Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Balthus. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Balthus. Pokaż wszystkie posty

piątek, 22 listopada 2013

Odcinek 875: Balthus, 1933 rok

List Balthusa do Antoinette de Watteville

[22 listopada 1933] 
rue de Furstenberg 4, Paryż VI
Wtorek wieczorem

Balthus.
Bébé, znalazłem nareszcie chwilę, by napisać do Ciebie. To czwarty list, jaki zaczynam, ale ten nie podzieli losu pozostałych: nie umiem pisać do Ciebie w pośpiechu. Bébé, wydaje mi się, że wychodzę z długiego i okropnego koszmaru, choć wciąż jeszcze drżę z obawy. Oto znowu jesteś przy mnie. Bébé, droga Bébé, jeszcze Cię nie utraciłem. Czy mogę wierzyć w tyle szczęścia? Szczęście to złe słowo, jesteś bowiem wciąż daleko i kto wie, kiedy znów usłyszę Twój głos i zobaczę Twoją kochaną twarzyczkę. Jednak w porównaniu z lękiem, że odwróciłaś się ode mnie na zawsze — co za niesłychane uczucie! Przyznam Ci się nawet, że gdy po powrocie do domu czytałem Twój list w piątek wieczorem, w absurdalny sposób zacząłem po prostu szlochać. Bébé, to, co czuję w tej chwili, oddać można by jedynie w języku z ubiegłych epok, albowiem nasze czasy — z obawy przed popadnięciem w śmieszność — nie umieją wyrazić słowem namiętności i wielkich porywów serca (czego nie boją się jedynie Niemcy). Ja sam, który pod lodową maską kryję najgorętszą duszę stulecia, niszczę sam siebie, tak głęboko bowiem siedzi we mnie poczucie śmieszności. Bébé, najdroższa, znowu tu jesteś i dzieli nas tylko przestrzeń. Położyłaś na mojej skale kilka kwiatków, jak wtedy, gdy bawiłem się w żołnierza. Twój odległy obraz pomaga mi znieść całe piekło. Ale Ty, dziewczę moje, gdzie podążasz? Wciąż drżę o Ciebie, tak bardzo chciałbym, byś odnalazła szczęście choćby moim kosztem i z dala ode mnie! Ja z kolei nie mogę powstrzymać się od przeklinania Nieba i Ziemi, od znienawidzenia całego świata, od ciskania najokrutniejszych przekleństw za to, że życie z lubością mnie unicestwiło, że utraciłem bogactwo, które tu czy gdzie indziej pozwoliłoby mi żyć z Tobą. To jedyny powód, dla którego moje dzisiejsze ubóstwo każe mi ryczeć z wściekłości. Jestem więc potępiony! Życie z Tobą i Robim, takie jak latem ubiegłego roku, życie w doskonałej harmonii pomiędzy trójką istot, życie, jakie przydarza się raz na trzysta lat! I nie byliśmy sami z siebie na tyle bogaci, aby stworzyć świat tylko dla nas trojga. Wybacz, Bébé, wybacz! Zapominam, że nie mam prawa tego mówić. Bébé, co za tortura! Myślisz, że nie zjawisz się w końcu w Paryżu? To rzeczywiście jedyne — poza cudownym Bernem — miasto, które jest stworzone dla Ciebie, mieści bowiem w sobie wszystkie inne miasta. Nie, rezygnuję z myślenia, rezygnuję z filozofii — jest we mnie tylko bunt. Boże, kiedyż Cię zobaczę, Bébé? Jeszcze odrobina nadziei...
Antoinette de Watteville.
Jestem w tej chwili okropnie zajęty, gdyż od ośmiu dni mam dość zabawne zajęcie. Jak wiesz, Max Reinhardt wystawia tu Zemstę nietoperza Straussa. Asystuję Kainerowi (facet od scenografii) przy wykonaniu kulis i malowaniu dekoracji. Całe dnie, od siódmej rano do dziesiątej wieczór, spędzam więc w teatrze Pigalle. Mam pod sobą sześciu pracowników i mistrza — dekoratora, na którego wciąż się wydzieram, bo to idiota i robi wszystko na odwrót. Dziś wysiadły mi chyba struny głosowe od tych całodziennych wrzasków. Pracujemy w potwornej gorączce, bo w przyszły poniedziałek próba generalna. Tymczasem wszędzie bałagan i wszystko jest opóźnione. Od wczoraj pracuję szybciej w rytm uroczej muzyki Straussa, która dobiega do nas zza kotary. Gdy wieczorem wracam do siebie, godzinami wpatruję się w znany Ci portret jasnowłosej, romantycznej amazonki, który wisi nad moim łóżkiem.
This faint resemblance of thy charms 
Though strong as mortal art could give 
My constant heart offear disarms 
Revives my hopes and bids me live. 
[Byron, To Mary, On Receiving Her Picture]
Pisz do mnie, pisz do mnie.
Balthus, Korespondencja miłosna z Antoinette de Watteville 1928-1937, tłum. Jan Maria Kłoczowski, Noir sur Blanc 2008, s. 109-110.

