niedziela, 28 czerwca 2015

Odcinek 2023: Katherine Mansfield, 1919 rok

List KatherineMansfield do lady Ottoliny Morrell

Hampstead, piątek 28 czerwca 1919 roku
Diabelne zimno wciąż trwa. Noszę jeszcze mój pas ratunkowy, nasycony od wewnątrz maściami. Ach, te noce! Siedzę na łóżku i czekam, aż czarne drzewa staną się zielone. A jednak świt, który wreszcie nadchodzi, jest tak piękny, a zarazem taki straszny — narodziny światła są takie cudowne, że prawie warto na to czekać. Kiedy w nocy biją godziny, odbywam wędrówkę po miastach — w wyobraźni. Niewidzialna, prześlizguję się przez nieznane ulice, zastanawiam się, kto zamieszkuje duże domy o ciężkich drzwiach, albo też przyglądam się odpływającym łodziom na jakimś wybrzeżu i wdycham nocny zapach pełnego morza — aż bezsenność staje się ekstazą. Jaka to dziwna i realna rzecz, życie osobiste — własne, tajemne, osobiste życie. Nikt nie wie, co się myśli. Nikt nie ma nawet najlżejszego pojęcia, kim się właściwie jest...

Katherine Mansfield, Listy, tłum. Maria Godlewska, Czytelnik 1978, s. 176–177.

wtorek, 9 czerwca 2015

Ocinek 2022: Antoni Słonimski, 1929 rok

Antoni Słonimski, „Kronika tygodniowa”
„Wiadomości Literackie”, nr 23, 9 czerwca 1929 roku
Ktoś mnie zapytał z żalem, czemu piszę tylko o rzeczach złych, o smutnych przejawach naszego życia, a nie podnoszę stron dodatnich. „Pan tylko ma przyjemność, jak pan rżnie”. „To o sołdatach, to o gazetach, to o Studzieńcu, to o głupich manifestacjach, to znowu o złej sztuce, złym aktorze, głupim artykule albo o dyrektorze Teatru Narodowego”. Muszę się przyznać, że rżnięcie istotnie sprawia mi przyjemność, ale nieraz entuzjazmuję się i piszę rzeczy pochlebne, tylko że o tym ludzie jakoś bardzo szybko zapominają. 
„Żeby pan raz przynajmniej kogoś pochwalił”. Czy jako poeta mam pisać dytyramby pochwalne o władzy państwowej? Czy może mam chwalić, jako satyryk, felietonista i krytyk teatralny? To prawie jakby wymagać od skazanego na tortury, żeby pękał ze śmiechu. [...]
„Przecież pan przez swoje artykuły i recenzje robi sobie samych wrogów” – powiedział mi ktoś życzliwy. Być może. Nie mam w tym żadnej kalkulacji, ale nawet z punktu widzenia interesu lepiej się opłaca zjechać niż pochwalić. Pochwalę np. sztukę p. X. Zyskam sobie przez to wrogów we wszystkich jego kolegach i konkurentach, a on sam będzie miał pretensję, że go nie dość jeszcze pochwaliłem. Natomiast gdy zerżnę p. X, ucieszę tym wszystkich jego przyjaciół, rozraduję konkurentów, a wroga mieć będę tylko w jednym p. X. 
Mówią mi również: „Trzeba pamiętać, że państwo jest młode, że
Plakat Stefana Norblina, 1925 rok.
przeszliśmyokres stuletniej niewoli, że kinematograf polski nie ma środków amerykańskich, że pisarze nasi źle zarabiają i że Gdynia się rozbudowuje”. Owszem. Mogę przed każdym felietonem dodać w charakterze premii wszystkie wyżej przytoczone okoliczności łagodzące. Ponieważ jednak byłoby to dość monotonnym balastem, proponuję tylko pierwsze litery: M. ż. G. s. r., co znaczy „Mimo że Gdynia się rozbudowuje”.
 
Otóż, M. ż. G. s. r., nie mamy szczęścia do pomników, pogrzebów i uroczystości narodowych. Rozumiem, że można nie lubić wszelkich pomp i czczych manifestacji, ale lubić je i nie umieć ich robić to rzecz żałosna. Generałowie nam chowali Słowackiego w Krakowie, a pogrzeb francuskiego generała w Paryżu pochował Mickiewicza. Czeka nas jeszcze sprowadzenie zwłok Szopena i Lelewela. Sprowadzenie zwłok nie zastąpi ważniejszej sprawy produkowania żywych wartości. Za bardzo się troszczymy o przeszłość, a za mało o teraźniejszość. Słyszałem, że pewnego gentlemana skazano na siedemdziesiąt tysięcy złotych i pół roku więzienia za zabicie łosia. Za zabicie dwu Żydów skazano pewnego oficera na dwa lata. To znaczy, jeden łoś kalkuluje się dzisiaj na pół Żyda. To bardzo dobra koniunktura na strzelanie Żydów. Łapać! Ochrona zabytków przeszłości i niedobitków zwierzostanu to rzecz bardzo wzniosła, ale musi być w jakiejś proporcji do troski o ludzi żywych. Or-Ot codziennie w „Porannym” drukuje wierszyk o jakimś patriotycznym zdarzeniu sprzed stu lat. Gdyby nam się teraz działo znacznie gorzej niż przed stu laty, rozumiałbym może tę tęsknotę za przeszłością. Ale nawet Or-Otowi lepiej się teraz powodzi, boby mu książę Józef nie dał nagrody miasta Warszawy. Czczenie wszystkich walk przeszłości ma jeszcze jedno niebezpieczeństwo. We Lwowie manifestują cześć dla zmarłych w walce z Ukraińcami. Zrozumiałą jest rzeczą, że i Ukraińcy pragną oddać cześć bohaterom walk o swoją niepodległość. Wynikają z tego starcia i konflikty bolesne i niebezpieczne. 
A może by ogłosić moratorium na spłacanie długów wdzięczności narodowej? Zrobić małą „pieredyszkę” i dać pokój „nawiązywaniom do świetnej przeszłości”. Czytelniku, czy już nawiązywałeś dzisiaj? A może pójdziemy trochę ponawiązywać? Nie mogę, bo idę nawiązywać. To szkoda, bo byśmy poszli nawiązywać. Podobno Kaden nawiązuje Akademię. 
M. ż. G. s. r., nie lubię naszych wystaw i wystawności, akademii i pogrzebów, rewii i manifestacji, nadymania i nawiązywania.


Antoni Słonimski, Kroniki tygodniowe 1927–1931, LTW 2003, s. 118–119.