Odcinek 918: Jarosław Iwaszkiewicz, 1950 rok

List Jarosława Iwaszkiewicza do córki, Teresy

Stawisko, 4 stycznia 1950 roku
Drogie moje dziecko!

Bardzośmy się ucieszyli twoim świątecznym listem z opisem wigilii, nowego mieszkania i twoich kłopotów gospodarskich, mama, zdaje się, doznała uczucia ulgi, bo przypuszczała (ale to „zdaje się” podkreślam), że u was nie będzie wigilii! Biedactwo, zawsze bardzo przejęta twoim małżeństwem, ale ucieszona z twoich listów i fotografii. [...] Ty nie piszesz nic, jak tobie Sylwester się zapowiadał, ciekawy jestem, czy gdzie tańczyłaś. Warszawa szalała zupełnie, byłem w dzień w Warszawie i nie mogłem się dopchać do żadnego sklepu, taki był wszędzie tłok i oczywiście wszystkiego było wyżej uszu. W dzień Nowego Roku mieliśmy mieć trochę gości, była rozpacz, bo gosposia spuchnięta i rozżalona odeszła do siostry na młyn, ale wezwana Wróblewska w try miga sporządziła znakomite jedzenie, był bufet, ale naprawdę b[ardzo] doskonały. Tymczasem z zapowiedzianych gości nie przyjechali bez zawiadomienia: Mycielski, Wanda Telakowska, Słonimscy (którzy są w Warszawie), Brandysowie i Hanuszkiewicze, byli tylko Watowie, Pawełek i Fuły, towarzystwo bardzo zabawne, babcia Śliwińska wystąpiła w nowym pierścionku z 27 brylantami i jadła za 27 osób. [...]
O twoim małżeństwie dużo osób nie wie, szkoda, że nie rozesłałaś
Teresa Iwaszkiewicz z mężem Eugeniuszem
i córką, ok. 1955 roku
zawiadomień, choć to jest tellement bourgeois [bardzo burżuazyjne]. Mam także różne propozycje wyjazdów z odczytami, ale nie mam na to sił i zdrowia żołądkowego – wiadomo, jak takie wszystkie wyjazdy wyglądają pod względem wódeczno-przyjęciowym. Zdaje się, że będę musiał dla Ciebie skomponować więcej takich zdań jak tamto: „Papieżowi na widok jarmużu włosy zjeżyły się na głowie...” itd., itd., bo piszesz w listach „papierz”, „kompać się”, „włuczy się” itd. Bardzo się zdziwiłem tymi błędami, bo myślałem, że ich nie robisz, jak przystało na córkę Jarosława Iwaszkiewicza, który zresztą sam pisze jakąś nieprawdopodobną pisownią. Nie gniewaj się za te uwagi, przecież ja twój ojciec, a do tego pisarz polski, podobno! Strasznie zainteresowani jesteśmy tutaj i próbami gospodarskimi, mama zdziwiona, że nauczyłaś Carlę [włoską gosposię] robienia grzybowej zupy, bo mówi, że sama nie wie, jak się ta zupa robi, a po drugie, skąd wzięłaś w Rzymie grzybów. Nie jestem tradycjonalistą i konserwatystą, wbrew temu, co się mówi, ale zwyczaj wigilijny i postna kolacja wydaje mi się tak piękny i taki nie do zastąpienia, cieszę się więc, że przeżyłaś ten pierwszy wieczór we własnym domu, przyjmując już i przygarniając samotnych ludzi. Trochę wchodzisz w ton i tradycję naszego domu na Stawisku, pamiętasz te wszystkie wigilie od tylu lat, a zwłaszcza tę w 1944 roku! [...] Tymczasem do widzenia, dziecko kochane, całuję Cię po tysiąc razy i za listy twoje dziękuję. Eugeniusza pozdrów serdecznie – czy zawsze ma tyle pracy?
Twój
Ojciec
Jarosław Iwaszkiewicz, Listy do córek, oprac. Anna i Radosław Romaniukowie, Państwowy Instytut Wydawniczy 2009, s. 220–222.

Komentarze

  1. Podobnie, jak pisarz nie wyobrażam sobie wigilii innej niż nasza, mimo, iż po raz pierwszy spędziłam ją bardzo nie tradycyjnie, to kolacja była namiastką polskiej kolacji (ze śledziem,barszczykiem, pasztecikiem z grzybami i keksem). A co do grzybów- to choć drogie - we Włoszech bywają fantastycznie przepyszne, ale może to dopiero teraz, wszak Iwaszkiewicz Włochy znał o wiele lepiej niż ja:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może to dopiero dzięki córce Iwaszkiewicza suszone grzyby zrobiły się modne we Włoszech :D

      Usuń
  2. Kto wie, muszę zgłębić tę kwestię podczas kolejnej włoskiej podróży zasięgając języka zarówno u tambylców, jak i rodaczek wżenionych w ten kraj.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz