Odcinek 2106: Raymond Chandler, 1954 rok

List Raymonda Chandlera do Leonarda Russella
29 grudnia 1954 roku
Drogi Leonardzie:
ponieważ w okresie świątecznym poczta działa, jak działa, Twój list z 15 grudnia dotarł do mnie dopiero teraz. Otrzymałem wiele wyrazów wsparcia i czułości w różnych listach, jednak Twój jest w pewnym sensie wyjątkowy, bowiem porusza raczej temat utraconego piękna, niż ubolewa nad relatywnie bezużytecznym życiem, które trwa nadal. Ona była wszystkim, o czym piszesz, i kimś więcej. Przez trzydzieści lat była biciem mojego serca. Była muzyką słyszalną na granicy dźwięku. Bardzo żałowałem, że nie napisałem nigdy czegoś wartego jej uwagi, żadnej książki, którą mógłbym jej zadedykować. Planowałem to zrobić. Myślałem o niej, ale nigdy jej nie napisałem. Być może nie mogłem jej napisać.
Cissy Chandler.
Umarła w cierpieniu. Jej ciało stoczyło sto przegranych bitew, z których każda jedna wystarczyłaby, żeby wykończyć większość z nas. Dwa razy przywoziłem ją do domu ze szpitala, ponieważ nienawidziła szpitali i choć miała osobny pokój, a pielęgniarki czuwały przy niej przez całą dobę, musiała wrócić. Podejrzewam, że nigdy tak naprawdę mi tego nie wybaczyła. Kiedy jednak na końcu zamknąłem jej oczy, wyglądała bardzo młodo. Być może teraz wie już, że się starałem i że poświęcenie kilku lat raczej mało znaczącej kariery literackiej uważałem za niewielką cenę w zamian za kilka jej dodatkowych uśmiechów.
Z pewnością wiesz, że nie było to nic nagłego, że trwało przez długi czas i że podczas czarnych zimnych nocy żegnałem się z moją Cissy wiele, wiele razy. Podziwiała Cię i bardzo Cię lubiła. Nie jestem pewien, czy lubiła Dilys tak bardzo jak ja, ponieważ być może podejrzewała, że lubię ją za bardzo. I być może ja rów­nież myślałem, że ona za bardzo lubiła Ciebie.
Mam nadzieję, że oboje macie się dobrze i że w niedalekiej przyszłości będę miał zaszczyt zobaczyć Was znowu, w towarzystwie lokaja z Ritza albo i bez niego. Mam nadzieje, że nie będę zbyt sentymentalny, jeśli podpiszę się:
Z czułością
[Podpis]

Listy niezapomniane, t. 2, oprac. Shaun Usher, tłum. Jakub Małecki, SQN 2016, s. 66–67. 

Komentarze

  1. Smutne. Przez trzydzieści lat była biciem jego serca, ale różnie to z tym biciem bywało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No podobno różnie. Ale parę razy chyba powstrzymała Chandlera przed samobójstwem albo zapiciem się na śmierć, o ile kojarzę.

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Taki się zrobił kącik funeralny, ale to nieświadomie.

      Usuń

Prześlij komentarz