Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Afanasjew Jerzy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Afanasjew Jerzy. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 13 października 2014

Odcinek 1177: Jerzy Afanasjew, 1970 rok

List Jerzego Afanasjewa z Norwegii do żony i syna

13 X 1970 Kautokeino
Jerzy Afanasjew.
Kochanie Moje i nasz Jureczku,
śmiałem się przez 15 minut! Chaplin zapomniał jeden temat zrobić: co spotyka cudzoziemca, jeśli go nie rozumieją lub on ich.
A jest całkiem wesoło. Zaczęło się wczoraj, kiedy pomyliłem rozkład jazdy i jeszcze jeden dzień muszę spędzić na tej wsi odciętej od świata. Już byłem spakowany, ale nie ta rubryka w rozkładzie jazdy. Zawsze byłem słaby w rozkładach jazdy i w religii, czego dowodem jest 2 na maturze. Potem zamiast tabaki kupiłem tytoń do fajki i go ukradkiem palę. No, Jureczek musi znać od małego angielski i rosyjski. Ten niemiecki to już wyszedł z obiegu. (...)
Kupiłem Ci także dziś lapońską torebkę z futra, wydaje mi się, że ładna i oryginalna. Chciałem początkowo kupić Ci „czepiec" eskimoski w kolorze czerwonym, ale myślę, że byłby zbyt sensacyjny, mniej więcej tej rangi, co ja bym chodził po Sopocie w rogatywce krakowskiej z pawim piórem. Myślę, że nawet nasza Mama w tym czepcu siedząc przed telewizorem odciągałaby uwagę. Ale torebeczka jest ładna, myślę, że Ci się spodoba.(...)
Całuję Ciebie i Jureczka w oczy i noski


Kochający Jerzy
Mieszkanki Kautokeino w tradycyjnych strojach.
 Jerzy Afanasjew, Listy, Wydawnictwo Oskar 2000, s. 186.

sobota, 5 października 2013

Odcinek 827: Jerzy Afanasjew, 1960 rok

List Jerzego Afanasjewa do żony, Aliny

5 października 1960 roku 
Jerzy Afanasjew.
Kochana moja mała żono, Alinko!
Przed chwilą wróciłem z tego straszliwego lunaparku załatwiania spraw. Wierz mi, że w ciągu tych kilku dni, co tu jestem, nabrałem miastowstrętu. To, niestety, wszystko nie dla mnie, przekonuję się o tym z godziny na godzinę. Niestety, nasze jedyne paliwo, jakim dysponujemy, dusza, wkręcone jest jak szmata w tryby miasta. Brzydzę się tego, męczy mnie to. Ach, Alineczko kochana! Czy wierzysz mi, że bardzo, ale to bardzo tęsknię za tobą? Wielki to dzień będzie, gdy przyjadę z dzieckiem naszym [z filmem Białe zwierzęta]. Bardzo Cię kocham, czuję się jak łódka, która nie chcąc [tego], odpłynęła od ukochanego wioślarza. A fale to to cholerne, wstrętne miasto, płaszczenie się, zgiełk, krętactwo. Nigdy i nigdzie z Sopotu nie wyjadę!
Przyjmiesz mnie? Zabawisz się ze mną w dom?
Wiozę Ci prezenty. Kupiłem, bo tak bardzo lubię Ci przyjemność sprawiać. Bo nawet nie wiesz, jak wielką sprawiają mi przyjemność Twoje sprzęty porozrzucane na moim stoliku. Ile razy piszę, patrzę na nie, jestem nimi otoczony jak śladami Twoich nóg na piasku.
Zaczynam., zdaje się, wpadać w sztubackie listopisanie, ale piszę prawdę i nie silę się na literaturę.
Chcę Ci jedną rzecz podarować, Kochana, na własność. Nie jest to wielkie dzieło, ale wierzę, że je w życiu jeszcze napiszę, śni mi się po nocach. To opowiadanie leży w teczce w szufladzie stolika. Weź je, przeczytaj, weź do serca. Pisałem je cztery miesiące. Zdaje się, znalazłem swój język wreszcie, i ten straszliwy smutek, który tkwi we mnie pod maską idiotyzmów zarobkowych. Weź je, Kochana, napisałem to dla wszystkich biednych ludzi, dla nieszczęśliwych, którzy umierają, bo taki ich los straszliwy, który im się rodzić każe, jednym dając wszystko, złoto i zamki, drugim nic, a takim jak ja i Ty każąc być tragicznym sejsmografem, upijać się ich nieszczęściem, biedą, tragizmem, o jakim tamci nie wiedzą.
Weź je, ukochana, bo to jest to, co Ci mogę dać najdroższego, największego. Przyjdzie chwila, gdy Ci coś więcej podaruję za to, że Ty mnie trochę kochasz, i ja Ciebie strasznie, jak litery kochają słowa.
Chciałbym, abyś o mnie myślała, o kochającej Cię „maszynie", w której gąbki wsiąkają dziwne krajobrazy dusz ludzkich, znakowane ich nieszczęściem. Tak bardzo chciałbym Cię przeprosić, ucałować Twoją biedną, znękaną mną i wieloma sprawami duszę. Otulić ją, zanieść do moich ogrodów i tam koić Cię siedmioma rodzajami deszczów.
Jestem z Tobą bardzo szczęśliwy, Alinko. A rany, które w sobie pielęgnuję, zadają mi ludzkie nieszczęścia. Niestety, nie mogę ich zasklepić, bo one mi dają życie. Bolesna prawda, ale chwilami tak piękna, że sama mi prowadzi pióro. [...]
Byłem raz z Jurkami w kinie na „Czarnym Orfeuszu". Pójdziemy razem jeszcze raz na to w Gdańsku. To jedno z kilku arcydzieł filmowych. Ach, gdybyś wiedziała, jakich wzruszeń doznawałem oglądając rzecz godną całej poetyczności religii egipskiej. Kończę, Kochana, całuję długo i strasznie mocno, i Matkę naszą, Dobrą i Kochaną ucałuj [...]
Twój Jurek
Jerzy Afanasjew, Listy, Wydawnictwo Oskar 2000, s. 63-65.