniemy. Im prędzej zaś to nastąpi, tym mi będzie przyjemniej, a w 57 wiośnie żywota rzeczy przyjemnych na długo odkładać nie należy. Mam się lepiej; zawroty głowy żołądkowego pochodzenia ustały — przynajmniej od miesiąca ich nie miałem.
Dnia 8/20, tj. mniej więcej tydzień temu, najstarsza córka wuja Kazimierza p. Zuzanna konwolowała w związki małżeńskie z p. Mereschem, urzędnikiem kolejowym, któremu przyrzeczona była jeszcze przez ojca. Na ślubie nie byłem, ale posłałem im telegramę. Co z tego będzie, zobaczemy, a najprawdopodobniej nowe „gołe pokolenie”, na czym domysły moje o przyszłości tego stadła kończą się na teraz... [...]
Ruszaj, Panie Bracie, znowu w świat na morze, boć podobno na lądzie na teraz nie masz co robić. Napisz: kiedy? dokąd? którędy? na jak długo? Z drogi pisz, a teraz ściskam Cię i błogosławię.
Twój Wuj
T. Bobrowski 

Tadeusz Bobrowski, Listy do Conrada, oprac. Róża Jabłkowska, Państwowy Instytut Wydawniczy 1980, s. 104–106.

czwartek, 30 maja 2013

Odcinek 707: Tadeusz Bobrowski, 1880 rok

List Tadeusza Bobrowskiego do siostrzeńca, Józefa Teodora Konrada Korzeniowskiego (Josepha Conrada)

18/30 maja 1880, z Kazimierówki
Mój Kochany Chłopcze!
Na próżno się mną niepokoisz – gdybym dał kozła, uwiadomiono by o tym Ciebie.
Józef Korzeniowski, 1874 rok.
Wuj Kazimierz, pp. Tadeusz Zaleski i Włodzimierz Czarnowski – którym poleciłem wykonanie ostatniej woli mojej – zawiadomiliby Cię o tym, co Ciebie dotycze. Zmówiłbyś paciorek, zostałbyś trochę jeszcze samotniejszym na świecie, który by wraz z Tobą poszedł se swoją koleją, chociażby ubyło serca i głowy, które Was (tj. Ciebie i Świat) kochały. Taka kolej rzeczy ludzkich. Ale ja się jeszcze na oborę do księdza proboszcza nie wybieram. Przeciwnie, zdrów jestem – a cierpiąc, a nawet umierając, miałbym jeszcze pociechę odbywać tę operacją wśród swoich, na co Tobie stan Twój marynarza – nie pozwala. Bądź więc o mnie spokojny. Zupełnie zdrów jestem. [...]
Co miałem do powiedzenia o naturalizacji, powiedziałem w ostatnim liście. Być „Vogel frey” [wolnym ptakiem] całe życie niepodobna – jakiś stan cywilny mieć trzeba. Wcześniej czy później będziesz zmuszony o tym pomyśleć – ale zawsze jest pożyteczniej takie sprawy obrabiać z wolną myślą i ruchami, niż pod naciskiem okoliczności i konieczności!
Nie byłbyś Nałęczem, Kochany Chłopcze, gdybyś był stały w przedsięwzięciach i gdyby Ci się głowa do coraz nowych projektów nie paliła. To mówię ex re tego, coś minapisał o propozycji p. Lascalle zostania jego sekretarzem i robienia później afer w drogach żelaznych! Ale ja nie byłbym samym sobą i Wujem Twoim – gdybym Cię od przerzucania się z zawodu w zawód nie odciągał i nie ostrzegał: że takie przerzucanie się wytwarza tylko ludzi „declasse”, którzy nigdzie nie zagrzawszy miejsca, nic stałego nie wybudowawszy dla siebie (o społeczności nie mówię już nawet, chociaż i o niej godzi się każdemu pomyśleć), mają pretensją do całego świata, że się im nie udało! W dobrą lub złą szansę, Panie Bracie, nie wierz. Praca i wytrwałość to są jedyne podstawy, które nie zawodzą. W życiu każdego człowieka wydarzają się chwile pomyślności, których człowiek rozważny i umiarkowany nie nadużyje i zużytkuje – lekkomyślny lub głupi opuści lub nadużyje. Ale mieć pretensją, aby one chwile, zaraz u wstępu życia i na zawołanie, bez żadnej pracy i zasługi pojawiały się, jest dzieciństwem, mrzonką i wynalazkiem epoki, której tylko ,,używanie” jest hasłem. Sam zresztą powiedz, czy przywiązywać całą swoją przyszłość do losu jednego człowieka, jakkolwiek by się nawet wielkim wydawał – a cóż dopiero do jakiegoś amerykańskiego bussinesarza lub politiciana – czy zgadza się z godnością osobistą i rozsądkiem? Daleko godniej i rozważniej poświęcić się i związać swą przyszłość z pewnym zawodem – przechodząc takowy z pracą i wytrwałością. Wybrałeś sobie zawód marynarza – możesz go rozszerzyć jeszcze zajęciami handlowymi – bardzo dobrze – idź w nim, jak możesz najdalej, a dojdziesz. Z przerzucania się w inne kariery przypadkowe możesz tylko zawody i guzy na drodze swej napotkać!! Tak myślę przynajmniej! Zrobisz, jak zechcesz, bo jak w każdej kwestii Twojej kariery dotyczącej, zostawiam Ci zupełną wolność, będąc i z zasady jej zwolennikiem, i czując dobrze, że nie mogę podawać zdania, nawet w mojem mniemaniu stanowczego, nie znając okoliczności, wśród których się znajdujesz. Jako człowiek jasnej, zdefiniowanej pozycji, dla takich mam sympatią. Awanturniczego we mnie nic nie było nigdy i nie ma – a więc za pozycjami regularnymi wzdycham i dla Ciebie. Ty lepiej wiesz: Czego chcesz? Czego szukasz? Co Cię spotkać może? Jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz, a jakakolwiek Ci pościel wypadnie – jeżeli tylko  w godności i pracy słać ją będziesz – możesz być pewny błogosławieństwa, którego Ci i dziś udziela z serca
Twój Wuj
T. Bobrowski
Tadeusz Bobrowski, Listy do Conrada, oprac. Róża Jabłkowska, Państwowy Instytut Wydawniczy 1980, s. 46–49.

