Odcinek 2121: Eliza Branicka, 1837 rok

List Elizy Branickiej do Aleksandry Potockiej
Sankt Petersburg, piątek, 19 lutego/3 marca 1837 roku

Nie napisałam do Ciebie, droga i luba Olesiu, przez ostatnie kilka dni, a to dlatego: nasz bal był wyznaczony na 18 lutego i przez cały ten okres czasu dom wydawał się być opanowany przez zgraję mużyków, nie można było z nikim się dogadać, na nasze wołanie nikt nie odpowiadał, ludzie biegali na wszystkie strony, panował zgiełk, hałas i całkowite rozprzężenie. […]
Suknia z 1837 roku.
O godzinie ósmej, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, wszystkie komnaty zajaśniały tysiącem świateł. Ozdobione z niezwykłą elegancją i gustem, lśniące przepychem, luksusem, robiły wrażenie magiczne. Na zewnątrz iluminacja rzucała długie snopy światła i widać było, jak iskrzyła się wszystkimi kolorami z końca ulicy dzielącej miasto, a lud kierował się tłumem ku bramom domu. Wewnątrz wszystko przedstawiało odświętny widok. Kwiaty zdobiące schody i egzotyczne rośliny pokrywające ściany napełniały swoim zapachem powietrze. Sam Arystydes w swojej niszy wydawał się wychylać swą bladą twarz zza kępy kwiatów i krzewów, jakby zaciekawiony tym co się dzieje. Wszystkie pokoje były piękne. Sala balowa była biała od światła. Błyszczały kryształowe świeczniki a ornamenty roślinne na suficie mieniły się złotem. W jednym z luster w głębi odbijał się rząd pokoi aż po małą cieplarnię i piękną klatkę z ptakami. Gabinet chiński przekształcono w małą gotowalnię. Cesarzowa mogła tam znaleźć ładne buciki, chusteczki obszyte walansjenką (to jest modne), najmodniejsze ostatnio rękawiczki, wazoniki do kwiatów z drogich kamieni, flakoniki z wonnościami, słowem tysiąc i jeden owych drobiazgów, które zdobią toaletę. Wielka księżna Helena miała dla siebie również przygotowany gabinet. […]
Ale jak Ci opisać przepych sali jadalnej? Wszystkie stoły mieniące się bogactwem przypominały mi starożytne uczty. Na nich rozłożona była wspaniała zastawa z pozłacanego srebra, kryształowe półmiski mieszały się ze złotymi i srebrnymi wazami o wytwornych kształtach i z wysokimi piramidami słodyczy itp., grupy całe [figurynek?] ze złota podtrzymywały koszyki z kwiatami i owocami – wszystko to sprawiało cudowny efekt. Zwłaszcza stół cesarzowej uginał się pod wspaniałościami. Bufet był uroczy, również zdobiły go tace i cenne wazy. Lecz żeby mieć dokładniejsze pojęcie o tej uroczystości, musisz zaludnić te wszystkie pokoje, zobaczyć młodzież, tłum wojskowych w lśniących mundurach, rój kobiet w powiewnych toaletach obwieszonych biżuterią. [...] Jak wymienić tych wszystkich ludzi, których nie znam? Przypatrzmy się w milczeniu: panuje hałas, wrzawa, bez przerwy rozlega się dzwonek i każdy przychodzi najpierw pokłonić się pani domu. Dla mnie wygląda to naprawdę tak, jak gdyby kłaniali się obrazom. [...]
Teraz, kiedy bal minął, dużo się o nim mówi. […] Och, droga Olesiu! Przyrzekłam sobie, że nigdy nie wydam balu na 600 osób. Cóż to za kłopot! […]
Na mieście, w kawiarniach, ci którzy wcale nie widzieli balu, opisują go w całkiem niezwykły sposób. Najpierw, że było 5 do 6 tysięcy osób i 4 tysiące służby, że zabawa kosztowała 500 tysięcy rubli. [...]
Świadek epoki. Listy Elizy z Branickich Krasińskiej z lat 1835-1876, t. 1, oprac. Zbigniew Sudolski, tłum. Urszula Sudolska, Wydawnictwo Ancher 1995, s. 71-73. 

Za dzisiejszy tekst dziękuję Beacie z bloga Słowem malowane.



Komentarze

Prześlij komentarz