Odcinek 677: Irena Solska, 1927 rok


List Ireny Solskiej do Edwarda Osmolskiego

Warszawa, 29 kwietnia 1927 roku
Panie Edwardzie
Posyłam Panu fotografię jednej z „kandydatek” [własne zdjęcie Solskiej w roli Żony w „Nie-Boskiej komedii”]. Jest ruda, zła jak osa, jedyna jej zaleta: umie pielęgnować chorych. Nie lubi dużych mieszkań. Lubi bielone ściany. Kury hodowała, indyki przed nią klękają. W czasie wojny tuczyła świnie. Ojej, lat, nie pamięta, wiele ma. Nigdy ich nie liczy, boby to wyglądało na wyrachowanie. Prosi, żeby Pan przyjechał do Warszawy, bo bardzo chce Pana widzieć. A jeżeli Pan się nie lubi pakować, to proszę wziąć koszulę nocną, grzebień, szczotkę – mydło się znajdzie – i przyjechać, ale spokojnie, nie męczyć się. Bo jakkolwiek lód w Warszawie jest, uważam, że ciepłe okłady będą skuteczniejsze.
Solska jako Żona
w „Nie-Boskiej komedii”, 1920 rok.
 Zdjęcie dołączone do listu.
Panie Edku, niech Pan nie dziczy. Już wiem, jaki Pan jest. Bierze się za rękę i mówi: Chodźże!
Wszystko mi się ciągle kręci w życiu. Występy w Warszawie na razie odłożone, bo aktor grający Rasputina rozchorował się śmiertelnie. Wobec tego 10-go pojadę do Poznania na jakieś trzy sztuki. Przecież Pan mnie woli widzieć u mnie w domu jak w hotelu poznańskim. A tam musiałby Pan przyjechać – i to dalej jak do Warszawy. List Pan dostanie jutro. Czekam Pana w niedzielę rano. Po tylu latach mam Panu tyle do opowiadania, a Pan mnie. Ale Pan jest niegościnny. To nie szkodzi. Jak się zmęczę występami, i tak przyjadę. Zrealizują się różne Pana opowiadania sprzed lat. Wysyłam równocześnie depeszę. Chociaż na krótko niech Pan przyjedzie. A może Pan jaką księżą gospodynię i czworo dzieci chowa?
Do widzenia. Fotografia jest wściekle groźna, aż zabawnie. 
Bałabym się takiej „kandydatki”. W razie Pana zgody, oddam jej Pana pierścionek, który od lat noszę. Do widzenia, Panie Edku.
Ir.
Irena Solska, Listy, oprac. Lidia Kuchtówna, Państwowy Instytut Wydawniczy 1984, s. 110–111,

Komentarze

  1. Ciekawe, czy te indyki klękały pokotem. :) Niechęć do dużych mieszkań mogła się panu Edkowi spodobać z powodów ekonomicznych. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pan Edek chyba do biednych nie należał. Mimo jednak zachęt ze strony gwiazdy miłość nie przetrwała długo. Może odstraszyły go spirytystyczne zainteresowania aktorki: http://www.gwiazdy.com.pl/component/content/article/7135-ruda-gwiazda-i-duchy

      Usuń
    2. Trudno się dziwić, że pan Edek się trochę dziczył. :)

      Usuń
    3. Nie przypuszczam, żeby w pierwszej fazie znajomości zajmowali się wywoływaniem duchów:)

      Usuń
    4. :D Raczej wywoływaniem skandali.

      Usuń
    5. To już chyba było po epoce wywoływania skandali:)

      Usuń
  2. Rewelacyjny list...! "Niech Pan nie dziczy!" Muszę to zapamiętać. Czytam o Solskiej tuż po lekturze "Żon sławnych mężów" Kochanowskiej, ale tam mało skandali, raczej wiele taktu i eufemizmów. Taka odskocznia od Faktu.
    Jagoda

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz