Odcinek 2120: Zofia Nałkowska, 1939 rok

Z dzienników Zofii Nałkowskiej
Warszawa, 25 lutego 1939 roku

Wydawszy dużo pieniędzy na złote pantofle i oblókłszy strój
Hrabia Ciano z żoną (pierwsza z prawej) na raucie
w MSZ, fot. ze zbiorów NAC.
nienowy, poszłam na wielki raut, którym Beckowie przyjmowali ministra spraw zagranicznych Italii, hrabiego Ciano, i jego małżonkę. Nieładna i chuda Włoszka jest córką Mussoliniego (zresztą, jak twierdzi Jaś Parandowski, córką naturalną z czasów studenckich), w jej suchym ciele, pod skórą gołych pleców płynie krew wynalazcy faszyzmu i zdobywcy Etiopii. Rzecz nabiera przez to wymiarów europejskich i nawet dziejowych. — Zresztą na parę godzin przed tym wieczorem przed piękną starą bramą wspaniale odnowionego pałacu MSZ demonstrowała młodzież uniwersytecka. Szło o wiadome obelgi w Gdańsku, gdzie studenci tak traktują młodzież polską, jak tutejsza — żydowską. Rektora Miklaszewskiego spytałam na raucie, jaki odłam manifestował, okazało się, że wszyscy, że połączyli się wobec wspólnego wroga. O tym, że wznosili okrzyki: „Precz z Beckiem”, nie było oczywiście mowy. — W jednej z sal, w której rogu zasiedli gospodarze z włoskimi gośćmi i ich ambasadorem, zobaczyłam na kanapce pod ścianą troje patrzących w tamtą stronę: siedzieli rzędem, z twarzami puszczonymi w niepamięć, zagapieni i potworni, jak na rysunkach Daumiera. Wśród przelewającego się w wielkim świetle strojnego tłumu, mundurów, fraków, orderów i zupełnie nagich szerokich pleców kobiecych — znieruchomieli, jak fryz z haut-reliefu: wielki, tłusty wiceminister i hrabia Szembek o ciężkich szczękach i wargach obwisłych, obok Helena Potocka, znowu hrabina, była właścicielka Antonin i obecna wielu jeszcze rzeczy (Natolina zdaje się i pałacu na Krakowskim przynajmniej), ostatnio nagle po jakiejś chorobie zmieniona w starą kobietę, a za nią też jeszcze hrabina, niedawno ładna Tyszkiewiczowa Róża, dziś otyła, wyraźnie brzuchata, też popadła w starość. Siedzieli tak we trójkę — aż niewiarogodni, straszni jak koszmar, wpatrzeni milcząco i tępo w tę córkę naturalną arywisty politycznego, wnuczkę mularza, księżniczkę zarazem, hrabinę i ministrową. — Odchodząc stamtąd, spojrzałam w lustro nad długimi schodami i dech mi zaparło: ta tęga dama w starszym wieku to ja.

Zofia Nałkowska, Dzienniki, t. 4: 1930–1939, cz. 2, oprac. Hanna Kirchner, Czytelnik 1988, s. 397–399.

Komentarze

  1. Zofija zafiksowana na chudości lub otyłości zaproszonych, najwyraźniej źle znosiła starzenie się. A całość przypomniała mi o "Balu w Operze".;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skądś Tuwim czerpał inspiracje, jak widać miał ich aż za wiele :) Zofija zawsze o własny wygląd troszczyła się nad miarę, a wtedy chyba miała jakiś szczególny kryzys.

      Usuń
  2. Miała 55 lat, w sumie nie ma się co kobiecie dziwić. Już nie młodość, jeszcze nie starość, ale wiadomo, że najlepsze lata ma się za sobą. I do tego jeszcze przebąkuje się o wojnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaa, a tu Beckowie, hrabiostwo z Włoch i stołeczna śmietanka.

      Usuń
    2. No właśnie i jak tu się czuć atrakcyjnie.

      Usuń
    3. Chyba sobie poczytam dzisiaj jej Dzienniki z tego wszystkiego.;)

      Usuń

Prześlij komentarz