poniedziałek, 11 marca 2013

Odcinek 628: Stanisław Lem, 1962 rok


List Stanisława Lema do Sławomira Mrożka

Klińskie Roztopiszcza, 11 marca 1962 roku
Bracie w Bycie,
przepraszam za brzmienie tego okrzyku wstępnego, ale nastroić pragnąłem lutnię duszy mojej na ton wysoki, i tak mi się jakoś kiksnęło, a żebym miał wykręcać papier z maszyny i od nowa zaczynać – co to, to za nic. Listów Twoich, Treściami tak Naładowanych, że nie wiem, Worek pod moim łożem madejowym. I byłbym Ci ja z miejsca na ostatni Zew Duszy Twej odpisał, wprost mi się palce do klawiatury Żarzyły, ale myślałem, czy Ty czasem po drodze do Warszawki gdzieś do Genewki lub Konstantynopola nie zboczysz. [...] 
Ja tu w obliczu nadciągających zmór. Dom cały, niestety, ma być malowany od środka; garaż cementowany; życie zrujnowane. Porządek cichy, powolne Dżynu sączenie obalone na czas jakiś; piszę rozmaite bzdury, a ostatnio zacząłem pisać wiersze, lecz nie we własnym imieniu, a tylko w imieniu Robotów, per procura niejako. Najpierw zapragnąłem, w obliczu nadciągającej zmiany pokoleń (że niby te roboty nas zastąpią), ocalić dla nich bezcenne skarby literatury naszej ojczystej, no więc przekładam (np. „Cóż to za robot, piękny i młody”) – ale potem ruszyłem śmielej:
Idę samotny borem i Lasem 
Choć wszędy wicher i słota 
I tylko głucho skrzypię zawiasem 
Albo o kamień potknę się czasem 
Robot – sierota. [...]
Stanisław Lem.
A propos mopsa, mamy małego jamnika, wabi się Pegaz, a tamtego pieseczka mamy też. Co robić; to nie ja sprowadzam tę menażerię do domu. Przybądź kiedy. Mam obecnie martini bianco, gin (London Gin), rum jamaica, Arak, który Jaś Sz. przywiózł z Persyi, likier Chartreuse i wodę sodową; w ten sposób doraźnie udaje mi się czasem nieco zmniejszyć Ból i Rozpacz Istnienia, które dławią i męczą, jak o tym mówią słusznie Podania i Klechdy Starych Robotów.
A w ogóle to powinienem był napisać jakoś całkiem inaczej, ale beztalencie rozpościera się u mnie na dziedzinę epistolografii też. Ty, mój drogi, to umiesz prawdziwe listy pisać z takim zimnym ogniem wewnętrznego uwznioślenia ponad szkieletów ludy, że składam i się tylko cieszę na to pośmiertne ich wydanie. Narobi szumku-huczku, spokojna głowa! Kanalizuj te pasje, wciskaj je w koryta Twórczości i przybywaj, Maestro Vitae Ofaidane, na Kliny, gdzie już skowronek śpiewa.
Your Old Robot
Stanisław Lem, Sławomir Mrożek, Listy 1956–1978, Wydawnictwo Literackie 2011, s. 95–102.

16 komentarzy:

  1. Na zdjęciu wyraźnie widać, że menażeria cieszyła się wielką sympatią Old Robota.:) A Pegaz to imię wręcz idealne dla jamnika pisarza. :)
    Roztopiszcza podobno będą u nas w tym tygodniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zanosi się na roztopiszcza, raczej na zasypiszcza:)

      Usuń
  2. "Ja tu w obliczu nadciągających zmór. Dom cały, niestety, ma być malowany od środka; garaż cementowany; życie zrujnowane".

    Całe szczęście udało się przeżyć :), nawet bez uszczerbku na zdrowiu.

    "Mam obecnie martini bianco, gin (London Gin), rum jamaica, Arak, który Jaś Sz. przywiózł z Persyi, likier Chartreuse i wodę sodową; w ten sposób doraźnie udaje mi się czasem nieco zmniejszyć Ból i Rozpacz Istnienia, które dławią i męczą"

    Z tego co wiem, najważniejsze, aby to co się pije było bardzo słodkie, stąd może obecność wody sodowej, co by nie przesadzić ze słodkością :) O tym, że dręczyły Lema Ból i Rozpacz Istnienia, a może nawet Obojętność Wszechświata, dalibóg nie miałem pojęcia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ból i Rozpacz Istnienia znieczulał Lem w sposób bliski memu sercu:) No może te trunki takie trochę "smakowe", ale rum z colą na Ból Istnienia to całkiem niezły lek. Tylko przesadzić nie wolno, bo wtedy w dwójnasób nas Ból Istnienia dotknie.

      Swoją drogą to musiał być ciekawy widok. Lem i Mrożek piją razem alkohol. Kurczę chciałbym się znaleźć na takim wieczorze.

      Ale pewnie z onieśmielania siedziałbym tylko z szeroko rozdziawioną gębą i gapił się na tych dwóch:)

      Usuń
    2. Pewnego razu panowie udali się do garażu, bo Lem chciał Mrożkowi pokazać co należy robić przy jego [Mrożka} nowiutkim samochodzie. Podnośnik się omsknął i zrobił dziurę w masce, bo to plastikowy samochód był. Być może panowie byli już po łagodzeniu Bólu i Rozpaczy Istnienia :)

      Usuń
  3. ~ Zbyszek
    Oj, jak ja to świetnie rozumiem. Nie cierpię wszelkich działań remontowych, dla mnie też życie byłoby zrujnowane. :)
    Znając tajniki jamniczej natury, Pegaz okazał się skuteczniejszym antidotum na Ból i Rozpacz Istnienia niż te wszystkie rumy, araki i likiery. :)

    ~ Charlie Librarian
    Nie wiem, czy tam w ogóle była mowa o spożywaniu jakichkolwiek płynów, na pewno ciągłe parskanie i wybuchy śmiechu utrudniały konsumpcję. :)

    ~ Zjadacz Liter
    Może prozaiczna konieczność zgromadzenia funduszy na naprawienie dziury w masce natychmiast uśmierzyła Ból i Rozpacz Istnienia. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękności. Teraz tylko odłożyć 5 dych na całość. Trzeba będzie zmniejszyć wydatki na środki zmniejszające BiRI :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo ja wiem. Już z rzucenia palenia miały być kokosy i co? :P

      Usuń
    2. Pewnie puszczasz te zyski na jakieś inne uzależnienie:P

      Usuń
  5. Ech.
    Taki smakowity fragment i zaczynam Lema lubić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? Ja też chyba wstąpię do fanklubu. :)

      Usuń
  6. "Co robić; to nie ja sprowadzam tę menażerię do domu." Ha. Skąd ja to znam..:D Cudne, cudne, wiedziałam, że warto po te "Listy.." sięgnąć! Tylko szkoda, że jeszcze ich nie mam na półce.. Wrr.. List z żądaniem odszkodowania już redaguję ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zawsze sobie obiecuję, że kupię te listy przy jakiejś większej promocji i z niejasnych przyczyn wygryzają je z koszyka inne książki. :)

      Usuń
    2. Ja z kolei mam je cały czas w moim schowku w ulubionej księgarni.. Nic to, może wpiszę je na listę prezentową :)

      Usuń
    3. Chyba też tak zrobię. :) Jeszcze trochę i trzeba będzie pisać listy do Mikołaja, a raczej w naszym przypadku Bibliomikołaja. :)

      Usuń