Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Berg Mary. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Berg Mary. Pokaż wszystkie posty

piątek, 10 lipca 2015

Odcinek 2025: Mary Berg, 1941 rok



Z dziennika Mary Berg

10 lipca 1941 roku

Rosyjscy lotnicy często „odwiedzają” okolice Warszawy; powietrze drży od wybuchów bomb. Co rusz słyszę szum rosyjskich samolotów, które omijają getto. Dlatego nie schodzimy już na ogół do piwnicy na sygnał alarmu. Upał potworny, przesiaduję wciąż na balkonie naszego mieszkania. Jest na drugim piętrze. Pomidory, groszek, marchewka i rzodkiewki w skrzynkach za oknami — usychają. Tylko zalane słońcem niebo nad głową przypomina wolność. Bardzo często wracam do domu z przyjaciółką, Lutką Leder, która mieszka na szóstym piętrze; dyskutujemy o planach na przyszłość. [...]
Wdychamy świeże powietrze i na chwilę zapominamy o tym, co dzieje się wokół nas. Ale jeden rzut oka na podwórze przedzielone murem na pół wystarczy, by rozwiać słodkie marzenia. Nasz balkon wychodzi na „aryjską” stronę Złotej. Stamtąd, z piątego piętra, często słychać dźwięki fortepianu, zwykle jedną i tę samą melodię: „Traumerei” Schumanna. Czasem myślę sobie, że to może jakaś szlachetna, chrześcijańska dusza stara się pocieszyć nieszczęsnych mieszkańców getta zamkniętych za murami i że nawet jakby wyrażała ubolewanie z powodu kamieni tak często wrzucanych do getta z „aryjskiej” strony. Ta melodia Schumanna przenosi nas w inny świat. [...]
Mur getta na placu Żelaznej Bramy (źródło).

Jestem pełna okropnych przeczuć, w ciągu kilku minionych nocy miałam koszmarne sny. Widziałam Warszawę spływającą krwią; razem z siostrą i rodzicami szłam nad okaleczonymi trupami ludzi. Chciałam uciec, ale nie mogłam i obudziłam się zlana zimnym potem, przerażona i wyczerpana. Złote słońce i błękitne niebo szarpią tylko moje osłabione nerwy.

Mary Berg, Dziennik z getta warszawskiego, tłum. Maria Salapska, Czytelnik 1983, s. 87–88.

poniedziałek, 30 marca 2015

Odcinek 2020: Mary Berg, 1942 rok

Z dziennika Mary Berg

Getto warszawskie, 30 marca 1942 roku
Robi się coraz cieplej. Wczoraj, po długich miesiącach okropnego zimna, wreszcie nadeszła wiosna. Ponieważ nasze podwórze nie jest pokryte asfaltem, moi rodzice skopali je, robiąc mały ogródek. Nasiona, które kupiliśmy w Toporolu, są już zasiane. Malutkie, zielone listeczki rzodkiewki jako pierwsze wyjrzały z czarnej ziemi. Posialiśmy też cebulę, marchewkę, rzepę i inne warzywa. Mamy nawet trochę kwiatów. A na początku kwietnia posadzimy pomidory i słoneczniki. 
Kilka dni temu przybył do Warszawy transport Żydów z Gdańska. Widziałam, jak ich wprowadzano do getta. Same kobiety i dzieci. Deportowani nieśli eleganckie walizki i byli ubrani o wiele lepiej niż nasi ludzie. Wszyscy mężczyźni z tego transportu zostali wysłani do karnego obozu pracy w Treblince, najgorszego na terenie Generalnej Guberni. Władze niemieckie obiecały wszystkim żonom i matkom, że ich mężczyźni wrócą po kilku miesiącach pracy w obozie. O Treblince krążą różne niesprawdzone wieści. Mówi się, że robotnicy mieszkają tam w barakach otoczonych poczwórnym drutem kolczastym i kablem pod napięciem elektrycznym. Dr Miechowski, brat przyjaciółki mojej matki, dostał propozycję objęcia stanowiska naczelnego lekarza Treblinki; zgodził się ze względu na swoją okropną sytuację materialną. Gmina natychmiast wypłaciła jego rodzinie 5 000 złotych. To musi być bardzo ciężka praca, skoro płacą za nią tak dużo. [...]
Getto warszawskie, fot. Ludwig Knobloch (źródło).
Romek pracuje jak dawniej. Teraz wygląda o wiele lepiej, nabrał trochę pewności siebie, może dlatego, że ma wyższe zarobki — zarabia około trzydziestu złotych dziennie, czasem więcej i dwa bochenki chleba jako dodatek. Ma lepszą pracę, ale bardziej niebezpieczną. Kieruje większą grupą robotników, a więc ma i większą odpowiedzialność za wykonanie pracy. Opowiada, że na każdym kroku Niemcy straszą, że go zastrzelą — bez powodu. Ostatnio żandarm zastrzelił robotnika na jego oczach za to, że znaleziono u niego w kieszeni kawałek masła. Romek ma żelazne nerwy. Praca w takich warunkach jest straszna, stale zagraża mu śmierć, a jednak wygląda dużo lepiej. Może dlatego, że pogoda zrobiła się nagle tak łagodna, jakby to nie był marzec, tylko maj. A jego ręce, przemarznięte zimą, teraz mają tylko nieliczne ślady odmrożenia. [...]

Mary Berg, Dziennik z getta warszawskiego, tłum. Maria Salapska, Czytelnik 1983, s. 147–149.

wtorek, 27 maja 2014

Odcinek 1061: Mary Berg, 1942 rok

Z dziennika Mary Berg (Miriam Wattenberg)

27 maja 1942 roku
Maj jest w tym roku nadzwyczaj gorący. Ciągle opalam się na dachu i jestem już dość brązowa. Kiedy spoglądam w lustro, staram się wmówić sobie, że właśnie wróciłam znad morza.
W naszym ogródku pojawiły się małe, zielone pomidorki. Szybko dojrzeją w ciepłym słońcu. Mieliśmy trzy zbiory rzodkiewek. Najsmaczniejsze są chyba młode cebulki. A nasze kwiaty pachną tak intensywnie i mają takie piękne kolory. Szymek nie przychodzi już pomagać... nigdy już nie przyjdzie. Parę dni temu, po skończonych zajęciach, upadł na ulicy z osłabienia. Abie znalazł go leżącego gdzieś w okolicy Nowolipia. Chłopiec miał wysoką gorączkę. Okazało się, że od dwóch dni był chory, ale nie pisnął słowa, bo bał się stracić pracę. Jednak moja matka zauważyła, że twarz ma rozpaloną i porusza się z trudem, więc wysłała go do domu wcześniej niż zwykle. Abie zabrał go rikszą do domu uchodźców, w którym mieszkał. Zmarł tam w kilka godzin później. Przyczyną śmierci była szkarlatyna. A Szymek tak bardzo chciał żyć.
Getto warszawskie, maj 1942 roku.
Mary Berg, Dziennik z getta warszawskiego, tłum. Maria Salapska, Czytelnik 1983, s. 164–165.