Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Arct-Umińska Maria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Arct-Umińska Maria. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 2 sierpnia 2011

Odcinek 41: Maria Arct-Umińska "Myszka", 1944 rok

Ze wspomnień Marii Arct-Umińskiej "Myszki" z kancelarii służby kwatermistrzowskiej Komendy Okręgu Warszawskiego AK

Warszawa, 2 sierpnia 1944 roku

Piąta rano, zrywam się z łóżka z postanowieniem wyruszenia w drogę na Jasną. Przecież tam czekają i mogą myśleć, że nie stawiłam się na godzinę "W"! Wychodzimy z "Hanką". Na Lesznie pusto i jakoś blisko nie strzelają. Dopiero za Żelazną Bramą zaczyna być gorąco. Zewsząd strzały, że trudno zdecydować się na dalsze skoki w poprzek ulicy. No, hop! Między budkami Okrąglaka przemykamy się: Graniczna, Królewska - oj, jak tu gorąco! Przeskakujemy Marszałkowską. Piorą z [Ogrodu] Saskiego i PASTy i biegiem w plac Dąbrowskiego.
O, Boże, nasze placówki - opaski na rękawach. Jeszcze chwila i jesteśmy na Jasnej. Wchodzę na podwórze. Z balkonu wita mnie "Meta" swym okrzykiem: "Myszka przyszła!" Jedna z tych najlepszych chwil. Okazało się, że większość po różnych perypetiach dopiero dziś doszlusowała. Są prawie wszyscy, biuro zaczyna się organizować. Lokal duży cechu szewskiego.
Barykada na ul. Szpitalnej
przy pl. Napoleona
wzmocniona przez zdobyczne
niemieckie działo samobieżne.
Ja zostaję przydzielona do kancelarii kwatermistrza okręgu. Zakładam dziennik podawczy, dostaję moc legitymacji AK do stemplowania. Każdy łapie swoją robotę. [...]
Na podwórku stoi parę samochodów, koło których chłopaki "Mety" się kręcą. Błyszczy wszystko gotowe do startu. Dzień schodzi na urządzaniu biura. Poznaję naszą osłonę. "Wilk", choć chory, stawił się. "Barycz", sympatyczny pan, pomaga mi w stemplowaniu legitymacji całą noc. "Witold", z którym rozmówkę sobie ucinamy. O piątej rano budzę "Misię", sama kładę się, zmiana. Wszystko przy akompaniamencie strzałów bliższych i dalszych. Broni prawie nie mamy. Pięć rewolwerów szybko rozchodzi się z szuflady "Badacza". Sytuacja żywnościowa nieciekawa. Tymczasem społeczeństwo nas dokarmia.
Wiadomości z miasta dobre, opanowujemy coraz więcej ulic. Tygrysy często wjeżdżają od placu Dąbrowskiego i od placu Napoleona, ale nasi chłopcy przepędzają je. Butelki z benzyną są główną bronią. Figle też nie są zaniedbane. Chłopcy "Mety" postawili butelkę na środku jezdni, od której sznurki przeciągnięte do obydwu bram podejrzanie wyglądają. Tygrys nadjechał, zobaczył i zawrócił. Śmiechu co niemiara. Co chwila "Meta" wpada z wiadomościami i meldunkami, wszędzie go pełno. Przyniósł mi zdobyczne na Niemcach cukierki, rodzynki, migdały. Z przyjemnością jemy, bo głodni jesteśmy.

Aresztowane powstanie, red. Jacek Zygmunt Sawicki, Instytut Pamięci Narodowej 2004, s. 143-144.