wtorek, 25 grudnia 2012

Odcinek 552: Odo Bujwid, 1942 rok


Z pamiętnika Odona Bujwida

25 grudnia 1942 roku
Odo Bujwid.
Tak by się chciało dożyć zakończenia tej strasznej męki wojennej, a widzę jednak, że nie zdołam. Siły gwałtownie słabną. Różnica wyraźna z tygodnia na tydzień. Przed dwoma tygodniami mogłem jeszcze dojść do Muzeum Przemysłowego, gdzie odwiedziłem dawno nie widzianych dyrektorstwo Torów. Zawczoraj poszedłem do fryzjera i ledwo wszedłem na schody. A zdarzenia idą szybko naprzód i wydaje się, że do maja powinno się skończyć.
Wigilijną wieczerzę jadłem u Mostowskich, we czwórkę, w bardzo miłym nastroju. Noc poprzednia ciężka, bo arytmia i brak oddechu doszły do niebywałych rozmiarów. Myślałem już, że to koniec. Ale dzisiaj, po wczorajszym wieczorze, spałem dobrze pomimo dosyć sutego jedzenia, które jednak ograniczałem do swych możliwości. Nie wywołały złych następstw nawet trzy kieliszki doskonałego wina, które Włodzio skądś wydostał. Dwukilowy karp, przysłany przez dra Kirscha, miłego prezesa „Wędziska” i towarzysza połowów pstrągów, równie zrobił swoje. Przyszli potem Jurkowie. Oświetlono choinkę i Jurek śpiewał kolędy.
Ta ostatnia już dla mnie Wigilia oddziałała kojąco. Zapomniało się na chwilę o sporach rodzinnych i o wojnie.
Ircia Dziubińska ubrała dla mnie choinkę, jak gdyby mi na tym zależało, a jej było jak gdyby obowiązkiem. Zaopatrzyłem ją zapasami na drogę do domu, bo miała czekać na dworcu kilka godzin.
[Profesor Odo Bujwid zmarł kilka godzin po napisaniu tych zdań, w nocy z 25 na 26 grudnia.]

Odo Bujwid, Osamotnienie. Pamiętniki z lat 1932–1942, oprac. Danuta i Tadeusz Jarosińscy, Wydawnictwo Literackie 1990, s.404

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz