Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bernanos Georges. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bernanos Georges. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 27 maja 2012

Odcinek 340: Georges Bernanos, 1934 rok

List Georges'a Bernanosa do przyjaciółki, Marii Vallery-Radot

La Bayorre, 27 maja 1934 roku
Georges Bernanos.
Kochana moja Maryjko,
Odgadłaś, że tym razem jestem już absolutnie zdecydowany wynieść się, gdzie oczy poniosą. Teraz, co bym nie robił, mógłbym już tylko wpaść z deszczu pod rynnę [...].
Człowiek jeszcze sobie wyobraża, że z daleka i z wysokości rzuca wyzwanie miernocie, podczas gdy ona już gotowa skręcić mu kark [...]. W gruncie rzeczy wszyscy ci ludzie  wciąż  jeszcze  z  przyzwyczajenia mówią do mnie o „wielkich książkach, jakie winienem pisać, ale w istocie spodziewają się po mnie już tylko literatury rozrywkowej. I wkrótce rzeczywiście tylko taką będę im w stanie dostarczać. Słowem doradzają mi arcydzieło tak, jak odwiedzająca jakiegoś   biedaka zacna dama zachęca go do oszczędności.
Myśleć i czuć jak rebeliant, lecz żyć i swoim bliskim tworzyć warunki życia zgodne z metodami i nakazami, których się nie cierpi, to jest to samo co rozwiązywać kwadraturę koła. I cóż to za machina do wypaczania duszy! Wiedziałem o tym od dawna, wiedziałem od urodzenia, ale mówiąc szczerze tkwi we mnie głupiec, któremu mieszczański rozsądek jakoś imponuje. Cóż poradzić? Człowiekowi zimno, głodny jest; marzy, żeby znaleźć się gdzie indziej, a taki zacny mieszczuch otwiera przed nim drzwi, wypinając brzuch sadowi się za stołem, pije, je, beka i powiada poklepując go przy tym po ramieniu: „Widzisz, jakie to proste. Rób jak ja! To zawsze chwyta.
[...] A więc wynoszę się stąd. Taką powzięliśmy decyzję na zebraniu najwyższej rady — Czarny Bouteiller, Colleville Posępny i ja. Dokąd? Do krainy oposów naturalnie, do Paragwaju. A dlaczego? Dlatego, że klimat tam jest zdrowy, gorąco umiarkowane, zwierzyny i ryb wielka obfitość i że w roku 1914 o piętnaście kilometrów od Asuncion, miasta o 120 tysiącach mieszkańców, pełnego jezuickich internatów, gimnazjów itp., krowa kosztowała 28 franków, a koń 30. Dodajmy do tego, że bananów, pomarańczy, owoców mango i trzciny cukrowej można mieć, ile kto zechce. Ano tak.
Na   zrealizowanie   owego   planu   Colleville,   ku   mojemu wielkiemu zdumieniu, posiada potrzebną ilość złota. Czarny Bouteiller, taki sam golec jak ja, wykorzysta kapitały rodziców,  bogatych domatorów. Ale ja?  Rozpatrzmy to uważnie.
1.   Za zupełnie nieistotne uważam problematyczne sumy, jakie  mam  uzyskać  z  procesu.  Jeżeli  mi  z  tego  kapnie parę tysiączków, to wszystko, co dostanę. Przezorniej nie brać ich w rachubę.
2.   Na  pokrycie  kosztów  podróży  czy  pierwszych  wydatków na urządzenie się myślałem o serii odczytów — albo w Brazylii, albo w Argentynie. Albo o jakiejś oficjalnej misji. A może o jakichś reportażach. [...] 
3.   Dopóki  się  nie  wzbogacę hodowlą bydła, handlem skórami krokodyli czy polowaniem na legendarne oposy, muszę zapewnić tam naszą egzystencję uprawiając jedyny zawód, jaki mam. Uważnie idź za moją myślą [...].
Zamierzam [...] pertraktować o nową umowę z którymś wydawcą [...].
A oto, jak sobie wyobrażam takie pertraktacje. Zaliczki mało albo wcale, one tylko mnie topią. Lecz przede wszystkim umowa, zapewniająca im całą moją "produkcję" aż do momentu ich bankructwa albo mojej śmierci. Potem co roku jeden tom [...]. Pobyt w Paragwaju może jedynie przydać takiemu dziennikowi barw bardziej oryginalnych. O, tak! Zapewniam Cię, że czytelnicy nie będą się nudzili! A poza tym powieści (paragwajskie lub nie), może jakiś reportaż z wojny paragwajskiej (to by było komiczne) itd., itd.
Jeśli chodzi o dziennik, myślałem także o comiesięcznych zeszytach. [...] Odczyty, reportaże, misja — do kogo by się o to zwrócić? Do kogo przyłączyć? Pomyśl, że przeszkoda, jaka mnie dzieli od wolności, jest właściwie nikła. Dwadzieścia tysięcy franków — podróż i urządzenie się, potem tyleż rocznie. Pomóżcie mi! Pomóżcie mi! Pomóżcie!
Jeśli będzie trzeba, pojadę sam z B. i z C. Pojadę za wszelką cenę. Za wszelką  cenę przed  zimą, która tam jest latem. Gdyby się ten wyjazd nie udał, opóźniłby mnie o cały rok. Od dziesięciu już przecież lat powinienem się był wyzwolić, ratować mój umysł, serce, moje dzieło życie wszystko to, z czego różni nicponie swoim upartym wysiłkiem zrobiliby w końcu żałosną kupkę popiołu. Tak, wyjadę za wszelką cenę. Odpisz mi prędko, Kochanie.
Twój stary biedny przyjaciel
G. Bernanos
Cryptonanus chacoensis - opos z Paragwaju.
Georges Bernanos, Listy: 1904-1948, tłum. Zofia Milewska, Instytut Wydawniczy PAX 1974, s. 117-120.