piątek, 19 lipca 2013

Odcinek 749: Balthus, 1931 rok

List Balthusa do Antoinette de Watteville

[Kenitra, 19 lipca 1931 roku]
Autoportret, mal. Balthus. 1940 r.
Dear, dear Baby!
Co za słodki list mi wysłałaś! Chciałbym skoczyć Ci do szyi i pożreć pocałunkami (staję się dzikusem w tym kraju). Och, Baby, jakże się uśmiałem, czytając Twe słowa! Tysiące drobnych kłopotów na zewnątrz sprawiło jednak, że nie mogłem odpisać Ci od razu. Dopiero dzisiaj mogę być z Tobą na chwilę. Twój list nosi datę 30 czerwca, a tu już kończy się lipiec!
Po dwóch dniach spędzonych u Browna (chyba mylisz go z Sidneyem Brownem, jego kuzynem, Charlie bowiem, choć nie do końca wyzbył się zabawnych cech pederasty, przynajmniej nie jest nachalny - Sidney natomiast pomieszkiwał w Paryżu w najpodlejszych hotelikach i wpraszał się na kolacyjki do Robiego) - tak więc po dwóch dniach odpoczynku w Fezie musiałem wrócić, by wziąć udział w przeglądzie i defiladzie z okazji 14 Lipca.
Wieczorem był wielki bal: otarłem się o śmierć, gdy musiałem poprosić do tańca żonę komendanta, której właśnie zostałem przedstawiony. Mojego wzrostu, ważyła z pewnością 200 kilo, jeśli nie więcej, i co chwila puszczała do mnie oko (ulżyło mi dopiero wówczas, gdy zrozumiałem, że to tik). Pierwszy taniec wypadł całkiem nieźle. Na balu pełno oficerów, podoficerów, notabli z Kenitry, wreszcie tłum ludzi tak podejrzanych, jak tylko można sobie wyobrazić. (Tu, w Maroku, wszyscy Europejczycy to oszuści, którzy uciekli ze swoich krajów przed więzieniem).
Portet Antoinette, mal. Balthus.
Na nieszczęście zatańczyłem po raz drugi, podniecony niesmakiem, jaki budziło we mnie to sflaczałe, białe i lepkie ciało wylewające się z dekoltu olbrzymiego babska. Orkiestra grała walca. Dramat trwał sekundy. Pociągnięty całym ciężarem tej kobiety, szukającej we mnie oparcia, upadłem gwałtownie na jej brzuch. W tłumie tancerzy zawirowało, jakby statek pogrążał się w morzu. Kobieta zemdlała i długo dochodziła do siebie. (Lubię wyobrażać sobie najdziwniejsze sytuacje, ale tu rzeczywistość obsłużyła mnie z nawiązką). Od razu uciekłem. [...]
Nadal więc żyję tutaj, po uszy w grotesce. Ach, litości!
Baby, nie mam żadnych wieści od Betty. Wszyscy się rozjechali. Ach, tak, mama jest w Londynie na jakiś czas, więc zapewne ją zobaczysz. Czy wróciłaś do ambasady? Biedactwo, kochanie, chyba nie wsiądziesz do samolotu, by mnie zobaczyć. Takie rzeczy są zbyt piękne, by zdarzały się naprawdę. Można o nich poczytać jedynie w Gelbe Ullsteinbucher.
Wbijasz mi nóż w pierś, pisząc, że jesteś jeszcze piękniejsza! Czy to możliwe? Czy możesz być piękniejsza, niż byłaś?
Balthus, Paryż, ok. 1934 r., fot. Rogi André.
Zdaje się, kochanie moje, że czekają mnie niezmierzone bogactwa po tych czterech czy pięciu miesiącach, które dzielą mnie jeszcze od wolności. Wszystko, wszystko musi być piękne. Ale przede wszystkim nie gniewaj się, że odpowiadam dopiero dzisiaj i że opowiadam tak mało, właściwie tylko o ciężkiej przygodzie. Ty nie zwlekaj tak długo: pomyśl, że jestem tylko nieszczęśliwym strzelcem, który ledwie ma czas na oddychanie (pomimo przesady jest to bliskie prawdy). A poza tym jest teraz tak ciepło, że człowiek staje się leniwy i lubieżny! Polubiłabyś z pewnością ten żar. Nie sposób zasnąć przed północą: w pokojach nie da się oddychać, więc kładę się na rozgrzanym do białości piasku, spragniony, spragniony także miłości, z sercem skołatanym miauczeniem kotów i wyciem szakali w lesie.
Sweet, sweet Baby, całuję z całego serca! Więc czytasz teraz Alicję? Byłem pewien, że nie pozostaniesz nieczuła wobec Tweedledum.

B.
Balthus, Korespondencja miłosna z Antoinette de Watteville 1928-1937, tłum. Jan Maria Kłoczowski, Noir sur Blanc 2008, s. 57-59.