piątek, 22 czerwca 2012

Odcinek 366: Tadeusz Bobrowski, 1877 rok

List Tadeusza Bobrowskiego do siostrzeńca, Józefa Teodora Konrada Korzeniowskiego (Josepha Conrada)

10/22 czerwca 1877 roku, Kazimierówka
Mój Kochany Chłopcze!
List Twój z d. 8 maja (zapewne Waszego stylu) otrzyma­łem tydzień temu dopiero, to jest naszego 3 bm. i na ko­niec choć trochę uspokoiłem się o Ciebie.
Nie pojmuję doprawdy, dlaczego moje nie dochodzą Cie­bie, bo oto jest trzeci, który piszę od chwili otrzymania Twojego powiadomienia, że zostajesz w Marsylii. [...]
Mieliśmy zimę nadzwyczaj długą, bo aż do ostatnich [dni] marca, następnie kwiecień bardzo zimny i suchy, potem maj suchy i bardzo gorący — deszczu już szósty tydzień nie mamy, a znowu zimna i grady. Żyta i pszenice niezłe i trzymają się — inne zboża mizerne, a buraki także. Ceny zna­cznie podskoczyły na zboże, ale go nie ma, i to podniesie­nie cen nie tyle jest skutkiem gwałtownego potrzebowania, wiele upadku naszych pieniędzy. Jak długo wojna potrwa? Przewidzieć niepodobna! Ale to pewne, że jakiekolwiek bę­dzie jej rozwiązanie, na stanie ekonomicznym wszystkich, a w szczególe na naszym, mocno zaciąży.
Marsylia około 1900 roku.
Pytasz mnie, Mój Drogi, czy możesz wziąć przed 3/15 sierpnia leżące u bankiera 300 fr., gdybyś przed tą porą miał z Marsylii wyjechać. Rzecz jasna, że możesz, a nawet i wcześniej, boć widzę, że wyekspensowawszy się na kuracją przy zarabianych miesięcznie 60 fr. trudno, byś ich nie potrzebował. Zważywszy tę potrzebę, nie mając sam nic do przesłania Ci, a szczególnie z powodu okropnego kursu pieniędzy naszych, pragnąc od podobnej straty — dla nikogo niekorzystnej — jak najdłużej się chronić, w nadziei, że kursa się poprawić mogą, proszę też wuja An­toniego, by z procentu uzbieranego od zostawionych dla Ciebie przez śp. Katarzynę K. [ciotkę Korzeniowskiego] w Kasie Oszczędności 1000 guldenów przesłał Ci fr. 200. Dziś właśnie do niego o to piszę. Będzie to dwuletni procent od tej sumki. Wi­dzisz, że długo zbierać trzeba, a prędko stracić przychodzi. Ma się rozumieć, że jakikolwiek będzie kurs we wrześniu, Ty swoją pensją mieć musisz, i będziesz ją miał! Ale pyta­nie, jakim sposobem ją możesz otrzymać wyjeżdżając do Indii na rok cały? Otóż, proszę, pomyśl o sposobie? [...] Dla mnie przesłanie z góry całorocznej pensji jest uciążliwe, szczególnie tego roku! Otóż widzisz, Panie Bra­cie, jak to człowiek za własne winy pokutuje; gdyby nie zeszłoroczna eskapada, która całą półroczną pensją pochłonęła, mógłbyś całoroczną pensją mieć od razu, bo tak byłem się rozporządził, że się składała zawsze pół roku naprzód. [...] Napisz też, jak Twoje zdrowie? I co to za zajęcie masz za 60 fr., które zarabiasz? Pisz często, pókiś w Marsylii.
Ściskam Cię i błogosławię całym sercem.
Twój Wuj
T.B.
Tadeusz Bobrowski, Listy do Conrada, oprac. Róża Jabłkowska, Państwowy Instytut Wydawniczy 1980, s. 28–30.

