Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Asnyk Adam. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Asnyk Adam. Pokaż wszystkie posty

piątek, 1 czerwca 2012

Odcinek 345: Adam Asnyk, 1867 rok

List Adama Asnyka do rodziców

Paryż, 1 czerwca 1867 roku
Adam Asnyk.
Najukochańsi Rodzice!
[...] Porzucając czysto kaligraficzny temat, przystąpię do dalszego sprawozdania z moich podróży i rozglądań się po paryskim bruku; przedmiot to zaiste niewyczerpany, a trudny do ujęcia w ramy zwyczajnych listów, chociażby te, jak obecne moje, dosyć obszerne były. Nie będę więc Was dziś oprowadzał po Wystawie Powszechnej, zostawiając ją sobie do następnych listów, a zwrócę pióro me na włóczęgę tu i ówdzie, gdzie się zdarzy, naśladując w tym prawdziwych paryżan, których życie całe polega na podobnym flanowaniu (flaner) z kąta w kąt, zbierając mimochodem tu skandal, tam anegdotkę, tu wierszyk, ówdzie fakt historyczny, gdzie indziej sentencję filozoficzną; czasami uchwycą jaką myśl szczęśliwą, napiszą komedię lub polityczną broszurę, potkną się o Krzyż Legii Honorowej, wpadną na urząd, mimochodem zrobią fortunę na bursie, a przechodząc kolejno z objęć w objęcia wszystkich najsławniejszych heter swego czasu, nie zatrzymają się nigdzie, aż dopiero w objęciach chłodnej ziemi. Już to rzeczywiście jedni Francuzi, co mają czas na wszystko, wszędzie są obecni, o wszystkim wiedzą, uczą się bawiąc, bawią się ucząc i jakoś załatwiają wszystko, nie wiedzieć, jak i kiedy. Strasznie ruchliwy narodek, obracają się w świecie z szybkością elektromotorów i dlatego też tylu różnym rzeczom wydołać potrafią. Ja na przykład to istny niedołęga przy nich; jak się zabiorę do najprostszej rzeczy, jaką jest napisanie listu do Was, to jeszcze mi zejdzie parę dni czasu na tym drobnym zajęciu. Wprawdzie nie piszę jednym ciągiem, żeby myśli nie znużyć, bo gdy znużona, to wlecze się jak żółw leniwo po karcie papieru, nie zostawiając prawie żadnego innego śladu oprócz koszlawo postawionych liter. [...]
Tydzień temu, w niedzielę, wybrałem się do Wersalu, sławnej rezydencji wielkiego króla, jak się sam nazywał, to jest Ludwika XIV. Wersal jest to miasteczko o godzinę drogi koleją żelazną odległe od Paryża, puste teraz i bezludne prawie, ale mieszczące przepyszne parki, ogrody i gmachy pałaców królewskich, służących dziś zarazem za galerie zbiorów sztuki i pamiątek historycznej przeszłości. Pierwszy Ludwik XIII zbudował tam sobie pawilon, w którym od czasu do czasu przebywał; za to syn jego do tego stopnia upodobał sobie to miejsce, że nie wahał się prawie rujnować Francji na zaspokojenie królewskiej fantazji i powołanie do życia całego kompleksu pałaców i ogrodów, bogatych zbiorów archeologicznych i kunsztownych wodotrysków, do których potrzeba było wielkim kosztem ze znacznej odległości sprowadzać wodą. [...]
Ogród w Wersalu.
Ogród w guście francusko-włoskim, o bardzo szerokiej alei środkowej, o terasach, z kanałem wody, pięknymi perspektywami, koszykami kwiatów, sztucznie zestawionymi klombami drzew pomarańczowych, szpalerami, treillażami, drzewami strzyżonymi w najdziwniejsze formy. Ogród przepełniony statuami mitologicznych postaci, sztucznymi ruinami, brązowymi grupami wodotrysków, marmurowymi łożyskami kaskad w połączeniu z gaikami i rozległym zwierzyńcem. Każdy może tam znaleźć to, co lubi, i spoczywać stosownie do woli na ławce marmurowej przy posągu Diany lub na zielonym trawniku nad wodą, słuchać muzyki wojskowej pod tarasem lub słowików w gęstwinie parku.
Jedna tylko rzecz sprawia nieco melancholii, że się jest samemu; lepiej wszakże samemu niż w niedobranym towarzystwie. Żałuję bardzo, że nie mam doktora, który miał przyjechać tu również i nie przyjechał, a na listy moje nie odpowiada. Pani również została jeszcze w Heidelbergu; pisałem już raz do niej i teraz właśnie wybieram się pisać.
Kto wie, czy z Paryża nie przyjadę wprost do Warszawy. Nasz Najjaśniejszy Pan przed wyjazdem z Petersburga udzielił amnestią częściową, spodziewają się wszyscy ogólnej; jest nawet pogłoska, jakoby przyrzekł cesarzowej Eugenii.
Przyjęcie cesarza Aleksandra przez tutejszy dwór będzie bardzo świetne; przygotowuje się niezliczona moc balów, obiadów, rewii, wyścigów, widowisk teatralnych, słowem, uroczystości wszelkiego rodzaju; ja wprawdzie nie spodziewam się być w liczbie zaproszonych, dosyć mi na tym, że będę w Grand-Hotel na obiedzie ekonomistów, to i to coś znaczy [...].
Wasz Adam
Cyt. za: Francja w pamiętnikach Polaków, oprac. Andrzej Gawerski, Interpress 1981, s. 307-311.