Odcinek 628: Stanisław Lem, 1962 rok


List Stanisława Lema do Sławomira Mrożka

Klińskie Roztopiszcza, 11 marca 1962 roku
Bracie w Bycie,
przepraszam za brzmienie tego okrzyku wstępnego, ale nastroić pragnąłem lutnię duszy mojej na ton wysoki, i tak mi się jakoś kiksnęło, a żebym miał wykręcać papier z maszyny i od nowa zaczynać – co to, to za nic. Listów Twoich, Treściami tak Naładowanych, że nie wiem, Worek pod moim łożem madejowym. I byłbym Ci ja z miejsca na ostatni Zew Duszy Twej odpisał, wprost mi się palce do klawiatury Żarzyły, ale myślałem, czy Ty czasem po drodze do Warszawki gdzieś do Genewki lub Konstantynopola nie zboczysz. [...] 
Ja tu w obliczu nadciągających zmór. Dom cały, niestety, ma być malowany od środka; garaż cementowany; życie zrujnowane. Porządek cichy, powolne Dżynu sączenie obalone na czas jakiś; piszę rozmaite bzdury, a ostatnio zacząłem pisać wiersze, lecz nie we własnym imieniu, a tylko w imieniu Robotów, per procura niejako. Najpierw zapragnąłem, w obliczu nadciągającej zmiany pokoleń (że niby te roboty nas zastąpią), ocalić dla nich bezcenne skarby literatury naszej ojczystej, no więc przekładam (np. „Cóż to za robot, piękny i młody”) – ale potem ruszyłem śmielej:
Idę samotny borem i Lasem 
Choć wszędy wicher i słota 
I tylko głucho skrzypię zawiasem 
Albo o kamień potknę się czasem 
Robot – sierota. [...]
Stanisław Lem.
A propos mopsa, mamy małego jamnika, wabi się Pegaz, a tamtego pieseczka mamy też. Co robić; to nie ja sprowadzam tę menażerię do domu. Przybądź kiedy. Mam obecnie martini bianco, gin (London Gin), rum jamaica, Arak, który Jaś Sz. przywiózł z Persyi, likier Chartreuse i wodę sodową; w ten sposób doraźnie udaje mi się czasem nieco zmniejszyć Ból i Rozpacz Istnienia, które dławią i męczą, jak o tym mówią słusznie Podania i Klechdy Starych Robotów.
A w ogóle to powinienem był napisać jakoś całkiem inaczej, ale beztalencie rozpościera się u mnie na dziedzinę epistolografii też. Ty, mój drogi, to umiesz prawdziwe listy pisać z takim zimnym ogniem wewnętrznego uwznioślenia ponad szkieletów ludy, że składam i się tylko cieszę na to pośmiertne ich wydanie. Narobi szumku-huczku, spokojna głowa! Kanalizuj te pasje, wciskaj je w koryta Twórczości i przybywaj, Maestro Vitae Ofaidane, na Kliny, gdzie już skowronek śpiewa.
Your Old Robot
Stanisław Lem, Sławomir Mrożek, Listy 1956–1978, Wydawnictwo Literackie 2011, s. 95–102.

Komentarze

  1. Na zdjęciu wyraźnie widać, że menażeria cieszyła się wielką sympatią Old Robota.:) A Pegaz to imię wręcz idealne dla jamnika pisarza. :)
    Roztopiszcza podobno będą u nas w tym tygodniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zanosi się na roztopiszcza, raczej na zasypiszcza:)

      Usuń
  2. "Ja tu w obliczu nadciągających zmór. Dom cały, niestety, ma być malowany od środka; garaż cementowany; życie zrujnowane".

    Całe szczęście udało się przeżyć :), nawet bez uszczerbku na zdrowiu.

    "Mam obecnie martini bianco, gin (London Gin), rum jamaica, Arak, który Jaś Sz. przywiózł z Persyi, likier Chartreuse i wodę sodową; w ten sposób doraźnie udaje mi się czasem nieco zmniejszyć Ból i Rozpacz Istnienia, które dławią i męczą"

    Z tego co wiem, najważniejsze, aby to co się pije było bardzo słodkie, stąd może obecność wody sodowej, co by nie przesadzić ze słodkością :) O tym, że dręczyły Lema Ból i Rozpacz Istnienia, a może nawet Obojętność Wszechświata, dalibóg nie miałem pojęcia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ból i Rozpacz Istnienia znieczulał Lem w sposób bliski memu sercu:) No może te trunki takie trochę "smakowe", ale rum z colą na Ból Istnienia to całkiem niezły lek. Tylko przesadzić nie wolno, bo wtedy w dwójnasób nas Ból Istnienia dotknie.

      Swoją drogą to musiał być ciekawy widok. Lem i Mrożek piją razem alkohol. Kurczę chciałbym się znaleźć na takim wieczorze.

      Ale pewnie z onieśmielania siedziałbym tylko z szeroko rozdziawioną gębą i gapił się na tych dwóch:)

      Usuń
    2. Pewnego razu panowie udali się do garażu, bo Lem chciał Mrożkowi pokazać co należy robić przy jego [Mrożka} nowiutkim samochodzie. Podnośnik się omsknął i zrobił dziurę w masce, bo to plastikowy samochód był. Być może panowie byli już po łagodzeniu Bólu i Rozpaczy Istnienia :)

      Usuń
  3. ~ Zbyszek
    Oj, jak ja to świetnie rozumiem. Nie cierpię wszelkich działań remontowych, dla mnie też życie byłoby zrujnowane. :)
    Znając tajniki jamniczej natury, Pegaz okazał się skuteczniejszym antidotum na Ból i Rozpacz Istnienia niż te wszystkie rumy, araki i likiery. :)

    ~ Charlie Librarian
    Nie wiem, czy tam w ogóle była mowa o spożywaniu jakichkolwiek płynów, na pewno ciągłe parskanie i wybuchy śmiechu utrudniały konsumpcję. :)

    ~ Zjadacz Liter
    Może prozaiczna konieczność zgromadzenia funduszy na naprawienie dziury w masce natychmiast uśmierzyła Ból i Rozpacz Istnienia. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękności. Teraz tylko odłożyć 5 dych na całość. Trzeba będzie zmniejszyć wydatki na środki zmniejszające BiRI :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo ja wiem. Już z rzucenia palenia miały być kokosy i co? :P

      Usuń
    2. Pewnie puszczasz te zyski na jakieś inne uzależnienie:P

      Usuń
  5. Ech.
    Taki smakowity fragment i zaczynam Lema lubić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? Ja też chyba wstąpię do fanklubu. :)

      Usuń
  6. "Co robić; to nie ja sprowadzam tę menażerię do domu." Ha. Skąd ja to znam..:D Cudne, cudne, wiedziałam, że warto po te "Listy.." sięgnąć! Tylko szkoda, że jeszcze ich nie mam na półce.. Wrr.. List z żądaniem odszkodowania już redaguję ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zawsze sobie obiecuję, że kupię te listy przy jakiejś większej promocji i z niejasnych przyczyn wygryzają je z koszyka inne książki. :)

      Usuń
    2. Ja z kolei mam je cały czas w moim schowku w ulubionej księgarni.. Nic to, może wpiszę je na listę prezentową :)

      Usuń
    3. Chyba też tak zrobię. :) Jeszcze trochę i trzeba będzie pisać listy do Mikołaja, a raczej w naszym przypadku Bibliomikołaja. :)

      Usuń

Prześlij komentarz