Odcinek 723: Józef Czapski, 1965 rok

Z dziennika Józefa Czapskiego

Środa, 23 VI 1965 roku
Józef Czapski.
Duże płótno, białe lilie, wielki bukiet w ciemnym wazonie na wiśniowo-czarnej pokrywie pluszowej. Cały dzień. Tak jak dziś trzeba by malować co dzień, wtedy można by dojść do prac zrealizowanych, a nie tylko zamierzonych i zarwanych w drodze. (Delacroix pono malował zawsze osiem godzin dziennie). Pod koniec dnia parę położeń za gęstych, nie tak całościowych, i już niebezpieczeństwo, że mogę zepsuć wszystko. Ale i to nie dramat, jeżeli tak trzeba, jeżeli i to będzie porażka, gorzej, jeżeli rezultat dany jest ci droższy niż krok naprzód w świadomości. Trzeba iść dalej z całą bezwzględnością, płótno musi być do końca en peril de mort, zagrożone śmiercią — inaczej to już szlifowanie i zatrzymanie. Ile Cezanne swych płócien rzucał w trawę czy na drogę, wracając z pejzażu, ile jego syn pociął nożyczkami, jak to, które posiadał Vollard z wykrojonymi przez syna okienkami namalowanego domu, ile obrazów zniszczył Soutine (wykupywał je nawet, by niszczyć). My teraz nad tym płaczemy, ale czy bez tej potrzeby bezwzględnej w sobie, posuwania się wciąż dalej poprzez nieustanne ofiary — Cezanne, Soutine zdobyliby tę qualite jedyną ich płócien i ten ładunek, który nas żywi.
Gaxotte w „Figaro" z 22 czerwca o Journal des Goncourt; wspomina o tym, że w 1895 nie ma tam wzmianki o pierwszym kinematografie, Goncourt nie zauważył epokowego wydarzenia tamtego roku. Gaxotte dodaje: „Doszedł do wieku, gdzie nie lubimy, by nam przeszkadzano w naszych myślowych przyzwyczajeniach". Czy tego trzeba się tak wystrzegać, wystrzegać jak wszelkiej rutyny myślowej? Ale to może także chronić, przed gonieniem za nowinkami, nieustannym przesiadaniem się z konia na konia, z uczuciem, że przez to zajedziemy dalej. Ile czasu zabiera to przesiadanie się i poznawanie nowego konia. Nawet późny Manet, porwany przez impresjonizm młodszych od siebie malarzy, nie był lepszy od Maneta hiszpańskiego (Umarły torreador) o mocnych, konsekwentnych (potem rozsypujących się) walorach i aksamitnych (potem porzuconych) czerniach. Ten sam impresjonizm odkrył van Goghowi cały świat barwy, jego świat. [...]
Józef Czapski, Wyrwane strony, Fundacja Zeszytów Literackich 2010, s. 67-69.

Komentarze