Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Żmichowska Narcyza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Żmichowska Narcyza. Pokaż wszystkie posty

sobota, 21 grudnia 2013

Odcinek 904: Narcyza Żmichowska, 1868 rok

List Narcyzy Żmichowskiej do Julii Baranowskiej

21 grudnia 1868 roku, Dębowa Góra
Narcyza Żmichowska.
I znowu w twoje ręce, Juluto moja kochana, składam moje świąteczne pozdrowienia, od których nikt zdrowszym nie będzie, i życzenia, które nikomu nic szczęśliwego nie przyniosą. Ale tak mię już nałóg ciągnie, ze się bez jakiegoś „z Wami" na ostatnie dni roku obejść nie mogę, a musi to być nałóg nieprzezwyciężony, kiedy mię żaden pismowstręt uleczyć z niego nie jest zdolny. Już tez pewną jest rzeczą, ze gdyby nie wpływ uroczystości, to bym teraz szczególniej spojrzyć nawet na atrament i biały papier nie mogła, tak mi to wszystko zbrzydło przy moich próbach autorskich. Jednak przyszykowałam sobie tyle białych ćwiartek, ile was mam drogich moich korespondentek w Warszawie i choć z kilkoma słowami do każdej wybieram się w odwiedziny. [...] Zgłaszałam się do was wszystkich, żebyście mi naraiły jakie dramatyczne dla trzech aktorów przedstawienie; znikąd mnie dobra — miałabym nawet prawo powiedzieć: żadna — rada nie doszła. Jedna Matylda nasunęła półtora konceptu, ale już za późno. Musiałam więc starymi pomysłami się ratować i wyjątkami ograniczyć. Pannie Fanny dodałam odwagi, żeby wzięła jedną scenę z Moliera, sama ni mniej, ni więcej, jeno Felińskiego Barbarę [Radziwiłłównę] przyzwałam. Była to zupełnie rozpaczliw[a] decyzja. [...]
Zygmunt i Barbara, mal. Jan Matejko.
Lecz wracając do przedstawienia dramatycznego, powiem ci, ze pomimo całej trzeźwości wcale nie babusinego sądu, pójdzie pewnie lepiej, niż się spodziewałam. Monsieur Jourdain z Filozofem, który go ma ortografii uczyć, mogą mieć dość zasłużone powodzenie. Jako pierwszy występuje Kazio: jeśli nam się uda charakterystyczne dobrać przebranie, to go choć na lubelską scenę wprowadź. Największa właśnie bieda, że albo za szczupłe, albo za grubo wygląda. Lutkowi łatwiej dobrać odpowiedniego kostiumu i trzeba przyznać, ze ma tez więcej komicznego usposobienia: na jednej próbie, kiedy go upudrowałam, wsadziłam mu na nos okulary i zawiązałam chustkę białą z ogromnymi fontaziami, taki był wyborny, że się sama serdecznie uśmiałam. Tragedia będzie prześlicznie ubrana, dotychczas to jest u niej zaasekurowane z największą pewnością: August w czarnym aksamicie, Barbara w perłach i błękitach, Boratyński w żółtym żupanie. I cóż powiesz? Basia dotychczas najlepiej występuje. Kiedy chłopcy zaczęli się uczyć swego monologu, Marychnie także się zachciało, ale głównie ubioru. Ach! Żebym to ja za królową mogła być przebraną! Nb. ... wzdycha do tego trzeci rok już: Ha, dobrze będziesz, ale trzeba wierszyków trudnych się nauczyć. - Och! Nauczę się! I nauczyła niby, było to jednak strasznie liche, monotonne skandowanie. Długi czas poprawiałam, starałam się ją rozrzewnić, przejąć losem nieszczęśliwej Barbary — wszystko na próżno. Głos, ruchy twarde jak z dębowego drzewa. Aż tu jednego wieczoru przychodzi materiał na suknię. Odbywa się rada, czym obszyć, jak długi dać ogon, wreszcie bierze się całą trójkę do powtórzenia ról. W dziewczynę duch inny wstąpił: głos zmiękł, ucieniował się, a rączki jak zaczęła składać, a oczki jak zaczęła w górę podnosić, takeśmy się wszyscy wydziwić nie mogli, nawet p[ani] Fanny, która mogła tylko muzycznie i rysunkowo grę jej oceniać. Niewiele tej gry na początek, w dwóch odpowiedziach z ośmnaście wierszy, ale co surpryza, to surpryza. [...]
Co bym ja nie dała, Juluto moja, żebyś tu z nami być mogła. Poczyniłam różne nowe nad głosem ludzkim spostrzeżenia: jaśniej niż kiedykolwiek zdałam sobie sprawę z tego, co to być muszą studia dramatyczne, ale pewnie wszystkiego zapomnę, nim się zobaczymy. [...]
Opłatka ci nie posyłam, bo jeszcze w domu nie ma i słusznie, byśmy się twoimi, nie moimi dzieliły — ty mi przyślij. [...]
Narcyza Żmichowska, Listy. Tom IV: Rozmowy z Julią, Fundacja Akademia Humanistyczna i Instytut Badań Literackich 2009, s. 365-368.

