sobota, 24 sierpnia 2013

Odcinek 785: Tadeusz Boy-Żeleński, 1916 rok

List Tadeusza Boya-Żeleńskiego do Anny Leszczyńskiej

24 sierpnia 1916 roku
Tadeusz Boy-Żeleński, rys. S. Wyspiański.
Moja ty dobra, serdeczna pani Niusiu!
Dostałem pani list, choć z wielkim opóźnieniem, nie ma pani pojęcia, ile mi dobrego zrobił, jak mnie orzeźwił i dodał ochoty do wszystkiego! do tego stopnia, że mi się zaraz wieczór ulągł ordynarny, wesoły wierszyk, bezpośrednio wynikły z tego ucieszenia, chociaż zupełnie odległy tematem! Tak strasznie, strasznie mi miło, że się tak rozumiemy coraz lepiej, tak mi szerzej się oddycha, ach, pani Niusiu, niech pani zawsze dla mnie zachowa te najlepsze struny z siebie, tyle ma pani dokoła materiału ludzkiego na wygranie tych innych, nie ma obawy, żeby miały zardzewieć! Żal mi bardzo, że nie wiem, kiedy panią zobaczę, ale rozumiem, że musi pani tam walczyć — niech mi pani wierzy, że nie ma godziny w dniu, żebym nie pomyślał o pani Niusi, co tam robi (może to niebezpiecznie?! niedyskretnie??!), i bardzo serdecznie w myśli pani łapki na drogę życia nie uścisnął. Może we wrześniu uda się pani wpaść do Krakowa? Dziękuję bardzo za przysłanie felietonu, bardzo lubię wiedzieć, jakie echa coś wywołuje, a tu nie ma żadnej styczności. Jeszcze nawet mam jedną prośbę w tym zakresie. Mianowicie w „Tygodniku Polskim” czy jakimś podobnym piśmie, w każdym razie tym, które redaguje redaktor Simon (to się pani Niusia łatwo dowie które), były podobno dwa felietony z powodu mnie, ale nie wiem o czym. Gdyby pani Niusia przez którego ze swoich galopantów mogła mi je sprokurować, byłbym bardzo wdzięczny. Cieszę się niezmiernie, że projekt Balzaka tak się pani podoba — dla mnie to jest cudowny pisarz, ze wszystkich wielkich francuskich najbardziej dla mnie ludzki — niezmiernie mi się uśmiecha to długie pożycie razem. Robię go w szalonym tempie, z końcem szóstego tygodnia roboty skończę 3-ci tom, w ten sposób aż 25 tomów by na rok wypadło! (oczywiście nie wykończonych, tylko brulionu). [...] Syn mój zakochał się straszliwie w Rabce w jakiejś dziewczynce małej z nogą w gipsie, podobno ją strasznie pielęgnuje, i kiedyś dostałem od niego list: „Błagam Tadzia, żeby mi Tadzio przysłał 4 korony, nie mogę napisać na co, ale może być Tadzio pewny, że na nic złego.” Otóż dowiedziałem się, że te miało być na mszę za wyzdrowienie tej dziewczynki! Wstyd mi za niego, że się pani Niusi sprzeniewierzył, ale cóż! noga w gipsie to potęga! Och, to współczucie!
[...] Ja list wysyłam na Piotrków, pod adresem Rostworowskiego, może tą samą drogą mógłbym mieć wiadomość znów o pani. Tak się cieszę, pani Niusiu, tak się cieszę — już wszystko będzie dobrze zawsze, prawda? Wstyd mi, że pani będzie miała tyle do opowiadania, a ja nic! tak coraz bardziej nałogowo na wewnątrz żyję, że to się w zupełne kalectwo zamieni! Ciągle sobie uprzytamniam w marzeniach tę chwile, jak będziemy sobie siedzieli przy wykwintnej kolacji, to znaczy sznyclu z piwem, i rozmawiali pysznie. Moja droga pani Niuśku, jeszcze raz dziękuję za wszystkie przyjemne i pochlebne rzeczy, jakie mi pani napisała, widzę, że zyskuję, oglądany z daleka, jak freski na starej katedrze! Rękę ściskam pani i masę dobrych słów i życzeń posyłam!
T.
Tadeusz Żeleński „Boy”, Listy, oprac. Barbara Winklowa, Państwowy Instytut Wydawniczy 1972, s. 76–77.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz