Odcinek 2124: Jan Lechoń, 1955 rok


Z dziennika Jana Lechonia
14 marca 1955 roku

W filmie East of Eden najwyższa poezja scen, kiedy bohater,
Julie Harris i James Dean w "Na wschód od Edenu",
1954 rok.
młody niezdarny chłopiec, krąży za nie znaną sobie matką, zawodową damą, jak się później okazuje właścicielką domu publicznego. Pierwszy raz w filmie kolorowym widziałem takie
dyskretne zamglenia, takie półcienie jak w tych scenach. Sama treść wzięta z powieści Steinbecka jest to wypadek dosyć szczególny, patologiczny i dlatego nie powiem, abym nim był bardzo wzruszony. Za to Julie Harris znów jest prosta, wzruszająca, ciągle niby ta sama, ale można słuchać jej i patrzyć na nią bez końca. I James Dean jako ten stęskniony do miłości i pragnący się poświęcać niekochany chłopiec jest rewelacyjny. Wbrew wielu krytykom, wcale nie uważam, aby przypominał Marlona Brando. Ma co prawda tę samą co tamten namiętność, intensywność gry, ale to przecież powinno być a b c każdego dobrego aktorstwa. Za to ruchy, uśmiech, sposób mówienia – wszystko to jest jego własne, do nikogo niepodobne, bardzo wzruszające. Wszystkie jego akcenty są to „les accents rares”, o które – jak mówił mądry mistrz teatru Bataille – przede wszystkim w sztuce aktorskiej chodzi.
Jan Lechoń, Dziennik, t. 3, Państwowy Instytut Wydawniczy 1993, s. 585–586.


Komentarze

  1. Bardzo ładna recenzja gry aktorskiej. Jak dla mnie Dean był zbyt rozedrgany w tej roli, ale robił wrażenie.;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja nie mam pojęcia, czy oglądałem Na wschód. Grona gniewu na pewno widziałem, a tego chyba nie. Natomiast Dean jakoś nie robił na mnie wrażenia w Buntowniku bez powodu.

      Usuń
    2. Mnie zawsze bardziej Brando odpowiadał, a Dean niestety nie zdążył zagrać w zbyt wielu filmach.;(

      Usuń
    3. Ja to ich nawet nie odróżniam za bardzo :)

      Usuń
    4. Brando był jakby masywniejszy, nawet za młodu.;)

      Usuń

Prześlij komentarz