sobota, 24 marca 2012

Odcinek 276: Tadeusz Bobrowski, 1891 rok

List Tadeusza Bobrowskiego do siostrzeńca, Konrada Korzeniowskiego (Josepha Conrada)

24 marca 1891 roku, z Kazimierówki
Mój Drogi Chłopcze!
Tadeusz Bobrowski, działacz
społeczny, pamiętnikarz,
wuj i opiekun Josepha
Conrada.
Cóż mam Ci odpowiedzieć na Twój ostatni list z dn. 21 lutego/5 marca ze szpitala pisany? Cóż mogę innego odpowiedzieć, jak to, że mnie mocno zmartwił, że mi zrobiłeś wrażenie mocno zwątpionego i osłabionego – chociaż poczciwy Krieger stara się swoim bilecikiem [...] wrażenie to w umyśle moim zatrzeć ale trudno, bo człowiek stary zawsze skłonniejszy widzieć sprawy ludzkie w czarniejszym świetle, niż może są?... Co, daj Boże, aby tak było i z Tobą, by mi wkrótce stan Twego zdrowia kłam zadał [...]. A więc, Panie Bracie, bądźmy dobrej myśli i nie traćmy fantazji, każdy ze swej strony – a to z pewnością nie zaszkodzi – jeżeli nie pomoże?!... Czekajmy więc cierpliwie wyzdrowienia, a tymczasem mówmy o konwalescencji. [...]
U nas w ciągu kilku dni (od 5 do 10 marca) śniegi zginęły – i co lepsze, zginęły nie wyrządziwszy żadnych szkód w groblach i młynach, a odkryły posiewy wcale nieuszkodzone, jak się to okazuje w większej części Europy. Jest nadzieja, że za jakie parę tygodni i drogi obeschną, i do siewów wiosennych przystąpić będzie można, a oziminy zazielenieją – jeżeli wiatry marcowe, zwykle suche, nie przeszkodzą i nie uszkodzą ,,nadziei rolnika”...
Z wiadomości rodzinnych nic szczególnego do doniesienia Ci nie mam [...].
Biedna p[an]i Kopr[owska] ciągle biada nad coraz gorszym stanem interesów Proroka Samuela – które im grożą eksmisją z majątku zastawionego w Banku Ziemskim. Wcześniej czy później stać się to musi – tak zawsze bywa z tymi, którzy tylko myślą o dogadzaniu sobie i swoim zachciankom. Nie mniej żal mi ciotki, która i rzeczywiście biedna w swym pożyciu rodzinnym, i tak przywykła biadać, że już trudno rozróżnić, co prawdą, a co przywidzeniem w jej żalach listownych – a które jej dają pochop do ciągłych nagabywań mnie, którym znowu trudno mi zawsze odpowiedzieć, odmowa zaś przykrość sprawia, tym bardziej, że ludzie i ona mają mnie za daleko zamożniejszego, niż jestem.
O kuzynkach Ci powiem – że jedna, Zunia, urodziła; druga, Marta, rodzić się zabiera; a trzecia, Maria, rodzić będzie, bo już jest w ciąży, jak mi pisze.
Staś od N[owego] Roku nie pisał, bo nie zwykł bez in­teresu pisywać. Jeden Tadzio regularnie co parę tygodni pisuje. Nauki idą mu dobrze, a żyjemy z nim w najlepszej komitywie. [...] Pani Kazimierzowa czegoś się na mnie dąsa, bo od sierpnia, tj. czasu bytności mojej w Radomiu, raz tylko do mnie pisała. Suponuję, że niekontenta ze mnie z powodu, że z sumy (2000 rb.), którą dawniej do jej rozporządzenia dawałem, teraz sam rozporządziłem, co komu przeznaczam — dla niej i Michasia zostawiłem 1200 rb. Zdaje mi się, że dając, mam prawo powiedzieć, co komu daję?? Ale z babkami trudna sprawa, mają swoją logikę i zapominają łatwo, co komu winne, jeżeli to z ich rozumieniem rzeczy nie zgadza się.
Bądź mi zdrów i dobrej myśli, Mój Drogi Chłopcze. Ściskam Cię i błogosławię po tysiąc razy.
Twój Wuj
T. Bobrowski
Tadeusz Bobrowski, Listy do Conrada, oprac. Róża Jabłkowska, Państwowy Instytut Wydawniczy 1980, s. 131–133.