Odcinek 2108: Antoni Słonimski, 1932 rok

„Kronika tygodniowa” Antoniego Słonimskiego
„Wiadomości Literackie”, nr 2, 10 stycznia 1932 roku

Minął już na szczęście świąteczny okres składania podarunków. Podarki naszych czasów nie są trwałe. Radio tegoroczne za trzy lata będzie antycznym gratem, bo technika idzie szybko naprzód. Podarki nie związane z ludzką wynalazczością także nie mają trwałości w naszych czasach. Jesteśmy zbyt ubodzy na składanie darów solidnych. A przecież była epoka poważnej zamożności i pozostawiła swe niezniszczalne ślady w każdym niemal mieszczańskim domu. Z końcem ubiegłego stulecia ludzie mieli dużo pieniędzy i mieli tę fatalną siłę, która pozwalała okropne gusty secesji utrwalać w brązach, platerach i marmurach. Parę dni temu byłem w takim ponurym domu, jakich jest zresztą tysiące w każdym mieście europejskim. Czekając pół godziny w pewnym burżuazyjnym salonie, zwiedziłem to małe muzeum osobliwości.
Na kominku, oczywiście fałszywym, bo w domu jest centralne ogrzewanie, stała statuetka z brązu, przedstawiająca rybaka ciągnącego sieci. W sieci te schwytany był zegar również brązowy, a na zegarze siedział amorek z wędką. Bretoński rybak z brązu wszystko to wyłowił z morza. Rzeźba ta wprawiła mnie w głęboka filozoficzną zadumę. Znacznie prostsza, a nie mniej efektowna była platerowana popielniczka i zarazem kałamarz stojący na biurku. Była tam tylko dziewoja pochylona nad kałużą. Na brzeżku tej kałuży siedziała żaba, w której głowie był oczywiście wlot kałamarza. Na baczniejszą jednak uwagę zasługiwało odbicie twarzy dziewoi pochylonej nad wodą. Odbicie to było wypukłą płaskorzeźbą. Być może, była to po prostu twarz jakiegoś topielca i możliwe, że autor tej kompozycji, przyciśnięty do muru, tak by się właśnie tłumaczył. Mam jednak wyraźne podejrzenie, że chodziło mu o wyrzeźbienie odbicia w wodzie. Z innych drobiazgów, rozrzuconych po stolikach, szafach i etażerkach zainteresował mnie na chwilę niewielki model bazyliki św. Piotra z termometrem wyrastającym z kopuły. Nie wiem dokładnie, która z sal biblioteki watykańskiej zapadła się parę dni temu, ale pamiętam jedną taką salę z darami ofiarowanymi papieżowi w ostatnim ćwierćwieczu. Jeżeli ta sala uległa zniszczeniu, możemy się zbytnio nie martwić.
Paryski salon Sary Bernhardt, 1896 rok.
Nie wiem na pewno, na czym polega brzydota tych secesyjnych wyrobów, ale sądzę, że przede wszystkim na braku prostoty. Możemy przecież wymagać od kałamarza, żeby nie udawał żaby. Przedmiot, jak człowiek, może mieć swoją szlachetną linię i swoją rasowość. Są przecież piękne stare meble i są nowe graty. To poczucie harmonii bardzo ściśle związane jest z brakiem fałszu. Drzewo nie może udawać marmuru. Architektura współczesna brzydzi się takim udawaniem, i nie przyjdzie dziś nikomu na myśl namalować sztuczne okna na fasadzie domu. Jest taki ponury budyneczek na rogu Wareckiej. Kałamarze, udające żaby i odwrotnie, spotyka się nie tylko w dziedzinie plastyki. Te secesyjne graty zaśmiecają nasze życie w najrozmaitszych dziedzinach. Są przecież – i znamy ich osobiście – ludzie-żaby i ludzie-spluwaczki, udrapowani w kokieteryjne ozdoby. Co do mnie, zawsze wolę zwyczajną fajansową spluwaczkę od spluwaczki udającej żabę z lilią w pyszczku. [...]

Antoni Słonimski, Kroniki tygodniowe 1932–1935, LTW 2001, s. 5–6.

Komentarze

  1. Konwicki kiedyś wspominał, że jako młodzian wybrzydzał z kolegami na secesję, że niby kicz itp., a później po dekadach okazało się, że ten "kicz" został nobilitowany.;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam dziwne wrażenie, że Słonimski nie wybrzydza na prawdziwą secesję, tylko na wiktoriańskie bibelociki w stylu Dulskiej, tylko podciąga wszystkie te koszmarki pod secesję.

      Usuń
    2. Podejrzewam, że dzisiaj i tak wiele osób zachwycałoby się nimi.;) Upływ czasu robi swoje.

      Usuń
    3. Całkiem możliwe, szczególnie że dziś to już "antyki". Tę bazylikę z termometrem to nawet chętnie bym obejrzał :D

      Usuń
    4. Bazylika - tak, bo ludzie-spluwaczki to raczej okropnie wyglądają.;(

      Usuń
    5. Kwestii ludzi-spluwaczek jest poświęcony koniec felietonu, Słonimski sobie jedzie po ulubionych pisarzach reżimu :D

      Usuń
    6. Wiem, wiem, ale nuż się gdzieś takowa trafiła nie tylko w sensie przenośnym.;) Czasem przybierały dziwaczne kształty.

      Usuń
    7. ;) Niee, chyba materialnie nie zaistniały :D

      Usuń

Prześlij komentarz