piątek, 21 marca 2014

Odcinek 994: Agnieszka Osiecka, 1965 rok

List Agnieszki Osieckiej do Jeremiego Przybory

Petersham, 21 marca 1965 roku
Kochanie!

Znowu piszę ze wsi, z tego cottage’u, który tak by mi się podobał z Tobą w ogromniastym fotelu.
Pęta mi się po głowie wiersz „Wielkanoc Jana Sebastiana Bacha”. (To jest o tym, jak wszyscy sobie gdzieś poszli, a jego zostawili samego w domu i mógł sobie mruczeć i chodzić).
Ja też jestem sama w domu, na sofie pomiędzy fortepianem i mnóstwem książek a ogromniejącym kominkiem. John i Antonia wzięli dzieci i pojechali do Richmond Park (to jest wielki park, a właściwie rezerwat z pagórkami, gdzie sarny jedzą ci z rąk).
Ja się trochę źle czuję i leżę. [...]
Więc leżę i próbuję czytać makabryczne nowelki Muriel Spark, ale strasznie się jej boję.
Więc zamykam oczy i widzę Ciebie w brązowym płaszczu i kraciastym szaliku idącego po Wale Miedzeszyńskim w moją stronę.
Wiesz, Jeremi, Ty mówisz, że ja jestem nie bardzo kobieca (w sensie przywiązywania się), ale mam wrażenie, że przy Tobie zrobiłam szalone postępy. Przedtem w ogóle nie przypuszczałam, że mężczyzna może zająć ważne miejsce w moim życiu. Miałam kącik w sercu dla chłopców, ale mieściło się to gdzieś pomiędzy pisaniną a podróżami, przyjaźniami z ludźmi etc.
Teraz wiem na pewno, że jesteś najważniejszy ze wszystkiego, co mam (chociaż w końcu tak bardzo Ciebie nie mam). Boję się, że Ty wcale tego mojego kochania nie czujesz, bo nie przejawia się ono w żadnej formie dbania o Ciebie. Chciałabym jednak, żebyś pamiętał, że ja o siebie przecież też nie dbam. Jestem czasem dla Ciebie nieczuła, ale ja i dla siebie jestem nieczuła. Zwłaszcza w drobiazgach. Nie zrobię Ci śniadania, ale wiesz – ja i sobie nie zrobię śniadania. Gdyby mi litościwa osoba nie podetknęła go pod nos, tobym po prostu nic nie jadła. A potem, gdybym nagle poczuła się głodna, tobym gdzieś weszła i coś zjadła.
Może to dlatego, że nigdy nie „prowadziłam domu”?
W Radomicach mieliśmy gospodarstwo na wielką skalę, ale służba była rozkręcona przez teściową. Trochę zresztą zaczynałam to „chwytać”, ale było za krótko. Ojej, zaczynam pisać takie bzdury, ale jestem jakaś cholernie zmęczona i nudna.
Jeżeli wydobrzeję do środy (a chyba wydobrzeję), to pojadę z ciocią na parę dni do Paryża. To będzie prawdopodobnie Hotel de Londres na rue St. Honore. Napiszesz tam do mnie? Zadzwonisz?
Twoja Dziewczyna
PS Przesyłam Ci kawałeczek anemona.
 
Kobieta pisząca przy stole, mal. Pierre Bonard, ok. 1908 roku.

Agnieszka Osiecka, Jeremi Przybora, Listy na wyczerpanym papierze, oprac. Magda Umer, Agora 2010, s. 116–117.

13 komentarzy:

  1. Wolę jednak odpowiedzi Przybory :) Ojej, zaczynam pisać takie bzdury, ale jestem jakaś cholernie zmęczona i nudna., pewnie dużo tu krygowania, ale w części nie sposób się nie zgodzić :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okrutniku Ty jeden. Kobieta się wywnętrza i nawet kaja, że taka jest okrutna, że nawet śniadania nie zrobi, a Ty, że nuda. Potwór.

      Usuń
    2. A tu akurat nie mam pretensji, bo przecież wiadomo: "Śniadanie zjedz sam ..." :P

      Usuń
    3. Czyżbyś z okazji wiosny zmieniał nawyki żywieniowe?

      Usuń
    4. No. Na przykład dziś z rana zeżarłem wielki talerz wczorajszego cannelloni :P

      Usuń
    5. Czyli dieta oszczędnościowa, nic się nie marnuje :)

      Usuń
    6. To stara szkoła Babci i Mamy. Jedzenia nie wyrzucamy.
      PS. Rym niezamierzony :D

      Usuń
    7. Stara szkoła, kryzysowa. Też tak mam utrwalone.

      Usuń
    8. A że nie ma w domu psa, wszystkie resztki zjadam ja.
      PS. Co się dzieje?? Chyba to wpływ korespondujących :P

      Usuń
    9. Długa zima dała dyla, stąd te rymy u Bazyla.

      Usuń
    10. Wirus, mocium panie, jako żywo!

      Usuń
    11. Albo alergen jakiś podstępny :P

      Usuń
  2. No rzeczywiscie bardzo przeziebiony i steskniony list. Wtedy nikt nie odpala fajerwerkow dowcipu a marzy sie tylko, zeby byl cieply koc i zeby ktos (najlepiej ten ktos) porzadnie przytulil. I jest sie bezbronnym, bo bariery opadaja i czlowiek nagle robi sie emocjonalny i pelen wyznan bezradnych. Przeciez Osiecka i w ogole poeci czesto chowaja sie za poezja w tym sensie, ze ona pozwala rownoczesnie chowac i ujawniac to co najbardziej intymne. A tu - wprost i nieporadnie troche.
    Dla mnie wcale nie bylo nudne.

    OdpowiedzUsuń