Odcinek 2065: Magdalena Samozwaniec, 1960 rok

List Magdaleny Samozwaniec do Zofii Kossak-Szczuckiej

Kraków, 16 czerwca 1960 roku
Najmilsza moja Zosiu!
Twój list bardzo mnie wzruszył. Nie składam Ci kondolencji z powodu śmierci Twojego
Jadwiga Witkiewiczowa i Witkacy.
zięcia, tak podobno pod każdym względem udanego. To za bolesna sprawa. Natomiast nie wiem, czy wiesz o śmierci biednej Ninki [Jadwigi Witkiewiczowej, żony Witkacego], telefonował do mnie wczoraj Zygmuś z Warszawy. Kucharcia odebrała telefon. Podobno się OTRUŁA!!! Możesz sobie wyobrazić, Zosiuniu, jakie mnie dręczą wyrzuty sumienia. Nie zdajemy sobie sprawy, że ci nieznośni też umierają. Była biedaczka niemożliwa, a ja wobec niej okrutna, ale wiesz, jaka ona była, nie można jej było wpuścić do domu, bo zaraz zaczynała robić porządki i rządzić się.
Czy pamiętasz? Jako małe dziewczynki nazywałyśmy ją „królową dzieci” i ten kompleks królowej pozostał jej do końca życia. Dwa lata temu chciała koniecznie zamieszkać na Kossakówce podczas mojej nieobecności, ale Kucharcia, domowy cerber i opiekun, nie wpuściła jej. Można by rzec, że charakter człowieka jest kowalem jego losu, Kucharcia zakosztowała już tego jej pobożnego egoizmu, gdy mieszkała u nas po wojnie i za nic nie chciała mieć za lokatora po raz drugi tego rodzaju przedziwnej istoty. Poza tym od razu zaczęła robić intrygi między mną a moim mężem. Pocieszam się, jak mogę, ale mnie ta wiadomość dotknęła boleśnie.
Pisałaś w swoim czarującym liście, że tylko ona i ja pozostałyśmy jako twoje siostrzyczki, czy przypuszczałaś wtedy, że czarna płachta, ostatnia żelazna kurtyna, zasłoni ją nam na zawsze! Dobrze, że pozostała nam jeszcze kochana Hania Kruczkiewicz, dobra, mądra, pogodna – byłam u niej niedawno we Wrocławiu. Pomyśl, jakie to dziwne, że każda z tych sióstr ciotecznych i stryjecznych, takie do siebie niepodobne, jak gdyby odrębne rasy!
Zosiu kochana, cieszę się niezmiernie, że tak dużo piszesz, tylko nie opowiadaj, że niewiele lat ci już pozostało! Isia mówiła, że jesteś w doskonałej formie!
Wiesz, wracając do biednej Ninki, jest dla mnie trochę pociechą, że tak dobrowolnie poszła w zaświaty, a nie, że Bóg ją do siebie powołał. Sądzę, że była psychopatką w ostatnim stadium depresji. A przecież nie była ani bezdomna, bo w Krakowie miała ten pokoik u Literatów i z dzieł Witkacego też jej coś kapało. Wszystkiego dowiem się od p. Flukowskiej, w Warszawie, dokąd dziś jadę. Proszę, Zosiu, zatelefonuj do mnie zaraz, jak przyjedziesz do Warszawy. Trzeba się koniecznie widywać. Ściskam Was oboje mocno.
Madzia
Magdalena Samozwaniec, Moich listów nie pal! Listy do rodziny i przyjaciół, oprac. Rafał Podraza, WAB 2014, s. 69–71.


Komentarze

  1. Odpowiedzi
    1. 1960 roku już nic nie kapało, prawa autorskie wygasły w 1959 roku. Natomiast na pociechę napiszę, że wiadomość okazała się nieprawdziwa.

      Usuń
  2. Stylowy, ale jednak magiel :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No gdzie magiel? Normalnie, bliskie krewne wymieniają się uwagami o innej krewnej. Kto nigdy nie oplotkowywał żadnej ciotki niech pierwszy rzuci komentarzem :P

      Usuń
    2. Zamknąłeś wszystkim klawiatury :)

      Usuń
    3. Tak. Powinienem był napisać odwrotnie: kto plotkował o ciotkach, niech rzuci komentem :P

      Usuń
    4. Najlepiej o tych ciotkach :P

      Usuń
    5. Najlepiej. Nie ma to jak rodzinne ploteczki. Nawet o cudzych krewnych.

      Usuń
  3. Czytając co nieco o tym co sądziły Kossakówny z Krakowa o Zofii Kossak-Szczuckiej zdziwiłam się serdecznym tonem listu Magdaleny Samozwaniec.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po wojnie Magdalenie nie zostało wielu krewnych, może więc stosunki się nieco ociepliły.

      Usuń

Prześlij komentarz