sobota, 17 sierpnia 2013

Odcinek 778: Narcyza Żmichowska, 1835 rok

Z dziennika Narcyzy Żmichowskiej

Mężenin, 17 sierpnia 1835 roku

Przybycie gości, rycina z Illustrated London News.
Niech słońce spadnie, gwiazdy pozlatują, niech ziemia rozbije księżyc, a kometa Halleya ziemię; niech będzie głód, susza, powietrze, ogień, woda. wojna; niech będzie, co chce. co być może, ale niech gości w Mężeninie nie będzie!
Od onegdajszego wieczora umieram, konam, nie żyję z nudów. Przyjechał prezes Kożuchowski; wujenka by go chciała jak najlepiej przyjąć, a ja ledwo nóg nie połamię, tak się muszę uwijać. Po wszystko trzeba kilkanaście razy chodzić, wołać, żeby się śpieszyli, kiedy ani Marysia, ani Ludwisia śpieszyć się nie myślą. Już doprawdy cierpliwości mi braknie. Daj Boże, aby sobie jak najprędzej pojechał. Przy ustawicznym lataniu i kręceniu się spać mi się chce jednak, do tego stopnia mnie nie bawi jego figura.
Narcyza Żmichowska [w:] Kufer Kasyldy, czyli wspomnienia z lat dziewczęcych, oprac. Danuta Stępniewska i Barbara Walczyna, Nasza Księgarnia 1983, s. 228.

środa, 14 grudnia 2011

Odcinek 175: Narcyza Żmichowska, 1836 rok

Z dziennika Narcyzy Żmichowskiej

Mężenin, 14 grudnia 1836 roku
Narcyza Żmichowska.
W poniedziałek wyjeżdżamy do Rzeczycy. Te zjazdy rodzinne są głównymi epokami mego życia. W tamtych stronach lepiej niż tutaj się bawię; jest więcej chłopców, prawda, że zawsze ci sami, że na żadnego z nich rachować nie można, ale jednak chłopcy, a do tego niektórzy przyjemni, dowcipni i rozumni nawet. W Mężeninie zaś oprócz Adolfa i kasjera z Łomży nikogo nie widziałam. Adolf jest dobry chłopczyna, grzeczny, pięknie ułożony. [...]
On jest tak miły, tak uprzedzający, że każda panna mogłaby o nim powiedzieć, co Klara w „Ślubach panieńskich” o Albinie mówiła.
Co zaś do kasjera z Łomży, to znowuż rzecz odmienna, nic o nim powiedzieć nie można; tak jest niczym, że nawet nie ma zasługi być śmieszną figurą, jest „jako koncha, co się w bagnie tai”. Jak wejdzie do pokoju, zaraz się ukłoni; jeżeli jest krzesło – to usiądzie, jeżeli drudzy stoją i on stoi także, wszystko tak robi jak drudzy. Nawet twarz jego tak jest zwyczajna, że zawsze się zdaje, jakby się już gdzieś ją widziało. Rozmawia o każdym przedmiocie: o muzyce, rysunkach, teatrze, gospodarstwie, lekarstwach i polowaniu, a co więcej znaczy, nic w tym głupiego nie powie. Do zabawy jest człowiek jedyny: gra w rubla, w loteryjkę, w karty, tańczyć lubi, słowem, jest to zupełnie wykończona machina.
Otóż ten pan kasjer był u nas kilka razy, jak mówiono, w jakichś widokach. Uśmiałam się serdecznie, bo to wszystko w myślach dopiero się kołysało, kiedy mnie się już wujenka pytała:
– Chcesz go?
A ja z całym rozsądkiem dawać określniki, że taka młoda jestem, że mam czas zaczekać, że go nie kocham, że szczęścia rzeczywistego chwil obecnych na niepewną nadzieję zmieniać nie chcę – i tym podobne dowody, które dość zręcznie myśl prawdziwą ukrywały, bo w istocie źle to jest może, ale ja wyżej nieco patrzę.
Gdyby tenże sam pan Krynicki miał ze 30 000 rocznego dochodu, a choćby jeszcze mniej, byłabym poszła za niego, choć tak młoda, choć tak niby szczęśliwa, choćbym go więcej pozornie nie kochała. Zaczynam być rozsądną, romanse już mi z głowy uleciały – pieniądze to grunt.
Jednak ja się gorszą, niż jestem, wystawiam; kto by mnie o chciwość posądził, a przecież więcej jeszcze dla drugich niż dla siebie bogatą być pragnę... Miłość już dawno z przedmiotów mojej wiary usuniętą została, zimny mam temperament, zanadto zgłębiam wszystkie moje wrażenia, bym długo o szczerości tego uczucia wątpiła. Wszystko mi więc jedno, za kogo pójdę, niech tylko mej rodzinie dopomóc mogę. Do Erazma pojechać, z Lilią się dobrze bawić, dla Kornelci kupić Dobrochy, wujostwa długi pospłacać, dać Hiacyntemu na gospodarstwo, Janciowi na fantazje – to by dla mnie szczęściem było!...
Dzięki Bogu, nie miałam ambarasu odmówić panu Krynickiemu i on rozsądny jest człowiek. Zdawało mu się, że córka pisarza solnego musi mieć posag. Dowiedział się, że tak nie jest, i gdzie indziej podobno zwrócił swoje poszukiwania.
Narcyza Żmichowska [w:] Kufer Kasyldy, czyli wspomnienia z lat dziewczęcych, oprac. Danuta Stępniewska i Barbara Walczyna, Nasza Księgarnia 1983, s. 244–246.